Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 7 053 432. W sumie - w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee” i witrynach tematycznych: 9 467 923 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce popularności w kategorii MEDIA na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych
poniedziałek, 16 października 2006


Pejzaż z tęczą, fot. Barbara Sadłowska


sobota, 14 października 2006

Uwaga! Publikacja została wznowiona w lutym 2015 r.  i jest dostępna w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee” www.impresjeee.blox.pl

http://impresjeee.blox.pl/2015/02/Obiad-z-aktorka-Krystyna-Feldman-Wspomnienie.html

Zapraszam Państwa do lektury.



środa, 11 października 2006

Rozmowa ze Stanisławem Schulzem, zaprzyjaźnionym poznańskim przedsiębiorcą, uczestnikiem sobotniej (7 października) demonstracji Prawa i Sprawiedliwości w Warszawie.

Witaj, bojowniku. Jak było w Warszawie?

– Zanim o tym, może najpierw powiem, dlaczego pojechałem do stolicy. Bo to jest najważniejsze.

Proszę uprzejmie...

– Ponieważ na świecie są często demonstracje przeciw czemuś, natomiast niezwykle rzadko w państwach demokratycznych pojawiają się zgromadzenia prorządowe. A tak było właśnie w Warszawie. Ludzie, w pocie i zmęczeniu, jechali pod Pałac Kultury i Nauki po 12 godzin i więcej. Z całej Polski. To jest rzadkość. Czyli ci ludzie, którzy przyjechali, musieli to odczuć – bo oni swoich interesów politycznych nie mieli; oni nie aspirują do takich stanowisk, jak ci, którzy z Platformy przyjechali sypialnym pociągiem...

No, autobusami też...

– Też, oczywiście... Dużo ludzi prostych, niewykształconych. Poczuli zagrożenie czegoś dla siebie ważnego, bo inaczej by tu nie przyjechali.

No dobrze, ale mówmy mniej bezosobowo. Zedrzyjmy z siebie maseczkę, Staszku. Jesteś zdecydowanym zwolennikiem PiS-u.

– To znaczy, nie, nie. Jestem zwolennikiem pozytywnych zmian w Polsce. Zresztą premier na tym wiecu zaprezentował taką wizję, która jest realizowana...

A tak, zaproponował. „Tu jest Polska”, krzyczał. To ja już nie jestem „Polską”?

– Chodzi o rozstrzygnięcia realne: to są ustawy, to są zmiany w służbach, to są zmiany w polityce zagranicznej, w prawie gospodarczym. Chodzi o zmiany. Pozytywne.

Ale i o „lokalizację”, o podział ludzi...

– Ależ nie! Premier słusznie powiedział, że każdy uczciwy Polak pod tym programem zmian może się podpisać. W związku z tym jest proste pytanie: kto się nie może podpisać? Nie mogą się podpisać ci, którzy są nieuczciwi i którzy na tych zmianach mogą stracić. Nie jest tajemnicą, kto... Ci, co mają coś na sumieniu – w pierwszej kolejności. Jest bowiem proste pytanie: kto traci na większej praworządności w Polsce? Kto traci, że będzie mniej przestępstwa na stadionach, mniej przestępców na osiedlach? Kto traci, że przetargi nie będą „ustawione”, że urzędnicy Ministerstwa Finansów nie będą robić przepisów pod zamówienia mafii? Chyba prosto na to odpowiedzieć.

Wybacz, bojowniku. To są hasła, które ja znam. Ale praktyka: okrzyki i transparenty wśród was tam... Cytuję premiera przed Pałacem: „Ale tu jest Polska. Tu jest przyszłość naszego narodu. Tu jest przyszłość naprawy Rzeczypospolitej. Tu jest przyszłość IV Rzeczypospolitej”. To ja jeszcze raz zapytuję: ja nie jestem „Polską”?, ja nie jestem przyszłością? Ja nie jestem za naprawą, bo nie było mnie tam? No, tak należy to odczytywać.

– Tadziu, nie można rzeczywistości sprowadzać do haseł, bo każde hasło można odczytywać na różne sposoby.

Każda demonstracja krzyczała: „Tu jest Polska!”.

– Do tej pory było tak, że minister ostrzegał mafię, że będą aresztowani. Teraz są aresztowani. Do tej pory było tak, iż Ministerstwo Finansów układało przepisy ( mam z tymi przepisami do czynienia na co dzień), które były tak ułożone, żeby dawały „furtki” (cała mafia paliwowa powstała dzięki temu). Teraz ci urzędnicy wyszli w kajdankach z ministerstwa. Do tej pory było tak, że przestępcy na osiedlach, na stadionach robili, co chcieli. Teraz im to się stopniowo utrudnia. Stanu idealnego pewnie nigdy nie będzie, ale w dziedzinie, z którą mają do czynienia przedsiębiorcy (przepisy finansowe, działalność przetargowa, w której często przegrywały osoby rzetelne), wiele się zmienia. A taka oświata? Każdy, kto miał do czynienia z oświatą realną, a nie teoretyczną, wie, że jest totalna bezkarność w szkołach. Są – generalnie – prawa dla młodzieży, natomiast obowiązki – np. szacunku wobec nauczycieli – są nieegzekwowalne. Nie ma bowiem realnego instrumentarium, żeby nauczyciel mógł się obronić. Nauczyciel musi lawirować między rodzicami, dyrekcją a uczniami. I tak dalej, można by mnożyć inne dziedziny życia. Jeśli ktoś chce (rozumiem pod tym pojęciem akty prawne i determinację) to wszystko zmienić, czy on się nazywa PiS, czy jakkolwiek inaczej, jeśli po roku chce się go „utrącić”, to oznacza dla mnie, że chce się – tym samym – „utrącić” moje ważne sprawy. I tak jak i inni z całej Polski, przez nikogo nie nagabywany, przez nikogo nie zachęcany, płacąc sam za swoje wyżywienie, wstałem o 6 rano, kiedy inni smacznie spali, i pojechałem. Uważam, że gdybym nie pojechał, to zaniedbałbym dobro wspólne; kierunek, organizację, która to dobro wspólne – na chwilę obecną – najlepiej reprezentuje. Czy reprezentuje bardzo dobrze? Oczywiście, że nie. I Kaczyński to sam powiedział, że się prawdy nie boi. Również prawdy o błędach, które są popełniane.

O jakich błędach?

– On o błędach nie mówił, to był program pozytywny, ale możemy o nich, oczywiście, porozmawiać. Na pewno błędem był sposób prowadzenia pewnych pertraktacji...

Błędem „sposób prowadzenia pewnych pertraktacji” – jaki śliczny eufemizm...

– Tadziu, tak! Dlatego, że wszelkie dyskusje polityczne prędzej czy później kończą się na stanowiskach. I ludzie, którzy angażują się do polityki, w swej masie, przeciętni, interesują się stanowiskami. Gdyby nie mieli stanowiska, to by się polityką w ogóle nie zajmowali. A ci ludzie, którzy na wiec przyjechali, nie mieli z tego żadnych korzyści! Tylko się zmęczyli, ale przyjechali. I przyjechało ich na zgromadzenie PiS-u nie tylu, ile powiedzieli oficjalnie. Dlatego że policja ma pewien sposób mierzenia liczby demonstrantów. Mianowicie bierze powierzchnię placu, na którym ma być demonstracja i mnoży przez 3, w sensie metrów kw. Czy 3 osoby na metr kw. Tymczasem ludzie zjeżdżali jeszcze w trakcie demonstrowania, czyli kilkadziesiąt następnych autokarów. Atmosfera u nas była cały czas solidarnościowa. W znaczeniu jedności, atmosfery. Ci zmęczeni ludzie, często z małych, odległych miejscowości, pojawili się tutaj, by bronić czegoś, co jest dla nich ważne. Inaczej by nie przyjechali. To nie jest tak, jak za czasów komuny, gdy ludzie byli spędzani pod presją partii, która mogła ci zaszkodzić, gdybyś np. nie poszedł w pochodzie.

Tylko tyle,  że ta sama uwaga odnosi się do wszystkich innych demonstrantów tego dnia w Warszawie.

– To nie jest takie oczywiste. Nie jest tajemnicą, że w Platformie jest bardzo duży procent ludzi, których jakąś racją istnienia jest pełnienie stanowisk. I ci ludzie przyszli po przyszłe stanowiska. Gdyby im się udało „przewrócić” ten rząd, tak jak się udało „przewrócić” rząd Olszewskiego, w krótkim czasie po jego powstaniu, to Platforma obsadziłaby swoimi ludźmi stanowiska. Wówczas ci, co jechali do Warszawy sypialnym, jechaliby nie na jakąś demonstrację, tylko na jakąś konferencję, naradę.

Rozumiem, że wśród waszych PiS-owskich tłumów nie było tych, którzy pojawili się w przeświadczeniu, że mają szansę na jakieś stanowiska?

– No wiesz, na dzień dzisiejszy PiS te stanowiska, które miał objąć, już objął.

Jeszcze nie wszystkie...

– No, oczywiście... Tacy ludzie są zawsze. Chodzi o to, kto dominuje w danej grupie. Fakt jest taki, że pod tym programem, który PiS realizował przez ten rok na szczeblu centralnym (mam na myśli ustawodawstwo), spokojnie mogłaby się podpisać Platforma. Pod każdym punktem. Natomiast nie mogą sobie darować jednej rzeczy: że PiS wygrał wybory. I to pokazuje, kto jest demokratycznie usposobiony, a kto tylko mówi o demokracji. Jak ktoś jest demokratycznie usposobiony i rozgrywamy turniej szachowy; ty wygrałeś, to ja nie mogę powiedzieć: zagrajmy jeszcze raz. Bo poprzednia rozgrywka się nie liczy... Mówiąc krótko: ja tam poszedłem, żeby po prostu dać zewnętrzny wyraz tego, że ten rząd broni moich interesów. Ja te interesy czuję. Moja żona pracuje w szkole, moi klienci startują do przetargów, ja zajmuję się interpretacją prawa podatkowego. W ciągu tego „marnego” roku mogę wymienić masę rzeczy, nie będąc ani propagandzistą, ani członkiem, ani nikim w PiS-ie...

...ale sympatykiem...

– ...nie partii, ale kierunku... zgodziłbym się jednak po tym roku z premierem, że jest to program, pod którym każdy uczciwy człowiek może się podpisać. Jeśli się nie możesz podpisać pod tym, że jest pewne napięcie w Sejmie, to ja to rozumiem, bo większość ludzi lubi spokój. Ale czasem jest tak, że jest potrzebna wojna. Nawet Pismo Święte mówi: pragniesz pokoju – szykuj się na wojnę. Zanim jednak do tego spokoju dojdzie rząd, każdy rząd, musi mieć możliwość, musi mieć większość. Nawiasem mówiąc, jakby teraz były wybory, i gdyby wygrała je Platforma, całkiem teoretycznie...

...całkiem praktycznie, znane są wyniki ostatnich sondaży...

–...sondaże są niepewne, ale, jeśli już, to Platforma miałaby do dyspozycji tylko SLD, poza PiS-em. Gdybyśmy się zgodzili na taki układ, to mówimy: niech SLD wróci do władzy, a to by znaczyło, że wszystkie patologie, które do tej pory były, w jakimś stopniu byłyby kontynuowane. W jak dużym? Tego nikt nie wie...
W imię wyższych racji wolno popełniać różne świństwa, wojowniku, tak?

– W tym pytaniu zawarta już jest pewna ocena.

To jest ocena rzeczywistości.

– Jeżeli chce się mówić o świństwach...

...a „taśmy Begerowej”?

– ...są dla mnie typowymi negocjacjami politycznymi, toczonymi na całym świecie. I nie jest to nawet moja opinia, tylko tych wszystkich politologów, którzy się tym zajmują.

Czyli moralność homara pozostaje z zapowiedzi PiS-owskich: zmieniamy się na państwo moralne. Jakie państwo moralne? Wulgarna korupcja polityczna!

– Ależ nie, Tadziu.

A propozycja wyprowadzenia – via Sejm – pieniędzy z naszych kieszeni, aby pokryć wekslowe długi posłów Samoobrony? To red. Najsztub, którego trudno posądzać o sympatie propisowskie, a nie ja, powiedział dla TOK FM, że byłoby to bardzo mądre, gdyby udało się z pieniędzy publicznych sfinansować weksle Samoobrony...patrzcie!... 

– ... ponieważ wówczas, za marne pieniądze, byłby uzyskany dużo większy efekt: posłowie Samoobrony mieliby możliwość swobodnego decydowania o tym, co chcą zrobić. Bo to jest mandat narodowy, a nie mandat partyjny. Jeśli ja jestem posłem Rzeczypospolitej, to mogę stwierdzić, że ten kierunek, który do tej pory realizowała moja partia, nie jest optymalny i mogę ją zmienić. A nie mogę tego zrobić, jeśli nade mną wisi pół miliona zł.

Według Twojego punktu widzenia da się usprawiedliwić różne świństwa publiczne, np. wcześniejszy sojusz z Samoobroną, proponowane na taśmach stanowiska...

Lipiński ani Mojzesowicz, którzy prowadzili te negocjacje, nie są prawnikami. Najłatwiej chwycić jedną rzecz, wyciągnąć i powiedzieć, że to było nie w porządku i w ten sposób ocenić całość.

Otóż, nie tylko jedną rzecz...

– Otóż, Piłsudski, dziś świetlana postać, to – gdyby mu się dokładniej przyjrzeć, z jego powodu zginęło w bratobójczych walkach na ulicach Warszawy wielu ludzi. Zginęło, a nie miało coś obiecane... I patrząc w kategoriach państwa polskiego, to – oczywiście – źle się stało, że wówczas zginęło kilkadziesiąt chyba osób. Ale jeśli jest większe i mniejsze dobro, to zawsze to drugie poświęca się dla tego pierwszego. Uważam, że nadrzędną rzeczą jest to, żeby ten program był realizowany i nie uważam oferowanie komuś stanowiska...

Spokojnie, ani pan Lipiński, ani pan Mojzesowicz nie negocjowali w imieniu Eskimosów... ...nawet gdyby rodzinka pani Begerowej dostała jakieś stanowiska, to strata publiczna z tego powodu jest nieporównywalna do straty, jeżeli cele, które dotykają nas wszystkich, będą niezrealizowane. To nie było przekupstwo pieniędzmi, to nie było zastraszanie... Powiedziałeś w pewnym momencie, iż czasami trzeba poświęcić mniejsze dobro dla dobra większego...

–  ...ale trzeba robić to w sposób rozważny, bo nic łatwiejszego, jak zrobić sobie usprawiedliwienie z takiego podejścia. Ja nawet nie o tym myślę. Bo dla mnie, w tym, co robi PiS, większe dobro jest poświęcane dla mniejszego dobra. By nie powiedzieć: dobra całkiem przyziemnego.Jadę z wielką prędkością samochodem, tak? Wchodzi mi ktoś na drogę i w tym momencie nie mam innego wyjścia, jak zniszczyć skrzynię biegów i wrzucić hamulec na moim automacie. I niszczę sobie skrzynię biegów, bo nie chcę na nikogo najechać. Tak samo tutaj jest sytuacja: on, Mojzesowicz, wykazał się pewną niefrasobliwością, powiedział – być może – dużo więcej, niż był upoważniony...

 ...ale sam fakt prowadzenia rozmów z osobą podejrzanej konduity, oskarżonej o fałszowanie podpisów na listach wyborczych, to jest – Twoim zdaniem – poświęcanie mniejszego dobra dla większego? Bo ja uważam, że jest odwrotnie: pozbywanie się ideałów, którymi się handlowało, którymi się wcześniej omamiło wyborców. Mówię tu cały czas o PiS-ie.

– Tadziu, jeżeli przyjąć twoje rozumowanie, to najlepiej, żeby cały czas rządziło SLD. Oni nie popełniali żadnych wykroczeń, oni nikomu nic nie robili, mafia trzymała się świetnie. Jeśli ja mam do wyboru partię, która gwarantuje mi większy stopień bezpieczeństwa, większy porządek w oświacie...większą moralność...

Tak, oczywiście... Tak? Naprawdę?

– Tak. Albo operujemy w kategoriach realnych, politycznych, albo w kategoriach teoretycznych. Jeśli w kategoriach realnie politycznych...

...każde świństwo da się usprawiedliwić „wyższą polityką”.

– Nie, ale masz do wyboru dwie albo trzy opcje i możesz tylko się za którąś z nich opowiedzieć. Bo nie ma tej opcji idealnej, o której ty mówisz. Nie ma partii, która się zachowuje idealnie od początku do końca. Takiej partii nie ma i takiej nigdy nie będzie. Nie chodzi o ideał. Chodzi o to, że rysy są na tym samochodzie, silnik się okazał rzęchem, skrzynia biegów siadła totalnie, samochód jest popychany z tyłu, a Ty nadal twierdzisz, że to niezły samochodzik.

Przy takim myśleniu abstrahujemy od realnej sytuacji politycznej. Bo jeśli ktoś coś zrobił złego, to my mu tylko to wypominamy, a wszystko inne, co zrobił dla nas dobrego, nie ma znaczenia. Jeśli ktoś spowodował wypadek drogowy, to znaczy, że on jest winowajcą. Czy on jest przekreślony? To tylko tyle znaczy, że miał chwilę słabości.  Byłeś uprzejmy przemilczeć, że spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym.

– No właśnie, że nie!

Ze skutkiem śmiertelnym! Ideały, w które jeszcze można było wierzyć po ubiegłorocznych zapowiedziach wyborczych PiS-u, legły na bruku. I to jest śmierć dla przyzwoitości politycznej.

– Nie. Dlatego, że alternatywą tego układu, który rządzi, jest układ ci znany: koledzy z SLD i Platformy. I ty, uderzając w PiS, w ewidentny sposób sprzyjasz temu drugiemu układowi. Bo nie ma trzeciego układu.

Czy jednak dla Ciebie wszystko może być usprawiedliwieniem realnej polityki? Czy nie ma hamulców w życiu publicznym?

– Nie mówimy przecież o wszystkim. Mówimy o tym, że pani Begerowa chciała dostać to stanowisko, którego nie dostała, na które Kaczyński i tak by się nie zgodził. To ona parła do stanowiska. To była jej propozycja, jej żądanie. (...) W każdej grupie społecznej były osoby świetlane, które zostały świętymi, i te, mniej święte. Wśród papieży byli i ci, którzy splamili się krwią. Czy z tego powodu mam uznać, że papiestwo jest do niczego? Wyciąganie tak skrajnych wniosków, jak ty to czynisz, bo ktoś zachował się  nie w porządku i w związku z tym cała grupa jest do niczego – jest nadużyciem. Mając do wyboru Platformę z SLD, albo PiS z LPR-em i jakąś ludową przybudówką, wybieram to drugie, bo uważam, że więcej praworządności będzie właśnie tu. Najwygodniejsza jest pozycja kibica. Kibic niczego nie ryzykuje. 

Rozmawiał:  Tadeusz Golenia


poniedziałek, 09 października 2006


Kolejny obraz z serii obiegowych fotek bractwa internautów. Tym razem -  z plonami uginającymi technikę.

SG



Metaforyczna łamigłówka?
Znów obraz z magicznego oka - pono pewnej szosy u wschodnich sąsiadów. Bractwo internautów nie wycofało z obiegu tegoż widoku - jako żywo dowodu na to, że jacyś inżynierzy drogownictwa wolą na wszelki wypadek... per pedes apostolorum.

SG



niedziela, 08 października 2006




Hmm. Ciepło, cieplej... Nowy Czajkowski!

Pióra, owszem. A gdzie tam-tamy?!

Fotka ta,  prezentowana jak wiele innych  przez  bractwo internautów, odsłania  humor rosyjski.

Komentarz: Stefania Golenia Pruszyńska



piątek, 06 października 2006


„Więcej światła!” – Johann Wolfgang von Goethe...

Fotografia ta jest w obiegu bractwa internautów żartem antyreklamowym z pewnej znanej firmy, której nazwę zamazałam. Wolę wersję aluzyjną, w dodatku na inny temat. Polityczne rozgrywki przecież w toku.

Stefania Golenia Pruszyńska


środa, 04 października 2006

W czasie konferencji prasowej szef klubu PiS Marek Kuchciński stwierdził, że nagrania przedstawione w programie „Teraz my” były prowokacją polityczną zmierzającą do obalenia rządu Jarosława Kaczyńskiego. Kuchciński, powołując się na publikację „Gazety Polskiej”, oświadczył, że doradca ds. programów publicystycznych TVN Milan Subotić współpracował z WSI, a wcześniej  z wojskowymi służbami PRL. Według Kuchcińskiego, Subotić jest „opiekunem” programu Morozowskiego i Sekielskiego, a stacja TVN jest „orężem medialnym” PO. Milan Subotić zaprzecza informacjom na temat swojej agenturalnej przeszłości.
  

Poseł Kuchciński, kiedy jeszcze „Gazety Polskiej” nie było na rynku (miała wyjść dzień później), już się na jej publikację powoływał, postponując i komercyjną rozgłośnię, i Platformę.Wybrzmiało to dla mnie fatalnie: Prawo i Sprawiedliwość idzie na kolejną wojnę, niby w imię pokonywania układów i sitw, a tak naprawdę w zemście za „taśmy prawdy”.

Przypomnę, że w nagraniu TVN pojawili się w ub. tygodniu dwaj prominentni działacze Prawa, którzy Renatę Beger z Samoobrony chcieli skaptować nie tyle merytorycznymi argumentami, ile obietnicami stanowisk, pieniędzy i umorzenia długów. Choćby nie wiadomo jak żwawo Kuchciński uwijał się przy piekielnych rondlach, i tak nie wysmaży innej prawdy: Lipińskiego i Mojzesowicza do Begerowej nie wysłały służby żadne służby specjalne. Gadali, co gadali  z własnej woli...

Nie wiem, kto doradza PiS-owi tak samobójczą taktykę? Nie rozumiem, dlaczego PiS dąży do kolejnych, z góry przegranych starć? Nie pojmuję, jak Kuchciński, odwołując się do rzetelności ocen i prosząc o takie żurnalistów, sam wysługuje się gazetą o jednoznacznej proweniencji prawicowej, klakierowi swej partii, jednocześnie na konferencji prasowej odmawia zapoznania się ze stanowiskiem zarządu stacji? To ma być ta rzetelność, artykułowana jedynie werbalnie przez Kuchcińskiego?

Wieczorem red. Sakiewicz, naczelny „Gazety Wyborczej”, na oczach widzów uciekł ze studia TVN24 i z „Magazynu 24 godziny”, a w programie TVN „Teraz My” w ogóle się nie pojawił. Pewnie nie chciał wyjaśniać, dlaczego zamiast sekretarza stacji Milana Subotića „GP” wydrukowała zdjęcie Bogu ducha winnego jugosłowiańskiego profesora...

W każdym razie PiS zafundował nam kolejne piekiełko... Niech je piekło pochłonie! I... nie tylko je...  

Klincz



poniedziałek, 02 października 2006



Pejzaż z brzozami, fot. Barbara Sadłowska


Platforma Obywatelska, według aktualnych wyników sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP dla „Faktu”, zdobyła poparcie 34 procent ankietowanych, PiS – 22 proc.. po aferze z taśmami Renaty Beger – 24 proc.), SLD – 7 proc., Samoobrona – 5 proc. (od ubiegłego tygodnia spadek o 2 proc.), PSL – 5 proc., LPR – 2 proc.

Z tych danych wynika, że Liga Polskich Rodzin nie mogłaby teraz liczyć na wejście do Sejmu. Przeprosinami Polaków, zbulwersowanych „rokowaniami w sprawie stanowisk” („afera taśmowa”), nie udało się premierowi Jarosławi Kaczyńskiemu przyciągnąć więcej ankietowanych do Prawa i Sprawiedliwości – poparcie dla tej partii ma wyraźną tendencję do spadku. Awantura zaszkodziła także Andrzejowi Lepperowi i jego Samoobronie. PO, utrzymując poparcie na obecnym poziomie, uzyskałaby większość w Sejmie.

 (o-steg)



czwartek, 21 września 2006

Gazety w Polsce głoszą, że rozruchy na Węgrzech spowodowało przyłapanie węgierskiego premiera na kłamstwie, podczas gdy, w rzeczy samej, Ferenc Gyurcsany akurat mówił prawdę, tyle tylko że była to prawda o tym, jak systematycznie okłamuje się Węgrów.

Jest rzeczą niezmiernie optymistyczną i pocieszającą, że ta nowa rebelia węgierska jest rebelią przeciwko kłamstwu, że nie brak chleba czy kiełbasy, ale nieobecność PRAWDY w życiu publicznym naszych węgierskich bratanków sprowokowała ich do tak gwałtownych wystąpień. Polska służba dziennikarska, która już niemal całkowicie przyzwyczaiła się do tego, że kłamstwo stało się normą w życiu publicznym Polaków, natychmiast wyruszyła na pomoc politykom węgierskim, ogłaszając, jak zawsze, że rozruchy na Węgrzech mają charakter chuligański, że dokonywane są rozboje i grabieże.

Ciekawostką jest tylko, że furia węgierskich demonstrantów skierowała się przeciwko telewizji. To tam przede wszystkim poszli i tam dokonywali zniszczeń, rozbijając urządzenia i sprzęt tak zasłużony w systematycznym okłamywaniu węgierskiej opinii publicznej. Warto, żeby i nad tym pomyśleli dziennikarze pracujący w polskich mediach, a w telewizji w szczególności. Warto, żeby pomyślał o tym prawdomówny i dzielny Bronisław Wildstein, szef TVP, jak i jeszcze bardziej prawdomówny i dzielny Krzysztof Czabański, szef Polskiego Radia. Obaj oni bowiem, podobnie jak i wielu innych, pozycję swoją budują na legendzie „niezależności dziennikarskiej”, wyniesionej z czasów podziemnego oporu. Podziemny opór był skierowany przeciwko komunizmowi, a komunizm w całości ucieleśniał kłamstwo. Na tej zasadzie, na zasadzie przeciwieństwa, ludzi występujących przeciwko komunie prostoduszny naród przyjmował jako głosicieli prawdy. Niestety, ostatnie 17 lat okazało się latami wielkiego społecznego rozczarowania. Pół wieku systematycznej tresury w kłamstwie przyniosło plon okropny - kłamstwo weszło nam w krew i żyć bez niego nie sposób. Ustrój oparty w całości na kłamstwie upadł, ale zatruł i zanieczyścił społeczeństwa i narody. I ta straszna spuścizna odciskuje bez przerwy swoje piętno na naszym życiu publicznym – zarówno społecznym, jak i państwowym. 

Zakłamana, nieujawniona jest prawda o tym, jak doszło do transformacji systemowej, Magdalenki, Okrągłego Stołu, rozbicia Solidarności. Nadal nie wiemy, kto i jakie role tam odgrywał, na rzecz kogo pracował i dlaczego, na czym polegały sekretne „negocjacje i sondaże”, jaki był klucz doboru „negocjatorów i reprezentantów”. Chociaż Instytut Pamięci Narodowej istnieje już wiele lat, to jego uczeni fachowcy wydają się zajmować najróżniejszymi drobiazgami, ujawnianiem jakichś personalnych skandali, lecz istoty rzeczy wolą nie dotykać.

Zakłamana, nieujawniona, wykoślawiona jest prawda o samym przebiegu transformacji ustrojowej, o genialnym planie genialnego Leszka Balcerowicza i wszystkim, co wiąże się z tym. Komisja Zawiszy niby deklaruje, że zajmie się tym, ale zamiast tego kompromituje się na jakichś bataliach o jakiś Case, zamiast Leszkiem Balcerowiczem zajmuje się panią Balcerowiczową. Ukryta, zakłamana jest prawda o jądrze tej transformacji, jaką była „operacja FOZZ”, jej charakter i katastrofalne dla Polski konsekwencje. Od tej tematyki media publiczne uciekają jak od dżumy, ale oczywiście tylko dlatego że od ujawnienia prawdy uciekają przede wszystkim politycy i cała polityczna góra. Po 13 latach sądowego prześladowania autorów książki „Via bank i FOZZ” zapadł wreszcie wyrok, który oddala wszystkie zarzuty przeciwko nam podnoszone. Nie wiadomo jednak, czy świadczyć to ma o tym, że niezawisły sąd stał się zwolennikiem prawdy, czy też dlatego, że gangsterom i przestępcom powinęła się noga, a główny operator FOZZ Dariusz Przywieczerski na wszelki wypadek wolał uciec z kraju i ukryć się nie wiadomo gdzie. W tym gigantycznym kłamstwie o transformacji ustrojowej uczestniczą politycy, prokuratury i niezawisłe sądy, ale z równą gorliwością uczestniczą w nim „instrumenty kłamstwa” – jakimi są media publiczne i „niezależni wydawcy”. Wznowienia naszej książki o FOZZ odmówiło ponad 30 „niezależnych” wydawców, na organizowane przez nas konferencje prasowe w różnych miastach nie widzieli powodu pofatygować się przedstawiciele mediów, a ci którzy przyszli (bardzo nieliczni), nie odważyli się napisać niczego na temat tego, co na tych konferencjach usłyszeli. 

Zakłamana, wykoślawiona, ukryta jest prawda o ustroju Rzeczypospolitej. O tym, że najważniejszy akt ustrojowy, jakim jest ordynacja wyborcza do Izby Ustawodawczej, gwałci nasze prawa obywatelskie, odbiera nam podstawowe prawo - bierne prawo wyborcze, że wszystkie stosowane do tej pory procedury wyborcze gwałcą konstytucyjne zasady, i że z tzw. pięcioprzymiotnikowych wyborów do Sejmu w Polsce przestrzegana jest jedynie zasada tajności. Przedstawiciele polskiego rządu i parlamentu rozjeżdżają się po świecie, ucząc „niedorozwinięte kraje” demokracji, podczas gdy w Polsce zamiast demokracji mamy partiokrację – nieudolne rządy coraz to innych partyjnych koterii, które, tak naprawdę, wiszą w powietrzu, pozbawione zaplecza i poparcia obywateli. Telewizja Pana Wildsteina, tak jak i Radio Pana Czabańskiego zamknięte są na głucho przed tą fundamentalną problematyką ustrojową. Polakom nie wolno poruszać sprawy wyborów parlamentarnych, jakie odbywają się w Anglii, Kanadzie czy USA, a najwyżsi urzędnicy państwowi kłamią na ten temat, hucpiarsko patrząc nam w oczy. 

Nie wiem, skąd nabrali przekonania, że tak można w nieskończoność, że ich władza jest wieczna, że tak będzie zawsze. Wydawałoby się, że historia ostatnich 17 lat powinna ich, jak najbardziej, przekonać, że taki pogląd jest z gruntu fałszywy! Gdzie są dzisiaj Mazowiecki, Bielecki, Oleksy, Cimoszewicz, Olszewski, Buzek, Suchocka, Krzaklewski, Belka, Miller? Gdzie są wspaniałe partie polityczne UD, UW, KPN, ROP, POC, WAK, BBWR, AWS, ZChN i tyle innych?

Sytuacja w Polsce pod żadnym względem nie różni się korzystnie od sytuacji na Węgrzech. Może tylko tym, że na Węgrzech zabrakło wystarczającej liczby „parasoli ochronnych”, takich np., jakie rozbita Solidarność i hierarchia Kościoła trzymały nad „procesem przemian”. „Solidarność” już dawno zapłaciła straszną cenę za ten „parasol” i dzisiaj już żadnej roli w życiu publicznym nie odgrywa. Kościół płaci cenę cały czas, ale jest wielki i wiele już przetrzymał, więc Hierarchowie mogą uważać, że i to przetrzyma. Tylko czy ta cena jest naprawdę konieczna?

[...] Polska istnieje i będzie istnieć tylko tak długo, jak tego będą chcieli Polacy i jak długo za utrzymanie Jej istnienia będą gotowi złożyć nawet najwyższe ofiary. Na razie młodzi Polacy opuszczają swój kraj i jadą szukać szczęścia gdzie indziej. Ten exodus się skończy. Jeśli nie powstrzymają tego sami Polacy, to kres położą rządy krajów, które dzisiaj wydają się temu sprzyjać. 

Przykład sowieckiego imperium udowodnił, że potęga kłamstwa, choć wielka, nie jest jednak, na dłuższą metę, przemożna. Trzeba kocioł otworzyć, wpuścić świeże powietrze, wreszcie trzeba będzie powiedzieć prawdę. Polska dzisiaj wydaje się uśpiona, polska młodzież wydaje się całkowicie zajęta czym innym, głupawe awantury w Sejmie i wokół niego wydają się odwracać naszą uwagę od spraw istotnych, dziennikarska „brać” stara się utrzymać uwagę publiczną w napięciu przy sprawach na to nie zasługujących. Do czasu. 

Dzisiejsze wypadki na Węgrzech powinny stać się ostrzeżeniem. Ta para pod kotłem wzbiera. Już sztuczki z wyborami i majstrowanie przy ordynacjach nie wystarczą. Jeśli chce się uniknąć wybuchu, trzeba otworzyć media dla autentycznej debaty publicznej. Trzeba dopuścić do głosu Prawdę.

Jerzy Przystawa
Wrocław, 19 września 2006