Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
** AKTUALIA
** ARTYSTYCZNE WITRYNY AUTORSKIE
** ESEJE, RECENZJE, ARTYKUŁY, WYWIADY, UTWORY
* Fundacja MAM SERCE pomaga ciężko chorym dzieciom
** PUSZCZA BIAŁOWIESKA w Gazecie Autorskiej IMPRESJee
** SPOTKANIA autorskie, literackie, klubowe
Akcja: Dopalacze kradną życie
Polskie Towarzystwo Tatrzańskie
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki Gazety Autorskiej „IMPRESJee”. * Liczba wizyt: 6 726 381 ** Liczba wizyt (w gazecie i podstronach): 9 020 659. W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.
piątek, 16 czerwca 2006





Dom 1, Stefania Golenia Pruszyńska

Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję, w której obok Belgii, Francji i Niemiec wymienia Polskę jako kraj, w którym nastąpił „wzrost nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem i homofobią”.
 Z nazwiska wymieniono posła Ligi Polskich Rodzin Wierzejskiego, który miał namawiać do bicia „homo” pałami, Radio Maryja, ministra edukacji, który wymienił dyrektora Zakładu Doskonalenia Nauczyli za, ponoć, rozpowszechnianie broszury Rady Europy, traktującej o wzbudzaniu w szkołach sympatii dla odmieńców.
 

 Nic nie wiadomo o tym, by Bruksela wskazała na jakieś konkretne przypadki „grzechów” w Niemczech, Francji czy też Belgii. Tak więc Polacy mogą i mają do tego prawo atak unijnych deputowanych odbierać jako skierowany przede wszystkim przeciwko nim. Autorzy rezolucji PE wspomnieli o „deklaracjach jednego z czołowych członków Ligi Polski Rodzin, nawołujących do przemocy wobec społeczności GLBT (ang. gay, lesbian, bisexual, transgender) w związku z marszem tolerancji i równości”.
 Jeśli autorzy wspomnianego dziełka spodziewali się tego, że Polacy położą uszy po sobie i padną  na kolana, zawiedli się srodze. Jeszcze w samolocie do Brukseli premier Marcinkiewicz zauważył, że zna Polskę lepiej niż rezolucyjni eurodeputowani, którzy – elegancko dawał do zrozumienia szef rządu – są niezorientowani w ogóle... Współpracujący w znieważaniu Polaków polscy postkomuniści też nie zyskali w kraju.
Roman Giertych zaapelował w Radomiu na konf. pras. do wyborców, aby w jesiennych wyborach samorządowych „ukarali SLD i sojuszników tej partii", tak, by - jak mówił „te partie nie przekroczyły w żadnym okręgu 5 procent” poparcia. Według wicepremiera Romana Giertycha, poparcie niektórych europosłów z SLD, SdPl i Partii Demokratycznej- demokraci.pl dla rezolucji Parlamentu Europejskiego w sprawie wzrostu nietolerancji m.in. w Polsce to „działanie zniesławiające państwo polskie i nasz naród”. „Niedobrym jest, gdy ktoś własne gniazdo kala. SLD przegrał wszystko. Miał prezydenta, premiera marszałka, większość w parlamencie i teraz próbuje leczyć swoje kompleksy na forum Parlamentu Europejskiego. To jest przykład wyjątkowej podłości” - powiedział Giertych.
 Giertych zarzucił PE wtrącanie się w nie swoje sprawy, bowiem kwestie ideowe, czy administracyjne poszczególnych państw członkowskich są ich wyłączną sprawą. Lider LPR wezwał Parlament Europejski, by wskazał wypowiedź polityka Ligi, w której nawołuje on do użycia siły wobec innych osób. Według Giertycha, jeżeli taka wypowiedź nie zostanie wskazana, LPR powinna zostać przeproszona. - Oczekujemy, że Parlament Europejski, a przede wszystkim przewodniczący PE, przeprosi nasze ugrupowanie, które jest legalną partią, które ma swoje poparcie, które jest częścią koalicji rządowej. ,,Domagam się przeprosin od Parlamentu Europejskiego" - oświadczył. W czwartek Bruksela powiedziała: „UE powinna podjąć odpowiednie środki dla wyrażenia swych obaw, a zwłaszcza zajęcia się kwestią udziału w rządzie LPR, której przywódcy nawołują do nienawiści i przemocy”.  Co do posła Wierzejskiego, autorzy rezolucji PE wspomnieli o „deklaracjach jednego z czołowych członków Ligi Polski Rodzin, nawołujących do przemocy wobec społeczności GLBT (ang. gay, lesbian, bisexual, transgender) w związku z marszem tolerancji i równości”. Otóż Wierzejski kilkakrotnie już – jak mówił na konferencji w Radomiu – słał do redakcji „Życia Warszawy” sprostowania, kilkakrotnie też organizował w tej sprawie brifingi prasowe w Sejmie, podczas których wyjaśniał, że jego wypowiedź została przez „ŻW” przekłamana. Kiedy to samo usiłował w czwartek tłumaczyć w Brukseli jeden z polskich europosłów, natychmiast podniósł się inny, niepolski deputowany i zauważył, że wystąpienie polskiego posła jest najlepszym przykładem ksenofobii. Nadto poseł Wierzejski podczas piątkowego spotkania niedwuznacznie wskazał na Niemiecką Partię Socjalistyczną, która w ten sposób (dzięki wspomnianej rezolucji) chce wybielać swój naród za winy II wojny światowej, oczerniając Polaków. Niewątpliwie wypowiedź Wierzejskiego nie przysporzy sympatii Niemcom wśród Polaków.
 Unijni deputowani musieli chyba na główki upaść, by tworzyć takie dziełko... Jak walczyć z taką paranoją? Jak walczyć z paranoidalną chęcią europosłów dawania świadectwa  o swym istnieniu i wielkiej pracy (wszak przeżerają rocznie ze składek państw członkowskich ok. miliarda euro) poprzez tworzenie paranoidalnych rezolucji? Można by się tym wszystkim nie przejmować.   Prof. Wojciech Roszkowski ocenił rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski jako element politycznej gry. Roszkowski, który jest eurodeputowanym, powiedział, że rezolucja zawiera zbyt wiele sprzeczności i nieusprawiedliwionych uogólnień, a to może przynieść złe efekty.  Jego zdaniem, nieuprawnione jest stawianie na jednej płaszczyźnie rasizmu, homofobii i islamofobii. Miesza się w ten sposób autentyczną dyskryminację z powodów rasowych czy religijnych ze sprzeciwem wobec ideologii, który jest jak najbardziej uprawniony w normalnym dyskursie politycznym.  Zdaniem polskiego eurodeputowanego, w tej rezolucji są fragmenty groteskowe, na przykład wyraża się w niej żal z powodu braku porównywalnych danych na temat jakiegoś zjawiska,  a jednocześnie w sąsiednim artykule wymienia się kraje, w których szczególnie trzeba napiętnować to zjawisko.  „Ta uchwała jest po prostu niechlujna” - podkreślił. Profesor Roszkowski powiedział, że wszyscy, którzy kierują się autentyczną troską o sprawiedliwość, powinni powstrzymać się od fałszywych uogólnień, które niewątpliwie zawiera ta rezolucja.  W ocenie eurodeputowanego, szczególnie niepokojąca jest kwestia oskarżeń o homofobię. Jego zdaniem, zakrawa to na jakąś obsesję europejskich polityków. Dodał, że za pomocą tego słowa - wytrychu chce się zamykać usta wszystkim tym, którzy kwestionują ofensywę homoseksualizmu. „Homofobia oznacza strach przed homoseksualistami, a przecież ci, co protestują, wcale się ich nie boją, a uważają, że ich orientacja jest odchyleniem od normy. Ci, którzy nazywają ich homofobami, manipulują słowami i odwracają sytuację” - powiedział.  Wojciech Roszkowski ocenił, że powinno się wprowadzić następujące rozróżnienie: homoentuzjaści, homorealisci i homosceptycy. Jego zdaniem, niewątpliwie mamy do czynienia z ofensywą homoentuzjastów. Natomiast homorealistów i homosceptyków nazywa się obecnie homofobami, co jest - według niego - oczywistym nadużyciem.
 Eurodeputowany PiS Marcin Libicki uważa, że czwartkowa rezolucja Parlamentu Europejskiego wymieniająca Polskę wśród krajów, w których narasta nietolerancja, ze względu na małe poparcie jest „klęską jej autorów”. Za rezolucją głosowało 301 eurodeputowanych, przeciw 161, w tym większość Polaków, zaś 102 się wstrzymało. W rozmowie z PAP Libicki podkreślił, że „zwykle rezolucje potępiające kraje za łamanie praw człowieka są przyjmowane jednomyślnie”. Jako przykład wymienił rezolucję dotyczącą sytuacji w Timorze Wschodnim.  Europarlamentarzysta PiS uważa, że lepiej byłoby, gdyby czwartkowej rezolucji nie było,  „bo jest szkodliwa dla Polski i dla powagi Parlamentu Europejskiego”.
 Jego zdaniem, zestawienie w rezolucji morderstwa na tle rasowym kolorowej kobiety z dzieckiem, do którego doszło w jednym z państw w niej wymienionych, z tym, że członek partii rządzącej w Polsce występuje przeciwko gejom, „jest żenujące”. „To są sprawy nieporównywalnych kalibrów” - ocenił Libicki.
 Bp Tadeusz Pieronek, komentując rezolucję europarlamentu, w której mowa m.in. o Radiu Maryja, powiedział PAP, że „coś niedobrego dzieje się w Parlamencie Europejskim”. Jak głosi rezolucja, „Parlament Europejski jest poważnie zaniepokojony ogólnym wzrostem nietolerancji powodowanej rasizmem, ksenofobią, antysemityzmem i homofobią w Polsce, co jest częściowo wywołane przez takie platformy religijne jak Radio Maryja, krytykowane także przez Watykan za antysemickie wypowiedzi”. Bp Pieronek, odnosząc się do tych słów, powiedział, że „europarlamentarzyści uważają, że są sędziami świata, a świat pójdzie i tak swoją drogą”. Pytany o Radio Maryja, które wymieniono
w rezolucji, zapytał: „kto ich ustanowił sędziami nad tym?”. „Niech sobie krzyczą, jeśli chcą” - dodał bp Pieronek.
 Jeśli biskup, powszechnie znany ze swych sympatii unijnych, mówi takie słowa, to można sobie tylko wyobrazić, jak odbierają tekst rezolucji przeciętni „śmiertelnicy”.  Dziś, wśród moich politycznych konsultantów, wywodzących się z różnych grup społecznych, pomagających mi w – by się tak wyrazić – wypośrodkowywaniu opinii, słyszałem najczęściej określenia: pomyleńcy, zboczeńcy, nasi wrogowie. I jeszcze takie epitety, których raczej nie będę tu przytaczał. To, w końcu, są jednak eurodeputowani.

Zygmunt Kmieciak


Podczas święta Bożego Ciała najistotniejsze jest publiczne wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie, okazanie Mu czci, miłości i wdzięczności za łaski okazane i otrzymane dzięki temu Sakramentowi. To wyznanie wiary jest świadectwem szczególnym naszej tożsamości duchowej. Osoby, które dopuściły się zniewag, mają także możliwość prosić Jezusa Chrystusa o wybaczenie dla siebie, a także przeprosić Go za obrazę i bluźnierstwa ludzi niewierzących.

Historia tego święta – na podst. różnych źródeł – sięga XIII wieku. Wprowadził je biskup Robert w 1246 r. w belgijskiej diecezji – w Liege (17 lat później w Orvieto stwierdzono wystąpienie cudu  hostia w rękach księdza wątpiącego w transsubstancjację nagle się skrwawiła).

Inicjatywę rozszerzenia tego święta na cały Kościół przejął papież Urban IV bullą Transiturus. Bulla ta nie została jednak przez niego ogłoszona  papież zmarł, święta więc jeszcze wtedy nie wprowadzono. Dopiero po przejęciu bulli i umieszczeniu jej w Klementynkach w 1317 r. ustanowił je papież Jan XXII.

W Polsce zainicjował je w 1320 r. w diecezji krakowskiej biskup Nanker. Boże Ciało w Kościele katolickim wypada 60 dni po Wielkanocy, w czwartek po uroczystościach Trójcy Świętej. Rozpoczyna się mszą św., po której wierni odbywają po ulicach parafii procesję z Najświętszym Sakramentem. Po drodze przystają przy czterech ołtarzach, aby wsłuchać się w czytane fragmenty czterech Ewangelii, dotyczące Eucharystii.

Najstarszym i największym miejscem kultu Bożego Ciała (od późnego średniowiecza) jest kościół pw. Bożego Ciała w Poznaniu. Właśnie w tym sanktuarium 15 czerwca 2006 r. uroczystą mszą św. odprawioną przez arcybiskupa Stanisława Gądeckiego w asyście wyświęconych w tym roku kapłanów  rozpoczęły się centralne obchody święta Bożego Ciała w archidiecezji poznańskiej.
A oto kazanie „Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie”, które wygłosił abp Stanisław Gądecki: [...] Umiłowani czciciele Najświętszego Sakramentu, W dniu dzisiejszym Kościół wsłuchuje się z uwagą w słowa wypowiedziane kiedyś we Wieczerniku: „To jest Ciało moje”, „To jest moja Krew Przymierza”. Słowa te (Mt 26, 26-28; Mk 14, 22-23; Łk 22, 19-20; 1Kor 11, 23-25) przypominają nam, że Eucharystia jest przede wszystkim ofiarą Jezusa.

Ofiara Chrystusa. Całe życie Chrystusa było ofiarowane Ojcu
Została ona przygotowana przez całe wcześniejsze życie Zbawiciela. W całości było ono ożywione pragnieniem wypełnienia zamysłu Ojca (Por. Łk 12, 50; 22, 15; Mt 16, 21-23). Całkowicie i bez reszty było ofiarowane Bogu: „Przeto przychodząc na świat, mówi:...Oto idę... abym spełniał wolę Twoją, Boże (cf. Hbr 10,5.7). Syn Boży z nieba zstąpił nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Go posłał (J 6, 38). Syn Boży przyjął wolę Bożą od początku i realizował ją w każdym momencie swojego życia: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło” (J 4, 34). „Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14, 31).

Ostatnia Wieczerza uprzedza ofiarę Jezusa

Jeśli jednak Ostatnia Wieczerza była jakimś zwieńczeniem dotychczasowego życia Zbawiciela, to było ona jednocześnie zapowiedzią dopiero nadchodzącej dobrowolnej (J 10,18) ofiary Chrystusa. On zapowiedział wszystko, co się miało dopiero wydarzyć: „To jest Ciało moje, które  za was będzie wydane (Łk 22,19). To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28). „Za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie (J 17, 19).

Przemieniając chleb w swoje Ciało i wino w swoją Krew, i dając je swoim uczniom, Jezus zapowiada swoją śmierć, dobrowolnie godzi się na nią w swym  sercu i przemienia ją w akt miłości. Ukrzyżowanie, które na zewnątrz będzie brutalnym aktem przemocy  wewnątrz stanie się aktem miłości, która daje się bez reszty. Oto właściwa przemiana, która dokonała się w Wieczerniku i która miała wywołać proces przemian, których ostatecznym celem jest przemiana świata, tak aby Bóg był wszystkim we wszystkich (por. 1 Kor 15, 28). Wszyscy ludzie od zawsze żywią w swoim sercu jakąś nadzieję na przeobrażenie, na przemianę świata, a oto teraz, we Wieczerniku, dokonuje się główna przemiana, jedyny akt, który jest w stanie prawdziwie odnowić świat: przemoc zostaje przemieniona w miłość, a tym samym  śmierć w życie. Skoro akt ten przemienia śmierć w miłość, śmierć jako taka zostaje przezwyciężona od wewnątrz, już teraz jest w niej obecne zmartwychwstanie. Śmierć została poniekąd głęboko zraniona i już nie do niej należy ostatnie słowo. Jest to, by tak rzec, reakcja jądrowa zachodząca w samej głębi bytu  zwycięstwo miłości nad nienawiścią, zwycięstwo miłości nad śmiercią. Jedynie ta wewnętrzna eksplozja dobra, które zwycięża zło, może zapoczątkować łańcuch przemian, które stopniowo przeobrażą świat. Wszystkie inne przemiany są powierzchowne i nie dają zbawienia (por. Benedykt XVI, Eucharystia musi być centrum waszego życia. Msza św. na zakończenie Światowego Dnia Młodzieży. 21 sierpnia 2005)

Eucharystia przedłużeniem ofiary Chrystusa
Ofiara Chrystusa i ofiara Eucharystii są jedyną ofiarą. Jedna i ta sama jest bowiem Hostia, ten sam ofiarujący  obecnie przez posługę kapłanów - który wówczas ofiarował siebie na krzyżu, a tylko sposób ofiarowania jest inny... A skoro w tej Boskiej ofierze, dokonującej się we Mszy świętej, jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy, ofiara ta jest naprawdę przebłagalna” (Sobór Trydencki: DS 1743). Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna człowieczego i pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Każdy, kto pożywa Moje ciało i pije Moją krew, ma życie wieczne, a Ja wskrzeszę go w dniu ostatecznym. (J 6 53-55).

W Eucharystii ofiara Chrystusa staje się także ofiarą członków Jego Ciała. Życie wiernych, składane przez nich uwielbienie, ich cierpienia, modlitwy i praca łączą się z życiem, uwielbieniem, cierpieniami, modlitwami i pracą Chrystusa i z Jego ostatecznym ofiarowaniem się oraz nabierają w ten sposób nowej wartości. Kościół sam staje się także żywą ofiarą w Chrystusie. To, co jest ofiarą w życiu ludzkim, dzięki Eucharystii przemienia się w ofiarę Chrystusa. Kościół wie, że w tym, co ofiaruje, również sam siebie składa w ofierze (por. Św. Augustyn, De civitate Dei, 10, 6) 

 



O Powstaniu Poznańskiego Czerwca`56

Współtwórcami tego rodzaju przemiany byli poznańscy robotnicy w owym pamiętnym 1956 roku. Oni  jako pierwsi w Polsce – w systemie państwowego terroru zażądali chleba, sprawiedliwości, wolności i Boga. Śpiewali: Boże coś Polskę, Nie rzucim ziemi, Serdeczna Matko. Krzyczeli: „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”. Życie tych ludzi, ich cierpienia, modlitwy i praca połączyły się z życiem, cierpieniami, modlitwami i pracą Chrystusa oraz nabrały w ten sposób nowej wartości. Innymi słowy, poznańscy robotnicy pokazali światu, że istnieją ideały, o które warto walczyć, jakiekolwiek byłyby tego konsekwencje. Powstanie w Poznaniu zapisało się jako jeszcze jeden przykład nieujarzmionego pragnienia wolności Polaków w całkiem beznadziejnej sytuacji. Stało się wówczas tak sławne jak powstanie w Berlinie w czerwcu 1953.

Rozerwało ono okowy milczenia i zakłamania. Stało się wielkim krokiem do przełomu październikowego. Z wielkim prawdopodobieństwem można powiedzieć, że zawdzięczamy mu to, iż późniejszy przewrót październikowy w Polsce w przeciwieństwie np. do Węgier, miał charakter bezkrwawy. To drugie zwycięskie powstanie w Wielkopolsce, być może właśnie dlatego przyjmowane z taką niechęcią do wiadomości.

Jan Paweł II w telegramie z Rzymu wysłanym na 25. rocznicę Powstania Poznańskiego Czerwca  pisał: „Módlmy się za tych, którzy mieli odwagę upomnieć się o poszanowanie praw człowieka i zapłacili za to najwyższą cenę. Krew polskich robotników, przelana na ulicach Poznania, razem z krwią tylu Polaków i Polek, którzy złożyli życie na ołtarzu Ojczyzny i Kościoła, niech będzie dla wszystkich moich rodaków znakiem i wezwaniem do odważnego i odpowiedzialnego zespolenia się wokół najwyższych wartości, wokół człowieka, jego godności, wokół Narodu, Ojczyzny, jej teraźniejszości i przyszłości. Chciejmy to szczególne dziedzictwo wiary, pracy, walki i krwi naszych ojców i braci, które żyje we współczesnych pokoleniach, pieczołowicie, z troską, ustawicznie odnawiać, rozwijać i przekazywać młodym pokoleniom” (Słowa telegramu Jana Pawła II przesłanego z Rzymu z okazji 25. rocznicy Poznańskiego Czerwca, 28 czerwca 1981).

Czego nas uczy dzisiaj  po 50 latach  tamto Poznańskie Powstanie? Najpierw tego, że sama praca musi być przez człowieka traktowana jako dobro cenne i pożądane. Czyż potwierdzeniem tego faktu nie jest tak zwana emigracja za pracą? Zjawisko stare, które wciąż się odnawia. Również obecnie posiada ono wielkie rozmiary z powodu słabego ekonomicznego położenia naszych rodaków. Człowiek w ogóle ma prawo do opuszczenia kraju swego pochodzenia z różnych motywów, ażeby szukać lepszych warunków życia w innym kraju, ma też i prawo powrotu do swego kraju. Lecz fakt taki stanowi na ogół stratę dla kraju, z którego się emigruje. Odchodzi człowiek, a zarazem członek wielkiej wspólnoty zjednoczonej historią, tradycją, kulturą, aby rozpocząć życie pośród innego społeczeństwa związanego inną kulturą i innym językiem. Znika pracownik, który wysiłkiem swojej myśli czy swoich rąk mógłby przyczynić się do pomnożenia dobra wspólnego własnego kraju. Ów wysiłek i ów wkład zostaje oddany innemu społeczeństwu, które poniekąd ma do tego mniejsze prawo aniżeli własna ojczyzna. A jednak  jeśli nawet emigracja jest pewnym złem  jest to tzw. zło konieczne. Trzeba uczynić wszystko, ażeby to zło w znaczeniu materialnym nie pociągnęło za sobą większych szkód w znaczeniu moralnym, owszem, by  o ile to możliwe – przyniosło dobro w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym emigranta, zarówno gdy chodzi o kraj, do którego przybywa, jak też o ojczyznę, którą opuszcza. W tej dziedzinie ogromnie wiele zależy od właściwego prawodawstwa - w szczególności, gdy chodzi o uprawnienia człowieka pracy.  O stosunku do imigranta muszą decydować te same kryteria, co w stosunku do każdego innego pracownika w tym społeczeństwie. Wartość pracy musi być mierzona tą samą miarą, a nie względem na odmienną narodowość, religię czy rasę. Tym bardziej nie może być wyzyskiwana sytuacja przymusowa, w której znajduje się emigrant. Wszystkie te okoliczności muszą stanowczo ustąpić – przy uwzględnieniu szczegółowych kwalifikacji  wobec podstawowej wartości pracy, która związana jest z godnością ludzkiej osoby. Głęboki sens samej pracy domaga się, by kapitał służył pracy, a nie praca kapitałowi (por. LE 23). b. Rok 1956 był w Poznaniu wołaniem o sprawiedliwy ustrój społeczny. To z jego braku rodzi się bowiem wszelki opór społeczny i odruchy niezadowolenia. Ustrój zaś jest sprawiedliwy wówczas, kiedy sprawiedliwa jest płaca. Nie ma w obecnym kontekście innego, ważniejszego sposobu urzeczywistniania sprawiedliwości w stosunkach pracownik  pracodawca, jak właśnie ten: zapłata za pracę. Sprawiedliwa płaca staje się w każdym wypadku konkretnym sprawdzianem sprawiedliwości całego ustroju społeczno-ekonomicznego, a w każdym razie sprawiedliwego funkcjonowania tego ustroju. Nie jest to sprawdzian jedyny, ale szczególnie ważny i poniekąd kluczowy (por. Laborem exercens, 19).

Za sprawiedliwą zaś płacę, gdy chodzi o dorosłego pracownika obarczonego odpowiedzialnością za rodzinę, przyjmuje się taką płacę, która wystarcza na założenie i godziwe utrzymanie rodziny oraz na zabezpieczenie jej przyszłości. Takie wynagrodzenie może być realizowane czy to poprzez tak zwaną płacę rodzinną, to znaczy jedno wynagrodzenie dane głowie rodziny za pracę, wystarczające na zaspokojenie potrzeb rodziny bez konieczności podejmowania pracy zarobkowej poza domem przez współmałżonka, czy to poprzez inne świadczenia społeczne, jak zasiłek rodzinny albo dodatek macierzyński dla kobiety, która oddaje się wyłącznie rodzinie; dodatek ten powinien odpowiadać realnym potrzebom, to znaczy uwzględniać liczbę osób pozostających na utrzymaniu w ciągu całego okresu, gdy nie są w stanie podjąć odpowiedzialności za własne życie.

Obok płacy wchodzą w grę dodatkowo różne świadczenia społeczne, mające na celu zabezpieczenie życia i zdrowia pracowników, a także ich rodzin. Wydatki związane z koniecznością leczenia, zwłaszcza w razie wypadku przy pracy, domagają się tego, aby pracownik miał ułatwiony kontakt z ośrodkami pomocy lekarskiej  i to, o ile możności, kontakt tani, a nawet bezpłatny. Inną dziedziną świadczeń jest ta, która wiąże się z prawem do wypoczynku  przede wszystkim chodzi tutaj o regularny wypoczynek tygodniowy, obejmujący przynajmniej niedzielę, a prócz tego o dłuższy wypoczynek, czyli tak zwany urlop raz w roku, ewentualnie kilka razy w roku przez krótsze okresy. Wreszcie chodzi również o prawo do emerytury, zabezpieczenia na starość i w razie wypadków związanych z rodzajem wykonywanej pracy. W obrębie tych głównych uprawnień rozbudowuje się cały system uprawnień szczegółowych, które wraz z wynagrodzeniem za pracę stanowią o prawidłowym układaniu stosunków pomiędzy pracownikiem a pracodawcą. Trzeba pamiętać, że do tych uprawnień należy także i to, aby miejsce pracy i procesy produkcji nie szkodziły zdrowiu fizycznemu pracowników i nie naruszały ich zdrowia moralnego.  

Słuszne zabiegi o zabezpieczenie uprawnień ludzi pracy muszą jednak zawsze liczyć się z tymi ograniczeniami, jakie nakłada ogólna sytuacja ekonomiczna kraju. Żądania związkowe nie mogą zamienić się w pewien rodzaj egoizmu grupowego czy klasowego - chociaż mogą i powinny dążyć również do tego, aby ze względu na dobro wspólne całego społeczeństwa naprawić wszystko, co jest wadliwe w systemie posiadania środków produkcji oraz w sposobie zarządzania i dysponowania nimi. Życie społeczne i ekonomiczno-społeczne jest z pewnością rodzajem naczyń połączonych   i do tego musi też stosować się wszelka działalność społeczna mająca na celu zabezpieczenie uprawnień każdej z grup. Zabiegając o słuszne uprawnienia swych członków, związki zawodowe posługują się także dzisiaj metodą strajku, jako pewnego rodzaju ultimatum skierowanym do odpowiedzialnych czynników, a nade wszystko do pracodawców. Jest to metoda, którą katolicka nauka społeczna uważa za uprawnioną pod odpowiednimi warunkami i we właściwych granicach. Pracownicy winni mieć zapewnione prawo do strajków, bez osobistych sankcji karnych za uczestnictwo w nim. Jest to środek uprawniony, choć środek ostateczny. Nie można go nadużywać. Dlatego też KNS stawia trzy zasadnicze warunki podjęcia strajku: rzeczywista i słuszna przyczyna (związana zwykle z podłożem ekonomicznym, socjalnym, rzadziej politycznym); uprzednie wyczerpanie przez pracowników wszystkich metod pokojowego rozwiązania konfliktu; przewidywana i rozsądna nadzieja na zwycięstwo strajku. Nie można tego środka nadużywać, zwłaszcza do rozgrywek politycznych. Ponadto, nieodzownie usługi dla życia społecznego winny i tak być zawsze zabezpieczone, w razie konieczności nawet przy pomocy odpowiednich środków prawnych. Nadużywanie strajku może prowadzić do paraliżowania całego życia społeczno-ekonomicznego, co jest sprzeczne z wymogami wspólnego dobra społeczeństwa, które odpowiada także właściwie rozumianej naturze samej pracy (LE 20). 

Wiemy, że i dzisiejsze pokolenie poznaniaków pragnie uczestniczyć w budowaniu lepszego świata. Lecz sprawiedliwszego ustroju nie zbuduje człowiek niesprawiedliwy. Może go natomiast budować ten, kto jest wrażliwy na potrzeby innych. Gotowy do dzielenia się. Zaangażowany na rzecz bliźniego, zarówno tego, który jest blisko, jak i tego, który jest daleko. Jeśli rzeczywiście żyjemy w komunii z Chrystusem, otwierają się nam oczy i nie zajmujemy się już tylko sobą, lecz widzimy, gdzie i jak możemy być innym potrzebni. A świat, świat tak jak kiedyś czeka na świadectwo uczniów Jezusa Chrystusa. Pamiętajmy: Bóg nigdy nie przegrywa. To On ostatecznie zwycięża, ponieważ ostatecznie zwycięża miłość. Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym (por. Mt 21, 42; Ps 118 [117], 22). Ze śmierci Syna wypływa życie, powstaje nowa budowla, nowe społeczeństwo. Jego miłość do nas jest niezniszczalna. A zatem, prośmy Pana, jedynego Zbawiciela świata, byśmy nigdy nie poprzestawali na tym, co widzialne, lecz współpracując z łaską Ducha Świętego, który chleb przemienia w Ciało, a wino w Krew odkupienia, czerpali z tego zdroju nieskończonej mocy w drodze do Boga.  

Po mszy wielotysięczny tłum wiernych przeszedł w procesji od ul. Krakowskiej, przez Wielką, Chwaliszewo  do Ostrowa Tumskiego i katedry. Przy ołtarzach, przy których przystawała procesja, tym razem po czytaniach Ewangelii, w związku z 50. rocznicą dramatycznych wydarzeń Poznańskiego Czerwca`56  słuchano rozważań, których treść przenikały wątki z tamtych krwawych dni.

Opr. Stefania Golenia Pruszyńska

Źródło: http://www.archpoznan.org.pl


środa, 14 czerwca 2006

Premiera opery „Ça Ira” - 25 sierpnia. Spragnionych wrażeń nabywców biletów na światową premierę opery Rogera Watersa w Poznaniu, którą zapowiadano na 7 lipca, ta wiadomość na pewno zadziwiła. Producent widowiska Marek Szpendowski twierdzi, że trzeba było dokonać tej zmiany z uwagi na potrzeby choreograficzne i scenograficzne tej opery - konieczność uruchomienia trzeciej sceny i tym samym zaangażowania dodatkowych artystów. Kierował się w tej decyzji względami wyższymi: zapewnienia widowisku odpowiedniego wysokiego poziomu artystycznego, bowiem przygotowane w Poznaniu będzie wzorcem wszystkich spektakli na całym świecie. Dotychczasowy scenariusz opery przewidywał akcję na dwóch scenach, uczestnictwo Poznańskiego Chóru Chłopięcego, Chóru Uniwersyteckiego, zespołu Teatru Wielkiego. Odbywały się próby w różnych miejscach. W „Ça Ira” Roger Waters, były członek znanego zespołu Pink Floyd, sięgnął po temat rewolucji francuskiej. Jego dzieło miało być włączone w zaplanowane obchody 50-lecia dramatycznych wydarzeń poznańskiego Czerwca`56. Jak widać po tych wieściach - musimy trochę jeszcze poczekać. Reżyserem spektaklu jest Janusz Józefowicz. Gdy rozmawiałam z nim w niedzielę w Teatrze Wielkim, po przesłuchaniach kandydatów na członków zespołu poznańskiej opery, mając zaledwie ciut czasu na wstępne ustalenie terminu wywiadu, sygnalizował możliwe zmiany, wspomniał o trzeciej scenie, rozbudowie widowiska, lecz o przesunięciu terminu jego wystawienia nie było mowy. A reżyser ciągle w biegu, zapracowany. „Ça Ira” przesunięto na 25 sierpnia o 21.00. Spektakl odbędzie się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Organizatorzy zapewniają, że wszystkie zakupione bilety zachowują swoją ważność.

Poznański Czerwiec 1956 w międzynarodowej perspektywie. Wczoraj, 13 czerwca, w sali konferencyjnej Instytutu Zachodniego przy ul. Mostowej 27 w Poznaniu odbyła się debata: „Poznański Czerwiec 1956 w międzynarodowej perspektywie”.  W dyskusji panelowej uczestniczyli: prof. Zofia Trojanowicz i prof. Lech Trzeciakowski z UAM, prof. Wiesław Władyka z Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, prof. Anna Wolff-Powęska z Instytutu Zachodniego w Poznaniu, którzy udokumentowaniu i opisowi tych wydarzeń poświęcili wiele starań, oraz goście z zagranicy: prof. Vatanjar S. Jagja z Uniwersytetu w Sankt Petersburgu, dr Janos Tischler z Uniwersytetu w Budapeszcie i publicysta Peter Bender z Berlina. Przybyli na to spotkanie także przedstawiciele mediów.Inicjatorami spotkania byli: marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak i dyrektor Instytutu Zachodniego prof. Andrzej Sakson.

Maria Pasło-Wiśniewska z PO. Silna kandydatka na prezydenta Poznania. Notowania Marii Pasło-Wiśniewskiej, której kandydaturę na prezydenta Poznania wspiera Donald Tusk, po jej wywiadach w mediach, ciągle rosną. Może wreszcie kobieta obejmie prezydencką władzą i odpowiedzialnością Poznań. Ciekawam, co na to inne panie, a co panowie?
Poznańczycy wszak cenią pragmatyzm, doświadczenie, pracowitość, uczciwość. Także kreatywność. I przecież: wrażliwość, talenty, wyobraźnię, szczerość...  

Stefania Golenia Pruszyńska


piątek, 09 czerwca 2006

Przed recitalem Łukasza Kuropaczewskiego marszałek Marek Woźniak uroczyście wręczył nagrody animatorom, artystom, twórcom i propagatorom kultury wielkopolskiej. Nagrody Marszałka Województwa Wielkopolskiego po raz czwarty trafiły do rąk ludzi kultury wyróżnionych za swoją prowielkopolskość. Są one zarówno istotnym przejawem działania mecenatu Samorządu Województwa Wielkopolskiego, jak i promowania najbardziej docenianych osiągnięć przedstawicieli kultury.

Tegoroczni beneficjenci to: Ewa Czamańska, inspektor do spraw kultury w Starostwie Powiatowym w Pile, prezydent Wielkopolskiej Rady Kultury, organizatorka imprez kulturalnych, autorka audycji radiowych o ludziach kultury środowiska pilskiego; 

Jan Dodot, śpiewak, działacz amatorskiego ruchu śpiewaczego, wieloletni prezes oddziału Polskiego Związku Chórów i Orkiestr w Ostrowie Wielkopolskim, inicjator wielu zespołów chóralnych i cyklicznych imprez, propagujących wspólne śpiewanie; 

Barbara Fabiańska, autorka książek, audycji radiowych i telewizyjnych, filmów dokumentalnych oraz wystaw o tematyce historycznej. Tworzy, nawiązując do ważnych dla poznanian i Wielkopolan postaciach i miejscach; 

Marek Garztecki, śpiewak, który wystąpił w 120 rolach operowych i ma za sobą 50 partii koncertowych, m.in. na scenach  w: Amsterdamie, Berlinie, Brukseli, Buenos Aires, Mediolanie i Pekinie. Znany ze współpracy  z najsłynniejszymi dyrygentami i życzliwej postawy wobec młodych debiutujących artystów.

 Mariola Hendrykowska, tancerka, kierownik baletu, asystent choreografa i inspicjent. Związana z Polskim Teatrem Tańca - Baletem Poznańskim. W dorobku ma wiele ról solowych, na scenie pracuje już 36 lat;

Jerzy Jurga, artysta malarz, historyki sztuki, organizator i animator życia kulturalnego w Wielkopolsce, twórca dwóch galerii, uczestnik prawie 50 indywidualnych i zbiorowych wystaw: w Kościanie, Poznaniu, Śremie, Bazylei, Hanowerze, Chicago i Tokio;

Krystyna Kostrzemska-Suska - tancerka, związana z Polskim Teatrem Tańca – Baletem Poznańskim, aktualnie inspektor baletu. Wystąpiła w wielu rolach w niezwykłych spektaklach. Artystka z wielkim doświadczeniem zawodowym, oddana sztuce baletowej, z 56-letnim stażem scenicznym;

Władysław Kościelniak, 90-letni wybitny grafik, rysownik, publicysta i regionalista. Autor niezliczonych ex librisów, grafik, felietonów („Ziemia Kaliska”, „Kalisia Nowa”), inicjował wiele przedsięwzięć w Kaliszu na rzecz tego miasta;

Stanisława Łowińska, poetka z dorobkiem kilku tomów wierszy, dziennikarka, autorka licznych felietonów prasowych, inicjatorka przedsięwzięć popularyzujących literaturę wśród młodego pokolenia, m.in. Klubu Młodego Dziennikarza oraz „Lednickiej Wiosny Poetyckiej”;

Stanisław Pijanowski, leśnik, założyciel jednego z największych prywatnych muzeów w kraju z pamiątkami dotycz. historii Polski i zabytkowymi księgami, autor „Opowieści z Głuchej Puszczy” i wystaw;

Ireneusz Solarek, artysta plastyk, założyciel Zbąszyńskiej Sceny Plastycznej Teatru „S”, autor spektakli prezentowanych na festiwalach, pomysłodawca Galerii Baszta na wystawy regionalnych artystów oraz Międzynarodowych Spotkań Artystycznych „Experyment” dla poszukujących plastyków, muzyków i twórców teatru;

ks. Józef Słowik, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP, kustosz Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Skrzatuszu, kapłan ceniony przez parafian, wielki miłośnik i opiekun zabytków;

Antoni Taczanowski, bibliotekarz, działacz społeczny i kulturalny, wieloletni dyrektor Biblioteki Publicznej w Międzychodzie, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Ziemi Międzychodzkiej oraz wiceprezes Stowarzyszenia Międzychodzian, autor wielu publikacji o regionie;

Andrzej Wiza, śpiewak 50-letnim dorobkiem, reżyser z 40-letnimi dokonaniami, konferansjer, dawny dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, reżyser wielu oper i operetek, miłośnik i popularyzator muzyki polskiej;

prof. Andrzej Marek Wyrwa, archeolog, autor ponad 300 publikacji naukowych, popularnonaukowych i publicystycznych, członek stowarzyszeń historycznych, już ponad 20 lat zajmują go badania archeologiczne w kompleksie osadniczym Łekno-Tarnowo Pałuckie, popularyzator wiedzy na temat Cystersów, organizator festynów archeologicznych, ukazujących dziedzictwo Cystersów w Łęknie. 

Ponadto nagrody przyznano: Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy w Wolsztynie, Chórowi Męskiemu w Wyrzysku, Teatrowi Szkolnemu „Iskierka” z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Trąbczynie. 

Poprzednie nagrody zostały przekazane przed koncertami: Academy of St. Martin In the Fields, Roby’ego Lakatosa, a także Joanny Kozłowskiej i Wojciecha Drabowicza. 

Uroczystość odbyła się 22 maja.

Stefania GoleniaPruszyńska



piątek, 02 czerwca 2006

Kiedy 2 lutego tego roku Bill Gates, legenda informatyki i twórca potęgi Microsoftu już po raz 3. odwiedzał Polskę – obiecywał prezydentowi Kaczyńskiemu, że kraj nad Wisłą nie będzie „ubogim krewnym” jego korporacji. I stało się... 1 czerwca zostało uruchomione w Poznaniu jako pierwszym polskim mieście Centrum Innowacji Microsoft (MIC).

 W walce o lokalizację Centrum Innowacji uczestniczyło 8 polskich ośrodków akademickich. Poznańskie przedsięwzięcie jest, w ogóle, drugim – obok Belgradu – w tej części Europy. Jest wspólnym projektem tej firmy, Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego oraz Politechniki Poznańskiej. Jak w inauguracyjnym wystąpieniu podkreślał rektor PP, prof. dr hab. inż. Adam Hamrol, to nie przypadek, że właśnie w Grodzie Przemysława zaistniała ta inicjatywa. To właśnie poznańscy specjaliści zdobywają „polskie Noble”, to właśnie poznańscy studenci wygrywają światowe konkursy informatyczne – przypominał nam rektor. Wtórował mu, niestety z nagrania wideo, bowiem osobiście nie mógł dotrzeć do nowych sal wykładowych PP, gdzie odbywała się uroczystość, szef Poznańskiego Centrum Superkomputerowo-Sieciowego, prof. dr hab. inż. Jan Węglarz. Prof. Węglarz opowiadał m.in.  o 4 studentach PP, tworzących grupę „hakerów LSD” i wyszukujących „dziury” w oprogramowaniu informatycznego giganta. Trzech z nich pracuje dziś w Redmond, w centrali Microsoftu. Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe też nie jest „czarną dziurą” informatyki.  To znany w Europie i na świecie ośrodek badawczo-rozwojowy w zakresie gridów, portali, sieci nowej generacji i ich bezpieczeństwa. PCSS jest także jednym z pięciu głównych polskich centrów komputerów dużej mocy, powstałych w związku z tworzeniem infrastruktury badawczej nauki.  

 Od początku swojego istnienia poznańskie Centrum Komputerów Dużej Mocy było jednym  z czołowych ośrodków w Polsce – kilkakrotnie notowanym na prestiżowej liście najszybszych instalacji obliczeniowych na świecie TOP500.  Zaś sam Microsoft Corporation, istniejący w USA od 1975 r., na polskim rynku pojawił się w 1992 r. Podczas obecności w Polsce zaangażował się w liczne programy społeczne, a w maju ub. roku uruchomił działalność Forum Edukacji Microsoft – inicjatywy, mającej na celu wspieranie i upowszechnianie edukacji informatycznej w Polsce. Wracając do Centrum Innowacji.  Jego głównymi celami staną się:
* edukacja poprzez zdalne udostępnianie aplikacji Microsoft szkołom i uczelniom wyższym oraz poprzez szkolenia; * szybszy rozwój lokalnych firm dzięki doradztwu MIC w zakresie podnoszenia poziomu bezpieczeństwa teleinformatycznego usług, a także poprzez program audytów i szkoleń; * poprawa jakości opieki medycznej w Wielkopolsce dzięki udoskonaleniu bezpiecznego systemu informacji przez Internet; * łatwy i bezpieczny dostęp do usług elektronicznych oferowanych przez samorządy lokalne;
* rozwój i upowszechnianie najnowocześniejszych technologii multimedialnych w regionie.

Prof. Hamrol: To kolejny krok w tworzeniu gospodarki i społeczeństwa opartego na wiedzy. Prof. Węglarz: To przykład ścisłej współpracy nauki z przemysłem. Jest szansą dla Poznania i Wielkopolski. Tomasz Bochenek, dyr. gen. Microsoftu w Europie Centralnej i Środkowej: Wasz region staje się coraz bardziej istotny. I to nie tylko w znaczeniu lokalnym...”.

 Gwoli rzetelności dziennikarskiej muszę odnotować, że ledwo otwarto w Poznaniu Centrum Innowacji Microsoftu, już pojawiły się (pojedyncze) głosy, że jak to? Centrum ma funkcjonować za 100 tys. USD i z 20-osobową obsługą? Ano, zobaczymy... Wątpię jednak, by ekipa najbogatszego człowieka na świecie angażowała się w operację, skazaną na niepowodzenie. MIC wróży raczej nadwarciańskiemu grodowi sukces.

Tadeusz  Golenia


 

 

poniedziałek, 29 maja 2006


Papież przed bramą oświęcimskiego obozu,
fot.: Interia.pl

- Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że przeżyję Auschwitz, to bym nie uwierzył, bo raczej nie sądziłem. Ale gdyby ktoś powiedział, że w tym miejscu będzie Ojciec Święty, że Ojcem Świętym będzie Polak, a następnym będzie Niemiec, i oni obaj będą w tym miejscu, to przekraczałoby siłę mojej wyobraźni – powiedział kilka dni wcześniej profesor Władysław Bartoszewski w Poranku Radia TOK FM.

W „Gazecie Wyborczej zapytano w sondażu: Dwaj papieże, dwa narody, czy papież powinien w Auschwitz-Birkenau przeprosić za zagładę Żydów w czasie II wojny światowej. Nie precyzowano jak ani w czyim imieniu. Tak” odpowiedziało więcej Niemców (49 proc.) niż Polaków (27 proc.). Co ciekawe, takiego gestu oczekiwaliby częściej niemieccy katolicy niż protestanci czy ateiści. Najwięcej Polaków (44 proc.) odpowiada: trudno powiedzieć. Nie pierwszy raz w sondażu nasi rodacy mają trudność z zajęciem stanowiska, gdy rzecz dotyka trudnych tematów. W Niemczech kwestia rozliczeń, przedmiot wieloletniej debaty, budzi mniej rozterek (11 proc. wskazań: trudno powiedzieć). Starsi Polacy są raczej za przepraszaniem za Zagładę, młodsi są silnie przeciw.

Jednak najpierw znowu były w tę niedzielę Wniebowstąpienia Pana krakowskie Błonia i poranna msza święta. Z udziałem blisko miliona wiernych. Dziękuję za zaproszenie do mojego Krakowa – powiedział tam papież Benedykt XVI. Kraków Karola Wojtyły i Kraków Jana Pawła II jest również moim Krakowem - dodał, co wywołało nieprawdopodobny entuzjazm. Trwajcie mocni w wierze! Trwajcie mocni w nadziei! Trwajcie mocni w miłości!- to wezwanie skierował do wiernych papież Benedykt XVI w homilii podczas mszy św. na Błoniach. Jak tłumaczył: wierzyć, to znaczy zawierzyć Bogu, powierzyć Mu nasz los. Papież wyznał, że przybył do Polski i do Krakowa z potrzeby serca, w pielgrzymce śladami swego poprzednika.

Benedykt XVI pokazał się w niedzielę po południu w papieskim oknie Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Papież podziękował oczekującym Go wiernym za ich obecność. Ojciec Święty w trakcie swojej czterodniowej pielgrzymki pojawił się w oknie trzy razy.  W niedzielę papież mówił po włosku: Drodzy przyjaciele, chciałbym wam podziękować za waszą obecność, za waszą przyjaźń, za waszą radość. Niech Pan zawsze będzie z wami - zwrócił się do zebranych: Do zobaczenia w Rzymie, a jeżeli Pan Bóg pozwoli, to również jeszcze w Krakowie. Arrivederci, gracie, dziękuję - powiedział Benedykt XVI, wzbudzając entuzjastyczną reakcję kilku tysięcy wiernych, którzy odpowiedzieli okrzykami: Dziękujemy! Zostań z nami! Zupełnie tak samo, jak wołali do Jana Pawła II, kiedy ten pojawiał się w oknie przy Franciszkańskiej 3. Na koniec papież pobłogosławił zebranych i powiedział po polsku: Do widzenia. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Papież Benedykt XVI podbił serce Krakowa i sam dał się mu podbić - tak o niedzielnej mszy na Błoniach pisze wysłanniczka agencji ANSA. Zwraca ona uwagę na szczere wyznanie papieża, zawarte w jego homilii: Kraków, miasto Karola Wojtyły i Jana Pawła II jest także moim Krakowem. Włoska agencja prasowa podkreśla, że Benedykt XVI w obecności nieprzebranego tłumu odprawił mszę w miejscu, które w najgłębszy sposób przypomina o więzach jego poprzednika z Polakami. ANSA zwraca też uwagę na bardzo osobiste słowa papieża, który mówił, że każdemu obecnemu na Błoniach chciałby uścisnąć dłoń i każdemu popatrzeć w oczy. Według włoskiej wysłanniczki, miłość Krakowa do nowego papieża, której kulminacją była niedzielna msza, okazywana była każdego dnia jego pobytu pod Wawelem, o czym świadczą dziesiątki tysięcy ludzi pozdrawiających go na ulicach i pod oknem Pałacu Arcybiskupów.

 A potem był najtrudniejszy chyba etap papieskiego pielgrzymowania: obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau (polskie media, jakby w zmowie politycznej poprawności tego dnia zaprzestały używania polskich odpowiedników tych miejscowości, natomiast ambasada polska  w Rzymie zwróciła się kilka dni temu do włoskich mediów, by w relacjach z tego miejsca nie używać pojęcia: polskie obozy śmierci). Wiadomo było, że Benedykt, papież Niemiec chciał tam bardzo pielgrzymować. Chociaż był już w tym miejscu jako abp Monachium, towarzysząc Janowi  Pawłowi II w 1979 r., a także kilka lat później - z grupą niemieckich hierarchów. Późnym popołudniem papież Benedykt XVI, w samotności i ciszy, wszedł do byłego koncentracyjnego obozu Auschwitz przez historyczną bramę z napisem: Arbeit Macht Frei  i odmówił cichą modlitwę pod Ścianą Straceń, potem zapalił znicz, który otrzymał od byłych więźniów obozu, osobiście przywitał się z 32 byłymi więźniami obozu Auschwitz. Podchodził  do każdego z nich, dla każdego znalazł chwilę czasu. W grupie byłych więźniów byli m.in. polski więzień polityczny z pierwszego transportu do Auschwitz (z 14 czerwca 1940 roku) - Marian Kołodziej, polski Rom Edward Paczkowski, ostatni żyjący w Polsce członek Sonderkommando Henryk Mandelbaum, Kazimierz Smoleń, były dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, Józef Szajna. Hasło: Arbeit macht frei miało zapewniać o porządku panującym w obozie i dawać więźniom złudną nadzieję, że dzięki wytężonej pracy odzyskają wolność.

Papieża na terenie obozu przywitał prezydent Lech Kaczyński, a także m.in. arcybiskup Stanisław Gądecki, minister kultury Kazimierz Ujazdowski i były więzień obozu prof. Władysław Bartoszewski. W Bloku 11, w celi, w której zginął męczeńsko za współbrata polski więzień obozu Auschwitz, św. Maksymilian Kolbe, papież zapalił świecę. Świecę tę ofiarował Jan Paweł II podczas pielgrzymki do byłego obozu w 1979 roku. Ale trzeba też pamiętać, że oddała tu życie św. Edyta Stein, niemiecka Żydówka, która potem stała się gorliwą katoliczką. Tuż przed śmiercią św. Edyta mówiła o swym zawierzeniu Bogu, a św. Maksymilian zwierzał się: Barbarzyńcy nie pokonają Niepokalanej.

Papież, po opuszczeniu Bloku Śmierci, wpisał się do Księgi Pamiątkowej i udał się do Centrum Dialogu i Modlitwy. Benedykta XVI w oświęcimskim Centrum przywitali kard. Franciszek Macharski i gospodarze Centrum: dyrektor ks. Jan Nowak i ks. Manfred Deselaers, Niemiec, od 16 lat pracujący w Polsce na rzecz pojednania. Wśród witających w Centrum był także metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz.  Od dwojga młodych wolontariuszy: Niemki i Polaka Benedykt XVI otrzymał bukiet kwiatów.

Papieża pozdrowiło też dwanaście sióstr karmelitanek, których klasztor sąsiaduje z Centrum Dialogu i Modlitwy. Ani przez sekundę nie było o tym mowy, ale wrzawa światowej diaspory żydowskiej już wkrótce ma spowodować usunięcie tych sióstr, tak cenionych przez Jana Pawła II, oddających się na co dzień kontemplacyjnej modlitwie za ofiary Auschwitz-Birkenau, także i z tego miejsca.

Wracając do szczegółów o  Centrum Dialogu i Modlitwy... Powstało ono w 1992 roku, nieopodal byłego obozu macierzystego Auschwitz. Jest instytucją katolicką, założoną przez kard. Franciszka Macharskiego w porozumieniu z europejskimi biskupami i przedstawicielami organizacji żydowskich. Ideą Centrum jest stworzenie miejsca spotkań, edukacji, refleksji i modlitwy dla odwiedzających Auschwitz. Ma być formą uczczenia pamięci ofiar i przyczyniać się do budowania w świecie wzajemnego szacunku, pojednania i pokoju. Jestem tu dziś, aby prosić o łaskę pojednania, aby prosić przede wszystkim Boga, bo tylko On może otworzyć i oczyścić ludzkie serca, ale również ludzi, którzy tu cierpieli - powiedział Benedykt XVI w byłym obozie koncentracyjnym KL Birkenau.

Ten punkt pielgrzymki papieża do Polski - wizyta w Birkenau - był szczególnie oczekiwany przez społeczność międzynarodową, komentatorów papieskiej wizyty w Polsce i przez światowe media, które zwracały uwagę na symbolikę faktu, że papież z Niemiec odwiedza były hitlerowski obóz zagłady. Najpierw Ojciec Święty przechodził wzdłuż 22 płyt z uwiecznionymi różnymi narodowościami, których przedstawiciele padli ofiarą nazistowskich potworów. Padał deszcz, ludzie chronili się pod parasolami. I nagle wyjrzała tęcza, ogromna, kolorowa. Stawała się coraz większa. Obejmując, jak się wydawało, i wieże strażnicze, i baraki obozowe, i druty kiedyś pod napięciem, i murawę, na której wystawali wycieńczeni więźniowie. Jakby zrobiło się lepiej na świecie... 

Później w skupieniu podjęta została modlitwa kilku wyznań. I wreszcie przemówił On. „Nie mogłem tutaj nie przybyć”- podkreślił kilkakrotnie Benedykt XVI w przemówieniu, które wygłosił dla uczczenia pamięci ofiar obozu. Przychodzę tutaj jako syn narodu niemieckiego - podkreślił Benedykt XVI - i dlatego muszę i mogę powtórzyć za moim poprzednikiem: Nie mogłem tutaj nie przybyć. Przybyć tu musiałem. Był to i jest obowiązek wobec prawdy, wobec tych, którzy tu cierpieli, obowiązek wobec Boga: jestem tu jako następca Jana Pawła II i jako syn narodu niemieckiego - syn tego narodu, nad którym grupa zbrodniarzy zdobyła władzę przez zwodnicze obietnice wielkości, przywrócenia honoru i znaczenia narodowi, roztaczając perspektywy dobrobytu, ale też stosując terror i zastraszenie, by posłużyć się narodem jako narzędziem swojej żądzy zniszczenia i panowania. Tak, nie mogłem tu nie przybyć” - powiedział. Benedykt XVI podkreślił, że przybył do Birkenau, aby modlić się o dar pojednania wszystkich, którzy w tej godzinie naszych dziejów wciąż cierpią pod panowaniem nienawiści i przemocy zrodzonej przez nienawiść.

 Zaznaczył, że w tym miejscu nasuwa się wiele pytań. Ciągle powraca jedno: „Gdzie był Bóg  w tamtych dniach? Dlaczego milczał? Jak mógł pozwolić na tak wielkie zniszczenie, na ten tryumf zła? - pytał. I to pytanie w ustach tego niezwykłego Niemca powtarzało się tu kilkakrotnie. Pozostawało jednak bez odpowiedzi...

 Papież przypomniał, że w tym miejscu zostało wymordowanych prawie milion żydów. Dodał, że podczas wojny życie straciło 6 mln Polaków.

Chwilę potem słuchałam w radiu niezależnego publicysty żydowskiego, Konstantego Geberta. Nie spodobało mu się to, co powiedział papież. Bo przecież wśród tych 6 mln połowę stanowili Żydzi - stwierdził Gebert, jakby zarzucając Ojcu relatywizowanie historii. Także bardziej teologiczne wykorzystywanie Żyda. Jan Paweł II był inny – usłyszałam. Znał i rozumiał Żydów; grał zresztą na bramce w podwórkowej drużynie żydowskiej...”.

Na zakończenie pobytu w Birkenau Benedykt XVI wyraził nadzieję: Przed chwilę miałem okazję pobłogosławić Centrum Dialogu i Modlitwy - powiedział. - W niedalekim sąsiedztwie prowadzą życie ukryte siostry karmelitanki, które czują się w sposób szczególny zjednoczone z tajemnicą Krzyża i przypominają nam wiarę chrześcijan, która głosi, że sam Bóg zstąpił do piekła ludzkiego cierpienia i cierpi razem z nami”.

W Oświęcimiu istnieje franciszkańskie Centrum św. Maksymiliana i Międzynarodowe Centrum Nauczania o Auschwitz i Holokauście. Znajduje się tu też Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży. Przy jednym z dawnych Domów Modlitwy mieści się Centrum Żydowskie. Tworzy się Oświęcimska Akademia Praw Człowieka. Możemy więc mieć nadzieję, że z miejsca kaźni będzie wyrastać i dojrzewać konstruktywna refleksja, i że pamięć przeszłości pomoże przeciwstawiać się złu i sprawiać, ze zatryumfuje miłość. Wieczorem samolot z zastępcą Chrystusa na Ziemi odleciał do Wiecznego Miasta. Całe lotnisko Balice śpiewało Mu specjalnie skomponowaną pieśń: Benedetto, Benedetto. Bez wątpienia został On jednak także pośród nas.

Stefania Golenia

Pruszyńska

 


Na powołanie nowego dyrektora wielu poznaniaków i pracowników Filharmonii Poznańskiej czekało już ze zniecierpliwieniem. Na zwołanej 25 maja br. konferencji prasowej marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak poinformował, że decyzją zarządu województwa mianowano na stanowisko dyrektora tej placówki Wojciecha Nentwiga, menedżera kultury i dziennikarza, kierującego działem kultury „Głosu Wielkopolskiego, będącego także wiceprezesem Towarzystwa im. Henryka Wieniawskiego, a wcześniej związanego z orkiestrą Amadeus.


Nowy dyrektor ma otrzymywać pensję 10 tys. zł i ma być zatrudniony na umowę na czas nieokreślony. Tymczasem poprzedni, zwolniony dyrektor Grzegorz Nowak, który zasłynął w mediach i krytyce opinii publicznej jako pobierający nadmiernie wysokie honoraria za dyrygowanie, a także z powodu konfliktu z orkiestrą, domaga się teraz od władz woj. 30 tys. zł odszkodowania za rozwiązanie z nim umowy o pracę. 

Stefania Golenia Pruszyńska


sobota, 27 maja 2006


Papież na Wawelu

Trzeci dzień papieskiej pielgrzymki: Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, katedra na Wawelu i spotkanie z młodzieżą na krakowskich Błoniach.

Wracam jeszcze do wczorajszych wydarzeń. Ojciec Święty był wzruszony powitaniem na Jasnej Górze przez pielgrzymów, które wcale nie odbiegało od entuzjazmu, z jakim wierni witali tu sześciokrotnie wcześniej Jana Pawła II – powiedział generał zakonu paulinów, ojciec Matuszewski. Dwaj papieże: Jan Paweł II i jego i następca Benedykt XVI są jak bliźniacy: tworzyli już symbiozę w czasach pontyfikatu Jana Pawła II, gdy kard. Joseph Ratzinger był prefektem Kongregacji Nauki Wiary. Metropolita Kolonii podkreślił 26 maja w Krakowie, że wizyta Benedykta XVI w naszym kraju jest ważna dla kontynuacji nauczania rozpoczętego przez jego poprzednika. Mimo entuzjastycznego przyjęcia zgotowanego Benedyktowi XVI, żywej wiary w narodzie i wysokiej rangi religii, Kościół w Polsce czeka trudny czas. Trudny czas spowodowany jest szybką modernizacją Polski, zabiegami o zachowanie tożsamości w sekularyzującej się Europie i brakiem sterującej ręki Jana Pawła II - piszą Daily Telegraph i Financial Times.   Daily Telegraph przypomina sprawę księdza Michała Czajkowskiego, która uświadomiła, iż lustracja księży nie została przeprowadzona i może się okazać bolesna. Gazeta zauważa też, iż w Kościele polskim są różne nurty, a podziały wewnętrzne wyszły na jaw na tle stosunku do Radia Maryja.  Rodacy Jana Pawła II włożyli wiele trudu w to, by starannie przygotować się do wizyty jego następcy, Benedykta XVI. Ale choć papieża z Niemiec czekało w Warszawie ciepłe przyjęcie, trudno je porównać z euforią, jaką wywoływał przed laty polski papież – pisała w piątek po czwartku, Dniu Pierwszym, francuska prasa. Nagłówki czołowych francuskich gazet głosiły zgodnie: Benedykt XVI przyjechał do Polski śladami Jana Pawła II. Prawicowe Le Figaro nazywa papieską pielgrzymkę podróżą sentymentalną i uważa ją za wyraz uznania dla papieża - Polaka. Ten sam dziennik przypomina, że Benedykt XVI przywiązuje do swojej wizyty nad Wisłą dużą wagę i choć  w jego kalendarzu oficjalnych wyjazdów zagranicznych widnieje ona jako druga (po Kolonii, gdzie papież uczestniczył w Światowych Dniach Młodzieży), Polska jest pierwszym osobiście wybranym celem podróży.

Ciekaw jestem, co dziś znajdę na tych łamach po nieprawdopodobnym entuzjazmie pielgrzymów częstochowskich i tych wieczornych, spod okna na Franciszkańskiej 3?

Ale On jest, żywy i prawdziwy Namiestnik tu i teraz. W Pałacu Arcybiskupów Krakowskich rozpoczęła się w sobotę ok. godz. 7.30 prywatna Msza św., którą Benedykt XVI odprawia wraz ze swoimi najbliższymi współpracownikami.

Dziś przed Benedyktem XVI pracowity dzień. Na jego trasie znalazły się bardzo ważne dla Polaków miejsca: Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, katedra na Wawelu i spotkanie z młodzieżą na krakowskich Błoniach. Na razie są tacy, którzy myślą już o zaproszeniu papieża za 3 lata...

Zaproszenie papieża do Polski w 2009 roku na ekumeniczne obchody milenium śmierci św. Brunona proponuje bp Janusz Jagucki, zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego. Biskup Jagucki przypomina, że Brunon z Kwerfurtu był uczniem św. Wojciecha. I podobnie jak on, pełen zapału misyjnego na początku 1009 roku udał się z grupą misjonarzy, by głosić ewangelię Prusom i Jadźwingom. Poniósł śmierć męczeńską z 18 innymi misjonarzami 8 marca 1009 roku. - Obchody tysięcznej rocznicy tego wydarzenia powinny obchodzić wspólnie wszystkie wyznania. Brunon doskonale symbolizuje jedność chrześcijan sprzed podziałów. Dlatego obecność papieża w wyjątkowy sposób podkreśliłaby wagę i ekumeniczny wymiar tych uroczystości - mówi Życiu Warszawy bp Jagucki.

Akcent jest jeszcze do dopracowania - tak język polski w wykonaniu papieża Benedykta XVI scharakteryzował w sobotę rzecznik Watykanu Joaquin Navarro-Valls. Premier Kazimierz Marcinkiewicz pytany o swoje wrażenia w związku z polszczyzną Ojca Świętego powiedział: bardzo mi się podoba. Dziennikarze pytali Joaquin Navarro-Vallsa na konferencji prasowej w Krakowie, od kiedy Benedykt XVI uczy się polskiego. Rzecznik Watykanu nie umiał jednak odpowiedzieć na to pytanie. Podkreślił, że na początku Ojciec Święty nie uczył się systematycznie, ponieważ był bardzo zajęty. - Pod koniec lipca ubiegłego roku (Benedykt XVI) powrócił (do nauki). Widziałem jak ćwiczył - powiedział Navarro-Valls. Rzecznik ocenił, że papież poświęcił bardzo wiele wysiłku nauce polskiego, myśląc o swojej pielgrzymce do Polski. Dodał, że reakcja ludzi świadczy o tym, że mu się to udało. Obecna podróż Benedykta XVI do Polski nie była konieczna, ponieważ nie było ku temu nawet żadnej specjalnej okazji ani rocznicy, ale Ojciec Święty czuł taką potrzebę, by odwiedzić miejsca swojego wielkiego poprzednika Jana Pawła II - powiedział w sobotę na konferencji prasowej w Krakowie rzecznik prasowy stolicy apostolskiej Joaquin Navarro-Valls. Papież przybył do Wadowic około 11. Od razu udał się do bazyliki Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, gdzie ukląkł przy chrzcielnicy i wpisał się do księgi pamiątkowej. Przed wejściem do świątyni chlebem i solą powitała go burmistrz Wadowic Ewa Filipiak.

Później odwiedził rodzinny dom Jana Pawła II. - Z wielkim wzruszeniem przybywam do miejsca narodzin mojego wielkiego poprzednika, Jana Pawła II, do miasta jego dzieciństwa i młodości - powiedział Benedykt XVI, który po wyjściu z rodzinnego domu swojego poprzednika przemówił do wiernych zgromadzonych na wadowickim rynku. A było ich ok. 30 tys. Wystąpienie papież rozpoczął po polsku. Mówił o miłości Jana Pawła II do Kościoła, która rodziła się właśnie w wadowickiej parafii. Benedykt XVI przypomniał, że Jan Paweł II wskazywał bazylikę w Wadowicach i rodzinną parafię jako miejsce o wyjątkowym znaczeniu dla rozwoju jego życia duchowego i budzącego się kapłaństwa. Na zakończenie wystąpienia w Wadowicach Benedykt XVI po polsku podziękował Bogu za pontyfikat Jana Pawła II.

W Wadowicach wśród zaproszonych gości byli m.in. wicemarszałkowie: Sejmu Marek Kotlinowski  i Senatu Maciej Płażyński oraz Ryszard Krauze, którego fundacja odkupiła dom rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach od spadkobierców żydowskiej rodziny Balamuthów i przekazała Kościołowi krakowskiemu. Był także żydowski przyjaciel Jana Pawła II z czasów dzieciństwa - Jerzy Kluger oraz przedstawiciele bawarskiego Marktl, rodzinnego miasta Benedykta XVI. Jerzy Kluger, wadowicki Żyd, przyjaciel Jana Pawła II, chciał wręczyć papieżowi makietę pomnika Jana Pawła II, który - jako dar od narodu żydowskiego - ma stanąć w Polsce. Nie udało się to jednak, ponieważ Kluger znajdował się w zbyt odległym sektorze. Jak zapewnia, będzie nadal próbował przekazać Benedyktowi XVI ten dar.   Na koniec wizyty w mieście Jana Pawła II papież pobłogosławił wszystkich zebranych na wadowickim rynku. Tamtejsza parafia podarowała mu obraz przedstawiający Jana Pawła II modlącego się przy oknie w swoim rodzinnym domu. Pielgrzymi zaśpiewali Mu Abba, Ojcze - hymn światowego spotkania młodzieży w Częstochowie w 1991 r. Pożegnali papieża także Barką - ulubioną pieśnią Jana Pawła II.  Wspaniałe, wzruszające, ciepłe - najczęściej takimi słowami sobotnie spotkanie z Benedyktem XVI w Wadowicach określali uczestniczący w nim pielgrzymi. Wielu z nich żałowało, że wizyta Ojca Świętego trwała tak krótko. Agencja Reuters,  relacjonując pielgrzymkę papieża Benedykta XVI do Polski, podkreśla w depeszy z soboty nad ranem, że niemiecki papież zapewnił Polaków, że zajmują szczególne miejsce w świecie katolicyzmu. Równocześnie jednak Benedykt XVI wyraził zaniepokojenie, iż silna wiara, która inspirowała Polaków w trudnych chwilach, słabnie pod naporem sekularyzmu i konsumeryzmu.

- Mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości będziemy się cieszyć beatyfikacją i kanonizacją Jana Pawła II - powiedział nieoczekiwanie podczas wizyty w Kalwarii Zebrzydowskiej Benedykt XVI.

W tym mieście papież modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej Kalwaryjskiej, szczególnie bliskiej jego poprzednikowi. Przed opuszczeniem kaplicy papież ofiarował Matce Bożej papieski różaniec i wpisał się do księgi pamiątkowej. Z bazyliki papież przeszedł do ołtarza polowego, gdzie odmówił z wiernymi modlitwę południową Regina Coeli i udzieli błogosławieństwa, a także pozdrowił zebranych. - Módlcie się za mnie i za cały Kościół - zaapelował papież Benedykt XVI do wiernych zgromadzonych przed sanktuarium kalwaryjskim. Przypomniał także pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski, który prosił wtedy wiernych w sanktuarium, by modlili się za niego za życia i po śmierci. Na górze Ukrzyżowania zgromadziło się około 15 tys. tysięcy wiernych. Wierni skandowali: Benedetto, Benedetto oraz Kochamy Ciebie i Wir lieben dich. W kalwaryjskim sanktuarium pasyjno-maryjnym Ojciec Święty spędził ponad pół godziny - dwukrotnie więcej niż przewidywał to program wizyty.  Potem były Łagiewniki. Miejsce szczególne, poświęcone jeszcze przez JP II w 2002 r. Rocznie przybywa tutaj 2 mln pątników, co czyni Bazylikę Miłosierdzia Bożego jednym z 30 najważniejszych sanktuariów chrześcijańskich na świecie. Ale jest jeszcze inny wymiar tego pielgrzymowania do Łagiewnik. W ub. roku przybyli tu pielgrzymi z 89 krajów świata, co stawia to miejsce pod tym względem na pierwszym miejscu na świecie. Nie mówiąc już o tym, że kiedy papież Polak 4 lata temu, już wówczas bardzo chory, nawoływał tu: Bądźcie świadkami miłosierdzia – nie wiedział przecież, że kult Bożego miłosierdzia rozejdzie się wkrótce po całym świecie...   Ojciec Święty witany oklaskami wszedł do Bazyliki Miłosierdzia Bożego, gdzie czekali na niego chorzy i niepełnosprawni z opiekunami. Bardzo chciałbym przytulić każdego i każdą z was - powiedział Benedykt XVI do chorych i niepełnosprawnych w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. To był chyba najbardziej wzruszający dzień pielgrzymki.

Przyjechał tu papamobile z kaplicy, w której modlił się przed relikwiami św. Faustyny. Przed wejściem zatrzymał się, pozdrowił i pobłogosławił pielgrzymów zgromadzonych przed bazyliką. Obejrzał też pomnik Jana Pawła II. W świątyni są także osoby angażujące się w działalność charytatywną, członkowie wspólnoty Apostołów Bożego Miłosierdzia oraz wychowanki prowadzonego przez siostry ośrodka dla dziewcząt nieprzystosowanych społecznie.

Benedykt XVI pomodlił się z chorymi i im pobłogosławił. Nie wiem, co Ojciec Święty jadł na obiad w Pałacu Arcybiskupów po powrocie do Krakowa. Szczegóły papieskich posiłków objęte są tajemnicą. Jednak, podobnie jak Jan Paweł II – Benedykt XVI ceni sobie proste, zwykłe jadło.

W każdym razie siostry sarcenki, posługujące w Pałacu, przygotowały dla gościa 3 rodzaje dań obiadowych: polskich, niemieckich i włoskich. Papież Benedykt XVI po krótkim odpoczynku wyjechał z rezydencji w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich i udał się papamobile do Katedry Wawelskiej, gdzie modlił się przed relikwiami św. Stanisława biskupa-męczennika. Tam powitał go swymi dźwiękami dzwon Zygmunta (na powitanie w czwartek rozbrzmiał inny dzwon, w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu, 3. Pod względem wielkości w Europie), obsługiwany przez 12 dzwonników.  Potem udał się na Błonia, gdzie czekało na niego pół miliona młodych ludzi. Za ostatniej bytności Jana Pawła II, 4 lata temu, przybyło tu ponad 2 mln młodych. Ale i dziś, przy Benedykcie XVI atmosfera była równie serdeczna i gorąca.

 - Zwracamy się do Ciebie, abyś był nam przewodnikiem i pomagał odnaleźć wąską ścieżkę wytyczoną przez Chrystusa - mówili młodzi. - Nie lękajcie się postawić na Chrystusa - apelował papież na krakowskich Błoniach.  Młodzi pielgrzymi podarowali Benedyktowi XVI... kamienie, które pobłogosławione, znajdą się  w fundamentach Centrum Jana Pawła II Nie lękajcie się w Łagiewnikach.

Papież Benedykt XVI pokazał się w sobotę wieczorem, podobnie jak wczoraj, w papieskim oknie Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Wywołało to entuzjastyczną reakcję 6 tys. osób zgromadzonych przed Kurią. Ojca Świętego przywitały wiwaty i oklaski wiernych oraz gromkie:  Sto lat.
 

To był niezapomniany wieczór świadectwa wiary i woli budowania przyszłości w oparciu o zasady, które Chrystus pozostawił swoim uczniom - powiedział Benedykt XVI z papieskiego okna, nawiązując do spotkania z młodzieżą na Błoniach. Bardzo dziękuję polskiej młodzieży za świadectwo. Wpisuje się w nie również wasza obecność na Franciszkańskiej. Wiem, że jest to wyraz waszej wielkiej życzliwości dla papieża, ale przed nami cały jutrzejszy dzień. Dlatego dziękuję wam za dobroć i zapraszam na jutrzejszą mszę św. Z serca wam błogosławię: W imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Dobrej nocy! - zakończył Benedykt XVI.

Pancerny rzymski kardynał Ratzinger topniał dziś z godziny na godzinę pod naporem serdecznych uczuć Polaków. Piórem nie sposób oddać tego ogromu serdeczności, radości i ufności Polaków do papieża-Niemca... 

Tadeusz Antoni Golenia


piątek, 26 maja 2006

Padało okrutnie, a przecież ludzie przybywali na warszawski plac Piłsudskiego, pamiętny z pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II. Piątkowa msza św. to msza wotywna o Duchu Świętym.

Nawiązuje ona do mszy św. odprawionej w tym samym miejscu w 1979 r. przez papieża Jana Pawła II. To wówczas wypowiedział on do rodaków w tym miejscu owe znamienne słowa: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi! Tej ziemi. Wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd dotyczących tajemnic Boga, człowieka, życia i śmierci oraz rzeczy przyszłych - podkreślił papież. Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował, aż do całkowitej ofiary z siebie - powiedział Benedykt XVI w homilii podczas mszy św. w Warszawie.
 Według Ojca Świętego, miłować Chrystusa - to ufać Mu również w godzinie próby, podążać za Nim także drogą krzyżową, w nadziei, że niebawem nadejdzie poranek zmartwychwstania. Benedykt XVI podkreślił też, że kochając Chrystusa, należy wyrzec się tego, co stanowi zaprzeczenie Jego miłości. Przypomniał, że Jezus potwierdził prawa, które Stwórca wpisał w serce człowieka, a później zapisał na tablicach Dekalogu, dodając własną motywację: należy zachowywać dziesięć przykazań z miłości do Boga i do bliźniego.
 Jak zwykle – to staje się już normą papieskich wystąpień w Polsce – Namiestnik Chrystusa zaczął po polsku i po polsku je zakończył. Uroczyste błogosławieństwo apostolskie Benedykta XVI, udzielone po polsku wiernym, zakończyło piątkową mszę św. na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Po błogosławieństwie rozległy się gromkie brawa pielgrzymów, a na zakończenie zaśpiewano: My chcemy Boga.  I wtedy, całkiem niespodziewanie dla watykańsko-polskiej ochrony (widać było wręcz strach i przerażenie na twarzach ochroniarzy) Benedykt XVI, schodząc po stopniach ogromnego ołtarza, podszedł do ludzi i zaczął się z nimi witać. Z tym swoim niegasnącym, dobrym uśmiechem... 300 tys. ludzi wiwatuje... Agencje wysyłają w świat relacje, niemal entuzjastyczne: mimo ulewnego deszczu było mnóstwo ludzi, którzy w skupieniu słuchali nauk papieża Benedykta XVI. Zupełnie tak, jak poprzednio wskazań Poprzednika...  Kiedy zasiadam do komputera, znajduję niespodziewaną sondę na Onecie.pl. Webmaster tam pyta: Czy, Twoim zdaniem, uzasadniona jest opinia zachodnich komentatorów o kryzysie polskiego Kościoła? Z ponad 20 tys. internautów – 61 proc. jest przekonanych, że opinia ta jest prawdziwa; 35 proc. jest przeciwnego zdania.  Papieski helikopter 20 minut po 17.00 wylądował przed częstochowskim Domem Pielgrzyma. Papież przybył do sanktuarium na Jasnej Górze, żeby spotkać się z przedstawicielami zgromadzeń zakonnych i poprowadzić nabożeństwo majowe.  Benedykt XVI został przywitany gromkimi owacjami: Niech żyje papież! (skąd my to znamy?) przez 300 tys. wiernych zgromadzonych przed Wałami Jasnogórskimi. Morze głów, ciągnące się daleko od klasztoru, przez całą Aleję Najświętszej Maryi Panny. Ogrom sztandarów - biało-czerwonych i w barwach kościelnych. Mrowie transparentów i od zaraz deklarowanej serdeczności. Ale tego jeszcze Ojciec Święty na widział. Podobnie jak wierni swojego Pasterza. Najpierw wewnętrznym dziedzińcem, przewieziony z helikoptera samochodem, udał się do Kaplicy Cudownego Obrazu. Po drodze zakonnicy i zakonnice, biskupi i ludzie świeccy ustawicznie całowali pierścień papieski. Wydawało się, że papież nie dojdzie...  Ale ukląkł przed Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Nie poruszał ustami, wpatrując się prosto przed siebie. (Później komentatorzy zauważą, że bliższa Benedyktowi jest samotna modlitwa, bez udziału kamer i widzów, i pewnie tu wróci, sam). Dziwny obraz, wsławiony wieloma cudami. Wiadomo, że do klasztoru przywiózł go książę Władysław Opolczyk w 1382 r. Co działo się z wizerunkiem Czarnej Madonny, Matki nie tylko Chrystusa, ale i polskiego narodu wcześniej – tego nie wie nikt. Tworzone są za to legendy: że trafił tu z Konstantynopola, że malował go św. Łukasz, portrecista Maryi, że wreszcie został rzekomo namalowany na drewnie ze stołu, przy którym jadała Święta Rodzina.   W Kaplicy witał papieża generał zakonu paulinów, ojciec Izydor Matuszewski. Wspomniał, że paulini pełnią straż w tym miejscu, przy Czarnej Madonnie, już od ponad 600 lat. I że Benedykt XVI jest drugim w historii papieżem, który tu przybywa. Ale w ogóle jest to 7. pielgrzymka Ojca Świętego do Cudownego Obrazu. Czyli, że sześć razy był tu, w tym najważniejszym nie tylko dla Polaków miejscu maryjnym i miejscu wiary, Jan Paweł II. Przeor Matuszewski nadmienił, iż już od wyboru Jana XXIII codziennie odprawiana jest w klasztorze o 18.30 msza za kolejnego Namiestnika Chrystusowego.  Razem z papieżem modliło się za kratą prawie 600 osób: przedstawiciele zgromadzeń zakonnych męskich i żeńskich, seminariów duchownych, instytutów świeckich, stowarzyszeń i ruchów katolickich. Są też burmistrzowie europejskich miast sanktuariów współpracujących z Częstochową. Są i siostry klauzurowe, które na co dzień nie opuszczają swoich zgromadzeń i nie kontaktują się ze światem zewnętrznym.
Wiadomo, że Benedykt XVI chciał się spotkać na Jasnej Górze z osobami życia konsekrowanego, gdyż to tu znajduje się największy na świecie klasztor paulinów: posługuje w nim pielgrzymom ponad stu ojców i braci zakonnych.
Benedykt XVI pozostawił na ołtarzu w tym miejscu złotą różę. Dar papieża Pawła VI na Milenium Chrztu Polski w 1966 r. Tyle tylko że wówczas władze komunistyczne nie wpuściły ani papieża, ani róży. Wyszedł zresztą od ojców paulinów obdarowany kopią obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej.
Kiedy wreszcie pojawił się na Wałach – tłumy niemal oszalały z radości. Wiwaty, śpiewy, okrzyki – asystent papieski kilkakrotnie podchodził do papieża z lekcjonarzem, podobnie jak kleryk z mikrofonem – i odstępowali. A Niemiec słuchał zapatrzony w mrowie ludzkie. Witaj Papa! Niech żyje Papa! - rozlegało się zewsząd, zupełnie tak, jakby tu był z nami Ukochany, poprzedni Ojciec.
W imię Ojca i Syna – zaczyna papież modlitwę. Przerywają Mu okrzykami: Niech żyje Papież! Niech żyje Papież! Niech żyje Papież! i oklaskami. Z wielkim sercem witamy w Częstochowie na Jasnej Górze, w miejscu omodlonym przez wieki, przez miliony pielgrzymów - tymi słowami metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak powitał Benedykta XVI na jasnogórskich Wałach, otaczających Sanktuarium. Witamy w Tobie wielkiego czciciela Maryi w czwartą rocznicę Twojej dziękczynnej mszy za 25-lecie Twojego biskupstwa. Odmów z nami błagalną litanię. Zawierz nas Maryi - mówił abp Nowak, a zebrani przerywali te słowa gromkimi brawami i okrzykami: Niech żyje papież!  Benedykt XVI nawiązał tu do słów Encykliki Jana Pawła II Redemptoris Mater (O Błogosławionej Maryi Dziewicy w Życiu Pielgrzymującego Kościoła).  Wiara bowiem to obcowanie z tajemnicą Boga, a uwierzyć, to znaczy powierzyć siebie samego istotnej prawdzie słów Boga żywego, znając i uznając z pokorą, jak niezbadane są Jego wyroki i niezgłębione Jego drogi. Wiara jest darem, danym przy chrzcie, który umożliwia nam spotkanie z Bogiem - mówił papież, który podkreślił, że wiara powinna przenikać wszystkie postawy, myśli, działania i zamierzenia. Zakończył słowami: Bądźcie świadkami tej wiary. Mimo że zgromadzeni, zupełnie tak jak do Jana Pawła II, krzyczeli: Zostań z nami! Zostań z nami! Zostań z nami! – wsiadł do helikoptera i odleciał do Krakowa. Czy pojawi się wieczorem w słynnym oknie przy Franciszkańskiej 3 - zastanawiałam się niedługo... Krótko po 21: papież Benedykt XVI stanął w słynnym oknie papieskim. Tego punktu nie było w oficjalnym programie pielgrzymki Benedykta XVI.
- Zgodnie z tradycją, która powstała podczas pobytów Jana Pawła II w Krakowie, zgromadziliście się przed siedzibą arcybiskupów, aby pozdrowić papieża. Dziękuję wam za tę obecność i za serdeczne przyjęcie - powiedział Ojciec Święty, zwracając się do wiernych z okna papieskiego
w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich. Słowa te zostały przyjęte entuzjastyczną owacją. Przyjdziemy jutro! - skandowali pielgrzymi. W ten sposób Benedykt XVI nawiązał do tradycji pogawędek z wiernymi, zapoczątkowanej w Krakowie przez swego poprzednika. Nigdy nie był to oficjalny punkt pielgrzymek, ale zawsze polski papież korzystał z tej możliwości spotkania z wiernymi.
Będąc ostatni raz w Krakowie w 2002 r., Jan Paweł II pożegnał się z czuwającą pod oknem młodzieżą, wspominając wtedy te spotkania. - Niech ta modlitwa wspiera tych, którzy zajmują się sprawą beatyfikacji - powiedział już po włosku Benedykt XVI. Tak zakończył się Drugi Dzień Namiestnika nad Wisłą.

Stefania Golenia Pruszyńska



 

Już na 1,5 godziny przed pojawieniem się Piotrowego Następcy kilka tysięcy pielgrzymów na warszawskim lotnisku Okęcie trwało w radosnym oczekiwaniu, modląc się i podejmując religijne śpiewy. 25 maja 2006 r.

Zgodnie ze zwyczajem papież wysłał z pokładu samolotu telegramy do prezydentów krajów, nad którymi przelatuje w drodze do Polski, czyli Włoch, Słowenii, Austrii i Słowacji. W telegramie do prezydenta Włoch Giorgio Napolitano papież napisał, że podczas podróży apostolskiej do Polski odda hołd - jak podkreślił – niezapomnianej postaci czcigodnego poprzednika Jana Pawła II, wybitnego syna szlachetnego narodu polskiego.

 I wreszcie – jest! Kiedy po schodkach samolotu schodzi biała postać z siwymi włosami, objawia się, chyba nie tylko u mnie, swoiste deja vu.   Reporterka TVN24: Ceremonia powitania Jana Pawła II... no, właśnie... Ale to nie jest umiłowany Polak... Niestety. Papież z germańskiego kraju nie całuje na powitanie ziemi, która go przyjęła, nie ma entuzjastycznego powitania, które zawsze towarzyszyło Janowi Pawłowi II: okrzyków, oklasków, gremialnych śpiewów. Nie ma tej chemii między Nim a tłumami – powiadają komentatorzy. Jeszcze nie ma... Ale przecież i tak było to gorące powitanie, o którym Bawarczyk nie miałby nawet co marzyć w swej pierwszej ojczyźnie... Tak trochę na marginesie: okazuje się, że tylko co czwarty Niemiec wie, że papież przyjeżdża do Polski. W Polsce praktycznie wiedzą o tym wszyscy – 96 procent.

Papież ma także tę świadomość, a także wie również, że Polska, Polacy są tym ostatnim wielkim źródłem wiary na Starym Kontynencie. Adam Szostkiewicz z „Polityki” na gorąco: Polska jest ostatnim źródłem, gdzie wiara bije tak wyraźnie. Chyba nie bez powodu Ojciec Święty nadał swojej pielgrzymce hasło, do którego Polaków zresztą nie trzeba przekonywać: Trwajcie mocni w wierze.  Czołem żołnierze, a właściwie zabrzmiało: Ciołem szołniesze – tak zwrócił się Benedykt XVI  po polsku do wojskowych po wysłuchaniu hymnów Watykanu i Polski. Pochylając się pierwej głęboko przed sztandarem Wojska Polskiego. Ale to drobne językowe przejęzyczenie raczej zjednało papieżowi Polaków, niż stało się powodem drwiących uśmiechów. Polacy wiedzą dobrze, że język polski jest dla Niemców bardzo trudny.

Red. Pałasiński, polski długoletni korespondent w Watykanie, stwierdził: Słowa wymawiane po polsku są dla Niemca jednym z najtrudniejszych wyzwań... Ale dzięki swemu drugiemu sekretarzowi, ks. Pawłowi Mokrzyckiemu, Benedyktowi XVI polski coraz lepiej przechodzi przez gardło... Opowiadał kiedyś jeden z polskich biskupów, jak to namawiał jeszcze kard. Ratzingera  do poznania języka polskiego. I usłyszał w odpowiedzi: Ależ nie, za stary już jestem... Następca Piotrowy radzi sobie jednak, fascynująco dobrze, z dotarciem w rodzimej mowie do polskich owieczek.  Potem Benedykt XVI zaczął swoje powitalne przemówienie po polsku:  Panie Prezydencie! Szanowni Panowie i Panie, czcigodni Kardynałowie i Bracia  w biskupstwie, drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, cieszę się, że mogę dzisiaj być pośród Was na ziemi Rzeczypospolitej Polskiej. Bardzo pragnąłem tej wizyty w kraju i pośród ludu, z którego wywodził się mój umiłowany poprzednik, Sługa Boży  Jan Paweł II. (Nie wiem, czy ten papież wie, iż ogromna większość Polaków - 85 procent – chce,  by papież tutaj jak najwięcej mówił po polsku. O 2 procent mniej oczekuje, że Benedykt XVI będzie często odnosił się do Jana Pawła II. I co może zdumiewać, aż 67 proc. – według Pracowni Badań Społecznych – chciałoby także słuchać o relacjach między Polakami a Niemcami).

 Wierni zareagowali entuzjastyczną owacją, słysząc papieża mówiącego po polsku. Potem papież mówił po włosku, a jego słowa tłumaczono na język polski. Pozostałą część tekstu powitania odczytał lektor, młody kapłan.

– Przybyłem, aby przejść jego śladami, prześledzić drogę jego życia od dzieciństwa, aż do wyjazdu na niezapomniane konklawe 1978 roku - mówił Benedykt XVI. Papież powiedział, że postanowił zatrzymać się w Warszawie i Krakowie, dwóch miastach tak bardzo drogich Janowi Pawłowi II. Podkreślił jednak, że: nie jest to tylko podróż sentymentalna, choć i to ma swoje znaczenie, ale i wędrówka wiary choć i to ma swoje znaczenie, ale wędrówka wiary, wpisana w misję, jaką powierzył mi Pan w osobie Piotra apostoła, który został powołany, aby utwierdzać braci w wierze. Ja również pragnę zaczerpnąć z obfitego źródła waszej wiary, które bije nieprzerwanie od ponad tysiąca lat.  I jeszcze coś ważnego: Bardzo bym chciał, aby te dni przyniosły umocnienie w wierze nam wszystkim - wiernym Kościoła, który jest w Polsce, i mnie samemu. A zatem i ten papież chce się także umacniać wiarą Polaków... 

 Pragniemy trwać mocni w wierze – powiedział Lech Kaczyński, nawiązując do hasła pielgrzymki Benedykta XVI.  Nasze serca są otwarte na przesłanie Ojca Świętego –  zadeklarował prezydent.

– Papieskie pielgrzymki zawsze stawały się dla Polaków rodzajem narodowych rekolekcji Podczas wszystkich pielgrzymek papieskich Polacy staja się lepsi. Ufam, że tak będzie i tym razem, że otworzymy swoje serca wobec Ciebie, Ojcze Święty i wobec siebie nawzajem, że stając się lepszymi, lepszymi pozostaniemy – powiedział prezydent.  Na lotnisku długa pielgrzymka najważniejszych polskich polityków, by ucałować papieski pierścień (to zdecydowana większość; papież rozpromienia się wyraźnie, gdy wita się z nim Hanna Suchocka, długoletnia ambasador Polski przy Watykanie) lub po prostu - uścisnąć dłoń. Jest bardzo bezpośredni, kochany, kochany jest po prostu – uwaga jednej z kobiet zdaje się powoli zdobywać sobie miejsce w świadomości Polaków, kiedy słyszę, jak opuszczającego lotnisko (przedtem podszedł do tłumu i przywitał się z kilkoma pielgrzymami) żegnają ulubioną pieśnią Jana Pawła II Abba, Ojcze i zrywają się nawet nieśmiałe oklaski.  I tłumy, tłumy ludzi na trasie przejazdu Ojca z lotniska na warszawską Starówkę. O czym myśli  w tej chwili ten wyrafinowany katolicki intelektualista, spoglądając z okien papamobile, przyodziany jeszcze na lotnisku w krótką pelerynkę, podobną do tych, w której Mikołaje roznoszą na Boże Narodzenie dzieciom prezenty?  Po drodze zwalnia tylko przy Pomniku Bohaterów Getta, gdzie czekają m.in. przedstawiciele gminy żydowskiej oraz Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Podobnie czyni przy Pomniku Poległym  i Pomordowanym na Wschodzie i Powstania Warszawskiego. A były nadzieje, że choć na chwilę się zatrzyma, wysiądzie, pomodli się przy kamieniu... Benedykt XVI przemawiając w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela do polskiego duchowieństwa, powiedział, że trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań - mówił Ojciec Święty, nawiązując chyba w ten sposób do problemów lustracyjnych, także polskiego duchowieństwa.

 Kapłani, zebrani u św. Jana usłyszeli również, że mają być specjalistami w spotkaniach człowieka  z Bogiem, a nie od ekonomii czy polityki... Tu także powiedział: Żyjcie życiem skromnym, solidarni z wiernymi do których jesteście powołani. Prawie 900 najważniejszych hierarchicznie polskich kapłanów i sióstr zakonnych, zgromadzonych w świątyni, przyjmuje słowa Benedykta oklaskami. I na stojąco. Po obiedzie, mówią włoskim, w rezydencji Prymasa Polski, kard. Glempa i krótkim odpoczynku, pojechał papież do Pałacu Prezydenckiego, gdzie najpierw „w cztery oczy” przez 20 minut rozmawiał z Lechem Kaczyńskim. Był tu czas i na spotkanie z całą rodziną prezydencką (Lech Kaczyński przedstawił papieżowi Benedyktowi XVI swoją najbliższą rodzinę: matkę Jadwigę,  córkę Martę Kaczyńską-Smuniewską, 3-letnią wnuczkę Ewę oraz brata Jarosława), i z członkami rządu z premierem Marcinkiewiczem na czele, i wspólne zdjęcie z korpusem dyplomatycznym, akredytowanym w Polsce. Dostał tu papież Benedykt od polskiego prezydenta kopię włóczni św. Maurycego (którą cesarz Otton III ofiarował królowi Bolesławowi Chrobremu), a także bursztynowy różaniec oraz album o Powstaniu Warszawskim.  A wszystkie te możliwe do dostrzeżenia gesty papieskie nad Wisłą śledzi uważnie 30 ekip telewizyjnych i blisko 1000 dziennikarzy z całego świata. Choć nie ukrywają oni, że najważniejszym dla nich momentem będzie niedzielna wizyta Benedykta XVI w obozie Auschwitz. W ewangelicko-augsburskiej świątyni pw. Świętej Trójcy na ekumenicznym spotkaniu, także  z przedstawicielami judaizmu, papieża Benedykta XVI powitał prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, abp Jeremiasz. Już na 1,5 godziny przed pojawieniem się Piotrowego Następcy kilka tysięcy pielgrzymów na warszawskim lotnisku Okęcie trwało w radosnym oczekiwaniu, modląc się i podejmując religijne śpiewy. 25 maja 2006 r.

 Zgodnie ze zwyczajem papież wysłał z pokładu samolotu telegramy do prezydentów krajów, nad którymi przelatuje w drodze do Polski, czyli Włoch, Słowenii, Austrii i Słowacji. W telegramie do prezydenta Włoch Giorgio Napolitano papież napisał, że podczas podróży apostolskiej do Polski odda hołd - jak podkreślił – niezapomnianej postaci czcigodnego poprzednika Jana Pawła II, wybitnego syna szlachetnego narodu polskiego.

 I wreszcie – jest! Kiedy po schodkach samolotu schodzi biała postać z siwymi włosami, objawia się, chyba nie tylko u mnie, swoiste deja vu.   Reporterka TVN24: Ceremonia powitania Jana Pawła II... no, właśnie... Ale to nie jest umiłowany Polak... Niestety. Papież z germańskiego kraju nie całuje na powitanie ziemi, która go przyjęła, nie ma entuzjastycznego powitania, które zawsze towarzyszyło Janowi Pawłowi II: okrzyków, oklasków, gremialnych śpiewów. Nie ma tej chemii między Nim a tłumami – powiadają komentatorzy. Jeszcze nie ma... Ale przecież i tak było to gorące powitanie, o którym Bawarczyk nie miałby nawet co marzyć w swej pierwszej ojczyźnie... Tak trochę na marginesie: okazuje się, że tylko co czwarty Niemiec wie, że papież przyjeżdża do Polski. W Polsce praktycznie wiedzą o tym wszyscy  96 procent.

Papież ma także tę świadomość, a także wie również, że Polska, Polacy są tym ostatnim wielkim źródłem wiary na Starym Kontynencie. Adam Szostkiewicz z „Polityki” na gorąco: Polska jest ostatnim źródłem, gdzie wiara bije tak wyraźnie. Chyba nie bez powodu Ojciec Święty nadał swojej pielgrzymce hasło, do którego Polaków zresztą nie trzeba przekonywać: Trwajcie mocni w wierze.  Czołem żołnierze, a właściwie zabrzmiało: Ciołem szołniesze –  tak zwrócił się Benedykt XVI  po polsku do wojskowych po wysłuchaniu hymnów Watykanu i Polski. Pochylając się pierwej głęboko przed sztandarem Wojska Polskiego. Ale to drobne językowe przejęzyczenie raczej zjednało papieżowi Polaków, niż stało się powodem drwiących uśmiechów. Polacy wiedzą dobrze, że język polski jest dla Niemców bardzo trudny.

Red. Pałasiński, polski długoletni korespondent w Watykanie, stwierdził: Słowa wymawiane po polsku są dla Niemca jednym z najtrudniejszych wyzwań... Ale dzięki swemu drugiemu sekretarzowi, ks. Pawłowi Mokrzyckiemu, Benedyktowi XVI polski coraz lepiej przechodzi przez gardło... Opowiadał kiedyś jeden z polskich biskupów, jak to namawiał jeszcze kard. Ratzingera  do poznania języka polskiego. I usłyszał w odpowiedzi: Ależ nie, za stary już jestem... Następca Piotrowy radzi sobie jednak, fascynująco dobrze, z dotarciem w rodzimej mowie do polskich owieczek.  Potem Benedykt XVI zaczął swoje powitalne przemówienie po polsku:  Panie Prezydencie! Szanowni Panowie i Panie, czcigodni Kardynałowie i Bracia  w biskupstwie, drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie, cieszę się, że mogę dzisiaj być pośród Was na ziemi Rzeczypospolitej Polskiej. Bardzo pragnąłem tej wizyty w kraju i pośród ludu, z którego wywodził się mój umiłowany poprzednik, Sługa Boży  Jan Paweł II. (Nie wiem, czy ten papież wie, iż ogromna większość Polaków - 85 procent – chce,  by papież tutaj jak najwięcej mówił po polsku. O 2 procent mniej oczekuje, że Benedykt XVI będzie często odnosił się do Jana Pawła II. I co może zdumiewać, aż 67 proc. – według Pracowni Badań Społecznych – chciałoby także słuchać o relacjach między Polakami a Niemcami).

 Wierni zareagowali entuzjastyczną owacją, słysząc papieża mówiącego po polsku. Potem papież mówił po włosku, a jego słowa tłumaczono na język polski. Pozostałą część tekstu powitania odczytał lektor, młody kapłan.

 – Przybyłem, aby przejść jego śladami, prześledzić drogę jego życia od dzieciństwa, aż do wyjazdu

na niezapomniane konklawe 1978 roku – mówił Benedykt XVI. Papież powiedział, że postanowił zatrzymać się w Warszawie i Krakowie, dwóch miastach tak bardzo drogich Janowi Pawłowi II. Podkreślił jednak, że: nie jest to tylko podróż sentymentalna, choć i to ma swoje znaczenie, ale i wędrówka wiary choć i to ma swoje znaczenie, ale wędrówka wiary, wpisana w misję, jaką powierzył mi Pan w osobie Piotra apostoła, który został powołany, aby utwierdzać braci w wierze. Ja również pragnę zaczerpnąć z obfitego źródła waszej wiary, które bije nieprzerwanie od ponad tysiąca lat.  I jeszcze coś ważnego: Bardzo bym chciał, aby te dni przyniosły umocnienie w wierze nam wszystkim – wiernym Kościoła, który jest w Polsce, i mnie samemu. A zatem i ten papież chce się także umacniać wiarą Polaków...  - Pragniemy trwać mocni w wierze – powiedział Lech Kaczyński, nawiązując do hasła pielgrzymki Benedykta XVI.

– Nasze serca są otwarte na przesłanie Ojca Świętego - zadeklarował prezydent. – Papieskie pielgrzymki zawsze stawały się dla Polaków rodzajem narodowych rekolekcji Podczas wszystkich pielgrzymek papieskich Polacy staja się lepsi. Ufam, że tak będzie i tym razem, że otworzymy swoje serca wobec Ciebie, Ojcze Święty i wobec siebie nawzajem, że stając się lepszymi, lepszymi pozostaniemy - powiedział prezydent.  Na lotnisku długa pielgrzymka najważniejszych polskich polityków, by ucałować papieski pierścień (to zdecydowana większość; papież rozpromienia się wyraźnie, gdy wita się z nim Hanna Suchocka, długoletnia ambasador Polski przy Watykanie) lub po prostu - uścisnąć dłoń. Jest bardzo bezpośredni, kochany, kochany jest po prostu – uwaga jednej z kobiet zdaje się powoli zdobywać sobie miejsce w świadomości Polaków, kiedy słyszę, jak opuszczającego lotnisko (przedtem podszedł do tłumu i przywitał się z kilkoma pielgrzymami) żegnają ulubioną pieśnią Jana Pawła II Abba, Ojcze i zrywają się nawet nieśmiałe oklaski.  I tłumy, tłumy ludzi na trasie przejazdu Ojca z lotniska na warszawską Starówkę. O czym myśli  w tej chwili ten wyrafinowany katolicki intelektualista, spoglądając z okien papamobile, przyodziany jeszcze na lotnisku w krótką pelerynkę, podobną do tych, w której Mikołaje roznoszą na Boże Narodzenie dzieciom prezenty?  Po drodze zwalnia tylko przy Pomniku Bohaterów Getta, gdzie czekają m.in. przedstawiciele gminy żydowskiej oraz Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata. Podobnie czyni przy Pomniku Poległym  i Pomordowanym na Wschodzie i Powstania Warszawskiego. A były nadzieje, że choć na chwilę się zatrzyma, wysiądzie, pomodli się przy kamieniu...  

Benedykt XVI przemawiając w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela do polskiego duchowieństwa, powiedział, że trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań  – mówił Ojciec Święty, nawiązując chyba w ten sposób do problemów lustracyjnych, także polskiego duchowieństwa.

 Kapłani, zebrani u św. Jana usłyszeli również, że mają być specjalistami w spotkaniach człowieka  z Bogiem, a nie od ekonomii czy polityki... Tu także powiedział: Żyjcie życiem skromnym, solidarni z wiernymi do których jesteście powołani. Prawie 900 najważniejszych hierarchicznie polskich kapłanów i sióstr zakonnych, zgromadzonych w świątyni, przyjmuje słowa Benedykta oklaskami. I na stojąco. Po obiedzie, mówią włoskim, w rezydencji Prymasa Polski, kard. Glempa i krótkim odpoczynku, pojechał papież do Pałacu Prezydenckiego, gdzie najpierw „w cztery oczy” przez 20 minut rozmawiał z Lechem Kaczyńskim. Był tu czas i na spotkanie z całą rodziną prezydencką (Lech Kaczyński przedstawił papieżowi Benedyktowi XVI swoją najbliższą rodzinę: matkę Jadwigę,  córkę Martę Kaczyńską-Smuniewską, 3-letnią wnuczkę Ewę oraz brata Jarosława), i z członkami rządu z premierem Marcinkiewiczem na czele, i wspólne zdjęcie z korpusem dyplomatycznym, akredytowanym w Polsce. Dostał tu papież Benedykt od polskiego prezydenta kopię włóczni św. Maurycego (którą cesarz Otton III ofiarował królowi Bolesławowi Chrobremu), a także bursztynowy różaniec oraz album o Powstaniu Warszawskim.  A wszystkie te możliwe do dostrzeżenia gesty papieskie nad Wisłą śledzi uważnie 30 ekip telewizyjnych i blisko 1000 dziennikarzy z całego świata. Choć nie ukrywają oni, że najważniejszym dla nich momentem będzie niedzielna wizyta Benedykta XVI w obozie Auschwitz. W ewangelicko-augsburskiej świątyni pw. Świętej Trójcy na ekumenicznym spotkaniu, także  z przedstawicielami judaizmu, papieża Benedykta XVI powitał prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, abp Jeremiasz.

– Przed 15 laty Jan Paweł II powiedział, że tolerancja to za mało. Musimy przejść  do następnego etapu, do etapu wzajemnego szacunku i wspólnego działania - powiedział abp Jeremiasz.  Dążmy każdego dnia do pełni braterskiego pojednania. Niech modlitwa sprawi, aby Kościół na ziemi w swej tajemnicy i w swej widzialnej jedności stawał się coraz bardziej wspólnotą miłości, która jest odblaskiem jedności Ojca, Syna i Ducha Świętego – zaapelował papież.

– Wraz z wami dziękuję za dar tego spotkania i wspólnej modlitwy. Upatruję w nim jeden z etapów realizacji mocnego postanowienia, które uczyniłem na początku mojego pontyfikatu, że sprawą priorytetową w mojej posłudze będzie przywrócenie pełnej i widzialnej jedności chrześcijan – powiedział Benedykt XVI. Tu Ojciec Święty, nawołując do wspólnoty chrześcijan, odmówił ze wszystkimi po polsku Ojcze nasz.

Zakończyło się spotkanie ekumeniczne w kościele św. Trójcy w Warszawie. Papież udał się do Nuncjatury Apostolskiej, gdzie spędzi noc. Nuncjatura mieści się przy Alei Szucha. Doprawdy, trudno będzie temu papieżowi zapomnieć w Polsce o relacjach polsko-niemieckich. Ale może wcale tego nie chce? Opolski biskup, Alfons Nosol: On by chciał poznać, skąd ten polski papież czerpał taką siłę  i dalekowzroczność.

I właśnie, a już 21.00, Ojciec Święty pojawił się w oknie pałacyku Nuncjatury i pobłogosławił zebranych. Nie, żeby z nimi dialogował. Po prostu, pobłogosławił.

T.A. G.

 



1 ... 276 , 277 , 278 , 279