Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”, wg danych podawanych przez Blox * Liczba wizyt w Gazecie Autorskiej IMPRESJee: 6 800 314 * Liczba wizyt w gazecie i podstronach: 9 114 418. W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.
poniedziałek, 01 maja 2017

W tym roku astronomiczna wiosna nadeszła 20 marca o 11.29. Kalendarzowa zaś tradycyjnie  rozpoczęła swoje panowanie 21 marca. Ta data pozostaje od wieków niezmienna. Astronomia ma jednak mapy nieba i inne precyzyjne miary. Natura ma zaś kalendarze i zegar – ściśle pogodowe.

W tym stuleciu astronomiczna i kalendarzowa – nie w tym samym dniu. Dzień astronomicznej wiosny  wyznacza równonoc  wiosenna, obserwowana między 20 a 22 marca aż do momentu przesilenia letniego.

W XXI stuleciu astronomiczna wiosna nadchodzi 20 marca, a od 2048 roku pojawiać się będzie jeszcze wcześniej, nawet 19 marca.

W strefie czasowej, w której znajduje się Polska, astronomiczna wiosna tylko w XX wieku przypadała najczęściej w pierwszy dzień wiosny kalendarzowej: 21 marca. Pod koniec stulecia coraz częściej – 20 marca. Później jedynie w 2011 roku obie wiosny miały tę samą datę: 21 marca. Ponownie astronomiczna i kalendarzowa wiosna  nadejdzie 21 marca – dopiero w 2102 roku.

Czas letni i zimowy 2017 w Polsce, czyli o dwukrotnym przestawianiu zegarów. W tym roku w Polsce w nocy z soboty 25 na niedzielę 26 marca o godzinie 2.00  ustawialiśmy (bądź za nas dokonywały tej regulacji programy) wszelkie czasomierze na godzinę 3.00.  Straciliśmy godzinę snu, lecz  za to cieszyć nas  może  dłużej jasność popołudni.

Jesienią w nocy z soboty 28 października 2017 na niedzielę 29 października 2017 przejdziemy na czas zimowy. Wówczas o godzinie 3.00 przestawimy czasomierze  na  godzinę 2.00. Wtedy będzie nam darowana godzina snu i więcej światła każdego ranka.

Niektóre kraje nie zmieniają czasu zimowego na letni i letniego na zimowy.  Zmianę czasu stosuje 70 krajów, oprócz Islandii i Japonii. W 2011 roku zrezygnowały z tej formy dostrajania życia do zegara słonecznego: Rosja i Białoruś. W Polsce zmieniamy czas zimowy na letni i letni na zimowy od 1977 roku. 

Refleksje nad czasem straconym i czasem odzyskanym. Dla wielu nie jest to oczywiste, co na tym tak naprawdę zyskujemy i ile. Oszczędność energii także okazuje się teraz wątpliwa, jako że nie tylko oświetlenie uliczne jej wymaga, lecz i gospodarka, i gospodarstwa domowe. W tych ostatnich używany sprzęt chłonie coraz więcej energii elektrycznej. I to mimo zwyczaju stosowania urządzeń energooszczędnych. Co zaś szczególne i co wynika z wielu opinii więcej wiadomo o niekorzystnych dla człowieka skutkach tej manipulacji zegarami aniżeli o konkretnych i wyliczalnych korzyściach np. dla gospodarki i kieszeni podatników.

Jakie są skutki manipulacji zegarami i nami? Mało odczuwalna jest zmiana czasu letniego na zimowy. Natomiast mniej korzystna dla zdrowia jest zmiana czasu zimowego na letni. Mówi się i pisze nawet o zagrożeniu zawałem. To opinia potoczna, podawana w wielu źródłach. Nie da się zaprzeczyć, że dostosowanie organizmu do zmiany niekiedy może być trudne i wymagać kilku dni, jednak o dramatycznych skutkach nie ma danych dostępnych powszechnie i potwierdzonych przez wiarygodne źródła.

Warto też pomyśleć z uśmiechem, że to tylko godzina, tymczasem podróżujący z półkuli na półkulę mają o wiele większe problemy z aklimatyzacją w nowych realiach czasowych…

Może lepiej odłożyć plany podróżne. Pamiętne bywają chwile utrudnień podróży nocą w dniu przestawiania czasu. Wówczas system nerwowy ma prawo odmówić  posłuszeństwa, gdy nie da się opanować rozchwiania poczucia rzeczywistości z powodu licznych przestawień czasu wyjazdu, przyjazdu i błędów w informatorach. Stan człowieka poczciwego, żyjącego w zgodzie z zegarkiem (i zegarem słonecznym), może wymagać wtedy co najmniej opanowanego doradcy u boku. Tymczasem na dworcach, lotniskach i przystankach – miotają się li tylko z podobnie odkształconą świadomością i bardziej niż kiedykolwiek mający ograniczoną odpowiedzialność za intuicyjne diagnozy: co i kiedy.  

Nie lada łamigłówka dla pracodawców, zresztą dwojących się i trojących, by zapobiec konfliktom z pracownikami na tle zapłaty za pracę zmianową w nocy przestawiania zegarów. Bo oto okazuje się, że przejście z czasu  zimowego na letni  skróci pracę o godzinę   zamiast 8 godzin,  zatrudnieni będą pracować 7 godzin  (przed zmianą czasu praca trwałaby do godziny 3.00, a tymczasem po przesunięciu zegarów o godzinie 2.00 jest godzina 3.00)...

Stefania Pruszyńska



niedziela, 30 kwietnia 2017

Adam Mickiewicz uderzał w tęskne tony w Księdze XI „Pana Tadeusza”: „O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju”. Jan Brzechwa za to rymował w wersach wiersza „Przyjście wiosny” o spekulacjach w naturze, jak się objawi... „A wiosna przyszła pieszo”…

Nie ma równie silnie wezbranej tęsknoty jak ta, która wypatruje znaków ożywienia w naturze. Aż tu nagłe drgnienie pośród dookolnej szarości, cierpkiego smutku brązów i odcieni rdzy zeschłych i zbutwiałych liści  – młoda zieleń ledwo co wychyniętych źdźbeł trawy, biel przebiśniegów i śnieżyc – białych fiołków z urodą konwalii, złocistość strzępiastych oczarów i ciemny błękit krokusów.  

Te pierwsze zwiastuny wiosny w czas przedwiośnia poruszają struny nadziei i  rozbudzają uśpione uczucia  zachwytem.

Ileż też powabnych rozsiewają woni, przyciągając ich słodyczą – wcześnie obudzonych, uskrzydlonych poszukiwaczy upojnych nektarów.

Tak nieśmiało niekiedy się odsłaniające, jakże przecież odważne. Bo ileż to mocy mają, nadziei i instynktu, że potrafią pokonać mrok, zmarzlinę i nieprzyjazny chłód. Tych wszystkich zmagań można się ledwo domyślać. Nie są one nigdy bezcelowe ani przypadkowe. Śnieżyce wykwitają nawet pośród śniegu, a oczary  zaskakują swoim złotem w mroźne dni. Tak spragnione chwili pieszczoty ciepłem... I nareszcie ogłaszają zwycięstwo: doszliśmy do światła! Słońce już nas ogarnia!  

Nie można się bać  iść do światła, jeśli ono jest osiągalne, zdaje się mówić natura.  Nie od razu jednak wszystkie istoty gotowe są do tej drogi…

Stefania Pruszyńska

Fot.: Pejzaże wczesnej wiosny, Stefania Pruszyńska



sobota, 29 kwietnia 2017





„Komisja Europejska wzywa Polskę do wstrzymania zaplanowanego na szeroką skalę wyrębu w Puszczy Białowieskiej – ostatnim w Europie kompleksie pierwotnej puszczy i obszarze ochrony przyrody objętym siecią Natura 2000” – podkreślono w unijnym komunikacie.

„Obecny stan Puszczy Białowieskiej stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, w związku z tym niezbędne jest podejmowanie działań” – podkreślił z kolei cytowany w komunikacie minister środowiska Jan Szyszko.

Działania prowadzone w Puszczy Białowieskiej wynikają z prawa europejskiego i krajowego, w tym m.in. z przepisów dyrektyw siedliskowej i ptasiej – poinformował w czwartkowym komunikacie rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska Paweł Mucha.

Komisja Europejska poinformowała w czwartek o przejściu do drugiego etapu prowadzonej od ubiegłego roku procedury przeciwko Polsce w związku z decyzją o zwiększonej wycince w Puszczy Białowieskiej. Komisja skierowała do naszych władz wezwanie do usunięcia uchybienia, domagając się przestrzegania unijnych przepisów z dyrektywy ptasiej i siedliskowej. Warszawa dostała krótszy niż zazwyczaj czas na odpowiedź. Wynosi on miesiąc, a nie jak zwykle dwa.

Rzecznik Komisji Europejskiej Enrico Brivio tłumaczył w czwartek, iż wynika z tego, że sytuacja jest pilna. „Komisja Europejska wzywa Polskę do wstrzymania zaplanowanego na szeroką skalę wyrębu w Puszczy Białowieskiej – ostatnim w Europie kompleksie pierwotnej puszczy i obszarze ochrony przyrody objętym siecią Natura 2000” – podkreślono w unijnym komunikacie.

„Wypełniamy zapisy dyrektywy ptasiej i siedliskowej. Zobowiązują one nasz kraj do dbania o gatunki i siedliska występujące w Puszczy Białowieskiej” – zaznaczył Mucha, cytowany w komunikacie resortu.

„Obecny stan Puszczy Białowieskiej stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, w związku z tym niezbędne jest podejmowanie działań” – podkreślił z kolei cytowany w komunikacie minister środowiska Jan Szyszko. Jak wyjaśnił, skupiają się one na przestrzeganiu prawa, „a więc wykonaniu dyrektyw unijnych oraz planu zadań ochronnych, zgodnego z planem urządzania lasu, a także zapewnienia bezpieczeństwa i dobrobytu ludzi, którzy żyją na tym terenie od stuleci”.

„Deklarujemy, że bierzemy pełną odpowiedzialność za działania, które wykonujemy. Mam nadzieję, że ci, którzy opowiadają się za brakiem działań w Puszczy Białowieskiej, również są gotowi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje” – podkreślił Szyszko.

Według Ministerstwa Środowiska pozostawienie Puszczy samej sobie doprowadzi do jej wewnętrznego wyniszczenia. „Bez działań naprawczych będą zamierały kolejne połacie lasu, który dotąd był chlubą polskiej szkoły leśnictwa i wyjątkowym obiektem dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego. Nieusuwanie chorych, zaatakowanych przez kornika drzew może skutkować tragicznymi wypadkami, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w Puszczy Białowieskiej” – podkreślił resort w komunikacie.

„Jako członkowie Unii Europejskiej, zobowiązaliśmy się do przestrzegania prawa i wprowadzenia obszarów Natura 2000, dlatego musimy dbać o te siedliska, które wyznaczyliśmy. Celem działania, które oparte jest na wiedzy i doświadczeniu leśników, jest zahamowanie procesu destrukcji siedlisk ważnych z punktu widzenia Unii Europejskiej” – napisało w komunikacie ministerstwo.

Według Pawła Muchy, w sprawie działań w Puszczy Białowieskiej Ministerstwo Środowiska jest w stałym dialogu z Komisją Europejską. „Uważamy, że KE, opierając się na prawie i wieloletnich doświadczeniach polskiej szkoły ochrony przyrody, podzieli prezentowane od dawna w tej sprawie poglądy resortu” – zaznaczył.

Resort wskazał, że dzięki odpowiedniemu sposobowi użytkowania Puszczy Białowieskiej, korzystania z jej zasobów, udawało się ją zachować przez lata w dobrym stanie. I podkreślił, że „lokalna społeczność wyraża poparcie dla działań ministra Jana Szyszko”.

Puszcza Białowieska, jak przypomniał resort, została podzielona na dwie części. W 1/3 nie są podejmowane żadne działania, zgodnie z postulatami niektórych organizacji pozarządowych. Pozostałe 2/3 puszczy jest poddawane czynnej ochronie, zgodnej z wymogami programu Natura 2000. „Leśnicy, zgodnie ze sztuką leśną oraz dobrymi praktykami zachodnich ekologów, usuwają z Puszczy Białowieskiej zarażone drzewa. Przeprowadzone tam cięcia sanitarne mają na celu zapobieganie rozszerzania się chorób, a także realizowanie nasadzeń zastępczych” – wyjaśniono.

Działania ochronne dla Puszczy Białowieskiej zostały, jak podkreślił resort, poprzedzone inwentaryzacją siedlisk przyrodniczych. Została ona zorganizowana po raz pierwszy i objęła ok. 1400 powierzchni referencyjnych. Udział w niej wzięło 200 specjalistów. Dzięki inwentaryzacji ma być wiadomo, który ze sposobów ochrony jest skuteczny – czynny, który Ministerstwo Środowiska uważa za słuszny, czy bierny.

Położona w północno-wschodniej Polsce Puszcza Białowieska to ostatni na niżu Europy las naturalny, o charakterze pierwotnym, jaki przed wiekami rozciągał się w strefie lasów liściastych i mieszanych. Najlepiej zachowany fragment lasu chroni Białowieski Park Narodowy, zajmujący centralną część puszczy. Za początki istnienia parku przyjmuje się rok 1921, kiedy na części obecnego obszaru Parku utworzono leśnictwo „Rezerwat”.

Park zajmuje ponad 10,5 tys. ha, czyli 1/6 polskiej części Puszczy Białowieskiej; pod ścisłą ochroną jest ponad 6 tys. ha. W parku występuje m.in. 809 gatunków roślin naczyniowych, ponad 3 tys. gatunków roślin zarodnikowych i grzybów, prawie 200 gatunków mchów i 283 gatunki porostów. W puszczy żyją 52 gatunki ssaków, ponad 8 tys. gatunków bezkręgowców oraz ok. 120 gatunków ptaków lęgowych – m.in. sóweczka, dzięcioł trójpalczasty.

Białowieski Park Narodowy jest jedynym polskim obiektem przyrodniczym wpisanym na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

(PAP)

maja/ je/ pad/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 


Fotografie: Stefania Pruszyńska (materiały własne redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”)


czwartek, 27 kwietnia 2017

 

Karol Marcinkowski w płaszczu i z laską w dłoni spogląda w dal, zdając się sięgać spojrzeniem poza mury poznańskiej  uczelni artystycznej, w stronę której odchyla głowę i kieruje swoje oczy. Prawą ręką dotyka serca. Autor rzeźby tym wybranym gestem zapewne pragnął utrwalić  wizerunek Karola Marcinkowskiego − patrioty, który jednocześnie przyjmuje postawę w życiu wyrażającą miłujące człowieczeństwo. A strojem postaci bohatera swojego dzieła − przypomnieć o kanonie okryć w tamtej epoce. Rzeźbę umieszczono na wysokim cokole z brunatną okładziną granitową i opatrzono napisem: Karol Marcinkowski – twórca pracy organicznej.  

Pomnik Karola Marcinkowskiego na skrzyżowaniu Alei Marcinkowskiego i ul. 23 Lutego w Poznaniu, autorstwa Stanisława Radwańskiego z Gdańska,  obrazuje tradycyjną czy nawet ultrakonserwatywną stylistykę sztuki monumentalnej.  W pobliskim sąsiedztwie monumentu znajdują się budynki: Uniwersytetu Artystycznego (dawniej: Wyższej Szkoły Plastycznej), Komendy Policji i poczty.

Pomnik odsłonięto w 2005 roku.  Umieszczono go na osi symetrii promenady − Alei Marcinkowskiego, podobnie jak  trzy  inne: fontannę z delfinami, rzeźbę Golema Dawida Černego i stelę Heinza Macka.  

Pamięć Karola Marcinkowskiego, wielkiego polskiego patrioty, wybitnego lekarza, który ubogacił dorobek naukowy swoją wiedzą, a nadto leczeniem ludzi ubogich dał przykład postawy pełnej miłosierdzia, godnej  i wiernej przysiędze Hipokratesa,  jest uczczona przez Poznanian i Wielkopolan  także drugim monumentem w Poznaniu − na ul. Bukowskiej.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska

Fot. pomnika Karola Marcinkowskiego na Alejach Marcinkowskiego w Poznaniu z 27 marca 2017 r.

Karol Marcinkowski urodził się 23 czerwca 1800  r. w Poznaniu. W 1817  r. zdał maturę w Gimnazjum św. Marii Magdaleny w Poznaniu, po czym udał się do Berlina, aby studiować medycynę. W okresie studiów należał do tajnej organizacji „Polonia”, która głosiła hasła republikańskie i utylitarystyczne. Gdy stowarzyszenie zostało wykryte, Marcinkowskiego aresztowano i skazano na karę więzienia, którą w latach 1822–1823 odbył w twierdzy Wisłoujście. Po zwolnieniu z twierdzy zakończył studia doktoratem medycyny (1823 r.). Następnie powrócił do Poznania, gdzie pracował jednocześnie w szpitalu miejskim i prowadził prywatną praktykę z zakresu chirurgii i ginekologii.

W grudniu 1830 r.  udał się do Warszawy, aby wziąć udział w powstaniu listopadowym. Najpierw służył w kawalerii, lecz po krótkim czasie został lekarzem sztabowym. Trafił do oddziału dowodzonego przez gen. Dezyderego Chłapowskiego, który został wysłany na Litwę. Za udział w walkach został odznaczony krzyżem Virtuti Militari.  Po kapitulacji został internowany w Prusach Wschodnich, gdzie brał udział w zwalczaniu epidemii cholery w Kłajpedzie. Stamtąd uciekł na Zachód, najpierw do Wielkiej Brytanii, a później do Francji. Podczas tego pobytu spotykał się zarówno z popowstańczą emigracją, jak i tamtejszymi środowiskami medycznymi, pogłębiając swoją wiedzę, a jednocześnie uchodząc za autorytet w dziedzinie walki z cholerą (w 1833 r. Francuska Akademia Nauk przyznała mu złoty medal za rozprawę o cholerze).

W 1834 r.  postanowił wrócić do kraju, jednak po przekroczeniu granicy Prus został aresztowany i skazany na pobyt w twierdzy w Świdnicy za udział w powstaniu. Zwolniono go dopiero w 1837r.  w wyniku starań mieszkańców i władz Poznania (zarówno polskich jak i niemieckich), w którym wybuchła wówczas epidemia cholery. Od tego momentu oprócz praktyki lekarskiej i działalności filantropijnej (ubogich leczył bezpłatnie, często sam kupując im leki),  zaangażował się w pracę na rzecz społeczeństwa. Do najbardziej znanych jego działań należy inicjatywa powołania Spółki Akcyjnej Bazar w 1838 r. czy założenie Poznańskiego Towarzystwa Pomocy Naukowej w 1841 r. (stanął również na czele jego zarządu), którego zadaniem było pogłębianie polskiego dorobku naukowego i pomoc w edukacji ubogiej młodzieży w myśl jego słów: „Wychowanie nasze jest to dług zaciągniony u ogółu, z czego się w swym czasie wypłacać winniśmy”.

Był radnym miejskim, który starał się o powstanie stałego polskiego teatru miejskiego. Zajmował się również problemem poprawy sytuacji materialnej i zdrowotnej biedoty miejskiej. W ostatnich latach życia otoczony był powszechnym szacunkiem zarówno ze strony władz, jak i rodaków, nazywających go „Naszym Doktorem” lub „Doktorem Marcinem”.

Jego doświadczenia powstańcze, liberalne poglądy oraz wpływ takich osób jak Hipolit Cegielski czy Dezydery Chłapowski sprawiły, że stał się orędownikiem pracy organicznej i walki o wolność metodami politycznymi i ekonomicznymi, będąc pierwszym z długiego szeregu wielkopolskich organiczników realizujących ideały pozytywistyczne.

Zmarł 6 listopada 1846 r.  w Dąbrówce Ludomskiej. Pochowano go na nieistniejącym już cmentarzu świętomarcińskim, skąd po likwidacji nekropolii jego doczesne szczątki trafiły do kościoła św. Wojciecha w Poznaniu.

Źródło inf. biograficznej: Wikipedia



wtorek, 25 kwietnia 2017

Z dorobkiem naukowym i informacjami o wpływie odkryć prof. Leszka Bergera na rozwój nauk biologicznych można  już  się zapoznać z wydanej w Poznaniu książki. Wśród największych odkryć zmarłego kilka lat temu polskiego naukowca są te dotyczące żaby wodnej.

Prof. Leszek Berger (1925–2012) jest odkrywcą nowego typu dziedziczenia. Jego odkrycie w latach 60. ubiegłego wieku, że żaba wodna (łac. Rana esculenta) jest naturalnym mieszańcem, a nie odrębnym gatunkiem było rewolucją we współczesnej biologii, zaś wyjaśnienie nowego zjawiska, hybrydogenezy u płazów, wywołało przełom w badaniach genetycznych na świecie.

Przygotowana pod redakcją prof. Lecha Wojciecha Szajdaka i dr. Jana Śmiełowskiego książka „Wpływ odkryć Profesora Leszka Bergera na rozwój nauk biologicznych” ukazała się z okazji obchodów 90. rocznicy urodzin naukowca.

Jak podkreślił współautor publikacji i uczeń prof. Bergera, dr Jan Śmiełowski, dokonania bohatera publikacji są uważane za jedne z najbardziej istotnych odkryć biologii XX wieku, zaś efekty jego badań dotyczące żab wodnych były zaprzeczeniem poczynionych przeszło 200 lat wcześniej ustaleń słynnego przyrodnika, twórcy systemu klasyfikacji zwierząt Karola Linneusza.

Leszek Berger rozpoczął studia nad płazami i gadami Wielkopolski w latach 50. ub. wieku. W Poznaniu stworzył niepowtarzalny w skali europejskiej warsztat pracy badawczej.

W badaniach nad systematyką żab zielonych, które były dotąd traktowane jako jeden gatunek Rana esculenta, stwierdził, że żaby te dzielą się na trzy odrębne formy: żaba śmieszka, żaba jeziorkowa i żaba wodna. Na drodze ich krzyżowania wykazał, że żaba śmieszka i jeziorkowa są gatunkami, natomiast żaba wodna – najpospolitsza żaba Europy – jest ich mieszańcem o niezwykłych właściwościach.

Pierwsze informacje o wynikach badań prof. Bergera zostały odrzucone przez świat nauki, wyniki uznano za niemożliwe, a wręcz błędne.

„Wyniki moich badań wywołały ferment wśród europejskich herpetologów. Prof. Hans Kauri z Uniwersytetu w Uppsali przysłał swoje prace i książki, w których dowodził, że wszystkie żaby zielone Europy tworzą jeden gatunek. Dyrektor Instytutu Zoologii w Zurychu powiedział do swoich asystentów: +Być może Berger ma rację, ponieważ w Polsce wszystkie trzy żaby występują sympatrycznie i żaba wodna może być mieszańcem, ale u nas występuje tylko żaba wodna i żaba jeziorkowa, więc w jaki sposób żaba wodna może być mieszańcem?+” – pisał o swojej pracy prof. Berger.

 Mimo przełomowych dokonań, naukowiec miał bardzo poważne problemy także w krajowym środowisku naukowym. Do jego odkryć i pracy podchodzono z nieufnością, a nawet wrogością.

Jego pracę „Systematyka żab zielonych”, którą chciał obronić jako rozprawę habilitacyjną, odrzuciły uniwersytety w Poznaniu i w Krakowie. Ostatecznie Berger obronił rozprawę habilitacyjną w Akademii Rolniczej w Poznaniu. Kłopoty z habilitacją i problemy ze swobodnym prowadzeniem dalszych prac naukowych skutkowały jednak poważnymi komplikacjami zdrowotnymi.

W latach 70. naukowiec otrzymał duży grant z USA na badania populacji żab zielonych w Polsce, jednak wskutek braku wsparcia ze strony środowiska naukowego oraz ówczesnych władz nie udało się wykorzystać tych środków do stworzenia w Poznaniu unikatowego ośrodka badawczego. Grant został zwrócony.

Dalsze badania prowadzone przez naukowca, a także z jego pomocą doprowadziły do kolejnych odkryć i opisania nowych gatunków żab – głównie z basenu Morza Śródziemnego.

„Fenomenalne okrycie profesora spowodowało powstanie wielu silnych ośrodków badawczych zajmujących się żabami zielonymi w Ameryce, Europie, Azji i jest do dzisiaj niewyczerpalną skarbnicą i inspiracją dla nowych, dalszych istotnych wyjaśnień zjawiska hybrydogenezy u żab” – podkreślił dr Śmiełowski.

Jak dodał, marzeniem profesora było praktyczne przełożenie jego odkrycia i wykorzystania niepłodnych krzyżówek żab wodnych w celach konsumpcyjnych, przy okazji hodowli karpiowej.

„Polskie ustawodawstwo ochrony przyrody, mimo wielokrotnych zmian, nie dokonało przeniesienia tej krzyżówki do gatunków częściowo chronionych, co uniemożliwiło legalny obrót towarowy udkami żabimi, np. na rynek francuski. Tego wyzwania podjęli się francuscy hodowcy, uzyskując z tego znaczące dochody” – powiedział.

Malakolog i herpetolog prof. Leszek Berger urodził się w 1925 roku w Pabianicach. Był absolwentem Wydziału Matematyczno-Przyrodniczego Uniwersytetu Poznańskiego. W 1981 roku otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego, zaś w 1990 r. – zwyczajnego. Jego dorobek to ponad 120 publikacji. Za wykrycie praw nowego typu dziedziczenia otrzymał w Polskiej Akademii Nauk nagrodę I stopnia. Jego imię nosi jeden z gatunków żab. Prof. Berger zmarł w 2012 roku w Jaskółkach w gm. Raszków (woj. wielkopolskie).

W 2014 roku w Raszkowie otwarto zbudowany na cześć profesora staw w kształcie żaby.

Publikacja „Wpływ odkryć Profesora Leszka Bergera na rozwój nauk biologicznych” powstała jako zwieńczenie konferencji naukowej dedykowanej badaczowi i odkrywcy, zorganizowanej w ub. roku przez Instytut Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN. Książka zostanie rozesłana do bibliotek polskich uniwersytetów, trafi też do niektórych uczelni na świecie.

 rpo/ agt/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Fot. własne redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”: Stefania Pruszyńska

Na fot.: Żaba trawna (Rana temporaria)



Postać legendarnego olbrzyma, sztucznego człowieka, rozbłyskuje  w słońcu na  Alejach Marcinkowskiego – reprezentacyjnej promenadzie Poznania. Ażurowa rzeźba z pasków nierdzewnego metalu autorstwa czeskiego artysty Davida Černego stoi tuż  za fontanną z delfinami.  Golem, zwrócony  do znajdującej się na promenadzie  steli Heinza Macka,  ani śmie, ani może  spojrzeć  na górującego na wysokim cokole  przy ulicy 23 Lutego zadumanego  Karola Marcinkowskiego... 

Nowoczesnego Golema od najbardziej ultrakonserwatywnego pomnika Karola Marcinkowskiego dzieli wiele epok sztuki monumentalnej. Golem Černego ponadto jest  uosobieniem ekspresji,  której pierwsze już  wrażenie  łowi z  dynamicznej, zdającej się iść przed siebie  jego  sylwetki  –  oko  nie tylko uważnego obserwatora, lecz  nawet  omiatającego ten pomnik pobieżnym  spojrzeniem. Rzeźba ma dwa i pół metra wysokości. Stoi na Alejach Marcinkowskiego   od  maja 2010 roku. W uroczystym odsłonięciu tego dzieła  uczestniczył  jego autor, który na ten  uświęcony tradycją  moment  przyjechał z Pragi do Poznania. 

Rzeźbiarz prowokator. David Černý znany jest  m.in. z  instalacji „Entropa”,  którą stworzył w budynku Rady Unii Europejskiej w Brukseli. W Czechach wpisał się w świadomość wielu licznymi  prowokacjami artystyczno-religijnymi, w tym tzw. nogotyłkami w Pradze i np. różowym czołgiem czy  niemowlętami na wieży telewizyjnej. Szczególną  realizacją tego artysty jest też „Uczta olbrzymów” w Libercu. Černý  ze spatynowanego brązu na zlecenie władz miasta stworzył tam wiatę  na  przystanku autobusowym, będącą  wysokim stołem, na którym umieścił  różne naczynia o wymowie historycznej i religijnej, a na  okrągłej paterze – odciętą głowę przywódcy Niemców sudeckich  Konrada Henleina  z wbitym w jego szyję nożem i widelcem. 

Te twórcze moce Černego, których używa  do prowokacji,  dały o sobie znać także w Polsce. Rzeźba-instalacja jego autorstwa Saddam Hussein Shark  z 2006 r., będąca pastiszem rekina w formalinie Damiena Hirsta,  wystawiona w galerii BWA  w Bielsku-Białej (po raz pierwszy i  wcześniej prezentowana w Pradze), przedstawiająca Saddama Husajna ubranego  w spodenki kąpielowe, zanurzonego w akwarium dla rekinów (Saddam miał ręce związane liną i sznur na szyi), wywołała skandal. Na interwencję wiceprezydenta tego miasta Zbigniewa Michniowskiego została usunięta z ekspozycji już drugiego dnia. Podobnie zareagowały władze belgijskiego Middelkerke, wycofując tę rzeźbę z pokazu na festiwalu sztuki Beaufort 2006.

Poznańską rzeźbę także zaatakowano. Pomysłodawcy pomnika Golema, zamawiając rzeźbę u Davida  Černego,  jako jeden z warunków  stawiali, by pomnik nie miał ironizujących czy innych kontekstów religijnych, narażających na incydenty z powodu obrazy uczuć religijnych. Pomnika nie pozostawili jednak w spokoju nieznani z imion i nazwisk jego przeciwnicy. W czerwcu 2011 roku został uszkodzony po raz pierwszy – utracił  wówczas sześć elementów przedramienia. W kolejnym niszczycielskim akcie wandali (w pierwszej dekadzie sierpnia 2012 roku)  ręka  Golema została wgnieciona w tułów, gdy rzeźbę oderwano od podstawy i  przewrócono  ją na wybrukowaną nawierzchnię.  

Tutaj, a nie gdzie indziej?  O dylematach i protestach lokalizacyjnych. Poznańskiego Golema Černego najpierw (5 maja 2010 roku) usadowiono na trawniku. Stał tam niby delikatnie a wstydliwie  odsunięty z  linii  będącej osią symetrii promenady, na której  umiejscowiono pomnik Karola Marcinkowskiego, fontannę z delfinami i stelę Heinza Macka (tę 18-metrowa rzeźbę plenerową odsłonięto w 2006 r., rok po pomniku Karola Marcinkowskiego, odsłoniętym w 2005 r.). Miał być tzw. pomnikiem ruchomym, przenoszonym w różne części Poznania. Na taką niespotykaną, śmiałą  formułę jego eksponowania w publicznej przestrzeni miasta, którą proponował sam  Černý,  nie było  jednak aprobaty władz Poznania. Po kilku miesiącach (we wrześniu 2010 r.), po protestach m.in. środowisk artystycznych Poznania i „Gazety Wyborczej”, rzeźbę  przeniesiono dalej, by zajęła miejsce blisko fontanny z delfinami  i już na osi symetrii Alei Marcinkowskiego.  Tam, w przestrzeni między  budynkami Uniwersytetu Artystycznego i poczty, nieopodal nowego skrzydła Muzeum Narodowego trwa do dzisiaj, zaskakując czy wzbudzając  i podziw, i zdziwienie.

Pytań o Golema i jego lokalizację, które zada sobie każdy bardzo uważny obserwator przestrzeni publicznej i  jej  atrakcji: na stałe w nią wkomponowanych pomników, najbardziej przecież   widocznych  w niej akcentów architektonicznych,  może być wiele. Pierwsze z nich, to np.: Dlaczego Golem sąsiaduje z tak odmiennymi  stylistycznie monumentami? Inne: Jakiemu jeszcze innemu celowi ta lokalizacja  ma służyć?  Postać ta w tym miejscu, sąsiadująca z trzema pozostałymi pomnikami,  miałaby  być wyzwaniem bądź inspiracją li tylko do refleksji nad wielobarwnością stylów i form sztuki monumentalnej?

Wątki z legendą wiążące Poznań z Pragą – stolicą Czech i postacią Golema pojawiają się w biografii Jehudy (Judy) ben Becalela, zwanego  Maharalem XVI-wiecznego rabina, wybitnego talmudysty, teologa, mistyka, astronoma i alchemika, któremu przypisuje się stworzenie Golema, o czym pisze  Zofia Borzymińska w haśle opracowanym przez nią i zamieszczonym  w „Polskim słowniku judaistycznym. Interaktywnym słowniku żydowskich terminów”, dostępnym w witrynie Żydowskiego Instytutu Historycznego www.jhi.pl: Jehuda (Juda) ben Becalel […] – rabin, talmudysta, teolog, mistyk, astronom i alchemik; osobowość otwarta i eklektyczna, poszukująca renesansowej syntezy religii, filozofii i nauk przyrodniczych. Wykształcenie rabiniczne zdobywał w Polsce i w Pradze. Był krajowym rabinem Moraw (1584-1588; w Milułowie), nauczał w Pradze, w 1592-1597 piastował urząd rabina w Poznaniu (Krakowie?), a potem naczelnego rabina w Pradze, w której założył be(j)t (ha-)midrasz i spędził ostatnie lata życia. Przyjaźnił się z astronomem, Tychonem de Brahe. Astrologię traktował jako narzędzie poznania samego siebie, niezbędne w samodoskonaleniu i odgadnięciu własnego powołania. Według niepotwierdzonych danych, cesarz Rudolf II udzielił mu audiencji w 1592. […]”.  A dalej pisze: „L. jest bohaterem wielu żydowskich legend ludowych; uchodził za obdarzonego mocą czynienia cudów oraz twórcę golema. Jego brat, Chaim ben Becalel (około 1530-1588), był rektorem akademii talmudycznej w Lublinie, a potem rabinem w Poznaniu”.

W przywołanym źródle  „Polskim słowniku judaistycznym. Interaktywnym słowniku żydowskich terminów” Bogdan Kos i  Rafał Żebrowski hasło: golem objaśniają także odwołaniem do źródeł literackich: „W nowożytnej literaturze żydowskiej najbardziej znanym nawiązaniem do motywu golema jest poemat dramatyczny H. Leiwika, oparty na podaniu o Jehudzie ben Becalelu Loewie, GOLEM (napisany w 1917–1920, wyd. 1921), który wszedł do klasyki literatury światowej i został wystawiony po raz pierwszy przez zespół Habima (Moskwa 1925), a w języku polskim – Lublin 1928, Warszawa 1928. Leiwik, przerażony wieściami o krwawych konsekwencjach rewolucji rosyjskiej, poprzez legendę historyczną wyraził poczucie zagrożenia współczesnymi utopiami, w których dążenie do wyzwolenia człowieka może prowadzić do tragedii. Jego golem jest antycypacją Mesjasza”.

Informację o legendzie przytacza również Wikipedia,  powołując się  na opinię Zuzany Tlaskovej z praskiego Muzeum Żydowskiego w Czechach: „[...]poza Pragą nie istniała żadna wersja legendy o tworzonych Golemach, a zatem musiała ona przywędrować z Polski. Jednym z miejsc, gdzie mogła się ona narodzić, mógł być np. Poznań, a także Chełm (tam Golema stworzyć miał Eljasz Baal-Szem)”.

Poznań jest miastem otwartym na wiele kultur.  Niewątpliwie  Golem  w Poznaniu swoją  natarczywą nowoczesną estetyką  i  wymową  skłania do poszukiwań jeszcze głębszych  kontekstów. Pośród  argumentów przemawiających najsilniej za lokalizacją tej rzeźby, nietrudno ustalić, że  dopuszczono do głosu historię – dawniej  w pobliżu  znajdowała się dzielnica żydowska, dotąd najmniej rozpoznana przez archeologów, która znajdowała się   w granicach dzisiejszych okolic ulic Żydowskiej, Dominikańskiej i Szewskiej. W „Zarysie dziejów poznańskich Żydów”, które  opracował dr Rafał Witkowski – dziekan wydz. Historii UAM w Poznaniu, przytoczonych w oficjalnej witrynie Poznańskiej Filii Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, zawarto informację: „W XV wieku działa w Poznaniu szkoła żydowska, tzw. Lamdej Pozna, a dzielnica żydowska zamykała się wokół ówczesnych ulic Żydowskiej (zwanej też Sukiennicą), Tkacką i Małą Żydowską (dziś nieistniejąca). Na tym obszarze gmina posiadała 83 domy, ale wynajmowała dodatkowe od okolicznych chrześcijan. Według wielkości podatku konsumpcyjnego, płaconego przez gminy żydowskie w całym państwie w 1507 r., gmina poznańska była trzecią co do wielkości (po Lwowie i Kazimierzu)”.

Rafał Witkowski  w tym opracowaniu tak oto wzmiankuje o początkach osadnictwa Żydów w Poznaniu: „W 1264 roku książę Bolesław Pobożny, władający kaliską i poznańską dzielnicą Wielkopolski, wydał przywilej dla ludności żydowskiej w swoim księstwie. Wzorując się na podobnych przywilejach, jakie otrzymali Żydzi mieszkający w Austrii, Czechach i na Węgrzech, określił on prawa i obowiązki wyznawców Judaizmu. Mogli oni posiadać synagogę i cmentarz, podlegając bezpośrednio sądownictwu księcia. Być może już pod koniec XIII wieku założony został najstarszy cmentarz żydowski na tzw. Muszej Górze w okolicy dzisiejszego Placu Wolności. Najstarsza wzmianka w źródłach pisanych o istnieniu synagogi pochodzi z ok. 1360 r.”. 

W innym tekście  źródłowym,  podanym w witrynie http://www.kirkuty.xip.pl/poznan.htm, pojawia się taki oto sygnał:Pierwsi Żydzi na ziemiach polskich pojawili się prawdopodobnie w X wieku. Stosunki z ludnością chrześcijańską układały się różnie - raz lepiej, raz gorzej – jednak Polska nie była tu wyjątkiem. Wielu Żydów wygnanych z innych krajów właśnie tu znalazło schronienie i zostało na stałe, a niektórzy średniowieczni kronikarze określali nasz kraj jako Paradisus Iudaeorum. Na początku XX wieku tereny Polski zamieszkiwało trzy i pół miliona Żydów, co dziesiąty obywatel Rzeczypospolitej miał żydowskie pochodzenie. W wielu miastach Żydzi stanowili więcej niż połowę ludności”.

W tym też źródle G. E. Kafka, A. Cyruk, K. Bielawski podają: „W połowie XVI wieku skupisko żydowskie w Poznaniu liczyło ponad tysiąc pięćset osób i było wówczas najliczniejsze w kraju i jednym z największych w Europie. W owym czasie Poznań zaliczony został przez J. Goldberga do metropolii żydowskich. Następuje wtedy rozkwit kultury i nauk talmudycznych, ważnym ośrodkiem studiów stała się miejscowa jesziwa, a poznańscy lekarze żydowscy słynęli w całej Rzeczypospolitej”.

Z wniosków, które nasuwają się, nie tylko po lekturze tych właśnie informacji, lecz wynikają z wiedzy szerszej,  jeden  w moim przekonaniu dominuje od zawsze swoją wagą: Społeczność żydowska  i wielu innych narodów od dawna  wiązała się  z Poznaniem na wiele sposobów –  miastem od wieków postrzeganym  jako  otwarte na wiele kultur. Dowodów na to, że  we współczesności  takie wartości i trendy otwarcia  na wielokulturowość w Poznaniu  mają swoją kontynuację,  jest  wiele. Pośród nich  moim zdaniem szczególnie  mocuje się  fakt, że ośrodkiem prezentacji dorobku kultury materialnej i w ogóle kultury wielu narodów świata są istniejące już ponad 95 lat Międzynarodowe Targi Poznańskie. 

Imię olbrzyma z gliny jest znane w wielu językach świata i w legendach. „Golem, w żydowskich podaniach lud. postać ludzka ulepiona z gliny, powoływana do życia za pomocą praktyk kabały” – to objaśnienie z internetowej Encyklopedii PWN (w wydanej drukiem w 1991 roku Encyklopedii popularnej PWN hasła tego w ogóle nie ma).

W słowniku języka polskiego PWN  słowo: golem  występuje w dwóch znaczeniach: „1. Golem «w żydowskich podaniach ludowych: ulepiona z gliny postać ludzka, w którą tchnięto życie»; 2. «bezwolny i bezmyślny olbrzym»”.

Natomiast „Polski słownik judaistyczny. Interaktywny słownik żydowskich terminów”, dostępny w witrynie Żydowskiego Instytutu Historycznego http://www.jhi.pl/, w haśle: golem, autorstwa Bogdana Kosa i  Rafała Żebrowskiego, podaje: „(hebr., nieforemna masa, kokon, bałwan, poczwarka; od:  galam – zawierać, owijać, okryć; (jid. gojłem, gołjemer) – istota powoływana do życia sztucznymi metodami, najczęściej za pomocą magicznych formuł. Termin: golem pojawia się w Biblii Hebrajskiej tylko raz (Ps 130,16) i oznacza nieuformowaną materię. O stworzeniu »sztucznego człowieka« wspomina Talmud. Ogromny autorytet Księgi Tworzenia (Sefer Jecira), stanowiącej opis stworzenia świata za pomocą kombinacji liter boskiego języka, przyczynił się w średniowieczu do powstania licznych legend o golemie, niedoskonałej istocie, stworzonej siłą języka ludzkiego. Powołanie do życia istoty, za pomocą odpowiednich formuł, nie stanowi w nich zazwyczaj celu samego w sobie, a jedynie etap w procesie inicjacji w tajniki kabały, będąc ukoronowaniem mistycznego rytuału. Od XV w., zwłaszcza w Niemczech w XVII w., pojawia się postać golema, który służy swemu twórcy siłą fizyczną. Jego niedoskonałość i bezrozumne działania stają się jednak niebezpieczne. Ożywienie »sztucznego człowieka« następuje poprzez umieszczenie w jego ustach kartki z wypisanym Imieniem Boga lub wypisanie na jego czole słowa: EMET (hebr., prawda). Wypadnięcie kartki lub starcie z czoła litery alef (pozostałe tworzą wtedy słowo MET; hebr., martwy) powoduje, że golem wraca do stanu martwej materii, z której powstał”.

W odwołaniu do średniowiecza  przywołuje się również jako podobne  – greckie słowo: hyle, używane na określenie  bezkształtnej materii. 

Jak się też przypuszcza, do mitu o Golemie  odwołał  się Denis Diderot, gdy użył  określenia popularnego do dzisiaj: „kolos na glinianych nogach” jako charakterystyki potęgi opartej na sile militarnej, lecz niedorozwiniętej  cywilizacyjnie i  słabej ekonomicznie.

Postać inspirująca zarówno dla pisarzy, twórców teatru, filmu, gier komputerowych, jak i  biznesu… Słowa: golem użyło jako tytułów swoich utworów wielu twórców, w tym np. reżyserzy   filmów: Paul Wegener (w 1915 r. i 1920 r.), Piotr Szulkin (w 1979 r.). O historii golema pisał Berthold Auerbach w „Spinozie” (w 1837 r. ), Franz Klutschak przywołał postać w swoim opowiadaniu „Golem i rabin Loew” (opowiadanie to wydrukował magazyn „Panorama des Universums” z 1841 roku), o czym podaje Adam Węgłowski („Golem z polskiej gliny”, w: Historia. Foccus.pl), który rozwija wątek związany z legendą o stworzeniu golema przez Jehuda ben Becalela Loewa i docieka m.in., czy  golema  stworzył  inny twórca.

Gustav Meyrink nazwą tej postaci zatytułował swoją najwybitniejszą powieść (1915 r.), na podstawie której wspomniany już Piotr Szulkin stworzył film. „Golema XIV” – zbiór opowiadań napisał z kolei Stanisław Lem (1981 r.). Nieustannie zresztą przybywa twórczości literackiej z postacią Golema bądź golemami.

W muzycznej strefie  można również znaleźć  wiele piosenek  pt. „Golem”.Golem pojawia  się także jako nazwa: systemów w Internecie, firm biznesowych różnych dziedzin, sieci hoteli i satelity.  W grach komputerowych  golem  nierzadko uosabia   wielką i ożywioną bryłę ziemi, pozbawioną wolnej woli, reagującą na rozkazy pana, zazwyczaj obsadzoną w roli strażnika. W tych grach pojawiają się także często gromady golemów – postacie drugoplanowe. Pierwszoplanowy zaś bohater o imieniu Golem ma atrybuty związane z magicznymi właściwościami.  W jednej z nich, zatytułowanej Wiedźmin, będący uosobieniem golema, występuje w roli bossa, w innej jest – Wiedźminkołajem…

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska

Fot. z 27 marca 2017 r. Na fot. 3: Widok  na tył pomnika Golema zza fontanny z delfinami 


środa, 19 kwietnia 2017

Dziewięćdziesiąt lat temu, 9 kwietnia 1927 roku, w Turynie przyszedł ma świat Jacek Rafał Karpiński, inżynier elektronik i informatyk, żołnierz Szarych Szeregów – człowiek, który mógł zapewnić Polsce czołową pozycję w światowej informatyce.

Karpiński był synem Adama Karpińskiego, konstruktora lotniczego i himalaisty oraz Wandy Czarnockiej-Karpińskiej, lekarki i alpinistki. Na początku lat 70. stworzył najlepszy minikomputer na świecie, jednak socjalistyczny ustrój nie pozwolił mu osiągnąć sukcesu na miarę Apple czy Microsoftu.

Podczas II wojny światowej działał w Szarych Szeregach, w Batalionie Zośka (był w tym samym plutonie co Krzysztof Kamil Baczyński). Drugiego dnia powstania warszawskiego został postrzelony w kręgosłup. Choć częściowo sparaliżowany, przeżył kapitulację powstania i został ewakuowany. Udało mu się odzyskać zdrowie, ale do końca życia utykał. Okupacyjna przeszłość Karpińskiego sprawiła, że komunistyczne władze nie były mu przychylne.

Po rehabilitacji, w roku 1946, rozpoczął studia na Politechnice Łódzkiej, później przeniósł się na Politechnikę Warszawską, którą ukończył w marcu 1951 (mniej więcej pół roku po tym, jak w słonecznej Kalifornii przyszedł na świat przyszły współtwórca Apple, Steve Wozniak).

Z uwagi na okupacyjną przeszłość po studiach Karpiński miał problem ze znalezieniem stałej pracy. W końcu znalazł zatrudnienie jako konstruktor w zakładach wytwórczych sprzętu elektronicznego Warel w Warszawie. Jego dziełem był nadajnik NPK-2 o mocy dwóch kilowatów. W roku 1955 (gdy za oceanem urodzili się Bill Gates i Steve Jobs) został adiunktem w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki PAN. Brał udział w konstruowaniu pierwszych aparatów USG, jednak wkrótce okazało się, że jego powołaniem są maszyny liczące.

W roku 1957 w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki skonstruował lampową maszynę AAH, która na podstawie analizy harmonicznych Fouriera prognozowała pogodę. Dwa lata później powstał pierwszy na świcie tranzystorowy analizator równań różniczkowych AKAT-1, którego piękną obudowę zaprojektowano na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych.

W roku 1960 Karpiński był jednym z sześciu laureatów ogólnoświatowego konkursu młodych talentów techniki UNESCO. W nagrodę wyjechał do USA, gdzie studiował m.in. w Uniwersytecie Harvarda i w Massachusetts Institute of Technology. W wywiadzie dla CRN udzielonym w roku 2007 Karpiński wspominał: „Przyjmowano mnie jak króla. Byłem tym zresztą bardzo onieśmielony. Miałem zaledwie trzydzieści kilka lat. Po studiach poprosiłem o możliwość odwiedzenia całej długiej listy firm i uczelni. UNESCO zgodziło się. W Caltechu witał mnie rektor ze wszystkimi dziekanami, w Dallas – burmistrz miasta. I wszyscy chcieli, żebym dla nich pracował, począwszy od IBM, a skończywszy na uniwersytecie w Berkeley. W San Francisco proponowano mi nawet stworzenie własnego instytutu”.

Dlaczego nie został w USA, gdzie mógłby w pełni wykorzystać swoje możliwości? „Nie wiem, czy można to nazwać patriotyzmem, ale ja po prostu chciałem pracować dla Polski. Zawsze wierzyłem, że ruscy kiedyś sobie pójdą. A technologia zostanie. Poza tym uważałem, że to nie byłoby w porządku – wyjechać na delegację i zostać. Spotkałem Polaków, którzy tak postąpili, i nie sądziłem, żeby to było uczciwe. Wiedziałem, że w PRL będę żył w niewoli, ale wierzyłem też, że normy moralne obowiązują niezależnie od sytuacji. I jeszcze jedno: nie mogłem zostawić mojej mamy” – powiedział w jednym z wywiadów.

Po powrocie do kraju skonstruował perceptron – sieć neuronową, która rozpoznawała otoczenie za pomocą kamery i potrafiła się uczyć. Był to drugi taki perceptron na świecie, (opracowany mniej więcej wtedy, gdy nastoletni Wozniak zbudował swój pierwszy komputer).

Kolejnym dziełem Karpińskiego był skaner do analizy fotografii zderzeń cząstek elementarnych, wspomagany przez własnej konstrukcji komputer KAR-65. KAR 65 był 30 razy tańszy i 2 razy szybszy niż produkowane wówczas w Polsce komputery ODRA – wykonywał 100 tysięcy operacji na sekundę.

Jednak prawdziwie rewolucyjny był K-202 i sama koncepcja minikomputera – zdefiniowanego przez Karpińskiego jako mała, lecz w pełni funkcjonalna maszyna kosztująca poniżej 10 tys. dolarów. W latach 60. XX wieku komputery były wielkimi, coraz mocniejszymi maszynami, wymagającymi specjalnych klimatyzowanych pomieszczeń i zużywającymi mnóstwo energii.

Na początku lat 70. nastoletni Jobs eksperymentował właśnie z LSD i marihuaną, a Wozniak zaczął konstruować kalkulatory dla Hewlett-Packarda. Karpiński wraz ze współpracownikami zaprojektował pierwszy w kraju minikomputer na układach scalonych małej i średniej skali integracji, kosztujący około 5 tys. dolarów – a więc bardzo tani jak na swoje możliwości. Jego jednostka centralna o 16-bitowym procesorze miała wielkość walizki i mogła wykonywać milion operacji na sekundę – więcej niż komputery osobiste wytwarzane dekadę później. Komputer ważył zaledwie 35 kilogramów, a pobór mocy sięgał 700 watów.

Pamięć można było rozszerzyć teoretycznie do 8 megabajtów (co jednak byłoby wówczas niezwykle kosztowne) – w czasach, gdy najlepsze tego rodzaju konstrukcje obsługiwały 64 kilobajty. Jeśli nabywca potrzebował większej mocy, mógłby dołożyć kolejny moduł procesora (jednak konfiguracja z więcej niż czterema procesorami nie byłaby efektywna).

Niestety, K202 nie był kompatybilny z socjalistycznym systemem RIAD, a jeden z oceniających maszynę decydentów argumentował, że „gdyby dało się stworzyć komputer wielkości walizki… już dawno zrobiliby to Amerykanie”.

Mimo przeszkód zespół Karpińskiego skonstruował w ciągu roku prototyp K202 i zademonstrował go podczas Międzynarodowych Targów Poznańskich w 1971 r. Stoisko odwiedzili między innymi I sekretarz KC PZPR Edward Gierek oraz główny konstruktor komputerów radzieckich - obaj byli pod wrażeniem. „Powstał minikomputer na elementach elektronicznych czwartej generacji, stanowiący w swojej klasie najbardziej uniwersalną maszynę świata. Liczy z szybkością miliona operacji na sekundę i w tym dorównują mu tylko amerykański minikomputer Super-Nova i angielski Modular One (najnowsza Odra-1304 liczy 20 razy wolniej)” – relacjonowała ówczesna prasa.

Na Zachodzie nie brakowało pieniędzy ani zaawansowanych technicznie elementów, w Polsce byli dobrze wyszkoleni inżynierowie. Dzięki finansowemu wsparciu firm brytyjskich Data-Loop i MB Metals współpracujących z Biurem Handlu Zagranicznego METRONEX udało się rozpocząć produkcję K202 i wyprodukować 30 egzemplarzy, z których 15 wyeksportowano do Wielkiej Brytanii, a resztę zakupiły różne instytucje krajowe. Jeden trafił do Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych (CERN), inny przepracował blisko dwadzieścia lat w Hucie im. Lenina w Krakowie.

Ale w wyniku sporów i konfliktu interesów, jak również problemów z przejściem od montażu prototypów do produkcji seryjnej i płatnościami dewizowymi, produkcję komputera przerwano. Jego projekt został później wykorzystany w produkowanej głównie z krajowych części maszynie Mera-400, która jednak nie była już konkurencją dla nowych konstrukcji zachodnich. Z powodu administracyjnej i technologicznej niewydolności centralnie sterowanej gospodarki socjalistyczny przemysł komputerowy stracił szansę na skuteczne konkurowanie z IBM czy DEC. Jeszcze w latach 1985-1988 Przedsiębiorstwo Zagraniczne Amepol wytwarzało komputer MX-16, będący rozwinięciem Mery-400.

Gdy Gates studiował w Uniwersytecie Harvarda (rzucił studia, by założyć Microsoft), Karpińskiego odsunięto od prac nad komputerami. Nie był w stanie znaleźć pracy zgodnej ze swymi kwalifikacjami i doświadczeniem. Nie mógł też wyjechać za granicę, ponieważ odmówiono mu paszportu.

W 1976 roku Jobs, Wozniak i mniej znany Ronald Wayne właśnie założyli firmę Apple (w latach 1980-83 jej komputery sprzedawały się najlepiej na świecie). Zaledwie dwa lata później Karpiński osiadł na wsi pod Olsztynem, gdzie zaczął hodować drób i świnie. Mimo deklarowanej „odnowy” po roku 1980 władze nie zgodziły się na objęcie przez konstruktora kierowniczego stanowiska w Instytucie Maszyn Matematycznych ani w zakładach MERA.

Karpiński wyemigrował w końcu do Szwajcarii, gdzie zatrudnił się u Stefana Kudelskiego, producenta profesjonalnych magnetofonów NAGRA. Później skonstruował sterowanego głosem robota oraz „inteligentne pióro” – Pen-Readera, czyli ręczny skaner do wczytywania tekstu.

Do kraju powrócił w 1990 roku. Był doradcą w dziedzinie informatyki Leszka Balcerowicza i Andrzeja Olechowskiego. Chciał produkować w Polsce Pen Readera oraz kasy fiskalne, jednak wpadł w problemy finansowe. Przez pewien czas dorabiał projektowaniem witryn internetowych.

(Tymczasem w roku 1997 Steve Jobs powraca do Apple, by znów uczynić firmę wielką, a majątek Billa Gatesa przekracza w roku 1999 100 mld dolarów).

Jacek Karpiński zmarł 21 lutego 2010 we Wrocławiu, w wieku 83 lat. Spoczywa w grobie rodzinnym na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Jego dzieła – AKAT-1, Perceptron, KAR-65 i K- 202 znajdują się w zbiorach warszawskiego Muzeum Techniki.

Został trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, w roku 2009 otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, a pośmiertnie, w roku 2010 Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. (PAP)

pmw/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Grafika własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”, Entropiau 1, Stefania Pruszyńska 



niedziela, 16 kwietnia 2017
czwartek, 13 kwietnia 2017

„Rozważni i romantyczni. Spojrzenie 100 lat później” to tytuł konkursu literackiego, którym Wydawnictwo Miejskie Posnania i Fundacja Rozwoju Miasta Poznania chcą uczcić 100. rocznicę wybuchu powstania wielkopolskiego i zaakcentować znaczenie tego wydarzenia.

Autorzy mają rok na stworzenie powieści i nadesłanie jej do Organizatorów. Utwory przyjmowane są w formie elektronicznej (plik tekstowy DOC lub RTF) do 17 marca 2018 roku, do godz. 23:59. Prace należy przesłać na adres: konkurs.powstaniewlkp@wm.poznan.pl (w tytule e-maila wpisać: Konkurs „Rozważni i Romantyczni. Spojrzenie 100 lat później”).

Wymagana objętość tekstu: od 320 tys. do 800 tys. znaków (ze spacjami). Uczestnik poza powieścią zobowiązany jest do przesłania jej streszczenia (o objętości maksymalnie 2500 znaków ze spacjami).

Nadesłane utwory oceniać będzie Jury w składzie:  prof. UAM dr hab. Wiesław Ratajczak – przewodniczący Jury, prof. UAM dr hab. Przemysław Matusik, Andrzej Niziołek, Katarzyna Wojtaszak, Anna Sochacka, Tadeusz Kieliszewski, Katarzyna Kamińska, Tomasz Janas, Jan Kaczmarek, Piotr Grzelczak.

Ogłoszenie wyników konkursu przewidywane jest w połowie 2018 roku. Autorka czy Autor zwycięskiej powieści otrzyma nagrodę w wysokości 20 000 złotych. Zwycięska powieść zostanie opublikowana w formie książkowej drukiem oraz w formie e-booka (najpóźniej do końca 2018 roku).

Partnerami Konkursu są: Biblioteka Raczyńskich i Wielkopolskie Muzeum Niepodległości.

Regulamin Konkursu, formularz zgłoszeniowy i umowy są dostępne w  witrynie Organizatora i równoległej publikacji w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl

http://impresjee.pl/rozwazni-i-romantyczni-spojrzenie-100-lat-pozniej-konkurs-na-powiesc-o-powstaniu-wielkopolskim/

(ored)

Grafika: Oazy myśli, Stefania Pruszyńska



wtorek, 11 kwietnia 2017

Poznańskie koziołki w kwartecie ulicznym na osiedlu Bolesława Chrobrego w Poznaniu. Jaskrawość ich artystycznych szat bije w oczy. W takiej kondycji zastałam ten cichy a przyciągający uwagę przechodniów egzotyczny kwartet w samo południe 29 marca 2017 r.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 



poniedziałek, 10 kwietnia 2017

 

 

Dzisiaj,  10 kwietnia,  mija siódma rocznica katastrofy pod Smoleńskiem. MSWiA upamiętniło to tragiczne wydarzenie, w którym zginęli Lech Kaczyński, prezydent RP, wraz z małżonką Marią Kaczyńską i najwyżsi przedstawiciele władz państwowych. MSWiA przygotowało i prezentuje okolicznościowy baner „Pamiętamy – rocznica katastrofy smoleńskiej”.

W tragicznym locie uczestniczyła delegacja z udziałem polskich władz państwowych, dowódców sił zbrojnych, duchowieństwa i wielu instytucji, która udawała się na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. W katastrofie zginęło w sumie 96 osób.

W rocznicę katastrofy w całej Polsce odbywają się obchody upamiętniające jej ofiary. W ich intencji odprawione zostaną msze, pamięci ofiar poświęcone będą również marsze, koncerty i wystawy.

(oRedGAI)

Inf. i fot.  nadesłał Wydział Prasowy MSWiA 

 


 

Redakcja Gazety Autorskiej „IMPRESJee” załącza linki do zachowanej w zasobach publikacji archiwalnych z 22 kwietnia 2010 r. - listy ofiar  katastrofy pod Smoleńskiem, przytoczonej  za witryną Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Lista ta obejmuje 3 części publikacji: 

cz. 1

http://impresjeee.blox.pl/2010/04/Lista-ofiar-katastrofy-samolotu-prezydenckiego-2.html

cz.2

http://impresjeee.blox.pl/2010/04/Lista-ofiar-katastrofy-samolotu-prezydenckiego-1.html

cz. 3

http://impresjeee.blox.pl/2010/04/Lista-ofiar-katastrofy-samolotu-prezydenckiego.html