Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was witam i zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki Gazety Autorskiej „IMPRESJee”, stan 20 września 2016 * Liczba wizyt: 6 135 150 ** wizyty w GAI i podstronach: 8 637 936
niedziela, 25 września 2016

 

 

Liriana biała. Z cyklu: Przestrzenie luster (miniatura anim.), Stefania Pruszyńska

 

„Myślę, że wydeptałem w poezji jakieś własne ścieżki, po których nikt ze mną nie chodził. Czy one zarosną trawą, czy okażą się potrzebne, nie wiem” – Jerzy Ficowski

„Poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi” – Heinrich Heine

„Poezja jest dla mnie tylko sposobem dojrzewania. Dlatego nie wstydzę się nawet słabszych wierszy. Są etapami, dochodzeniem, samookreślaniem” –  Anna Kamieńska

„Prawie cała literatura, prawie cała poezja, prawie cała sztuka wyrosły z ludzkiego bólu; w niebie chyba sztuki nie ma” – Leszek Kołakowski

„Obrazu w lustrze nie da się zatrzymać, natomiast poezja opiera się działaniu czasu” –  Czesław Miłosz

„Dopóki nie poczujesz się nieszczęśliwy, nie narodzi się w tobie »poezja«!” – Tadeusz Różewicz

Poezja to mówiące malarstwo, a malarstwo – milcząca poezja” – Simonides

„Wszystko jest poezją, każdy jest poetą” – Edward Stachura

 „Nie wierzę, by poezja mogła zmienić świat. Prawdziwi twórcy zła nie czytają wierszy” – Wisława Szymborska

Moja myśl o poezji... Poezja jest płomieniem. Płomieniem ocalanym  w słowach – Stefania Pruszyńska 


 Liriana biała. Z cyklu: Przestrzenie luster. Stefania Pruszyńska

Wszelkie prawa zastrzeżone




wtorek, 20 września 2016

Firmy internetowe, w tym Google, nie zgadzają się z propozycją Komisji Europejskiej, by dać nowe prawa wydawcom prasowym. Sprzeciwiają się też stosowaniu w serwisach internetowych, jak Youtube, technologii automatycznie wykrywających utwory muzyczne i filmy wideo.

Zaprezentowana przez Komisję Europejską propozycja modernizacji praw autorskich w UE doczekała się natychmiastowej reakcji ze strony branży cyfrowej.

Projekt nowej dyrektywy o prawie autorskim zakłada m.in. kontynuowanie działań w celu zlikwidowania tzw. geoblokowania (czyli ograniczania dostępu użytkowników do treści lub usług online ze względu na położenie geograficzne), zobowiązuje producentów i wydawców do informowania twórców lub wykonawców o zyskach z ich utworów, uznaje wydawców prasowych za podmioty praw autorskich oraz nakłada na platformy internetowe udostępniające pliki muzyczne i wideo obowiązek stosowania programów monitorujących zamieszczane treści.

„Z projektu KE wynika, że wszystkie treści w serwisach internetowych  zarówno pliki tekstowe, zdjęciowe, muzyczne, jak i wideo będą musiały być uprzednio monitorowane. Oznacza to, że Internet stanie się miejscem, gdzie zamieszczane w sieci materiały będą najpierw musiały uzyskać akceptację prawników, a dopiero potem trafią do odbiorców” – informuje w swoim oświadczeniu wiceprezes Google Caroline Atkinson.

Atkinson przypomina, że serwisy internetowe nie mają obowiązku bieżącego monitorowania zamieszczanych przez użytkowników treści, natomiast muszą reagować, jeśli naruszenie praw autorskich zostanie zgłoszone.

„Youtube wykorzystuje w tym celu system Content ID, za którego pomocą blokuje treści, które zostały zgłoszone przez właściciela praw autorskich jako jego utwory, lub wypłaca za nie wynagrodzenie” – tłumaczy Atkinson.

Z aplauzem spotkała się natomiast zapowiedź Komisji o dążeniu do likwidacji tzw. geoblokowania.

„To anachronizm, że konsumenci z UE wciąż nie mogą oglądać seriali telewizyjnych, wydarzeń sportowych lub filmów na terenie całej Unii. To nie ma żadnego sensu, że klient Netflixa (internetowy amerykański serwis filmowy  PAP) w Belgii nie ma dostępu np. do jego holenderskiej wersji albo że nie może zostać klientem zagranicznego serwisu telewizyjnego” – mówi dyrektor generalna Europejskiej Organizacji Konsumentów (BEUC) Monique Goyens.

Z kolei Federacja Europejskich Wydawców (FEP) popiera decyzję Komisji o przyznaniu nowych praw wydawcom, ponieważ pełnią oni „kluczową rolę w publikacji i dystrybucji utworów (...) i to musi być konsekwentnie uwzględnione w prawie UE”.

Projekt KE trafi teraz do trafi teraz do Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, które wypracują ostateczny kształt przepisów.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

wk/Kurier PAP

Źródło: Kurier PAP - www.kurier.pap.pl 

 



 

Podczas tegorocznej uroczystej sesji Rady Stołecznego Miasta Poznania, w dniu Patronów Poznania – Świętych Piotra i Pawła,  Honorowe Obywatelstwo Miasta Poznania nadano profesorowi Janowi Węglarzowi, a tytuł: Zasłużony dla Miasta Poznania otrzymali: Gerard Cofta, Robert Gamble, generał Jan Podhorski, Barbara i Tomasz Sadowscy. Laureatem Nagrody Naukowej został prof. Piotr Tryjanowski,   Nagrody Artystycznej − Miklosz Deki Czureja, a Sportowej − Tomasz Andrzej Kryk.

Laureat Nagrody Naukowej Poznania prof. Piotr  Tryjanowski jest dyrektorem Instytutu Zoologii na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodniczego. Zdobył uznanie  kapituły pod przewodnictwem prof. Stanisława Lorenca dorobkiem naukowym nt.  procesów urbanizacji zwierząt, który uzyskał znaczny  rozgłos  w świecie dzięki rozlicznym publikacjom tematycznym,  wskazujących na Poznań i okolice jako miejsca pozyskania materiałów do badań. Kapituła zwróciła uwagę  na zawarte w tym dorobku  naukowe „próby zrozumienia mechanizmów adaptacji zwierząt do życia w mieście”. Podczas konferencji przewodniczący kapituły Nagrody Naukowej Miasta Poznania, prof. Stanisław Lorenc akcentował właśnie tę zasługę w badawczej  działalności prof. Piotra Tryjanowskiego, że „Poznań dołączył do grona miast o najlepszym rozpoznawaniu procesów urbanizacji zwierząt”.

Nagroda Artystyczna Miasta Poznania dla Miklosza Deki Czurei. Utalentowanego i cieszącego się sławą  znakomitego romskiego wirtuoza skrzypiec, propagatora w Polsce i  za granicą, na wielu scenach świata,  rodzimej muzyki romskiej – folkloru romskiego,  wzorującego się na  najlepszej  tradycji szkoły węgierskiej,  Nagrodą Artystyczną Poznania uznała kapituła kierowana przez  prof. Romana Kubickiego.

Miklosz Deki Czureja muzyk – laureat tej nagrody mieszka w Poznaniu. Koncertował solo z wieloma orkiestrami – symfonicznymi, kameralnymi. muzykami  i znanymi śpiewakami (m.in.: Sandorem Lakatoszem, Michałem Urbaniakiem,  Grażyną Brodzińską, Januszem Józefowiczem i Januszem Stokłosą – w Teatrze Buffo w Warszawie) czy  chórami oraz   jako lider –  z  rodzinnym zespołem „Tatra Roma”. Romski wirtuoz, współpracując z Fundacją „Bahtałe Roma”, uczestniczy w wielu akcjach i  przedsięwzięciach charytatywnych, projektach społecznych i artystycznych służących rozpowszechnianiu i rozwijaniu  romskiego dziedzictwa kulturowego.

Nagroda Artystyczna jest drugim zdobytym w tym roku  przez Miklosza Deki Czureję laurem od władz Poznania, bowiem w styczniu  prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak wręczył mu  Wielką Pieczęć Miasta Poznania.  Miklosz Deki Czureja zaś dwa lata temu został odznaczony przez Prezydenta RP Złotym Krzyżem Zasługi.

Miklosz Deki Czureja  jest potomkiem węgierskich Romów, którzy  osiedlili się w Polsce.  Pierwsze nauki gry na skrzypcach pobierał u swojego ojca, również skrzypka,  później występował w Zespole  Pieśni i Tańca „Roma”, ostatecznie  wybrał  drogę solisty.   Wydał  dotąd 12 płyt, które  nagrał we współpracy ze znakomitymi muzykami z Polski i ze świata, a  w 2011 roku – zdobył platynową płytę.  Jest autorem książki  wspomnieniowej, autobiograficznej,  pt. „Potępienie Miklosza, czyli tajemnice Króla Czardasza”, opracowanej przez Zdzisława Grabowskiego, wydanej w 2009 roku. Zdobywa też coraz większe doświadczenie jako lutnik − tworzeniu skrzypiec poświęcił w ostatnich latach wiele pasji i czasu, znajdując  w  tym  niezwykłym zajęciu wiele satysfakcji.

W planach Miklosza Deki Czurei  bardzo ważna jest idea stworzenia w Poznaniu pod swoją dyrekcją orkiestry romskiej z prawdziwego zdarzenia, która miałaby przypomnieć i odnowić romską kulturę muzyczną.   Już od wielu lat snuje taką wizję, zainspirowany 100-osobową orkiestrą w Budapeszcie,  intensywnie zdążając do jej konkretyzacji – rozmawia z artystami romskimi,  mobilizuje wielu przyjaznych mu w różnych środowiskach  do podejmowania decyzji czy współpracy artystycznej.  Pracuje nad repertuarem, ma pomysły, przyciąga swoją determinacją i rozpłomienieniem tym marzeniem wrażliwych na argumenty czysto artystyczne, ideowe, nie zapominając o wielkim znaczeniu starań  o znalezienie oparcia dla  istnienia tej orkiestry  np. w mecenacie publicznym urzędu czy  instytucji, które  może  odegrać wielką rolę  w  rozwoju  kultury romskiej.

W tym roku  kapituła Nagrody Sportowej  nie znalazła laureata pośród kandydatów,  lecz uhonorowała trenera klasy mistrzowskiej w kajakarstwie Tomasza Andrzeja Kryka, który jest absolwentem poznańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Laureat rozpoczynał  swoją drogę trenerską w 1994 roku w klubie Posnania.  W maju 2009 r.  został trenerem głównym kadry kobiet w kajakarstwie klasycznym. Pod swoją opieką miał wiele olimpijek, uczestniczek mistrzostw świata i Europy, m.in.: Karolinę Naję, Beatę Mikołajczyk, Martę Walczykiewicz, Ewelinę Wojnarowską i Edytę Dzieniszewską. W 2013 r. uzyskał tytuł trenera klasy mistrzowskiej w kajakarstwie.

Wybitni artyści i naukowcy są w Poznaniu nagradzani od 1927 roku. Początek tej tradycji stanowiło uchwalenie statutu Nagrody Literackiej Miasta Poznania imienia Jana Kasprowicza oraz nagrody imienia Józefa Łukaszewicza za badania nad historią miasta Poznania.  Nagrody zmieniały nazwy, podobnie zmieniano dziedziny, w których honorowano wybitnych. Obecnie jest wyraźnie widoczny  powrót do tradycji przedwojennej  nagradzania artystów i naukowców, a także  przyznawania  stypendiów dla młodych twórców i badaczy. Laureatami tych nagród  zostają twórcy i naukowcy, których dorobek został doceniony jako ważny  wkład w rozwój regionu i miasta Poznania. Wyboru laureatów  dokonują  kapituły nagród powoływane przez Radę Miasta Poznania,  w których składzie zasiadają wybitni artyści i naukowcy.

Tegoroczne Nagrody Naukowe i Artystyczne Miasta Poznania zostały przyznane w kwocie 39 tys. zł, a 12 stypendiów naukowych oraz 10 stypendiów artystycznych  w wysokości  5,7 tys. zł.

Honorowe obywatelstwo i tytuły 2016 nadane przez  Radę Miasta Poznania

Honorowy Obywatel Poznania profesor Jan Węglarz urodził się w 1947 r. w Poznaniu. Kontynuując akademickie tradycje rodzinne (ojciec, Józef Węglarz, był współzałożycielem i wieloletnim dziekanem Wydziału Elektrycznego Politechniki Poznańskiej), studiował równolegle automatykę na Politechnice oraz matematykę na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (UAM). Po uzyskaniu w 1969 r. dyplomu UAM obronił w 1971 r. z wyróżnieniem pracę magisterską na Wydziale Elektrycznym Politechniki Poznańskiej. Pracę doktorską obronił w 1974 r., a w 1976 r., na rok przed swoją habilitacją, został kierownikiem Pracowni Badań Operacyjnych, jednej z pierwszych tego typu jednostek na wyższych uczelniach technicznych w Polsce. W 1983 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego Politechniki Poznańskiej, a w 1988 r. − tytuł profesora zwyczajnego. Od 1989 r. był zatrudniony w Instytucie Informatyki, Automatyki i Robotyki, a od 1990 r. pracuje w Instytucie Informatyki, którego jest dyrektorem od momentu powstania. Profesor Jan Węglarz pełnił funkcję prezesa Oddziału Polskiej Akademii Nauk (PAN) w Poznaniu w latach 2003–2010. Od czasu reorganizacji Pracowni Badań Operacyjnych w 1995 r. jest kierownikiem Zakładu Badań Operacyjnych i Sztucznej Inteligencji w Instytucie Informatyki Politechniki Poznańskiej. Sprawuje również funkcję pełnomocnika dyrektora Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN ds. Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego (PCSS). Jako współtwórca koncepcji rozwoju naukowych miejskich sieci komputerowych oraz idei Polskiego Internetu Optycznego w znaczącym stopniu przyczynił się do powstania w 1993 r. PCSS. Dzięki jego wytrwałym działaniom na rzecz tworzenia i rozwoju infrastruktury informatycznej dla całej polskiej nauki możliwe było stworzenie w Poznaniu tak nowoczesnego ośrodka. Obecnie PCSS należy do jednego z trzech głównych tego typu centrów w Polsce, jest operatorem zarówno miejskiej sieci komputerowej „Pozman”, jak i krajowej, szerokopasmowej sieci naukowej PIONIER w ramach koncepcji Polskiego Internetu Optycznego. Do najważniejszych osiągnięć Profesora bez wątpienia należy otwarte we wrześniu 2015 r. Centrum Badawcze Polskiego Internetu Optycznego (CBPIO).

Profesor Jan Węglarz należy do licznych krajowych i międzynarodowych instytucji naukowych, jak m.in. Polskie Towarzystwo Informatyczne (członek założyciel) oraz American Mathematical Society i Operations Research Society of America (full member). Jest laureatem wielu prestiżowych nagród naukowych krajowych i zagranicznych, w tym Nagrody Sekretarza Naukowego PAN, Wydziału IV PAN, Nagrody Naukowej Miasta Poznania, nagród ministerialnych, a także Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wśród wielu wyróżnień prof. Jana Węglarza na szczególną uwagę zasługuje przyznany w 1991 r. Złoty Medal EURO (Stowarzyszenie Europejskich Towarzystw Badań Operacyjnych). Profesor został odznaczony w roku 1991 Krzyżem Kawalerskim, w 1997 r. Krzyżem Oficerskim oraz w 2004 r. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zasłużeni dla Poznania: Gerard Cofta, Robert David Gamble, Jan Podhorski, Barbara i Tomasz Sadowscy

Gerard Cofta urodził się w 1933 r. w Poznaniu, jest z wykształcenia fizykiem. Pracował jako pedagog, m.in. w poznańskich liceach nr VI oraz XII, wcześniej w Technikum Samochodowym, a także jako wykładowca akademicki. Pochodzi z rodziny przybyłej do Poznania na początku XX w. Wielu przedstawicieli tej licznej rodziny o tradycjach patriotycznych i pracy organicznej wywierało istotny wpływ na życie Poznania. Wspomnieć należy chociażby cenioną i znaną archeolog – prof. Aleksandrę Coftę-Broniewską, znanego fizyka teoretycznego – prof. Henryka Coftę, współtwórcę i wieloletniego pracownika „Głosu Wielkopolskiego” – Eugeniusza Coftę, twórcę architektury krajobrazu jako odrębnej dziedziny oraz człowieka zasłużonego dla powojennej odbudowymiasta – Włodzimierza Coftę, członka władz przedwojennego Poznania – Stanisława Coftę, czy wreszcie zmarłego w opinii męczeństwa podczas II wojny światowej w obozie w Żabikowie kapłana i społecznika – ks. Czesława Coftę. Ojciec Gerarda Cofty po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, po powstaniu wielkopolskim, zapoczątkował na Śródce działalność znanej piekarni i cukierni. W latach stalinowskich w związku z prowadzonymi represjami zakład został zamknięty. Szczególną zasługą Gerarda Cofty jest jego zaangażowanie na rzecz Śródki, a przez to i Poznania. Działalność tę prowadził przede wszystkim w zainicjowanych strukturach Rady Osiedla Ostrów Tumski-Śródka-Zawady-Komandoria integrującej wszelkie inicjatywy dotyczące tej części miasta. W pewnym sensie działalność Rady Osiedla nawiązała do istniejącego od początku XX w. Towarzystwa Obywatelskiego w Poznaniu, w którego władzach zasiadał Leon Cofta, ojciec Gerarda. Wieloletnie starania Gerarda Cofty doprowadziły w 2007 r. do odbudowania mostu nad Cybiną, któremu nadano imię pierwszego biskupa na ziemiach polskich, Jordana. Przedsięwzięcie to zapoczątkowało zmiany dotyczące samej Śródki – dzielnicy dotychczas zapomnianej, której struktura została zrujnowana podczas przebudowy z początku lat 70. Ważnym elementem aktywności Gerarda Cofty stało się inicjowanie wydarzeń kulturalnych i wydawniczych obejmujących pozycje historyczne, albumy, przewodniki turystyczne oraz periodyk „Wokół Śródki”, który ukazuje się od 1999 r. Podjęte przez niego inicjatywy przewodnickie mobilizowały do zapoznawania zwiedzających z bogactwem Śródki. Z czasem organiczna praca Gerarda Cofty – często żartobliwie określanego merem Śródki – przyczyniła się do odnawiania śródeckich budowli i kamienic, powstaniem i rozkwitem życia kulturalnego i towarzyskiego, w tym otwarciem nowych kawiarni oraz restauracji w tej części miasta. Dzięki jego działaniom w pięknym i zadbanym przez parafię kościele św. Małgorzaty odkrywanym przez coraz większą liczbę przybyszów, nie tylko z Poznania, organizowane są cykle koncertowe. Jego praca organiczna – dokonywana w gronie rodzinnym, wśród sąsiadów, parafian i przyjaciół – związana jest z zaangażowaniem i harmonizacją współpracy wielu osób, zarówno spośród długoletnich mieszkańców dzielnicy, jak i zainteresowanych nią od niedawna.

Robert David Gamble urodził się w 1938 r. w Filadelfii (USA), później związany z Bostonem. Jest obywatelem amerykańskim. Należy do Kościoła episkopalnego (odłam Kościoła anglikańskiego), którego jest pastorem. Od wielu lat mieszka w Poznaniu. Robert Gamble po raz pierwszy przyjechał do Polski w 1958 r. razem z grupą studentów amerykańskich – jak sam mówi – „na egzotyczne wakacje za żelazną kurtyną”. Od 1984 r. zaczął się coraz bardziej angażować w rozwój ruchu Anonimowych Alkoholików (AA) w Polsce, m.in. w organizację pierwszego w naszym kraju zjazdu AA, który odbył się w Poznaniu. Sponsorował wyjazdy aktywistów AA i Al-Anon do USA, by tam mogli oni zapoznać się z profesjonalnymi metodami leczenia umożliwiającymi uzależnionym powrót do zdrowia. Za zasługi w rozwoju ruchu AA w Polsce w 1999 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W 1992 r. Robert Gamble podjął decyzję sponsorowania pierwszego w Polsce talk-radia, Radia Obywatelskiego. Jego siedzibą były Zakłady Hipolita Cegielskiego w Poznaniu, co miało dla Roberta Gamble symboliczne znaczenie z uwagi na podziw i uznanie, jakimi darzył on robotniczy zryw, dziś znany powszechnie jako Powstanie Poznańskie – Czerwiec 1956 r. Dzięki oryginalnej formule opartej przede wszystkim na emitowaniu na żywo rozmów z radiosłuchaczami stacja cieszyła się dużą popularnością wśród mieszkańców Poznania. W tym samym roku Robert Gamble założył wydawnictwo Media Rodzina, które do dziś opublikowało około tysiąca tytułów, w tym wiele bestsellerów dla dzieci i młodzieży, książek psychologicznych dotyczących uzależnień i powrotu do zdrowia. Ważną częścią programu wydawniczego oficyny są również książki autorów bezpośrednio związanych z Poznaniem i Wielkopolską, m.in. Stefana Stuligrosza, Marii Paradowskiej, Juliusza Kubla, Piotra Bojarskiego, Włodzimierza Branieckiego, Henryka Derwicha. Także w 1992 r. Robert Gamble zainspirowany powieścią Małgorzaty Musierowicz „Noelka” postanowił zainicjować i częściowo sponsorował również w latach następnych „Wigilię pod Rondem”. Wigilijne spotkania pod rondem Kaponiera adresowane są głównie do osób bezdomnych, samotnych, uzależnionych od nałogu. Poznaniacy przyjęli tę inicjatywę z uznaniem, coraz liczniej uczestnicząc we wspólnym kolędowaniu i dzieleniu się opłatkiem. Robert Gamble poprzez swoją wszechstronną działalność i społeczne zaangażowanie w sposób wybitny i znaczący zasłużył się dla rozwoju życia kulturalnego i promocji naszego miasta.

Generał Brygady Jan Podhorski ps. „Zygzak” urodził się w 1921 r. w Budzyniu w powiecie chodzieskim. W sierpniu 1939 r. jako harcerz i członek Przysposobienia Wojskowego zgłosił się ochotniczo do oddziałów Obrony Narodowej „Opalenica” i uczestniczył w akcji internowania Niemców. Brał udział w kampanii wrześniowej, podczas której trafił do niewoli niemieckiej pod Sannikami. Zwolniony w grudniu 1939 r., krótko później został pojmany przez gestapo i był więziony w Wolsztynie, skąd uciekł do Koźmina Wielkopolskiego. W styczniu 1940 r. złożył przysięgę konspiracyjną w organizacji harcerskiej „Orły” i do marca 1942 r. brał udział w małym sabotażu i działaniach propagandowych. W obawie przed aresztowaniem zbiegł z Wielkopolski do Generalnego Gubernatorstwa. W kwietniu 1942 r. został zaprzysiężony do Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurczy i oddelegowany do Skierniewic. W 1943 r. ukończył konspiracyjne liceum i zdał maturę. Równocześnie odbył kurs w podchorążówce Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) w Warszawie. W powstaniu warszawskim walczył w Pułku NSZ im. gen. Władysława Sikorskiego jako dowódca drużyny szturmowej. Po rozwiązaniu oddziału został przekazany do dyspozycji dowódcy odcinka „Miłosz”, na którym walczył we wrześniu 1944 r. w kompanii „Ziuk”. Po kapitulacji powstania służył w składzie kompanii osłonowej „A” por. „Kulawego”, wchodzącej w skład batalionu ewakuacyjno-osłonowego, nadzorującego wyjście powstańców i ludności cywilnej z Warszawy. Do maja 1945 r. przebywał w niewoli niemieckiej w stalagu IV B Muhlenberg w Zeithain nad Łabą. W październiku 1945 r. rozpoczął studia na Wydziale Rolno-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego (UP). W maju 1946 r. był jednym z organizatorów manifestacji poznańskich studentów. Za działalność w organizacji Młodzież Wszechpolska został zaaresztowany w grudniu 1946 r., skazany na trzy lata i więziony we Wronkach. Po odbyciu wyroku w latach 1953–1956 studiował zaocznie na Wydziale Prawa UP. W 1956 r. zniesiono karę relegowania i powrócił na studia dzienne, które ukończył w 1959 r. Od czerwca 1993 r. do 2012 r. był prezesem Okręgu Wielkopolska Związku Żołnierzy (ZŻ) NSZ w Poznaniu. Obecnie jest członkiem głównych władz ZŻ NSZ w Warszawie. Od 2013 r. jest patronem honorowym i osobą wspierającą Społeczny Komitet Upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych w Poznaniu. Pomimo dostojnego wieku Generał jest osobą niezmiennie aktywną i zaangażowaną w działania społeczne oraz edukacyjne. Nadal zajmuje się upamiętnianiem przeszłości, publikując wspomnienia, wydawane również w formie książkowej. Chętnie udziela prelekcji historycznych, spotyka się z młodzieżą, bierze udział w programach telewizyjnych i radiowych.

Barbara i Tomasz Sadowscy są założycielami Fundacji Pomocy Wzajemnej „Barka”, która od 1989 r. działa na rzecz mieszkańców Poznania, Wielkopolski i całego kraju. Fundacja powstała w odpowiedzi na narastające problemy społeczne okresu transformacji, koncentrując swoją aktywność na grupach wymagających szczególnego wsparcia. Misją państwa Sadowskich było utworzenie w ramach Fundacji alternatywnego systemu pomocy, która osobom zaniedbanym społecznie proponowała szeroko pojęte kształcenie i umożliwiała im odbudowanie własnej tożsamości, a tym samym pomagała odnaleźć się w nowej rzeczywistości społeczno-ekonomicznej. Od 27 lat „Barka” odgrywa inspirującą rolę w tworzeniu nowego ustawodawstwa na rzecz powoływania wspólnot, stowarzyszeń samopomocowych, przedsiębiorczości społecznej oraz centrów integracji społecznej, a także podejmuje pionierskie działania, których celem jest edukacja liderów wymienionych tu struktur. Przedsięwzięcia te wyzwalają nowe postrzeganie organizacji pozarządowych jako podmiotów, które integrują inicjatywy obywatelskie powstałe dzięki zasobom samorządności i przedsiębiorczości lokalnej, wpisując się w obszar „społecznej gospodarki rynkowej”. Przez cały okres istnienia Fundacja realizowała wiele programów wspieranych finansowo ze środków samorządów lokalnych, instytucji krajowych oraz zagranicznych. Ich priorytetem było umożliwianie włączenia osób bezrobotnych i rodzin w trudnej sytuacji socjalnej do systemu wymiany usług we wspólnotach lokalnych. Wśród działań o takim charakterze należy wymienić projekt „Equal”, który zaowocował utworzeniem dwudziestu spółdzielni socjalnych, trzech spółek z ograniczoną odpowiedzialnością oraz trzech przedsiębiorstw społecznych. Fundacja realizowała także program socjalno-edukacyjny „Szkoła Barki” im. H. Ch. Kofoeda. Celem tego przedsięwzięcia było powołanie instytucji kształcącej i aktywizującej zawodowo środowiska zaniedbane społecznie. Ponadto Fundacja jest pomysłodawcą i wydawcą ukazującego się od 2004 r. miesięcznika „Gazeta Uliczna”, który porusza problemy bezrobocia i bezdomności w Polsce. Za całokształt działalności zarówno Fundacja „Barka”, jak i państwo Barbara i Tomasz Sadowscy otrzymali wiele prestiżowych wyróżnień w kraju i za granicą. Należały do nich m.in.: Nagroda Srebrnej Róży przyznawana przez organizację Unii Europejskiej „Solidar”, nagroda magazynu „Time” w konkursie Herosi Europy, World Habitat Awards 2009, Nagroda Pro Publico Bono, a także tytuł Europejczyka Roku 2012.

W uroczystości, w której prym wiódł  przewodniczący Rady Miasta Poznania Grzegorz Ganowicz, uczestniczyli liczni przybyli na nią przedstawiciele władz samorządowych, urzędów Poznania, instytucji kulturalnych i kościelnych, m.in.: Marek Woźniak – marszałek województwa  prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, przedstawiciele instytucji kościelnych czy kulturalnych.

Stefania Pruszyńska

Fot.: Stefania Pruszyńska

Informacje biograficzne tegorocznych uhonorowanych przez Radę Miasta Poznania  tytułami − podaję za  zawartymi w protokołach z posiedzenia RMP w dniu 17 maja 2016.

(Publikacja z Portalu Autorskiego IMPRESJee.pl www.impresjee.pl, 6 lipca 2016)



 

Redagowana i wydawana przeze mnie Gazeta Autorska „IMPRESJee” www.impresjeee.blox.pl w tym tygodniu (dane z 19 września 2016) znów zajmuje  pierwsze  miejsce popularności pośród 189 portali blogowych w kategorii: Media, będącej podkategorią kategorii: Prasa i media na TOP 1000 w Blox, skupiającej 585 portali blogowych.

W kategorii: Media jest obecnie na Blox - 189 blogów, co już podaję wyżej, jednak warto zwrócić i na to uwagę, iż pośród nich  ma swoje portale blogowe kilkanaście najbardziej znanych mediów.

Aktualna popularność znanych mediów mających portale w Blox, według tej klasyfikacji w spisie podanym przez Blox 19 września 2016, przedstawia się następująco według miejsc:

1. Gazeta Autorska „IMPRESJee”

30. „Gazeta Prawna”

31. Telewizja Polsat

35. „Newsweek”

38. Radio Maryja

40. TVN 24

42. „New York Times”

44. TVP: Telewizja Polska

Te informacje o rankingu popularności w kategorii: Media w Blox podane są spisem portali blogowych pod adresem: http://www.blox.pl/html/4849665,262146,237,242.html?1001,P

W Blox znajduje się obecnie  już 587 738 portali blogowych.

Od niemal 10 lat Gazeta Autorska „IMPRESJee” jest na TOP 1000, co znaczy, że jest zawsze pośród tysiąca najlepszych blogów z wszystkich istniejących w Blox. Aktualnie ma w ogóle pośród  ponad pół miliona  portali blogowych w Blox i  tym samym pośród tych tysiąca najpoczytniejszych  blogów 205. miejsce. Spis portali blogowych na TOP 1000 znajdą Państwo w Blox. 

A że zasoby Gazety Autorskiej „IMPRESJee” tworzą zarówno publikacje z mojej łąki twórczej, jak i wielogatunkowe prasowe czy informacje, w tym tak wiele z nich przecież związanych z kulturą, a na dodatek z 10 lat, mam poczucie sensu tej pracy wykonywanej przeze mnie z myślą o Was, Szanowni P.T. Czytelnicy,  i także  sygnał, że wybór tematów, ich treści i formy prezentacji ciekawią Was. 

Siłę tego sygnału potwierdzają statystyki czytelnictwa (podawane przez Blox co tydzień do wiadomości każdego wydawcy). 

Suma liczby wizyt w gazecie i  jej czynnych podstronach:

8 637 936;

Liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”:

6 135 150; 

Zapraszam Państwa do lektury

Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska)

Redaktor naczelna 

Gazety Autorskiej „IMPRESJee”

nr 2190 w rejestrze prasy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu



niedziela, 18 września 2016

Naciski, by polski raport ws. katastrofy smoleńskiej był taki sam jak rosyjski, awaria części systemów Tu-154M przed uderzeniem w ziemię i manipulacje przy „czarnych skrzynkach” – to główne ustalenia podkomisji MON, która bada tę katastrofę.

Według podkomisji, w kokpicie Tu-154M nie zidentyfikowano głosu dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

W czwartek odbyło się pierwsze spotkanie z mediami podkomisji MON, powołanej w lutym przez ministra obrony Antoniego Macierewicza do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. Uczestniczył w niej szef resortu obrony, członkowie podkomisji, eksperci; przysłuchiwała się grupa bliskich ofiar.

Podczas konferencji zaprezentowano m.in. nagrania w wypowiedziami ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera, który przewodniczył polskiej komisji badającej katastrofę.

„Albo zadbamy o spójność raportów polskiego i rosyjskiego dot. katastrofy smoleńskiej, o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów, albo sami sobie ukręcimy bicz” – mówi w nagraniu Miller do członków komisji. „Jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie cała teoria spiskowa” - dodał.

„Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi (...) i jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria spiskowa zbudowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej” – dodawał Miller.

„W związku z tym ja też oczekiwałbym, że nasze działanie będzie o tyle niestandardowe, że musi uwzględniać wymogi postępowania przy wypadku cywilnym. I wewnętrzne nasze ustalenia metodologiczne oraz dokumentów kończących muszą być zweryfikowane z punktu widzenia tej okoliczności, co do tego jestem przekonany” – mówił dalej.

„Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi dla nas nieprzyjemnymi sugestiami. Zaczynamy dotykać istoty problemu.

Ja zacząłem od tego, czy wam nie przeszkadza, że zgodziliśmy się, że wypadek miał charakter wypadku cywilnego. I to jest konsekwencja tego przyjęcia. I jeśli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportu (...), to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem” – powiedział ówczesny szef MSWiA.

„Ostateczna decyzja należy do premiera; to premier zastrzegł sobie prawo osobistego nadzoru, może to nie jest dobre słowo, ale bieżącego przypatrywania się naszym poczynaniom. A jeśli chodzi o skład osobowy, zastrzegł sobie obowiązek obu ministrów, czyli ministra obrony i ministra spraw wewnętrznych, uzgadniania (...) wszelkich decyzji personalnych ze sobą” – mówił Miller

Szef podkomisji Wacław Berczyński ocenił, że te informacje są szokujące. „Wymowa tych materiałów, kiedy minister rządu polskiego, na polecenie polskiego premiera, instruuje komisję jak ma przebiegać badanie wypadku lotniczego – dla mnie jest to szokujące”– powiedział.

Wiceszef podkomisji prof. Kazimierz Nowaczyk oświadczył, że głos Błasika „nie został zidentyfikowany - po pierwsze przez żadną z trzech osób dobrze go znających, po drugie przez żadną z dotychczasowych specjalistycznych ekspertyz laboratoryjnych dokonującą wskazania mówców; są to Centralne Laboratorium Kryminalistyki KGP, Instytut Sehna, prof. Grażynę Demenko”. Nowaczyk dodał, że ani „komisja Millera, ani zespół biegłych prokuratury, nie podały żadnych wyników badań mogących być podstawą identyfikacji generała Błasika”.

Z polskiej „czarnej skrzynki” wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund – poinformował też Nowaczyk. Podkreślił, że cała tragedia i rozpad samolotu rozpoczął się na dystansie ok. 900 metrów.

„Pierwszym wyznacznikiem tego jest działka Bodina, później TAWS-38, ukryty w obu raportach i MAK-u i zespołu polskiego oraz punkt ostatni, tj. zapis komputera pokładowego FMS w momencie jego zamrożenia: 15 metrów nad gruntem” – powiedział.

Dodał, że podkomisja znalazła plik źródłowy z rejestratora, dzięki czemu udało się odszyfrować dodatkowe, brakujące 5 sekund z zapisu. „Jesteśmy w trakcie analizy, która jest bardzo żmudna, ale już znaleźliśmy sygnał niesprawności pierwszego silnika, niesprawność pierwszego generatora, niesprawność obu wysokościomierzy radiowych” – zaznaczył.

„To wszystko się dzieje pomiędzy (zapisanym w pamięci rejestratora punktem) TAWS-38 a miejscem zamrożenia pamięci FMS, w powietrzu, 15 metrów nad gruntem” – mówił.

W prezentacji podkomisji podkreślono też, że „wiele szczątków samolotu przed upadkiem na ziemię było spalonych lub okopconych”.

Powołanie komisji mającej ponownie zbadać tragedię smoleńską było obowiązkiem MON; powody tej decyzji były oczywiste i wynikały z niesolidności działań podejmowanych przez komisję powołaną przez Federację Rosyjską, jak i trzy kolejne komisje i zespoły powoływane przez polskie władze, którymi kierował premier Donald Tusk, w tym komisję Jerzego Millera – mówił szef MON Antoni Macierewicz.

„Proszę nie spodziewać się, że komisja przedstawi winnych, bo to nie jest zadaniem tej komisji” – dodał. Jak mówił, komisja „raz jeszcze dokona oceny przebiegu wydarzeń, materiału dowodowego i sformułuje stanowisko tak, aby uniknąć na przyszłość przede wszystkim takich katastrof”.

„Jako minister obrony narodowej postanowiłem przekazać całą dokumentację, jaka znajduje się w dostępnych archiwach ministerstwa – łącznie z dokumentacją Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która zajmowała się poprzednio tym wydarzeniem – nowo powołanej komisji” – powiedział Macierewicz.

Szef podkomisji podkreślił, że jej zadaniem jest wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. „Nie przyjmujemy żadnych wstępnych hipotez, ani żadnych założeń, nie wiemy co się stało. Po to nas powołano, żebyśmy wyjaśnili co się stało, bez żadnych wstępnych założeń” – mówił. Dodał, że powołano cztery zespoły robocze: konstrukcyjny, lotniczy, medyczny i prawny oraz ich koordynatorów.

Ekspert podkomisji Frank Taylor mówił, że nieprawidłowości przy zabezpieczeniu miejsca katastrofy i braki w identyfikacji niektórych jej ofiar, to główne powody wznowienia prac nad wyjaśnieniem tragedii. Dodał, że z analizy zdjęć satelitarnych wynikało, iż elementy wraku były przesuwane. „Cieniem na postępowanie rzucają się też braki w identyfikacji niektórych ofiar katastrofy smoleńskiej” – powiedział.

Dziennikarze nie mieli możliwości zadawania pytań podczas konferencji.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

wk/Kurier PAP

sta/ ral/ brw/ bos/ woj/

Źródło: Kurier PAP - www.kurier.pap.pl



Czerwiec ’56  – tablice wystawy publicznej przed CK „Zamek” w Poznaniu. 

Fot. Stefania Pruszyńska




piątek, 16 września 2016

Choć o tym, co jedzono na naszych ziemiach w czasach chrztu Mieszka wiadomo niewiele, można przyjąć, że dla ludów tej części Europy przyjęcie chrześcijaństwa skutkowało „szokiem gastronomicznym” – uważa historyk kulinariów z UMK w Toruniu Jarosław Dumanowski.

Historyk z toruńskiego uniwersytetu był jednym z konsultantów „kolacji chrzcielnej Mieszka i Dobrawy”, zorganizowanej w Poznaniu w ramach X Ogólnopolskiego Festiwalu Dobrego Smaku. Zaproszeni kucharze przygotowali w jednej z restauracji autorskie dania w oparciu jedynie o składniki dostępne w Wielkopolsce dziesięć wieków temu.

Kolacja była elementem realizowanego od ub. roku projektu „Stół Mieszka i Dobrawy”. Nawiązuje on do przypadającej w tym roku 1050. rocznicy chrztu Polski. Do współpracy przy tworzeniu menu zaproszeni zostali uznani badacze dawnej kuchni i zwyczajów.

Jarosław Dumanowski podkreślił, że mimo powszechnej opinii, iż chrzest Polski pociągnął za sobą włączenie naszego kraju do Europy Zachodniej, pod wieloma względami, także względem kulinarnym, było to raczej wejście w krąg krajów Europy Południowej. Jak stwierdził, to właśnie tam było umiejscowione centrum kultury, kuchni i przede wszystkim religii.

„Doświadczenia innych ludów, które przyjmowały chrzest dowodzą, że jego przyjęcie było dla krajów z północy czy wschodu Europy szokiem gastronomicznym. Ludzie, którzy przez setki lat zajadali słoninę, mleko, kaszę, czasem dziczyznę, nagle dowiedzieli się, że przez prawie pół tygodnia: w piątek, środę i sobotę, muszą zachowywać post; że muszą jeść ryby” - powiedział.

Jak dodał, ryby, owoce morza, biały chleb, czy oliwa były elementami obcej ówczesnym mieszkańcom tych ziem kuchni śródziemnomorskiej, ściśle związanej z chrześcijaństwem.

„Przyjęcie chrztu było też przyjęciem kilku kojarzonych z nową religią produktów: wina, oliwy, białego chleba z pszenicy oraz ryb morskich. To były produkty elitarne, ale bez nich nie mogło istnieć chrześcijaństwo. Bez wina i białego chleba nie można było odprawić mszy św., zaś oliwa była potrzebna do sakramentów” – powiedział.

Ze składników wskazanych przez ekspertów, zaproszeni kucharze: Ewa Michalska, Michał Seyda i Jan Kuroń przygotowali m.in. smażone liście pokrzyw i szczawiu, zupę rybną na bazie pstrąga i lina z kurkami i knelkiem z lina, przepiórki pieczone w miodzie pitnym, marynowaną brukiew, mus z brukwi i macierzanki, oraz wędzonego jesiotra z kurkami w śmietanie na liściach łopianu. Do kolacji podawano wina z Moraw, bo takie trunki mogła przywieźć ze sobą Dobrawa.

Jarosław Dumanowski przyznał, że nie ma żadnych źródeł, które mogłyby wskazywać, co jadano na dworze Mieszka i Dobrawy. Przypomniał też, że nie jest pewna nawet lokalizacja i data chrztu Polski, zaś przyjęty rok 966, choć prawdopodobny, jest jedynie przypuszczeniem.

Pomysłodawca kolacji, producent Festiwalu Dobrego Smaku Wojciech Lewandowski powiedział, że odbywające się w ramach projektu działania mają na celu przybliżanie historii polskiej kuchni od jej początków, oraz wpływu wydarzeń historycznych, odkryć geograficznych i zmian w codziennym życiu mieszkańców Polski na naszą kuchnię i kulturę stołu.

„Kuchnia jest niezwykle ważnym elementem naszej kultury – warto to uświadamiać i zwykłym Polakom, i decydentom. Jest wielu historyków uważających badania nad kuchnią za niepoważne. Tymczasem to równie ważna dziedzina, jak historia wojen i spisków – a na pewno znacznie przyjemniejsza” – powiedział.

W ramach projektu „Stół Mieszka i Dobrawy”, podczas festiwalu odbyły się też warsztaty historyczno-kulinarne dla dzieci i z udziałem nauczycieli poznańskich szkół podstawowych.

PAP – Nauka w Polsce 

rpo/ mars/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce - www.naukawpolsce.pap.pl


Fot. własne Redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”: Stefania Pruszyńska

Na fotografiach produkty eksponowane na jednym z jarmarków żywności w stolicy Wielkopolski, aktualnie trwającym – włoskim, zorganizowanym na placu Wolności 



piątek, 09 września 2016

 

piątek, 09 września 2016


 

 

Stefania Pruszyńska

 

Fado

 

Wołanie  i twój płacz

słyszę  z oddali     

A może to  echo nicości  

między bezkresem

i wiecznością 

w cierniach  nostalgii

modli się 

do ostatnich kwiatów

zerwanych z ust

 

Wczoraj gorąca  perła

śpiewałam moje fado

z rubinowych świtów

Rozpalałam  struny 

portugalskiej gitary

Nawet w snach 

drżałam do jej drżeń

i ciebie szukałam

 

Z  tęczy ostygłam  

Teraz  jestem tęsknotą

na ziarnach piasku

Otchłań mnie przygniata

Boleśnie ranią  muszle

Zimną łzą liże

i zaraz ogłusza ocean

 

Wołanie  i twój płacz

słyszę  z oddali    

A może to  echo nicości 

między bezkresem

i wiecznością 

w cierniach  nostalgii

modli się 

do ostatnich kwiatów

zerwanych z ust

 

Boję się  tego echa

i boję się ciszy

Bezlitosnej  pamięci

Żarłocznych rybitw  

na horyzoncie

który krwawi po nich

jak po tobie

Do  kamiennego oka 

kosmosu

Wszelkie prawa zastrzeżone

 



wtorek, 06 września 2016

Kilkuminutowymi brawami zakończyła się premiera filmu „Smoleńsk” w reżyserii Antoniego Krauzego, która odbyła się w poniedziałkowy wieczór w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w Warszawie.

Obecni byli m.in. prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło, prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Na premierę filmu przybyli także m.in. członkowie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, twórcy filmu, marszałek Senatu Stanisław Karczewski oraz ministrowie, w tym wicepremier, minister kultury Piotr Gliński, wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki, szef MON Antoni Macierewicz.

Producent filmu Maciej Pawlicki podkreślił, że „film powstał dzięki ludziom, którzy bardzo chcieli, by powstał”.

Film osnuty jest wokół wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r. – katastrofy prezydenckiego samolotu, który leciał do Smoleńska. Na pokładzie TU-154 była polska delegacja, zmierzająca do Katynia. Wszyscy pasażerowie zginęli na miejscu.

W filmie młoda dziennikarka Nina rozpoczyna śledztwo – usiłuje dowiedzieć się, jakie były przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. Pojawia się scena, w której prezydencki samolot wybucha, rozpada się w powietrzu, po czym zniszczona maszyna uderza w ziemię.

„Nie mogłem dłużej zgodzić się na te kłamstwa, które słyszeliśmy wokół tej sprawy. Ten film jest protestem przeciwko manipulacjom prawdą” – powiedział Krauze tuż przed poniedziałkową premierą.

„To film fabularny, z tym, że wszystko, co dotyczy katastrofy było oparte na faktach” – zaznaczył, dodając, że swój film realizował na podstawie pracy „prawdziwych ekspertów – zarówno komisji parlamentarnej pod kierownictwem Antoniego Macierewicza, jak i konferencji smoleńskich”. „Korzystając z ich wiedzy, przedstawiłem to, co wydaje się dziś niepodważalne” – mówił.

Jak przekonywał reżyser, „jest takie stanowisko, że wszystko w tej sprawie zostało ustalone i żadne nowe fakty niczego nie zmienią”. „Bardzo zależało mi, by ludzie nie wierzyli, że wszystko zostało ustalone, a jeśli pojawiają się nowe fakty, żeby zastanowili się, co się za tym kryje”  dodał.

„To nie jest polityka – to niechęć do kłamstwa (…) Żyję w wolnej Polsce i nie mam ochoty uczestniczyć w kłamstwie, a to jest tego typu sprawa, w której nikt nie może być obojętny”. Przyznał także, że „Smoleńsk” jest jego ostatnim filmem w karierze.

Jak ocenił po projekcji filmu Jan Żaryn, historyk i senator, „ten film powinni zobaczyć wszyscy Polacy”. „Choćby dlatego, żeby przypomnieli sobie, jak to było. Odbieram ten film zarówno w kategoriach filmu dokumentalnego, jak i filmu fabularnego. Sama nagromadzona tam wiedza niech będzie powszechną, ponieważ nam się to należy, jako narodowi”  zauważył. Jak dodał, największe wrażenie zrobiło na nim „to, co w niebie się zdarzyło”. „Długa jeszcze droga przed nami, żebyśmy zorientowali się, jako społeczeństwo polskie, jak do tego doszło” – zaznaczył.

Aktor Jerzy Zelnik, występujący w „Smoleńsku”, powiedział, że „to film, który mówi tyle prawdy, ile na razie jest w naszym zasięgu”. „To film z gatunku literatury faktu, paradokumentalnego. Nie oczekujemy po nim nagród na festiwalach filmowych. To film, który ma odkłamać współczesną polską historię” – skomentował.

Joanna Lichocka, posłanka i członkini Rady Mediów Narodowych dodała, że obraz „jest ciekawą próbą zmierzenia się z tym tematem”. „To bardzo ważne, by Polacy mogli oglądać także takie filmy fabularne. To wstrząsający temat, są sceny chwytające za serce” - oceniła.

O swoich wrażeniach z pokazu „Smoleńska” mówiła także minister edukacji narodowej Anna Zalewska. „Dzięki filmowi katastrofa smoleńska stała się tematem społecznym. Metamorfoza dziennikarki była szczególnie ważnym elementem – na postaci Niny pokazano, jak tamto wydarzenie zmieniło nawet tych, którzy uczestniczyli w manipulacjach” - powiedziała.

Jej zdaniem to film, który powinni zobaczyć polscy uczniowie.

„Bardzo często słyszę pytania, czy o katastrofie smoleńskiej powinno się mówić na lekcjach historii. To wszystko się wydarzyło, w związku z czym trzeba o tym mówić. Mam nadzieję, że w przyszłości poznamy całą prawdę na temat tamtych wydarzeń" - dodała.

Zdaniem szefowej resortu edukacji „Smoleńsk” – film fabularny – może być traktowany również jako obraz edukacyjny, biograficzny, dokumentalny.

Otwierając poniedziałkową uroczystość Jan Pospieszalski, publicysta i autor programów telewizyjnych i radiowych,  powiedział, że „Smoleńsk zmienił nasze życie”. „Najboleśniej i najtragiczniej doświadczyli tego bliscy ofiar. Ale również my wszyscy – zarówno ci, którzy uznali, że ważne jest, abyśmy wiedzieli co się stało, jak i ci, którzy od pierwszych chwil uważali, że już wszystko wyjaśniono – my wszyscy żyjemy w nowej rzeczywistości” - podkreślił.

Film trafi na ekrany polskich kin 9 października. „Smoleńsk” powstał na podstawie scenariusza autorstwa Antoniego Krauzego, Macieja Pawlickiego, Tomasza Łysiaka i Marcina Wolskiego; w roli prezydenta Lecha Kaczyńskiego wystąpił Lech Łotocki; Marię Kaczyńską zagrała Ewa Dałkowska.

W filmie występują także m.in. Beata Fido, Aldona Struzik, Jerzy Zelnik, Katarzyna Łaniewska, Marek Bukowski, Maria Gładkowska, Dominika Figurska, Anna Samusionek, Redbad Klynstra oraz Andrzej Mastalerz.

Termin realizacji zdjęć do obrazu przekładano kilkakrotnie. Prace nad filmem rozpoczęły się w 2013 r. w Warszawie; ostatecznie główny okres zdjęciowy rozpoczął się w lutym 2015 r.

Honorowy patronat nad filmem „Smoleńsk” odjął prezydent Andrzej Duda.

Źródło: Codzienny Serwis Informacyjny PAP

wk/Kurier PAP

Jane Doe

Źródło: Kurier PAP - www.kurier.pap.pl 



środa, 31 sierpnia 2016

W parku na poznańskiej Cytadeli w sierpniu 2016.

Na drugiej fotografii - „Nierozpoznani” Magdaleny Abakanowicz. To największy plenerowy zespół rzeźb, zwanych abakanami, który tworzy 112  figur. Założono go na poznańskiej Cytadeli w 2002 roku.

Fot.: Stefania Pruszyńska


sobota, 06 sierpnia 2016

 

 

 

 

Idea stworzenia w Poznaniu cygańskiej orkiestry z prawdziwego zdarzenia, która miałaby przypomnieć, odnowić i rozwinąć romską kulturę muzyczną, zaczyna z wolna nabierać rumieńców.  Na koncert przedpremierowy orkiestry pod dyrekcją Króla Czardasza − Miklosza Deki Czurei, romskiego wirtuoza skrzypiec,  do Sali Białej Urzędu Miasta Poznania przybyli 29 lipca tak liczni miłośnicy pełnej  mocnych brzmień i  zarazem romantycznej muzyki, że dla wielu zabrakło miejsc siedzących.

I stało się. Rozedrgały się struny skrzypiec, cymbałów węgierskich, kontrabasu, gitar, fortepianu. Zakołowały dźwięki trąbki, klarnetu. Zawirowały suknie tancerek.  Zagrali przedpremierowo i w niepełnym jeszcze składzie, lecz z entuzjazmem artyści romscy z Polski, Słowacji, Czech, Węgier i Niemiec. Zakrólowały dynamiczne czardasze, rozkołysała się romantyczna liryka, w tym  znane utwory, piosenki.  Publiczność przyjęła ten występ z wielką sympatią i uznaniem.

Pod koniec koncertu Król Czardasza wyjaśnił,   że zagrała nie zarejestrowana jeszcze orkiestra, którą docelowo ma tworzyć czterdziestu muzyków. Jest szansa, że w styczniu 2017 roku  orkiestra zainauguruje swoje istnienie specjalnym koncertem

Nareszcie pokonano ciszę nad tematem tchnącym żywiołami egzotycznego, niezwykle barwnego folkloru romskiego, którego kultywowanie Miklosz Deki Czureja ma za swój punkt honoru artystycznego.  Sam zainspirowany 100-osobową orkiestrą w Budapeszcie, mającą najlepszą tradycję szkoły węgierskiej, intensywnie zdąża do konkretyzacji planów – rozmawia z  muzykami w Polsce i w Europie, mobilizuje wielu przyjaznych mu w różnych środowiskach  do współpracy artystycznej.  Pracuje nad repertuarem, ma pomysły, przyciąga swoją determinacją i rozpłomienieniem wrażliwych na argumenty artystyczne i  ideowe. A że Poznań czeka na taką orkiestrę – dowiódł choćby ten przedpremierowy koncert,  który − mimo  pełni sezonu wakacyjnego  − zgromadził pod dachem UMP sporą rzeszę zwolenników.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 312