Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 7 092 546. W sumie - w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee” i witrynach tematycznych: 9 514 712 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce popularności w kategorii MEDIA na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych
środa, 25 kwietnia 2018

Pomnik Zygi Latarnika pojawił się na skwerze Ignacego Łukasiewicza przy ul. Grobla w Poznaniu, nieopodal Starej Gazowni, 29 maja 2003 roku. Postać latarnika ze swojej wyobraźni wysnuł artysta rzeźbiarz Robert Sobociński, znany m.in. jako autor podobnego pomnika – Lampiarza w Łodzi, a w Poznaniu także: Starego Marycha, Ofiar Katynia i Sybiru w parku przy ul. Fredry czy Koziołków przy pl. Kolegiackim.

Rzeźbę odlano z brązu. A stara latarnia, o której świetność zadbano w akcji pn. „Ocalmy latarnie” (zainicjowanej przez „Gazetę Wyborczą” i Wielkopolską Spółkę Gazownictwa), stała najpierw na ul. Juliusza Słowackiego w poznańskiej dzielnicy Jeżyce. Została tutaj, na Garbary, przeniesiona po starannym odnowieniu, by z latarnikiem Zygą, jak się nazywa w Poznaniu Zygmunta,  przypominać o tym, co było codziennym obrazem dawnych ulic. Na nich w tamtych odległych czasach, gdy jeszcze  nie było prądu elektrycznego, przed zmierzchem  aż roiło się od latarników. A oni żwawo zapalali latarnie gazowe, by zanim zapadnie mrok – rozświetlić ich blaskiem  miasto.  

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 

Fot. z 23 kwietnia 2018 r.   



piątek, 20 kwietnia 2018

 

Taniersi i drożersi? Znaleziona oferta dla bezrobotnych i studentów sygnalizuje, że byłaby to praca wyłącznie na umowę „śmieciową”. Czyżby dlatego studentom zamierzono zapłacić o 175, 75 zł więcej niż bezrobotnym, tj. nie-studentom? A może jednak ten pracodawca najchętniej zatrudnia tańszych nie-studentów, a tylko chętnie demonstruje, że wysoko ceni edukację wyższą? 

Można by snuć także wiele domysłów o innych kryteriach, np. o jakości pracy jednych i drugich albo o liczbie chętnych. A jeśli to przykład jawnej dyskryminacji... Próbuję ustalić: bezrobotnych, czy studentów? 

Stefania Pruszyńska

Ogłoszenie znalezione w Internecie w lipcu 2017 r.

Oprac. graf. z wyróżnikami: Stefania Pruszyńska


wtorek, 10 kwietnia 2018



 Cenzorio Peerel Status XYZ — Stefania Pruszyńska 

Ilustracja własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”

 

„[...] badania pozwolą także na ustalenie, jakie teksty znanych pisarzy znajdują się dotąd na półkach i nigdy nie ujrzały światła dziennego. Możliwe będzie też odtworzenie sylwetki wzorcowego funkcjonariusza urzędu cenzury”.

Nowatorskie badania nad cenzurą tekstów literackich okresu PRL prowadzi Anna Wiśniewska-Grabarczyk z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Łódzkiego. Badaczka jako pierwsza opracowuje tajne biuletyny Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk z lat 1945–1956.

Według niej tajne biuletyny były swoistym (krypto)poradnikiem, instruktażem kierowanym do pracowników Urzędu Kontroli. Zawierały m.in. tajne recenzje cenzorskie polskich tekstów literackich. Dotąd nie ukazało się w Polsce całościowe ich opracowanie.

Wiśniewska-Grabarczyk przyznaje, że jej celem jest ujawnienie skali deformacji, jakie w kulturze polskiej poczynił aparat prewencji i represji w pierwszej powojennej dekadzie. Wkrótce ma się też ukazać jej książka „»Czytelnik« ocenzurowany. Literatura w kryptotekstach (recenzjach cenzorskich okresu stalinizmu)”.

Badaczka przypomina, że w okresie PRL wszystkie teksty kultury, które miały zostać dopuszczone do oficjalnego obiegu, musiały zostać oceniane przez cenzorów powołanych przez państwo, pracujących w Głównym Urzędzie Kontroli Prasy Publikacji i Widowisk oraz w jego oddziałach terenowych.

„Efektem pracy funkcjonariuszy urzędu cenzury były m.in. sporządzane przez nich tajne recenzje cenzorskie, które nazwałam kryptotekstami. Nie były one dostępne dla społeczeństwa, ponieważ miały charakter poufny” – opowiada Anna Wiśniewska–Grabarczyk.

Do tej pory przedmiotem analiz literaturoznawców zajmujących się aparatem prewencji i represji były głównie recenzje cenzorskie tekstów literackich. Biuletyny pojawiały się rzadko.

Jak zaznaczyła, materiał zawarty w biuletynach Urzędu Cenzury jest bardzo różnorodny, obejmuje nie tylko recenzje cenzorskie, lecz także listy pisane przez jego pracowników, które przyjmowały niekiedy kształt wypowiedzi felietonowej czy osobistego wyznania. Zdarzały się także przypadki własnej twórczości literackiej. Dominowała twórczość satyryczna, a niektóre z propozycji były wystawiane na scenie GUKPPiW.

Zdaniem Wiśniewskiej-Grabarczyk, szczegółowa analiza tekstów pozwoli na odtworzenie konkretnych zabiegów cenzorskich wobec konkretnych autorów i tekstów. „To pozwoli stworzyć alternatywną historię powojennej polskiej literatury – jako historii zmagań wolnej intencji twórczej pisarza z opresywnością totalitarnego systemu” – podkreśla.

Wiśniewska-Grabarczyk bada m.in., na co cenzorzy zwracali uwagę i na jakiej podstawie podejmowali decyzje, co można dopuścić do druku, a co nie. Sprawdza, co znajdowało się w biuletynach poufnych i jakie konkretne zalecenia dotyczące wstrzymania publikacji otrzymywali cenzorzy.

Jej zdaniem badania pozwolą także na ustalenie, jakie teksty znanych pisarzy znajdują się dotąd na półkach i nigdy nie ujrzały światła dziennego. Możliwe będzie też odtworzenie sylwetki wzorcowego funkcjonariusza urzędu cenzury.

Badaczka przyznaje, że pomysł na badania był wynikiem jej wieloletnich zainteresowań szeroko pojętą problematyką wolności słowa. „Kiedy współczesny badacz sięga, 25 lat po zniesieniu cenzury, do dokumentów wyprodukowanych 65 lat temu przez urząd kontroli słowa, uświadamia sobie zarówno groteskowość zjawiska, jak i jego grozę” – dodaje.

Groteskowość, bo często trafiają się recenzje naiwnie propagandowe, ujawniające ignorancję lub złą wolę, a niekiedy obsesję cenzora. Grozę – bo uświadamia rozmiar spustoszenia, jakiego w polskiej literaturze powojennej dokonała cenzura.

„Jej skutki odczuwamy nadal niemal na co dzień, wchodząc do biblioteki, w której na regałach stoją książki z lat 1944–1990. Grozę tym większą, że utajnioną, bowiem biorąc do ręki takie dzieło nie wiemy, czy zostało ono wydane w formie, jaką nadał jej pierwotnie autor” – zaznaczyła Wiśniewska–Grabarczyk.

Badania prowadzone są dzięki grantowi z programu Preludium Narodowego Centrum Nauki.

Anna Wiśniewska-Grabarczyk, doktorantka w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Łódzkiego, powołała Interdyscyplinarne Doktoranckie Koła Badań nad Wolnością Słowa. Problematykę funkcjonowania aparatu cenzury podjęła już w swojej pracy magisterskiej w 2015 r.

Rozprawa „»Czytelnik« ocenzurowany. Literatura w paratekstach — recenzjach cenzorskich okresu stalinizmu” została wielokrotnie nagrodzona przez naukowców i publicystów. Otrzymała m.in. Nagrodę Tygodnika „Polityka” za najlepszą pracę magisterską o historii PRL-u i wyróżnienie IPN za Najlepszy Debiut Historyczny Roku.

Kamil Szubański

szu/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl PAP – Nauka w Polsce




niedziela, 01 kwietnia 2018
poniedziałek, 19 marca 2018

Kolekcję 1200 programów filmowych wydanych w latach 1920-1980 do polskich i zagranicznych filmów udostępniono w Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego. Ulotki oprócz podstawowych danych o filmach, ich twórcach i obsadzie, zawierają niekiedy zarys fabuły czy kadry filmowe.

Biblioteka UŁ zakończyła projekt „Digitalizacja i udostępnienie w Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego kolekcji: Historia kina światowego na XX-wiecznych drukach ulotnych”. Był on dofinansowany ze środków Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczonych na działalność upowszechniającą naukę.

Przedsięwzięcie to obejmowało konserwację, opracowanie, digitalizację oraz umieszczenie materiałów w Bibliotece Cyfrowej UŁ – poinformowała Beata Gamrowska z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego.

Zbiory Sekcji Dokumentów Życia Społecznego Biblioteki UŁ posiadają wiele materiałów związanych z kinematografią i filmami. Obok publikacji książkowych i bogatej kolekcji plakatów filmowych m.in. tzw. Polskiej Szkoły Plakatu, niezwykle interesującą pozycją są druki reklamujące filmy.

Jest to kolekcja 1200 ulotek wydanych głównie w latach 1920-1980. Programy reklamowały zarówno filmy światowej kinematografii m.in. z USA, Niemiec, Francji czy Włochy, jak i polskie produkcje filmowe. Obok podstawowych danych tj. tytuł, reżyser, producent, programy zawierały także obsadę i niekiedy zarys fabuły oraz kadry filmowe. Druki te posiadają cechy dokumentów o charakterze reklamowym i częściowo informacyjnym.

Wśród najcenniejszych egzemplarzy kolekcji jest m.in. program do filmu „Ordynat Michorowski” wydany w 1937 r. przez warszawski Dom Prasy SA, zawierający dane o szerokiej obsadzie aktorskiej (m.in. Kazimierz Junosza-Stępowski, Mieczysława Ćwiklińska) oraz zestaw 38 małych kadrów z planu filmowego.

Inny przykład cennego okazu to program filmu „Pani minister tańczy” – także z 1937 r. wydany nakładem Domu Prasy SA. Oprócz kilkunastu fotografii zawierający teksty piosenek wykorzystanych w filmie, ciekawostką jest wymienienie sponsorów mebli, ubrań, samochodów oraz innych rekwizytów wykorzystanych w tym obrazie.

Wśród zagranicznych programów w kolekcji jest np. klasyczny film Alfreda Hitchcocka z 1954 r. „Okno na podwórze” z Jamesem Stewartem i Grace Kelly w rolach głównych. Program wydany przez Centralę Wynajmu Filmów oprócz podstawowych danych o obrazie, zawiera także notatkę o reżyserze i odtwórcach głównych ról.

Zdaniem Gamrowskiej druki te stanowią znakomite źródło informacji dla prac dotyczących filmoznawstwa, studiów historycznych z zakresu kinematografii polskiej, europejskiej, jak i światowej. Mogą być przydatne do badań biograficznych, jak i prac o tematyce społeczno-politycznej np. dot. międzywojennych polskich aktorów pochodzenia żydowskiego tj. Ina Benita czy Nora Ney.

Dokumentują także dorobek światowych koncernów branży filmowej: Metro-Goldwyn-Meyer, Paramount, UFA oraz polskich tj. Sfinks, Leo Film, Feniks czy Falanga.

Gamrowska podkreśliła, że opracowanie i zdigitalizowanie tych materiałów w Bibliotece UŁ jest przedsięwzięciem pionierskim, nie mającym precedensu w żadnych zbiorach bibliotecznych w Polsce. „Plakaty filmowe razem z drukami reklamowymi filmów tworzą jedyną w Polsce, tak zasobną i komplementarną bazę tego typu materiałów” –  oceniła.

(PAP)

szu/ zan/

 Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 



czwartek, 08 marca 2018

 

„Gdyby Bóg kobietę chciał zrobić panią mężczyzny, to byłby mu ją z głowy wywiódł –

gdyby ją zaś chciał niewolnicą uczynić, to byłby mu ją z nóg wywiódł – 

ale ponieważ  przeznaczył ją na towarzyszkę i zupełnie równą mężczyźnie, 

więc wywiódł mu ją z boku jego” – św. Augustyn

„Wpływ kobiet jest wszędzie jednakowy. Ich położenie oddziaływa we wszystkich krajach. Gdzie kobieta jest poniżoną, tam naród upada; gdzie jest czystą moralnie i ukształconą, tam społeczeństwo się podnosi. Gdzie kobiety się uczą, to znaczy, że i mężczyźni się uczą – że podnoszą ich charakter, swój udoskonalają, całego społeczeństwa wolność rozszerzają i utwierdzają. Bo każdy naród powstaje z rodziny, wszystkie ludy rodzą się z matek” – Samuel Smiles

„Chociaż jednak najpiękniejsze niewieście przymioty ujawniają się przez współczucie i miłość, to przecież dla ich własnego szczęścia lepiej by było,  gdyby w nich wzmacniano i rozwijano zaufanie w siebie, wykształcenie i panowanie nad sobą” – Samuel Smiles

„Wszelka samodzielność, powstała z trafnego rozwoju sił duchowych i sercowych oraz sumienia – wszelka taka samodzielność, powtarzam, zrobi kobiety nie tylko szczęśliwszemi  w życiu, ale i pożyteczniejszemi. Będzie ona wówczas siać błogosławieństwa wokoło, sobie dolę wytworzą, ową dolę zależną od obustronnych ustępstw i praw towarzyskich” – Samuel Smiles

„Obok czystej kobiecości winna stać czysta męskość” – Samuel Smiles

„Uprzejmość, a nie gładkość lica

Chcę kochać w kobiecie”  William Szekspir

„Ciebie, pani, kochać, to znaczy na wyższy wznieść się stopień” – powiedział Steele do Lady Elżbiety Hastings. A Samuel Smiles skomentował tę wypowiedź następująco: „Z tego patrząc stanowiska, kobieta jest wychowawczynią w najwyższem tego słowa znaczeniu, bo żaden z nauczycieli nie potrafi tak łagodnie i rozkosznie wychowywać”.  

Cytaty wybrałam z dzieła szkockiego pisarza Samuela Smilesa „O charakterze” w przekładzie W. Przyborowskiego,  wydanego za zezwoleniem rosyjskiej cenzury w 1873 roku w Warszawie nakładem Redakcji „Przeglądu Tygodniowego”. Podałam jednak w niektórych fragmentach współczesną pisownię i zastosowałam aktualne reguły interpunkcji.

Stefania Pruszyńska

 

Ilustracja: I ten szept, Stefania Pruszyńska



sobota, 03 marca 2018

Tradycja obchodów Kaziuka Wileńskiego w Poznaniu obejmuje już ćwierćwiecze. Program tegorocznego świętowania, które zaplanowano na najbliższą niedzielę − 4 marca 2018 r., przygotował po raz kolejny poznański oddział Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej, niezmiennie od lat  kierowany przez prezesa Ryszarda Liminowicza.

Stefania Pruszyńska

 



poniedziałek, 26 lutego 2018

Brakuje naukowych danych uzasadniających wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej piszą w liście opublikowanym w „Science” polscy naukowcy, w tym prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Jerzy Duszyński.

W tygodniku „Science” opublikowano 9 lutego list „Puszcza Białowieska: brak naukowych danych uzasadniających wycinkę drzew”. Autorami są prof. Marek Konarzewski z Uniwersytetu w Białymstoku, prof. Romuald Zabielski z SGGW, dr hab. Rafał Kowalczyk dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN i prezes PAN prof. Jerzy Duszyński.

„Listem dajemy świadectwo, że naukowcy w Polsce są kompetentni i czuli na konflikt w Puszczy Białowieskiej. To kolejny dowód na zaangażowanie się środowiska Polskiej Akademii Nauk w dobrostan Puszczy Białowieskiej” skomentował prof. Jerzy Duszyński na swoim profilu Facebookowym, zamieszczając tłumaczenie listu na język polski.

Naukowcy odnoszą się w liście do grudniowego artykułu w „Science” Erika Stokstada. Opisał on konflikt dotyczący ochrony Puszczy Białowieskiej, w której problemem jest masowe pojawianie się (gradacja) kornika drukarza.

Pytanie, w jaki sposób zareagować na tę sytuację, sprowadza się do decyzji, czy należy podjąć aktywne działania w celu ochrony bioróżnorodności czy może raczej powinno się pozostawić ten obszar nietknięty podsumowują autorzy listu w „Science”.

„Zgadzamy się z Erikiem Stokstadem, że powyższe pytanie zasadniczo dotyczy wartości, i jako takie, wykracza poza zakres nauk przyrodniczych” piszą.

„Uważamy, że stosowanie wycinki sanitarnej tudzież ratunkowej jako środków mających zapewnić ochronę bioróżnorodności z całą pewnością powinno być poparte mocnymi dowodami naukowymi. Tymczasem konferencja naukowa zorganizowana w ostatnim czasie przez Polską Akademię Nauk pokazała, że dowody przemawiające na korzyść tych środków są w najlepszym razie znikome”zauważają naukowcy w „Science”.

Na początku grudnia 2017 r. w Warszawie odbyła się konferencja naukowa „Managing bark beetle outbreak in Białowieża Primeval Forest”, dotycząca masowego pojawiania się kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej. Organizowana była ona przez Polską Akademię Nauk we współpracy z resortami: nauki oraz środowiska. W konferencji brali udział naukowcy z zagranicy i z Polski specjalizujący się w tej tematyce, zaproszeni przez władze PAN.

„Konferencja wydobyła na światło dzienne ogólny brak badań, z prawidłowymi kontrolami i stosownymi powtórzeniami, dotyczących skuteczności zapobiegania rozprzestrzeniania się kornika poprzez wycinkę sanitarną starych nizinnych drzewostanów” napisali autorzy listu.

Jak dodali, administracja Polskich Lasów Państwowych zarządzająca Puszczą Białowieską zainicjowała ostatnio tego rodzaju badanie, ustanawiając obszar referencyjny. Według naukowców jednak rzetelność tego badania „jest wątpliwa, właśnie w związku z brakiem prawidłowych kontroli i powtórzeń”.

Badacze zwrócili w liście uwagę, że prowadzenie badania komplikuje dodatkowo fakt, że Puszcza Białowieska to mozaika zarówno obszarów objętych ochroną, jak i gospodarką leśną.

„Niedociągnięciami metodologicznymi należy się pilnie zająć, najlepiej przeprowadzając badania na duża skalę i poddając je weryfikacji. W Puszczy Białowieskiej można to osiągnąć jedynie poprzez współpracę transgraniczną ze stroną białoruską, która zarządza dwiema trzecimi drzewostanów Puszczy Białowieskiej. Polska Akademia Nauk i Białoruska Akademia Nauk rozpoczęły już współpracę w tej dziedzinie” – poinformowali autorzy listu.

„Z pewnością musimy wyciągnąć właściwe wnioski z obecnej gradacji kornika, zważywszy, że następna nieuchronnie nadejdzie; wraz z gwałtownym wzrostem globalnego ocieplenia gradacje będą występować ze zwiększoną częstotliwością” zakończyli list naukowcy.

PAP Nauka w Polsce

lt/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Fot.: Stefania Pruszyńska