Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 6 957 229. A w gazecie i witrynach tematycznych: 9 341 955 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce czytelnictwa w kategoriach: PRASA i MEDIA (zatem też jak dotąd - w kategorii MEDIA) na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - wydawca i redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych: obrazów, grafik, rysunków...
wtorek, 17 października 2006


Strój papieża, fot. z Forum liturgicznego
http://www.forum.pascha.org.pl

Piuska, fot. z Forum liturgicznego
http://www.forum.pascha.org.pl


Pamiętamy i modlimy się na różne sposoby. Już obchodzimy 28. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Wówczas, 16 października 1978 roku niemal cała Polska przed telewizorami najpierw w napięciu, a potem ze wzruszeniem odbierała transmisję z wydarzeń w Watykanie. I w kulminacyjnym momencie, gdy On, nasz wielki Rodak, ukazał się w oknie jako wybrany na duchowego przywódcę Kościoła – wybuchnęliśmy nieopisaną radością i entuzjazmem. Takie wspomnienia pozostały w naszej gorącej pamięci.

Wielu moich dzisiejszych rozmówców powtarzało: „To było nieoczekiwane, niewyobrażalne wyróżnienie Polaka i Polski”. Wielu mówiło o takiej szalonej radości, że trudno ją było wyrazić inaczej niż okrzykami, tańcami, łzami. Dla wielu, dla mnie była to intuicyjnie wyczuwana nadzieja. Wielka Nadzieja. Widzieliśmy w tym Człowieku tam stojącym z uniesionymi rękami i błogosławiącym nas wszystkich – jej znak. Następca Chrystusa  Polak.

Teatr „Rampa” w Warszawie wystawił przedstawienie Karola Wojtyły „Brat naszego Boga”, pisanego w latach 1945 - 50.

Wieczorem w ubiegłą sobotę na Ostrowie Tumskim w Poznaniu, przed pomnikiem Jana Pawła II, w uroczystym II Apelu Jasnogórskim uczestniczyło wielu poznaniaków, przybyłych tu tłumnie z najbliższymi, w tym także z dziećmi. Ta modlitwa, poruszająca nasze serca wierne Ojcu Świętemu, odbywała się w świetle pochodni i reflektorów.

„Pieśni o Bogu ukrytym. W twórczości artystycznej człowiek bardziej niż w jakikolwiek sposób objawia się jako obraz Boży i wypełnia to zadanie, przede wszystkim kształtując wspaniałą materię własnego człowieczeństwa...”, Jan Paweł II, „List do artystów”.

Wczoraj na Scenie Nowej Teatru Nowego w Poznaniu w „Wieczorze papieskim” wystąpił Ryszard Peryt z „Pieśniami o Bogu ukrytym” Karola Wojtyły. Na ten spektakl przybył ks. arcybiskup Stanisław Gądecki. Wszyscy widzowie przed zajęciem miejsc zostali obdarowani książką: NON OMNIS MORIAR Misterium Śmierci i Zmartwychwstania (tom II z serii „Koncerty - Wykłady - Spotkania”), powstałą z inspiracji Rady Inicjatyw Naukowych i Kulturalnych przy Kurii Metropolitalnej oraz Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu podczas V Dni Papieskich (9-17.10. 2005 roku).  

Po odsłonięciu kurtyny ukazał się ascetyczny widok: w ciepłym świetle stolik z prawej strony z położoną na nim kartką papieru... Z lewej – biała sutanna papieska na stojaku, ze spoczywającą  na jego wierzchołku tą pamiętaną jako okrycie siwych włosów Papieża – piuską. 
 Z głośników popłynęło „Pater noster”... Jakże znane nagranie. Jakże znane brzmienie z tą odrobiną już osłabienia tonu i siły głosu. Jego głosu... „Ojcze nasz”... – powtórzył parę razy Ryszard Peryt do nas poruszonych świeżo zamilkłym śpiewem Jana Pawła II i zachęcił nas: „Chciałbym, żebyśmy się przytulili razem do tekstów: »Rozważania o ojcostwie« (z 1964 r.), »Myśl jest przestrzenią dziwną« (z 1952 r.) oraz »Pieśni o Bogu ukrytym« – najwcześniejszego z nich, tytułowego utworu (z 1944 r.), napisanego przez wówczas 23-letniego Karola Wojtyłę po Jego wstąpieniu do seminarium w Krakowie”.


  

I te słowa rozmowy Karola Wojtyły z Bogiem: Dlaczego zadałeś mi miłość, która jest ryzykiem? albo o samotności: Samotność nie usamodzielnia, tylko prowadzi walkę, Samotność wewnętrzną wybrałem po to, aby być sobą. Nikim więcej...  

Bo też te utwory rozsłaniają Jego przestrzenie duchowe, mistyczną połać raz szczęścia, raz rozpaczy, wątpliwości, innym razem wdzięczności i pewności. Ta bezpośredniość dialogu z Ojcem Najwyższym przejmuje do głębi w słowach niezwykłej wiary: „Miłość mi wszystko wyjaśniła, wszystko mi powiedziała. Dlatego uwielbiam tę miłość”.  Ryszard Peryt z zaśpiewem wielokrotnie cytował: „Miłość mi wszystko wyjaśniła, wszystko mi rozwiązała, dlatego uwielbiam tę miłość, gdziekolwiek by przebywała”. Aktor posłużył się skromnością i mistrzowską naturalnością w prezentacji jakże niezwykłej treści. Oszczędność środków interpretacyjnych, wymagająca jednak dyscypliny i prawdziwego pójścia za myślami Karola Wojtyły, dobrze służyła wytworzeniu niezwykłej intymności i skupieniu nad nimi.

Stefania Golenia Pruszyńska



poniedziałek, 16 października 2006

W poniedziałek przypada 28. rocznica wyboru metropolity krakowskiego kardynała Karola Wojtyły na papieża, który przybrał imiona Jan Paweł II. Wybór krakowskiego metropolity na papieża był zaskoczeniem dla całego świata, gdyż po raz pierwszy od 456 lat na Stolicy Apostolskiej zasiadł biskup nie będący Włochem.

Zaskoczeniem było także to, że nowy papież pochodził ze słowiańskiego kraju, który w tamtym czasie należał do bloku radzieckiego. Nieżyjący już prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, następnego dnia po wyborze, w przemówieniu wygłoszonym w Radiu Watykańskim powiedział: „Nie jestem w stanie mówić teraz o historii życia człowieka tak mi bliskiego i związanego wspólną pracą od wielu lat, z której wytwarzała się przyjaźń i miłość Kościoła i Polski”. Dodał, że to, co interesuje świat w nowym papieżu, który przyszedł do Rzymu z krainy Polaków – „to żywa jego wiara i duch modlitwy”. W ocenie prymasa Wyszyńskiego, ze swej bogatej osobowości filozofa-moralisty promieniowała modlitwa w każdej chwili życia, zarówno wtedy, gdy obchodził swoją codzienną drogę krzyżową, jak i wtedy, gdy sprawował Najświętszą Ofiarę, gdy uważnie przyglądał się Dzieciom Bożym, gdy umiał z nimi gawędzić, śpiewać czy snuć zawiłe rozważania.

„Głęboka miłość swobody wędrowniczej, rodzinnych lasów i pól, człowieka rozkochanego w królewskim Krakowie – aż łzy wyciska na myśl o »utraconym raju«, tak, iż na usta ciśnie się nie do opanowania pytanie: »Góralu, czy ci nie żal odchodzić od stron ojczystych?«, a nasz Góral z Wadowic, gdy z Watykanu myślą na lasy spoziera, gdy łzy rękawem ociera, na pewno sobie odpowie: dla Boga Panie, dla Boga, dla Kościoła, dla jego spraw i wielkich zadań, które piętrzą się przed ludzkością” – mówił wówczas prymas Wyszyński. W taki to sposób mówił o nowym papieżu-Polaku Jego przyjaciel kardynał Wyszyński.

Do historii przeszła rozmowa, jaką Karol Wojtyła, coraz bardziej świadom rosnącego poparcia, przeprowadził z Prymasem Tysiąclecia w jego celi. Prymas powiedział wtedy: „Jeśli Cię wybiorą, musisz przyjąć wybór. Dla Polski”. Zwracając się do nowo wybranego papieża-Polaka, prymas Wyszyński powiedział wówczas: „Ojczysty »raj utracony« stanie się od dziś dla Ciebie wędrówką narodów za Chrystusem, którego zostałeś namiestnikiem na Ziemi”. I dodał: „Całuję Twoją przyjazną twarz, Przyjacielu prac i walk o Kościół Chrystusowy w Polsce, i z uległością składam na Twoich stopach, gotowych na bieżnie dróg wielu, pocałunek biskupa i prymasa Polski”.  Pierwszym uczuciem Rzymian – kiedy dowiedzieli się o wyborze – było zdziwienie i zaskoczenie. Chyba i rozczarowanie; oto następcą św. Piotra miał od 456 lat zostać nie-Włoch. Sensację wzbudził moment, kiedy kardynał Pericle Felici wypowiedział imię Karola, imię, którego nie nosił żaden z kardynałów włoskich, a następnie nazwisko, wymawiając je nie po polsku „Wojtyla”, z łacińskim akcentem. Szok i entuzjazm dał się słyszeć wówczas, gdy podane zostało imię nowego papieża: Jan Paweł II.

 Było więc jasne, że nowy papież, obcokrajowiec, będzie kontynuował linię swoich poprzedników i realizował obietnice dane w okresie 33 dni pontyfikatu przez Jana Pawła I, pontyfikatu nazwanego przez jego następcę, który przybył z Krakowa do Rzymu – „falą miłości”. I taki był właśnie. Niezwykły w swej miłości bliźniego, także nieprzyjaciela. A ludzie odpowiadali mu tym samym: miłością. I duzi, i mali. Zdumiewające, że ten stary człowiek potrafił gromadzić na spotkaniach ze sobą, nie! Z Bogiem, miliony młodzieży.

Myślę, że przede wszystkim dlatego, iż ten Papież był autentyczny, prawdziwy. Nie udawał, nie stroił się w nimb Urzędu. Mówił nam prawdy proste, niby oczywiste, a jakby już zapomniane. Nieważne, czy rozmawiał z królami, prezydentami, polskimi posłami, czy zwyczajnymi ludźmi. Zawsze był taki sam: pełen wiary i miłości, ale również wymagający Ojciec.  Wielu komentatorów podkreśla, że wybór polskiego kardynała Karola Wojtyły na papieża, a następnie działalność Jana Pawła II, przyczyniły się do obalenia komunizmu w Europie Środkowej oraz do powrotu wolności i demokracji w tym regionie świata. Sam Wałęsa uważa, że polski Papież w ponad 50 proc. przyczynił się do powstania „Solidarności”, a były prezydent Związku Radzieckiego Gorbaczow jest przekonany, że bez Jana Pawła na Stolicy Piotrowej – nie rozpadłoby się sowieckie imperium.

Wieczorem rocznicowego dnia papież Benedykt XVI skierował do Polaków specjalne orędzie w 28. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. „Dziś, 16 października w dniu, w którym wspominamy wybór Karola Wojtyły na Stolicę Świętego Piotra, pragnę duchowo zjednoczyć się w wami w modlitwie dziękczynienia za pontyfikat mojego wielkiego poprzednika” – powiedział po polsku Benedykt XVI. 

Benedykt XVI podkreślił, że doskonale pamięta wydarzenia sprzed 28 lat, kiedy Karol Wojtyła, w posłuszeństwie Chrystusowi i zawierzając się Jego Matce, przyjął wybór dokonany przez kardynałów. Mam wciąż przed oczyma Jego silną i jasną postać, jak stoi na balkonie Bazyliki świętego Piotra i po raz pierwszy udziela błogosławieństwa 'Urbi et Orbi'. Jak oddaje się opiece Matki Bożej oraz miłości tych, o których odtąd miał się troszczyć na całym Świecie, jako ich pasterz i przewodnik. Nigdy nie zapomnę jego prorockiego wezwania 'Nie lękajcie się. Otwórzcie drzwi Chrystusowi – powiedział Benedykt XVI.  Ojciec Święty podkreślił, że życie papieża-Polaka wzbogaciło dzieje ludzkości łaską Ducha Świętego. Dodał, że dziękuje Bogu za to, że mógł spędzić u boku Jana Pawła II ponad 20 lat oraz że może nadal prowadzić jego dzieło.  Wspominając papieża-Polaka, Benedykt XVI podkreślił, że dziękuje Bogu za świadectwo dane światu przez Jana Pawła II jego życiem, nauczaniem, miłością do Boga, Kościoła, bliźniego i Ojczyzny, a także cierpieniem. „Bogu dziękuję za jego przeżyte w postawie braterstwa i pokoju życie, oddane miłości do Boga i do ludzi, które dzieje całej ludzkości wzbogaciło łaską Ducha Świętego. Dziękuję wreszcie Bogu za świadectwo Jego cierpienia, złączonego z męką Chrystusa aż do śmierci ”– powiedział Benedykt XVI. 

(o-t)



Pejzaż z tęczą, fot. Barbara Sadłowska


sobota, 14 października 2006

Uwaga! Publikacja została wznowiona w lutym 2015 r.  i jest dostępna w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee” www.impresjeee.blox.pl

http://impresjeee.blox.pl/2015/02/Obiad-z-aktorka-Krystyna-Feldman-Wspomnienie.html

Zapraszam Państwa do lektury.



środa, 11 października 2006

Rozmowa ze Stanisławem Schulzem, zaprzyjaźnionym poznańskim przedsiębiorcą, uczestnikiem sobotniej (7 października) demonstracji Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie.

Witaj, bojowniku. Jak było w Warszawie?

– Zanim o tym, może najpierw powiem, dlaczego pojechałem do stolicy. Bo to jest najważniejsze.

Proszę uprzejmie...

– Ponieważ na świecie są często demonstracje przeciw czemuś, natomiast niezwykle rzadko w państwach demokratycznych pojawiają się zgromadzenia prorządowe. A tak było właśnie w Warszawie. Ludzie, w pocie i zmęczeniu, jechali pod Pałac Kultury i Nauki po 12 godzin i więcej. Z całej Polski. To jest rzadkość. Czyli ci ludzie, którzy przyjechali, musieli to odczuć – bo oni swoich interesów politycznych nie mieli; oni nie aspirują do takich stanowisk, jak ci, którzy z Platformy przyjechali sypialnym pociągiem...

No, autobusami też...

– Też, oczywiście... Dużo ludzi prostych, niewykształconych. Poczuli zagrożenie czegoś dla siebie ważnego, bo inaczej by tu nie przyjechali.

No dobrze, ale mówmy mniej bezosobowo. Zedrzyjmy z siebie maseczkę, Staszku. Jesteś zdecydowanym zwolennikiem PiS-u.

– To znaczy, nie, nie. Jestem zwolennikiem pozytywnych zmian w Polsce. Zresztą premier na tym wiecu zaprezentował taką wizję, która jest realizowana...

A tak, zaproponował. „Tu jest Polska”, krzyczał. To ja już nie jestem „Polską”?

– Chodzi o rozstrzygnięcia realne: to są ustawy, to są zmiany w służbach, to są zmiany w polityce zagranicznej, w prawie gospodarczym. Chodzi o zmiany. Pozytywne.

Ale i o „lokalizację”, o podział ludzi...

– Ależ nie! Premier słusznie powiedział, że każdy uczciwy Polak pod tym programem zmian może się podpisać. W związku z tym jest proste pytanie: kto się nie może podpisać? Nie mogą się podpisać ci, którzy są nieuczciwi i którzy na tych zmianach mogą stracić. Nie jest tajemnicą, kto... Ci, co mają coś na sumieniu – w pierwszej kolejności. Jest bowiem proste pytanie: kto traci na większej praworządności w Polsce? Kto traci, że będzie mniej przestępstwa na stadionach, mniej przestępców na osiedlach? Kto traci, że przetargi nie będą „ustawione”, że urzędnicy Ministerstwa Finansów nie będą robić przepisów pod zamówienia mafii? Chyba prosto na to odpowiedzieć.

Wybacz, bojowniku. To są hasła, które ja znam. Ale praktyka: okrzyki i transparenty wśród was tam... Cytuję premiera przed Pałacem: „Ale tu jest Polska. Tu jest przyszłość naszego narodu. Tu jest przyszłość naprawy Rzeczypospolitej. Tu jest przyszłość IV Rzeczypospolitej”. To ja jeszcze raz zapytuję: ja nie jestem „Polską”?, ja nie jestem przyszłością? Ja nie jestem za naprawą, bo nie było mnie tam? No, tak należy to odczytywać.

– Tadziu, nie można rzeczywistości sprowadzać do haseł, bo każde hasło można odczytywać na różne sposoby.

Każda demonstracja krzyczała: „Tu jest Polska!”.

– Do tej pory było tak, że minister ostrzegał mafię, że będą aresztowani. Teraz są aresztowani. Do tej pory było tak, iż Ministerstwo Finansów układało przepisy ( mam z tymi przepisami do czynienia na co dzień), które były tak ułożone, żeby dawały „furtki” (cała mafia paliwowa powstała dzięki temu). Teraz ci urzędnicy wyszli w kajdankach z ministerstwa. Do tej pory było tak, że przestępcy na osiedlach, na stadionach robili, co chcieli. Teraz im to się stopniowo utrudnia. Stanu idealnego pewnie nigdy nie będzie, ale w dziedzinie, z którą mają do czynienia przedsiębiorcy (przepisy finansowe, działalność przetargowa, w której często przegrywały osoby rzetelne), wiele się zmienia. A taka oświata? Każdy, kto miał do czynienia z oświatą realną, a nie teoretyczną, wie, że jest totalna bezkarność w szkołach. Są – generalnie – prawa dla młodzieży, natomiast obowiązki – np. szacunku wobec nauczycieli – są nieegzekwowalne. Nie ma bowiem realnego instrumentarium, żeby nauczyciel mógł się obronić. Nauczyciel musi lawirować między rodzicami, dyrekcją a uczniami. I tak dalej, można by mnożyć inne dziedziny życia. Jeśli ktoś chce (rozumiem pod tym pojęciem akty prawne i determinację) to wszystko zmienić, czy on się nazywa PiS, czy jakkolwiek inaczej, jeśli po roku chce się go „utrącić”, to oznacza dla mnie, że chce się – tym samym – „utrącić” moje ważne sprawy. I tak jak i inni z całej Polski, przez nikogo nie nagabywany, przez nikogo nie zachęcany, płacąc sam za swoje wyżywienie, wstałem o 6 rano, kiedy inni smacznie spali, i pojechałem. Uważam, że gdybym nie pojechał, to zaniedbałbym dobro wspólne; kierunek, organizację, która to dobro wspólne – na chwilę obecną – najlepiej reprezentuje. Czy reprezentuje bardzo dobrze? Oczywiście, że nie. I Kaczyński to sam powiedział, że się prawdy nie boi. Również prawdy o błędach, które są popełniane.

O jakich błędach?

– On o błędach nie mówił, to był program pozytywny, ale możemy o nich, oczywiście, porozmawiać. Na pewno błędem był sposób prowadzenia pewnych pertraktacji...

Błędem „sposób prowadzenia pewnych pertraktacji” – jaki śliczny eufemizm...

– Tadziu, tak! Dlatego, że wszelkie dyskusje polityczne prędzej czy później kończą się na stanowiskach. I ludzie, którzy angażują się do polityki, w swej masie, przeciętni, interesują się stanowiskami. Gdyby nie mieli stanowiska, to by się polityką w ogóle nie zajmowali. A ci ludzie, którzy na wiec przyjechali, nie mieli z tego żadnych korzyści! Tylko się zmęczyli, ale przyjechali. I przyjechało ich na zgromadzenie PiS-u nie tylu, ile powiedzieli oficjalnie. Dlatego że policja ma pewien sposób mierzenia liczby demonstrantów. Mianowicie bierze powierzchnię placu, na którym ma być demonstracja i mnoży przez 3, w sensie metrów kw. Czy 3 osoby na metr kw. Tymczasem ludzie zjeżdżali jeszcze w trakcie demonstrowania, czyli kilkadziesiąt następnych autokarów. Atmosfera u nas była cały czas solidarnościowa. W znaczeniu jedności, atmosfery. Ci zmęczeni ludzie, często z małych, odległych miejscowości, pojawili się tutaj, by bronić czegoś, co jest dla nich ważne. Inaczej by nie przyjechali. To nie jest tak, jak za czasów komuny, gdy ludzie byli spędzani pod presją partii, która mogła ci zaszkodzić, gdybyś np. nie poszedł w pochodzie.

Tylko tyle,  że ta sama uwaga odnosi się do wszystkich innych demonstrantów tego dnia w Warszawie.

– To nie jest takie oczywiste. Nie jest tajemnicą, że w Platformie jest bardzo duży procent ludzi, których jakąś racją istnienia jest pełnienie stanowisk. I ci ludzie przyszli po przyszłe stanowiska. Gdyby im się udało „przewrócić” ten rząd, tak jak się udało „przewrócić” rząd Olszewskiego, w krótkim czasie po jego powstaniu, to Platforma obsadziłaby swoimi ludźmi stanowiska. Wówczas ci, co jechali do Warszawy sypialnym, jechaliby nie na jakąś demonstrację, tylko na jakąś konferencję, naradę.

Rozumiem, że wśród waszych PiS-owskich tłumów nie było tych, którzy pojawili się w przeświadczeniu, że mają szansę na jakieś stanowiska?

– No wiesz, na dzień dzisiejszy PiS te stanowiska, które miał objąć, już objął.

Jeszcze nie wszystkie...

– No, oczywiście... Tacy ludzie są zawsze. Chodzi o to, kto dominuje w danej grupie. Fakt jest taki, że pod tym programem, który PiS realizował przez ten rok na szczeblu centralnym (mam na myśli ustawodawstwo), spokojnie mogłaby się podpisać Platforma. Pod każdym punktem. Natomiast nie mogą sobie darować jednej rzeczy: że PiS wygrał wybory. I to pokazuje, kto jest demokratycznie usposobiony, a kto tylko mówi o demokracji. Jak ktoś jest demokratycznie usposobiony i rozgrywamy turniej szachowy; ty wygrałeś, to ja nie mogę powiedzieć: zagrajmy jeszcze raz. Bo poprzednia rozgrywka się nie liczy... Mówiąc krótko: ja tam poszedłem, żeby po prostu dać zewnętrzny wyraz tego, że ten rząd broni moich interesów. Ja te interesy czuję. Moja żona pracuje w szkole, moi klienci startują do przetargów, ja zajmuję się interpretacją prawa podatkowego. W ciągu tego „marnego” roku mogę wymienić masę rzeczy, nie będąc ani propagandzistą, ani członkiem, ani nikim w PiS-ie...

...ale sympatykiem...

– ...nie partii, ale kierunku... zgodziłbym się jednak po tym roku z premierem, że jest to program, pod którym każdy uczciwy człowiek może się podpisać. Jeśli się nie możesz podpisać pod tym, że jest pewne napięcie w Sejmie, to ja to rozumiem, bo większość ludzi lubi spokój. Ale czasem jest tak, że jest potrzebna wojna. Nawet Pismo Święte mówi: pragniesz pokoju – szykuj się na wojnę. Zanim jednak do tego spokoju dojdzie rząd, każdy rząd, musi mieć możliwość, musi mieć większość. Nawiasem mówiąc, jakby teraz były wybory, i gdyby wygrała je Platforma, całkiem teoretycznie...

...całkiem praktycznie, znane są wyniki ostatnich sondaży...

–...sondaże są niepewne, ale, jeśli już, to Platforma miałaby do dyspozycji tylko SLD, poza PiS-em. Gdybyśmy się zgodzili na taki układ, to mówimy: niech SLD wróci do władzy, a to by znaczyło, że wszystkie patologie, które do tej pory były, w jakimś stopniu byłyby kontynuowane. W jak dużym? Tego nikt nie wie...
W imię wyższych racji wolno popełniać różne świństwa, wojowniku, tak?

– W tym pytaniu zawarta już jest pewna ocena.

To jest ocena rzeczywistości.

– Jeżeli chce się mówić o świństwach...

...a „taśmy Begerowej”?

– ...są dla mnie typowymi negocjacjami politycznymi, toczonymi na całym świecie. I nie jest to nawet moja opinia, tylko tych wszystkich politologów, którzy się tym zajmują.

Czyli moralność homara pozostaje z zapowiedzi PiS-owskich: zmieniamy się na państwo moralne. Jakie państwo moralne? Wulgarna korupcja polityczna!

– Ależ nie, Tadziu.

A propozycja wyprowadzenia – via Sejm – pieniędzy z naszych kieszeni, aby pokryć wekslowe długi posłów Samoobrony? To red. Najsztub, którego trudno posądzać o sympatie propisowskie, a nie ja, powiedział dla TOK FM, że byłoby to bardzo mądre, gdyby udało się z pieniędzy publicznych sfinansować weksle Samoobrony...patrzcie!... 

– ... ponieważ wówczas, za marne pieniądze, byłby uzyskany dużo większy efekt: posłowie Samoobrony mieliby możliwość swobodnego decydowania o tym, co chcą zrobić. Bo to jest mandat narodowy, a nie mandat partyjny. Jeśli ja jestem posłem Rzeczypospolitej, to mogę stwierdzić, że ten kierunek, który do tej pory realizowała moja partia, nie jest optymalny i mogę ją zmienić. A nie mogę tego zrobić, jeśli nade mną wisi pół miliona zł.

Według Twojego punktu widzenia da się usprawiedliwić różne świństwa publiczne, np. wcześniejszy sojusz z Samoobroną, proponowane na taśmach stanowiska...

Lipiński ani Mojzesowicz, którzy prowadzili te negocjacje, nie są prawnikami. Najłatwiej chwycić jedną rzecz, wyciągnąć i powiedzieć, że to było nie w porządku i w ten sposób ocenić całość.

Otóż, nie tylko jedną rzecz...

– Otóż, Piłsudski, dziś świetlana postać, to – gdyby mu się dokładniej przyjrzeć, z jego powodu zginęło w bratobójczych walkach na ulicach Warszawy wielu ludzi. Zginęło, a nie miało coś obiecane... I patrząc w kategoriach państwa polskiego, to – oczywiście – źle się stało, że wówczas zginęło kilkadziesiąt chyba osób. Ale jeśli jest większe i mniejsze dobro, to zawsze to drugie poświęca się dla tego pierwszego. Uważam, że nadrzędną rzeczą jest to, żeby ten program był realizowany i nie uważam oferowanie komuś stanowiska...

Spokojnie, ani pan Lipiński, ani pan Mojzesowicz nie negocjowali w imieniu Eskimosów... ...nawet gdyby rodzinka pani Begerowej dostała jakieś stanowiska, to strata publiczna z tego powodu jest nieporównywalna do straty, jeżeli cele, które dotykają nas wszystkich, będą niezrealizowane. To nie było przekupstwo pieniędzmi, to nie było zastraszanie... Powiedziałeś w pewnym momencie, iż czasami trzeba poświęcić mniejsze dobro dla dobra większego...

–  ...ale trzeba robić to w sposób rozważny, bo nic łatwiejszego, jak zrobić sobie usprawiedliwienie z takiego podejścia. Ja nawet nie o tym myślę. Bo dla mnie, w tym, co robi PiS, większe dobro jest poświęcane dla mniejszego dobra. By nie powiedzieć: dobra całkiem przyziemnego.Jadę z wielką prędkością samochodem, tak? Wchodzi mi ktoś na drogę i w tym momencie nie mam innego wyjścia, jak zniszczyć skrzynię biegów i wrzucić hamulec na moim automacie. I niszczę sobie skrzynię biegów, bo nie chcę na nikogo najechać. Tak samo tutaj jest sytuacja: on, Mojzesowicz, wykazał się pewną niefrasobliwością, powiedział – być może – dużo więcej, niż był upoważniony...

 ...ale sam fakt prowadzenia rozmów z osobą podejrzanej konduity, oskarżonej o fałszowanie podpisów na listach wyborczych, to jest – Twoim zdaniem – poświęcanie mniejszego dobra dla większego? Bo ja uważam, że jest odwrotnie: pozbywanie się ideałów, którymi się handlowało, którymi się wcześniej omamiło wyborców. Mówię tu cały czas o PiS-ie.

– Tadziu, jeżeli przyjąć twoje rozumowanie, to najlepiej, żeby cały czas rządziło SLD. Oni nie popełniali żadnych wykroczeń, oni nikomu nic nie robili, mafia trzymała się świetnie. Jeśli ja mam do wyboru partię, która gwarantuje mi większy stopień bezpieczeństwa, większy porządek w oświacie...większą moralność...

Tak, oczywiście... Tak? Naprawdę?

– Tak. Albo operujemy w kategoriach realnych, politycznych, albo w kategoriach teoretycznych. Jeśli w kategoriach realnie politycznych...

...każde świństwo da się usprawiedliwić „wyższą polityką”.

– Nie, ale masz do wyboru dwie albo trzy opcje i możesz tylko się za którąś z nich opowiedzieć. Bo nie ma tej opcji idealnej, o której ty mówisz. Nie ma partii, która się zachowuje idealnie od początku do końca. Takiej partii nie ma i takiej nigdy nie będzie. Nie chodzi o ideał. Chodzi o to, że rysy są na tym samochodzie, silnik się okazał rzęchem, skrzynia biegów siadła totalnie, samochód jest popychany z tyłu, a Ty nadal twierdzisz, że to niezły samochodzik.

Przy takim myśleniu abstrahujemy od realnej sytuacji politycznej. Bo jeśli ktoś coś zrobił złego, to my mu tylko to wypominamy, a wszystko inne, co zrobił dla nas dobrego, nie ma znaczenia. Jeśli ktoś spowodował wypadek drogowy, to znaczy, że on jest winowajcą. Czy on jest przekreślony? To tylko tyle znaczy, że miał chwilę słabości.  Byłeś uprzejmy przemilczeć, że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym.

– No właśnie, że nie!

Ze skutkiem śmiertelnym! Ideały, w które jeszcze można było wierzyć po ubiegłorocznych zapowiedziach wyborczych PiS-u, legły na bruku. I to jest śmierć dla przyzwoitości politycznej.

– Nie. Dlatego, że alternatywą tego układu, który rządzi, jest układ ci znany: koledzy z SLD i Platformy. I ty, uderzając w PiS, w ewidentny sposób sprzyjasz temu drugiemu układowi. Bo nie ma trzeciego układu.

Czy jednak dla Ciebie wszystko może być usprawiedliwieniem realnej polityki? Czy nie ma hamulców w życiu publicznym?

– Nie mówimy przecież o wszystkim. Mówimy o tym, że pani Begerowa chciała dostać to stanowisko, którego nie dostała, na które Kaczyński i tak by się nie zgodził. To ona parła do stanowiska. To była jej propozycja, jej żądanie. (...) W każdej grupie społecznej były osoby świetlane, które zostały świętymi, i te, mniej święte. Wśród papieży byli i ci, którzy splamili się krwią. Czy z tego powodu mam uznać, że papiestwo jest do niczego? Wyciąganie tak skrajnych wniosków, jak ty to czynisz, bo ktoś zachował się  nie w porządku i w związku z tym cała grupa jest do niczego – jest nadużyciem. Mając do wyboru Platformę z SLD, albo PiS z LPR-em i jakąś ludową przybudówką, wybieram to drugie, bo uważam, że więcej praworządności będzie właśnie tu. Najwygodniejsza jest pozycja kibica. Kibic niczego nie ryzykuje. 

Rozmawiał:  Tadeusz Golenia


poniedziałek, 09 października 2006


Kolejny obraz z serii obiegowych fotek bractwa internautów. Tym razem -  z plonami uginającymi technikę.

SG



Metaforyczna łamigłówka?
Znów obraz z magicznego oka - pono pewnej szosy u wschodnich sąsiadów. Bractwo internautów nie wycofało z obiegu tegoż widoku - jako żywo dowodu na to, że jacyś inżynierzy drogownictwa wolą na wszelki wypadek... per pedes apostolorum.

SG



niedziela, 08 października 2006




Hmm. Ciepło, cieplej... Nowy Czajkowski!

Pióra, owszem. A gdzie tam-tamy?!

Fotka ta,  prezentowana jak wiele innych  przez  bractwo internautów, odsłania  humor rosyjski.

Komentarz: Stefania Golenia Pruszyńska



piątek, 06 października 2006


„Więcej światła!” – Johann Wolfgang von Goethe...

Fotografia ta jest w obiegu bractwa internautów żartem antyreklamowym z pewnej znanej firmy, której nazwę zamazałam. Wolę wersję aluzyjną, w dodatku na inny temat. Polityczne rozgrywki przecież w toku.

Stefania Golenia Pruszyńska


środa, 04 października 2006

W czasie konferencji prasowej szef klubu PiS Marek Kuchciński stwierdził, że nagrania przedstawione w programie „Teraz my” były prowokacją polityczną zmierzającą do obalenia rządu Jarosława Kaczyńskiego. Kuchciński, powołując się na publikację „Gazety Polskiej”, oświadczył, że doradca ds. programów publicystycznych TVN Milan Subotić współpracował z WSI, a wcześniej  z wojskowymi służbami PRL. Według Kuchcińskiego, Subotić jest „opiekunem” programu Morozowskiego i Sekielskiego, a stacja TVN jest „orężem medialnym” PO. Milan Subotić zaprzecza informacjom na temat swojej agenturalnej przeszłości.
  

Poseł Kuchciński, kiedy jeszcze „Gazety Polskiej” nie było na rynku (miała wyjść dzień później), już się na jej publikację powoływał, postponując i komercyjną rozgłośnię, i Platformę.Wybrzmiało to dla mnie fatalnie: Prawo i Sprawiedliwość idzie na kolejną wojnę, niby w imię pokonywania układów i sitw, a tak naprawdę w zemście za „taśmy prawdy”.

Przypomnę, że w nagraniu TVN pojawili się w ub. tygodniu dwaj prominentni działacze Prawa, którzy Renatę Beger z Samoobrony chcieli skaptować nie tyle merytorycznymi argumentami, ile obietnicami stanowisk, pieniędzy i umorzenia długów. Choćby nie wiadomo jak żwawo Kuchciński uwijał się przy piekielnych rondlach, i tak nie wysmaży innej prawdy: Lipińskiego i Mojzesowicza do Begerowej nie wysłały służby żadne służby specjalne. Gadali, co gadali  z własnej woli...

Nie wiem, kto doradza PiS-owi tak samobójczą taktykę? Nie rozumiem, dlaczego PiS dąży do kolejnych, z góry przegranych starć? Nie pojmuję, jak Kuchciński, odwołując się do rzetelności ocen i prosząc o takie żurnalistów, sam wysługuje się gazetą o jednoznacznej proweniencji prawicowej, klakierowi swej partii, jednocześnie na konferencji prasowej odmawia zapoznania się ze stanowiskiem zarządu stacji? To ma być ta rzetelność, artykułowana jedynie werbalnie przez Kuchcińskiego?

Wieczorem red. Sakiewicz, naczelny „Gazety Wyborczej”, na oczach widzów uciekł ze studia TVN24 i z „Magazynu 24 godziny”, a w programie TVN „Teraz My” w ogóle się nie pojawił. Pewnie nie chciał wyjaśniać, dlaczego zamiast sekretarza stacji Milana Subotića „GP” wydrukowała zdjęcie Bogu ducha winnego jugosłowiańskiego profesora...

W każdym razie PiS zafundował nam kolejne piekiełko... Niech je piekło pochłonie! I... nie tylko je...  

Klincz



poniedziałek, 02 października 2006



Pejzaż z brzozami, fot. Barbara Sadłowska