Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”, wg danych podawanych przez Blox * Liczba wizyt w Gazecie Autorskiej IMPRESJee: 6 800 314 * Liczba wizyt w gazecie i podstronach: 9 114 418. W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.
wtorek, 21 listopada 2017

 

− Proszę, proszę… Oto znak nowych czasów!  Dozorca, zamiast gonić miotłą wymagających sług wielu do każdej czynności, przejął panowanie nad codziennością − miotłą piszącą zmyślne wierszyki − komentowałam w myślach, rozbawiona. W pełni doceniając ten godny naśladownictwa przykład finezyjnej rozgrywki psychologicznej.

Tekst i artfot.: Stefania Pruszyńska

Na artfot: strofy Anonima z kartki na drzwiach jednej z poznańskich kamienic

(Publikowałam w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl www.impresjee.pl 30 grudnia 2016 r.)



niedziela, 12 listopada 2017

 





We wczorajszym 2. Poznańskim Biegu Niepodłegłości dziesięć tysięcy biegaczy swoim entuzjazmem powiedziało to, co jest najważniejsze. W imię czego wszyscy oni biegli w bardzo chłodny dzień ulicami Poznania. Dzieci, młodzi, starsi. Nawet ojcowie i matki z dziećmi w wózkach. I co śmielsi niepełnosprawni dotrzymujący im tempa w swoich pojazdach. Wszyscy demonstrowali sobą żywych Polaków i żywą Polskę. Wspólną Polskę. Mimo tylu podziałów.

Patrzcie i myślcie albo biegnijcie z nimi. Na znak solidarności z niepodległością i wolnością Polski. Odzyskanymi w prawdziwym bohaterstwie i zwycięstwie polskiego patriotyzmu Wielkopolan w 1918 roku. I  taką samą mocą ducha odzyskiwanymi później.

Patrzcie albo podążajcie za biegnącymi.  Na znak miłowania wolności i niepodległości, które zostały okupione tak licznymi ofiarami i cierpieniem tak wielu. By złożyć hołd pamięci. I wyrazić wdzięczność za  ten dar od wpisanych w historię Polski bohaterów zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego – wysiłkiem i radością. Radością jak zwiastunem wiosny  pośród jesiennego 11 listopada.

Bieg Niepodległości ze stolicy Wielkopolski ma drogi otwarte do Narodowego Biegu 100-lecia   największego biegu świata w czasie przyszłorocznych obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pobiegnie  wówczas sto tysięcy Polaków.

Stefania Pruszyńska

Fot. z wczorajszego biegu, 11 listopada 2017: Stefania Pruszyńska 



 


czwartek, 09 listopada 2017



NeoChronosarium. Świt 1, Stefania Pruszyńska

Technika własna, miniatura oryg. Publikacja wznowiona

Wszelkie prawa zastrzeżone



środa, 08 listopada 2017

 

„Odsuńcie rzeczywistość, a nie zrobicie nigdy nieudanego obrazu” – wskazał słynny rzeźbiarz Alberto Giacometti.

Kwestionując zaś adekwatność wszelkiej sztuki, podał: „Z płonącego dom uratowałbym najpierw kota, potem [obraz] Rembrandta”, co niektórzy jemu współcześni, zwłaszcza ze środowisk krytyki sztuki, odebrali z niechęcią. 

Cytaty wybrała: Stefania Pruszyńska

Źródło: „Kwartalnik Artystyczny Kujawy i Pomorze, nr 2-3/2003 (38-39); Rok X



niedziela, 29 października 2017

Dzisiejszej nocy z 28 na 29 października 2017 w Polsce przestawiliśmy zegary na czas zimowy. O godzinie 3.00  ustawiliśmy je na  godzinę 2.00. Mieliśmy zatem dzisiaj w nocy dwa razy godzinę drugą. Jednak ta manipulacja czasem obdaruje nas godziną snu i sprawi, że będziemy mieli każdego ranka więcej światła. 

Zmianę czasu stosuje 70 krajów, oprócz Islandii i Japonii. W 2011 roku zrezygnowały z tej formy dostrajania życia do zegara słonecznego: Rosja i Białoruś. W Polsce zmieniamy czas zimowy na letni i letni na zimowy od 1977 roku. 

Refleksje nad czasem straconym i czasem odzyskanym. Dla wielu nie jest to oczywiste, co na przestawianiu zegarów zyskujemy i ile. Oszczędność energii także okazuje się teraz wątpliwa, jako że nie tylko oświetlenie uliczne jej wymaga, lecz i gospodarka, i gospodarstwa domowe. W tych ostatnich używany sprzęt chłonie coraz więcej energii elektrycznej, mimo zwyczaju stosowania urządzeń energooszczędnych. Co zaś szczególne i co wynika z różnych a licznych opinii – podobno więcej wiadomo o niekorzystnych dla człowieka skutkach tej manipulacji zegarami aniżeli o konkretnych i wyliczalnych korzyściach np. dla gospodarki i kieszeni podatników. 

Tymczasem zmiana czasu sprawia, że światło dzienne rankami teraz jesienią i później zimą dociera do nas wcześniej. Z kolei z datą przejścia z czasu zimowego na letni zyskujemy dłuższe popołudnia, bowiem słońce według zegarów trwa wówczas na niebie godzinę dłużej. 

Jakie są skutki manipulacji zegarami i nami? Zmiana czasu letniego na zimowy jest mało odczuwalna. Natomiast mniej korzystna dla zdrowia jest zmiana czasu zimowego na letni. Mówi się i pisze nawet o zagrożeniu zawałem. To opinia potoczna, podawana w wielu źródłach. Niewątpliwie dostosowanie organizmu do zmiany czasu (a więc tym samym do rytmu dobowego) niekiedy może być trudne i wymaga kilku dni. O dramatycznych skutkach nie ma jednakże szczegółowych danych, dostępnych powszechnie i potwierdzonych przez wiarygodne źródła. Warto też pomyśleć, że to tylko godzina i że podróżujący na przykład z półkuli na półkulę mają o wiele większe problemy z aklimatyzacją w nowych realiach czasowych. 

Może lepiej odłożyć plany podróżne. Pamiętne bywają chwile utrudnień podróży nocą w dniu przestawiania czasu. Wówczas system nerwowy ma prawo odmówić  posłuszeństwa, gdy nie da się opanować rozchwiania poczucia rzeczywistości z powodu licznych przestawień czasu wyjazdu, przyjazdu i błędów w informatorach. Stan człowieka poczciwego, żyjącego w zgodzie z zegarkiem (i zegarem słonecznym), może wymagać wtedy co najmniej opanowanego doradcy u boku. Tymczasem na dworcach, lotniskach i przystankach – miotają się li tylko z podobnie odkształconą świadomością i bardziej niż kiedykolwiek mający ograniczoną odpowiedzialność za intuicyjne diagnozy: co i kiedy.

Niech pociechą dla sfrustrowanych będzie, że wielu organizatorów komunikacji publicznej, świadomych różnych możliwych komplikacji, zamieszcza nie tylko objaśnienia dotyczące zmian czasu odjazdów czy przyjazdów, lecz również przeprasza pasażerów za utrudnienia. 

Stefania Pruszyńska


 

piątek, 20 października 2017

Nie tłumiąc odruchów wstrętu do licznych niedorzeczności, zwanych nonsensami lub absurdami, i różnych też jawnych czy niejawnych form ich ewolucji bądź przejawów gorliwości w alogicznym ich  cywilizowaniu, zawsze sugeruję  konieczny wysiłek w ocenie ich genezy, natężenia, zasięgu i znaczenia. I sama zadaję sobie trud w ustaleniu etapu ich pełzania w rzeczywistości: dopiero wstępny, raczej – kontynuacji, może schyłkowy? A takie na przykład uzdrawianie klimatem w kurortach...

Dobry i zdrowy klimat jest cenny. Ceniony także. Opłaty klimatyczne w miejscowościach uznawanych za wypoczynkowe czy uzdrowiskowe to ta swoistość regionalna czy lokalna, której jednak nie sposób pominąć na długiej liście prowokacji. Prowokacji uderzających w synapsy niczym nieokiełznany ocean. Kurort, uzdrowisko, cud naturalnej natury, błyskotka regionu, perła wręcz, jak wyśpiewują  slogany reklamowe, okazuje się nadal i najczęściej miejscem zurbanizowanym na wzór i podobieństwo tych nie-pereł, nie-uzdrowisk i nie-kurortów, a które się opuszcza z zamiarem zaczerpnięcia łyku świeżości natury. 

W owym i każdym cud uzdrowisku bezwęchowcy wcale nie mają się lepiej. Utrata węchu  nie jest taką właściwością nabytą, która kogokolwiek nią dotniętego mogłaby chronić przed skutkami wdychania fetorku spalin, lecz jedynie i co najwyżej nieco uprzyjemniającą kontakt z nimi. W kurorcie samochodów bez liku. Spaliny, teraz oczyszczane przez filtry eko różnej maści, mają jednak tyle wspólnego ze zdrowym klimatem, ile wspólnego ma z czystym, ożywczym tlenem i wyczywalnymi przez węchowców upajającymi aromatami natury – dym na całą okolicę z fabryki chemicznej czy kopcący z komina domostwa, w którym spala się plastikowe butelki po napojach i inne palne śmieci. A co wspólnego ze spalinami ma uzdrawianie?

Nie ma czystego powietrza w tych miejscowościach (a więc niby-uzdrowiskach), które jest elementem zdrowego klimatu równie ważnym jak czysta woda (tej źródlanej darmo by wyczekiwać w kranach czy poidłach publicznie dostępnych. A jeśli takie w ogóle przyszłyby komu do głowy jako docelowe dobro powszechne, a tymczasowo choćby jako wabik turystyczny, lokalna atrakcja, temu chwały nie odmówię). Zagadką pozostaje wobec tego najpierw szyld uzdrowiska, którym świeci się w oczy na tysiące sposobów. Drugą zagadką są opłaty klimatyczne pobierane od przyjezdnych z nie-kurortów i nie-uzdrowisk. Są one znakiem lokalnej polityki społecznej bądź ekologicznej, również nie gardzącej potrząsaniem grosiwem w kieszeni przyjezdnych. To akurat potrząsanie zresztą jest subtelne. Pewnie wyważone do takiej oceny walorów prozdrowotnych kurortu, że trudno je niekiedy nawet dostrzec, a cóż dopiero wynosić pod niebiosa. A co szczególne, nie wiadomo, czy  owa opłata klimatyczna czyni przybysza inwestorem w jakieś lepsze widoki klimatyczne na przyszłość, czy ma być li tylko wyrazem jego subordynacji i podtrzymywać lokalną demokrację na zarządzanym przez nią podwórku natury.

Strefy ciszy, ruchu alternatywnego. Marzenie, a może podszept utopistki? Gdyby demokracja lokalna w miejscowościach uzdrowiskowych, a raczej zwanych uzdrowiskowymi, przecież cenna, zdobyczna, samorządowa jak wszędzie, i odpowiedzialna za powierzone jej zadania, zapragnęła tego, co sprzyjałoby mikroklimatowi i jego ocenie: doskonały, nie wahałaby się w rozwiązaniu problemów ze spalinami czy hałasem. I rozważałaby wprowadzenie stref ciszy, stref bez ruchu kołowego w wielu miejscach w kurortach. Takich stref w „kurortach nadmorskich”, najlepiej przeze mnie rozpoznanych, wyraźnie  brakuje.  Aż marzy mi się, by pasy nadmorskie, przyplażowe, w okolicy deptaków wreszcie stały się miejscami autentycznego wypoczynku, ukojenia, bliskości z naturą, oddechu czystym powietrzem. Tymczasem przybysze z miast: młodzi, starsi, rodziny z dziećmi, kuracjusze ze wskazaniami medycznymi zamiast odczuwać komfort – wdychają tam spaliny, są nękani warkotem silników i  nierzadko raczeni widokiem nieudacznych bud rozrywkowych, serwujących zresztą na domiar złego każda inną decybelową uciążliwość, a w efekcie – męczącą kakofonię.

Te wątpliwe uroki są powszechnie krytykowane, a najlepszym komentarzem sfrustrowanych jest ich ucieczka po chwili  pobytu w tych miejscach w jakieś lepsze zakątki czy nad brzeg morza. Za to artyści występujący na ulicach, promenadach przyciągają tłumy czy to śpiewem, czy swoimi dziełami, happeningami. Ten rodzaj rozrywki i kontaktów z twórcami w miejscowościach nadmorskich, kurortowych, cieszący się uznaniem i popularnością,  jest już od kilku lat coraz bardziej doceniany także przez lokalne samorządy. A w bibliotekach publicznych są planowane na sezon letni liczne kameralne spotkania czy wystawy, a nawet koncerty i festiwale. 

Jest jakaś szansa na oczekiwane i konieczne zmiany? Taką wiązałabym z  inwestycjami prozdrowotnymi, które tlą się w mojej wyobraźni: na obrzeżach miejscowości uzdrowiskowej strzeżone i zadaszone parkingi publiczne dla pojazdów spalinowych i w pobliżu – publiczne wypożyczalnie pojazdów elektrycznych (cichych i bezfetorkowych przecież). Te obiekty, zarządzane przez inwestorów: gminę, miasto, miasteczko czy wioskę (ekoturystyczną), byłyby dobrą wizytówką-marką miejscowości uzdrowiskowej. Bezpłatność tych usług dokonałaby z pewnością cudu w  środowisku naturalnym każdego uzdrowiska. A przybysze szukający przyjaznych im warunków wypoczynku w miejscowościach ze strefami ciszy czy wypożyczalniami pojazdów elektrycznych mieliby pewność, że  opłata klimatyczna (w kwotach sensownie ustalonych) to cząstkowy koszt finansowania pożądanego przez nich dobrostanu.

Absurdalina jednak może jeszcze wiele... A może samorządowa demokracja lokalna w kurortach obierze jakiś inny, nowy kierunek? Najgorszy z mało możliwych, lecz nie dający się wykluczyć z powodu niewiarygodnej skali objawów działania absurdaliny (hormonu niewykrywalnego, więc dotąd nie zbadanego przez naukowców, a przeze mnie intuicyjnie uznanego za pierwszego winowajcę wszelkich niedorzeczności), zakładałby nakładanie kar na licznych gości, urlopowiczów i turystów za wydychanie przez nich dwutlenku węgla – bezwonnego gazu wzmagającego nie tylko lokalny, lecz globalny efekt cieplarniany. 

Stefania Pruszyńska 



niedziela, 15 października 2017

Grupa naukowców m.in. z Białegostoku ma przygotować „Słownik polskiej terminologii prawosławnej”, który może zawierać nawet ponad 50 tys. haseł. W ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki na realizację tego 5-letniego projektu otrzymali 1,1 mln zł.

Badania będą prowadzili m.in. naukowcy z Uniwersytetu w Białymstoku, gdzie od 1999 roku działa Katedra Teologii Prawosławnej. To jedyna w kraju taka placówka akademicka. Zajmuje się międzywydziałową działalnością dydaktyczną, pracą naukową i wydawniczą.

Kierownik tej katedry ks. dr hab. Marek Ławreszuk, który również jest wśród osób realizujących projekt, przypomniał w rozmowie z PAP, że polska Cerkiew liturgicznie wykorzystuje język cerkiewnosłowiański, choć coraz częściej pojawiają się teksty czy księgi liturgiczne tłumaczone na język polski.

Dodał, że w trakcie tych tłumaczeń okazało się, że cerkiewnosłowiański ma tyle subtelności, iż jego przekład na język polski sprawia problemy, do tego tłumaczenia – przygotowywane na bieżące potrzeby  –  nie są ujednolicone.

„Więc często ten sam termin cerkiewnosłowiański, w różnych tłumaczeniach, przyjmuje różne znaczenie w języku polskim. Dlatego, przed podjęciem jakichkolwiek nowych tłumaczeń, trzeba byłoby przede wszystkim uporządkować podstawy, czyli zasady” – zaznaczył ks. Ławreszuk. Dodał, że prace nad tymi zasadami terminologii prawosławnej już trwają.

Projekt pod nazwą „Słownik polskiej terminologii prawosławnej” ma realizować dwa cele: pierwszy, to odnalezienie polskich odpowiedników terminów cerkiewnosłowiańskich oraz greckich wykorzystywanych w liturgii polskiej Cerkwi, zaś drugi  wzbogacenie polszczyzny, np. o terminy, które funkcjonowały w języku staropolskim i zostały zapomniane. „A wydaje się, że obecnie mogłyby wrócić dla określeń pewnych terminów związanych z tradycją prawosławną” –  powiedział ks. Ławreszuk.

Zwrócił uwagę, iż klasyczny, pochodzący z początku XIX wieku, rosyjski słownik języka cerkiewnosłowiańskiego, miał ponad 50 tys. haseł. W jego ocenie, polski słownik również będzie wymagał opisania tylu terminów. Grupę badawczą tworzy dziewięć osób, m.in. specjaliści, którzy już tworzyli słowniki religijne lub współczesnej polszczyzny.

Projekt otrzymał grant w ramach konkursu ministerstwa nauki „Dziedzictwo narodowe”, na projekty badawcze o najwyższej wartości dla polskiej humanistyki oraz kultury narodowej.

Wsparcie miały szanse uzyskać projekty o charakterze dokumentacyjnym, źródłowym, translatorskim i słownikowym oraz stanowiące podstawy prac badawczych w humanistyce, obejmujących badania nad dziedzictwem narodowym.

Do konkursu złożono blisko ćwierć tysiąca wniosków; Rada Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki wybrała 28 najlepszych. Otrzymają one w sumie blisko 31 mln zł. Z Uniwersytetu w Białymstoku, oprócz badań nad słownikiem, zakwalifikował się projekt naukowców z wydziału historyczno-socjologicznego, dotyczący akt synodów Jednoty Litewskiej.

 PAP - Nauka w Polsce

 rof/ swi/ bos/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl




poniedziałek, 09 października 2017

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego postanowiło tym razem podnieść uroczysty ton prawie 100 inauguracji roku akademickiego  obecnością na tych wydarzeniach swoich przedstawicieli i prezentacją wspólnotom akademickim Konstytucji dla Nauki, projektu ustawy o szkolnictwie wyższym.

„W przyszłym roku będziemy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. Jestem dumny, że polska nauka i szkolnictwo wyższe uczci tak wspaniały jubileusz w swoim najlepszym stylu – wprowadzając reformę, która da Polsce i Polakom potężny impuls do dalszego rozwoju. Zatem – do dzieła! Niech nowy rok akademicki będzie czasem wyprowadzania okrętu nauki polskiej na szerokie wody, ku nowym horyzontom” – wicepremier Jarosław Gowin skierował te słowa do studentów i pracowników uczelni. 

Stefania Pruszyńska


Tegoroczną Nagrodą Nobla z chemii podzielili się Jacques Dubochet, Joachim Frank i Richard Henderson, dzięki którym nauka zyskała nowe narzędzie badawcze – mikroskopię krioelektronową. Pozwala ona badać z dużą rozdzielczością strukturę cząsteczek biologicznych w roztworze, uprzednio zamrożonych w temperaturze ciekłego azotu.

Królewska Szwedzka Akademia Nauk doceniła ich  jak uzasadniono w środę podczas konferencji w Sztokholmie – „za prace nad metodą mikroskopii krioelektronowej, pozwalającej na określanie w wysokiej rozdzielczości struktury biocząsteczek w roztworach”.

Mówi się, że jeden obraz wart jest tysiąc słów. Mikroskop, teleskop, promieniowanie rentgenowskie, mikroskop elektronowy, ultrasonografia, rezonans magnetyczny – pozwoliły dostrzec to, co wcześniej było niedostrzegalne i miały przełomowe znaczenie zarówno dla nauki teoretycznej, jak i stosowanej. Ukazały niewidoczne dla ludzkiego obiekty i zjawiska, których istnienia i natury wcześniej można się było tylko domyślać.

Mikroskopia krioelektronowa obrazuje maleńkie cząsteczki biologiczne lepiej i prościej. Umożliwia oglądanie kluczowych dla naszego życia białek z rozdzielczością pozwalającą dostrzec poszczególne atomy. Pozwala zobaczyć białka w ich naturalnym środowisku, a także badać ich interakcje zachodzące bezpośrednio w komórkach. Wcześniej badanie tych białek opierało się na mającej niską rozdzielczość mikroskopii świetlnej – albo na technikach polegających na uprzednim usunięciu białek z ich naturalnego środowiska.

Tradycyjna mikroskopia elektronowa pozwala osiągnąć znacznie wyższą rozdzielczość, niż mikroskop świetlny, ale wymaga kłopotliwych zabiegów: próbkę trzeba poddać działaniu toksycznych związków chemicznych lub pokryć ją cieniutką warstwą metalu, na przykład złota. Takie czynności niszczą jednak naturalne struktury. Także sama wiązka elektronów działa niszcząco na białka czy wirusy. Dlatego na biochemicznych mapach wciąż pozostawały białe plamy – niektórych białek nie udawało się zobrazować.

Mikroskopia krioelektronowa nie wymaga tak kłopotliwych zabiegów przygotowawczych. Badane próbki są zamrażane za pomocą etanu, schłodzonego przy pomocy ciekłego azotu, a następnie oglądane w wysokiej próżni za pomocą mikroskopu elektronowego (obraz tworzony jest przy użycia komputera). Możliwe jest zamrożenie białek „na gorącym uczynku” i dostrzeżenie procesów wcześniej niewidzianych. Ma to ogromne znaczenie nie tylko dla zrozumienia procesów życiowych, ale i opracowania nowych leków.

Joachim Frank – jeden z tegorocznych noblistów – rozwinął technikę mikroskopii elektronowej, rozszerzając jej zastosowanie. Pomiędzy rokiem 1975 a 1986 opracował metodę obróbki obrazu, która dzięki analizie rozmytych, dwuwymiarowych obrazów z mikroskopu elektronowego pozwoliła uzyskać ostry obraz trójwymiarowy, o wyjątkowo dużej głębi ostrości.

Drugi z noblistów: Jacques Dubochet rozwiązał problem wody. Próżnia panująca w mikroskopie elektronowym sprawia, że woda odparowuje, a pozbawione jej wsparcia cząstki biologiczne ulegają zniekształceniu. Na początku lat 80. XX wieku Dubochetowi udało się zeszklić (zwitryfikować wodę) – ochłodzić ją tak szybko, że stała się szklistym ciałem stałym, co pozwoliło cząsteczkom biologicznym zachować naturalny kształt.

W roku 1990 Richard Henderson – trzeci nagrodzony Noblem – po raz pierwszy dzięki mikroskopowi elektronowemu uzyskał trójwymiarowy obraz białka, mający rozdzielczość sięgającą atomów.

Wprowadzane z czasem udoskonalenia sprawiły, że obecnie badacze, analizując komputerowo obrazy wielu identycznych cząsteczek biologicznych, rutynowo tworzą obrazy trójwymiarowej struktury takiej cząsteczki – od białek pozwalających bakteriom uniknąć działania antybiotyku po szczegóły budowy powierzchni wirusa Zika. Rozwój biochemii uległ ogromnemu przyspieszeniu.

(PAP)

Autor: Paweł Wernicki

Edytor: Anna Ślązak

 Nauka  w Polsce

pmw/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl




niedziela, 03 września 2017

 

12 września 2017 o godz. 1800 (wtorek) Wieczór utworów satyrycznych, biesiadnych, fraszek, dedykacji, aforyzmów, limeryków itp. Zapraszamy do czytania. Pisarka z ratajskiego muralu – Barbara Tylman.

19 września 2017 o godz. 1800 (wtorek – Bistro „Cezar”) Tomasz Rębacz – „Sytuacje, tom równorzędny”. Recenzja – Alicja Kubiak. Prezentacja rysunków Izabeli Czarny i obrazów Grażyny Kielińskiej.

3 października 2017 o godz. 1800 (wtorek) Klubowe debiuty: Adam Maria Synowiec, Aleksander Talarkiewicz. Omówienie – Marek Słomiak.

17 października 2017 o godz. 1800 (wtorek) Promocja nowej książki Stanisława Chutkowskiego – „Relacje”. Recenzja – Jerzy B. Zimny. „Pstryk…” – poetycki debiut Agnieszki W. Pawlak.

Klub Literacki „Dąbrówka” – Piątkowskie Centrum Kultury PSM. Zapraszamy do publikacji w „Protokole Kulturalnym”. Spotkania w „Dąbrówce”, os. Bolesława Chrobrego 117. Prowadzi Jerzy Grupiński

Grafika animowana: Oazy myśli,  Stefania Pruszyńska



piątek, 01 września 2017

 

– To, co dzieje się w Puszczy Białowieskiej, jest międzynarodowym skandalem bez precedensu. Jan Szyszko i jego ludzie ignorują decyzję Trybunału Sprawiedliwości UE i konsekwentnie dążą do dewastacji wyjątkowych walorów przyrodniczych Puszczy Białowieskiej.

Przeznaczeniem martwego starego drzewa w tym przebogatym ekosystemie jest stać się schronieniem i pożywieniem rzadkich gatunków zwierząt, roślin i grzybów, a nie  jak chciałby tego Jan Szyszko  materiałem na palety i sklejkę. Puszcza Białowieska jest przyrodniczym skarbem w skali całego świata, dlatego w jej obronie protestują osoby z kilkunastu europejskich krajów. Wzrastająca nerwowość i brutalność zwolenników wycinki odnosi skutek odwrotny do zamierzonego  jest nas coraz więcej i działamy na coraz większą skalę  powiedział Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace Polska („Greenpeace rozszerza protest w Puszczy Białowieskiej”,  31 sierpnia 2017 r. w: http://www.greenpeace.org/poland/pl/).  

Cytat dnia wybrała: Stefania Pruszyńska

Fot.: Stefania Pruszyńska


 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 280