Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Redakcja odnotowuje tutaj statystyki Państwa wizyt - według danych podawanych każdemu wydawcy przez Blox **** Liczba wizyt w Gazecie Autorskiej IMPRESJee: 6 822 555. A liczba wizyt w gazecie i podstronach: 9 148 399 **** W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce popularności w kategorii: Media Zapraszam Państwa do lektury - Redaktor naczelna
Blog > Komentarze do wpisu

Empatia motyla

Tego motyla zauważyłam, gdy zamigotał tuż przy moich stopach. Ledwo się poruszał, zataczając się jak miotany orkanem. 

Ze złożonymi skrzydełkami, z trudem drepcząc i słaniając się raz na jedną stronę, raz na drugą − leżał co chwila jak martwy i co chwila się podnosił. A co gorsza,  czy to usiłując się schronić, czy też pokonać słabość  – uginając się tak tuż przy krawężniku na parkowej ścieżce, wyraźnie upadł na dłużej. Znieruchomiał pod źdźbłem trawy. Nie zaprzestawał jednak walki, lecz  już coraz rzadziej ją podejmował i tylko na ułamek sekundy udawało mu się wyprostować czy rozchylić skrzydełka.

Obserwowałam go, zastanawiając się i coraz bardziej się niepokojąc, dlaczego tak rozpaczliwie się szamocze. A był tym pierwszym motylem, którego  dotąd  zauważyłam. Może jedynym w okolicy już rozbudzonym wiosennie... mimo  chłodu, który  jednak  nie przypominał przejmującego ziąbu sprzed kilku dni. Podmuch wiatru był także łagodny...

Podjęłam błyskawicznie decyzję. Pragnąc podołać niemal żonglerskiemu wyzwaniu utrwalenia obrazu zdarzeń jedną ręką − podeszłam do niego już bliżej z aparatem. Przyklękłam przy nim i po kilku powtórkach tych jego dramatycznych zmagań ze sobą samym −  podsunęłam mu palec wolnej lewej ręki. Próbował wdrapać się na opuszek. Był słaby. Podawałam mu palec wiele razy − spadał za każdym razem... Aż wreszcie wszedł  i z czubka palca zaraz wybrał jako cel swojej wędrówki  – wewnętrzną część mojej dłoni. Delikatnie i niemal jak parawanem osłoniłam go zaraz lekko ugiętymi palcami. Po kilkunastu sekundach palce stopniowo rozchylałam. A on nadal pozostawał na dłoni, wyraźnie spokojny, dając znaki życia, może zadowolenia, przebieraniem nóżkami. Pobył w tym cieple jeszcze  2 - 3 minuty... A gdy dłoń  uniosłam wyżej... najpierw wspiął się na jej brzeg i  nieśmiało raz po raz rozpościerał skrzydełka. A wtem nagle silnie je wyprostował, potrzepotał nimi kilka razy, za każdym razem energiczniej i pewniej i...  odważnie pofrunął!

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska

Na fot. 1: Tylko na moment udawało mu się wyprostować czy rozwinąć skrzydełka...

Na fot. 2: Gdy wszedł na opuszek palca, zdołałam wstać i utrwalić chwilę jego małego zwycięstwa

Na fot. 3: Po kilkunastu sekundach pod osłoną palców jak niemal parawanem pobył 2-3 minuty na mojej dłoni;

Na fot. 4:  Tuż przed odlotem…


środa, 18 maja 2016, impresje

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: