| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
** ARTYSTYCZNE WITRYNY AUTORSKIE
** ESEJE, RECENZJE, ARTYKUŁY, WYWIADY, UTWORY
* Fundacja MAM SERCE pomaga ciężko chorym dzieciom
** PUSZCZA BIAŁOWIESKA w Gazecie Autorskiej IMPRESJee (wybrane publikacje od 2007 roku)
** SPOTKANIA autorskie, klubowe
Akcja: Dopalacze kradną życie
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki Gazety Autorskiej „IMPRESJee”. * Liczba wizyt: 6 706 122 ** Liczba wizyt (w gazecie i podstronach): 8 994 321. W Blox na TOP 1000 w: Prasa i media, obejmującej 2 kategorie: 1. Dziennikarze; 2. Media - Gazeta Autorska „IMPRESJee”na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.
wtorek, 27 czerwca 2017

 

„Flamenco namiętnie” w Poznaniu, spektakl  w ramach „Teatru na Wolnym” Krystyny Jandy, przyciągnął  na dziedziniec Urzędu Miasta Poznania wielu sympatyków tego gatunku tańca i muzyki rodem z Hiszpanii, którzy zgotowali Annie Iberszer i Magdzie Navarrete bardzo gorące przyjęcie.

Anna Iberszer  jest tancerką flamenco, Magda Navarrete − śpiewaczką. Wraz z Andrzejem Lewockim − gitarzystą i  Markiem Fedorem − perkusistą  tworzą zespół „Corazón Flamenco”.

Artyści zaprezentowali kunszt flamenco w różnych tonacjach. Ich taniec, śpiew i muzyka płynąca z letniej sceny na dziedzińcu Urzędu Miasta Poznania raz magnetyzowały żywiołową dynamiką, raz skupiały na tajemnych głębiach.

Po zakończeniu trwającego godzinę występu usatysfakcjonowani widzowie z wyzwolonym entuzjazmem długo oklaskiwali wykonawców tego niezwykłego spektaklu. A co szczególne  nawet  ociągali się z wyjściem, wyraźnie spragnieni przedłużenia wrażeń bądź ochłonięcia po przyjęciu  ich hojnej dawki w  przekazanym z  niebywałym artyzmem flamenco.

Hiszpańskie klimaty zapanowały  w Grodzie Przemysława 10 sierpnia ub. roku. 

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska


Do tematu nawiązują dwie obszerniejsze publikacje mojego autorstwa z sierpnia ub. roku w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl www.impresjee.pl:

1. „Flamenco namiętnie” w Poznaniu

http://impresjee.pl/flamenco-namietnie-w-poznaniu/

2. Krystyna Janda wystawi w Poznaniu pięć spektakli w „Teatrze na Wolnym”

http://impresjee.pl/krystyna-janda-wystawi-w-poznaniu-piec-spektakli-w-teatrze-na-wolnym/

Zapraszam Państwa do lektury

Stefania Pruszyńska 



poniedziałek, 26 czerwca 2017

W elektronicznym systemie dialogu w portalu społecznościowym spłynęła do mnie wieść o sygnale od znajomego, dotąd wielkiego orędownika dobrego smaku i elegancji. „Zaczepił cię” − podano. Zdumiona, zadumałam się nad tym. I nad swoją,  jego i  innych znajomych pochopną decyzją o akcesie...

Bo gdybyśmy nie  hołdowali tej grzeczności, w którą wpisuje się tak wiele, a nie wyklucza ani okazywania sobie nawzajem sympatii, szczerości, ani krytyki, ani merytorycznego dialogu, takie doniesienie: „Zaczepił cię” nie miałoby pewnie tej siły rażenia…

Gdyby był na przykład nieznajomym, mijanym na  jakiejś koślawej uliczce, który nagle zawraca  i chwyta mnie gwałtownie za rękę − tak, to byłaby zaczepka. I gdybym np. przechodziła w pobliżu jakiejś restauracji czy pijalni piwa, z której wychodzący nieznajomy zastawiłby mi drogę i wychrzęściłby złamanym basem (takim po kilku sporych alkoholołykach): Laluuuniu! czy: Hej, żabunciu! − to byłaby także zaczepka!  Zresztą taka i w takich okolicznościach wymagająca może nie tylko uwolnienia się  szybkim odejściem. Tyle że pijanemu obywatelowi nie tylko w przestrzeni publicznej zwyczajowo nie przysługuje status  człowieka wiedzącego, co czyni. Wątpię jednak, by ten mój znajomy nawet po suto zakrapianej biesiadzie przemawiał w takim stylu i z taką natarczywą agresywnością zaczepiał jakąkolwiek kobietę, uporczywie uniemożliwiając jej na dodatek swobodne przejście ulicą. (Tylko w teatralnym wydaniu mogłaby być ta druga zaczepka aktorsko interpretowana w zwiewnej, fantazyjnej stylistyce dramaturgii kryzysowej).

Tymczasem takie hasło-informacja z portalu: „zaczepił cię”… Kto ciekaw tonacji tej mojej uwagi w tym momencie, a ona ma przecież zawsze niebłahe znaczenie, niechże wie: prycham po prostu, starając się  bronić pierwszej silnej reakcji, a nie była ona inna niż pomieszanie ze smutkiem, zdumieniem, żalem. Oczywiście, można by takie hasło skwitować uśmiechem w kontekście dialogu z osobą dobrego czy bliskiego znajomego. Jednak taki dobry czy bliski znajomy może zatelefonować, napisać list.  I tak byłoby właściwie. A portal edukuje inaczej −  hasłem: Zaczep. Odkształcając nie tylko w kontekście portalowego dialogu negatywne barwy znaczenia tego słowa.

Pożytek jednak z tworu twórców  tego cudotwórczego biznesu towarzysko-społecznościowego: „Zaczepił cię” jest niewątpliwie nadspodziewany, gdy mobilizuje do samoobrony występującą w roli inteligentnego czytelnika: domyślność, intuicję intelektualną i inne przymioty intelektualne i osobiste.

A dlaczego w takim razie nie sięgnięto także po inne hasła i wrażliwym na finezję okiem  nie wyłowiono w tak wielu przecież do dyspozycji  słownikach podpowiedzi typu: zahakował (za bardzo rzeźnickie?), zarzepił (trudny do oderwania), upomniał się (nadroszczeniowe?), zastukał do ciebie (natręctwo ułańskie?)? Nie ma tam niektórych tych określeń?  A może trzeba by stworzyć słownik rozchwianej polszczyzny? Rozchwianej, nieempatycznej, sugerowanej, neologicznej (logicznej  inaczej), narzuconej czy tworzonej bądź stosowanej po omacku. Kto wie, czy nie lepiej od razu nawet − domyślnej polszczyzny…

Mimo tylu słowników i pewnie wielu doradców do spraw tworzenia „oprzyrządowania hasłowego” nie odkryto tonów ciepła, serdeczności czy bukietu sympatii  w skromnym:  Przypomina się. Pewnie za subtelne i za bardzo grzeczne czy nieodpowiednie w epoce modnej czy lansowanej szorstkości. Szorstkości ucharakteryzowanej na młodzieżowy lakonizm z odcieniem niepowagi.

Taka skala tej wieży Babel, że prorokuję  jej  nieustanny rozwój. Z systemu skrótowego dialogu mogą powoli być eliminowane wszelkie obciążenia kulturą osobistą, dobrymi zwyczajami i w ogóle jakimkolwiek wysiłkiem intelektualnym czy normami, w tym pisownianymi. A te właśnie wskazują, kto hołubi najlepsze wzorce (sięga do  słowników ortograficznych i innych w chwili rozchwiania swojej wiedzy potencjałem twórczym wolnej, tj. pozanormatywnej babelskiej pisowni), a kto je wyrzucił już po maturze.

Nie zdziwi mnie nawet, gdy emotikony zostaną zaprogramowane na krasomówców, krasośpiewców, krasośmiewców w wielu tonacjach czy odmianach języka polskiego i w ogóle   poliglotów.  Oby tylko zastąpić obie strony dialogu w wysiłku jego prowadzenia. I to miałyby być symptomy jakiegokolwiek uwiądu pomysłowości? To chyba rewolucja!? Na mumifikowanie żywej społeczności dotąd jeszcze nikt się nie ważył!   

Stefania Pruszyńska

 



sobota, 17 czerwca 2017







Może oprócz prawa o  ochronie natury czy kampanii lub akcji w jej obronie trzeba by na przykład każde stuletnie drzewo nauczyć ludzkiej mowy. Niechby wiekowy dąb donośnym głosem przemówił do decydującego o jego losie i drwala: – Już nie cieszę ciebie tlenem, którego z każdym rokiem daję tobie więcej? Nie cieszę ciebie zielenią liści, żołędziami? Nie sprawia ci ulgi cień, w którym możesz się schronić przed skwarem? Nawet nie sadziłeś mnie sto lat temu ani nie posadziłeś wówczas obok mnie takiego samego dębu, a mierzysz swoje piły i siekiery, by mnie zabić? Dotąd oparłem się wszystkim wichurom, mrozom i upałom, dlaczego więc ty chcesz mojej śmierci i nie myślisz o skutkach swojego wyroku? A wiesz, że będąc moim katem, możesz się stać katem nie tylko swoich potomnych, których sam powołałeś przecież do życia i za ich życie odpowiadasz, lecz wszystkich następnych pokoleń! – Stefania Pruszyńska 

„Ziemia więcej mówi nam o nas niż wszystkie książki” – Antoine Marie Roger de Saint-Exupéry 

„Natura nie łamie swych praw” – Leonardo da Vinci

„Z dziełami sztuki łączy się wiele tradycji. Dzieła natury są zawsze jak wypowiedziane słowa Boga” – Johann Wolfgang von Goethe

„Koniecznie należy podjąć skoordynowane i odpowiedzialne (!) przeciwdziałanie, zanim szkody poniesione przez naszą planetę staną się nieodwracalne” – Jan Paweł II w 1989 roku do młodzieży w Santiago de Compostella 

„Wycięty las / Szumi już tylko w nas”   Jan Sztaudynger

Zwycięstwo życia zawsze ma początek w akcie woli jego obrony – Stefania Pruszyńska (marzec 2007 r.)

„Jeżeli chcemy, żeby ten kraj sprawnie funkcjonował, muszą istnieć obszary, gdzie przyroda jest ważniejsza niż człowiek” – Andrzej Kassenberg



Fot. 1: Dominik Golenia. 
Na fot.:  Panorama czeskiej Pragi z tarasu widokowego 

Fot. od 2 do 6: Stefania Pruszyńska

Na fot. 2, 4, 5, 6: Pejzaże polskie

Na fot. 3: Bujny zielony skwer w Adelianos Kampos (Kreta) 


poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

W różnych miejscach Europy archeolodzy znajdują bardzo podobne, bursztynowe paciorki sprzed ok. 3,5 tys. lat. Długo sądzono, że odkrycia należy wiązać ze szlakiem drogi handlowej wiodącej do Grecji. Poznański archeolog Mateusz Cwaliński uważa, że mogło być nieco inaczej.

„Olbrzymie ilości wyrobów z bursztynu znajdują archeolodzy w Grecji okresu mykeńskiego co oznacza, że mają one ok. 3,5 tys. lat. Oczywiście, produkty te musiały być przywożone; większość badań wskazuje, że bursztyn był sprowadzany znad Bałtyku” opowiada w rozmowie z PAP Mateusz Cwaliński, doktorant w Instytucie Archeologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Badacz dodaje, że na ograniczoną skalę bursztyn pozyskiwano również z terenu Sycylii i Rumunii, ale wyroby wykonywane z nich w pradziejach stanowiły tylko niewielki odsetek całości.

Co ludzie znad Bałtyku zyskiwali w zamian za bursztyn? Najprawdopodobniej wyroby z brązu, które często znajduje się na stanowiskach archeologicznych z tego okresu. Być może chodziło również o towary, które nie zachowały się do dziś – sól czy egzotyczne barwniki (np. purpura).

Zdaniem Mateusza Cwalińskiego, ważnymi odbiorcami bursztynu w tym czasie byli nie tylko Grecy, lecz i społeczności mieszkające nad Morzem Adriatyckim. Właśnie ten rejon jest przedmiotem zainteresowania poznańskiego naukowca, który na swoje badania otrzymał stypendium Start z FNP.

W samych krajach byłej Jugosławii i w Albanii naliczył on już ok. 700 paciorków i innych przedmiotów wykonanych z bursztynu, które mają od ok. 4 tys. do 2800 lat. Choć naukowiec dopiero zaczyna analizować występowanie bursztynu na Półwyspie Apenińskim to już stwierdził, że przedmiotów z bursztynu może tam być o wiele więcej niż po wschodniej stronie Adriatyku.

Dotychczas naukowcy inaczej postrzegali rolę tej części Europy w procesie wymiany bursztynu. Uważali, że społeczności zamieszkujące strefę nadadriatycką jedynie pośredniczyli w wymianie, a głównym odbiorcą tego surowca była mykeńska Grecja. Teraz okazuje się, że strefa centralnego śródziemnomorza mogła stanowić nie mniej ważny cel w ramach szlaków importu bursztynów, i to już w czasach epoki brązu sugeruje poznański archeolog.

Co ciekawe, forma wykonania paciorków znajdowanych w całej Europie była bardzo zbliżona. Rzadko mamy do czynienia z przedmiotami identycznymi, ale ich forma jest bardzo podobna: są to m.in. paciorki dwustożkowate, z szerszą częścią środkową, zwężające się ku obu krawędziom. Z kolei z obszaru nadadriatyckiego znane są przedmioty z bursztynu, które przypominały astragale, czyli kości skokowe, które w starożytności często służyły jako kości do gier.

Epoka brązu to okres, w którym wykształciły się elity społeczne. W tamtych czasach ani brąz, ani też wyroby z bursztynu nie były niezbędne do życia (brąz był dość miękkim metalem, a bursztyn jedynie ozdobą). Jednak ich posiadanie wskazywało na posiadanie wysokiego statusu społecznego stwierdza naukowiec.

Archeolog zauważa ponadto, że miejsca wydobycia cyny i miedzi niekiedy są od siebie znacznie oddalone, podczas gdy największe zasoby bursztynu znajdują się nad Bałtykiem. To oznacza że dynamicznie rozkwitająca nadśródziemnomorska cywilizacja mykeńska nie miała do niego łatwego dostępu. Wymusiło to na różnych społecznościach wzmożenie kontaktów i doprowadziło do stworzenia sieci wymiany produktów.

„Powszechnie uważa się, że towar rzadki uznawany jest za cenny i prestiżowy. Tak samo było najprawdopodobniej w przypadku bursztynu” dodaje Cwaliński.

Bursztyn fascynował ludzi od tysiącleci. Zainteresowanie budził jego specyficzny kolor i faktura, a nawet zapach, jaki wydziela się w czasie spalania. Być może nawet przypisywano mu znaczenie magiczne.

Cwaliński ustalił, że większość przedmiotów z bursztynu znajdowanych w krajach byłej Jugosławii pochodzi z grobów; podobna sytuacja jest w Grecji mykeńskiej.

„Różnica tkwi jednak w jego wykorzystaniu: na Bałkanach bursztyn niemal wyłącznie stanowi wyposażenie pochówków kobiecych i dziecięcych, natomiast w Grecji jest on również odnajdowany w grobach wojowników” dopowiada.

„O tym, jak delikatny był system dalekosiężnej wymiany towarów sprzed kilku tysięcy lat, świadczy to, że wśród znalezisk z okresu mniej więcej od 800 do 700 r. p.n.e. nie ma wyrobów z bursztynu na wschodnim wybrzeżu Adriatyku. Możliwe, że było to spowodowane migracjami i niepokojami społecznymi, które zaburzyły dotychczas funkcjonujące szlaki nie tylko bursztynu, ale także cyny” mówi archeolog.

Jednak później wszystko wróciło do normy. Od VII stulecia p.n.e. bursztyn ponownie był importowany na te tereny w niespotykanym wcześniej natężeniu i w bardziej wysublimowanych formach. W opinii Cwalińskiego, począwszy od tamtej chwili,  import bursztynu przybrał bardziej zorganizowaną postać, którą można określić mianem szlaku bursztynowego, który połączył wybrzeże Bałtyku z Rzymem.

„Po dziś dzień bursztyn cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Dla zagranicznych turystów wizytujących Gdańsk zakupy bursztynu na ul. Mariackiej są obowiązkowym punktem programu. Miasto może się pochwalić corocznie odbywającymi się największymi w Europie targami bursztynu” stwierdza naukowiec.

szz/ zan

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 


W publikacji: Jantarion 1, Stefania Pruszyńska

Ilustracja graficzna własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”

Wszelkie prawa zastrzeżone



 

Jantarion 2 (miniatura oryginału), z cyklu Bursztynowe impresje: Stefania Pruszyńska. Technika własna.

Wszelkie prawa zastrzeżone



sobota, 10 czerwca 2017

Komisja Europejska odebrała pismo z polskiego Ministerstwa Środowiska będące odpowiedzią na wezwanie do zaprzestania zwiększonej wycinki w Puszczy Białowieskiej – poinformowało PAP w poniedziałek źródło unijne.

KE zdecydowała 27 kwietnia o przejściu do drugiego etapu prowadzonej od ubiegłego roku procedury przeciwko Polsce. Bruksela skierowała do naszych władz wezwanie do usunięcia uchybienia, domagając się przestrzegania unijnych przepisów z dyrektywy ptasiej i siedliskowej. Warszawa dostała krótszy niż zazwyczaj czas na odpowiedź; wynosił on miesiąc, a nie jak zwykle dwa. Przedstawiciele KE tłumaczyli, że wynika to z tego, że sytuacja jest pilna.

Jak poinformowało PAP źródło unijne, odpowiedź z polskiego Ministerstwa Środowiska została przekazana do KE 26 maja. „Analizujemy ją, w ciągu kilku tygodni podejmiemy decyzje, co dalej” – powiedział rozmówca PAP. Ani Ministerstwo Środowiska, ani KE nie ujawniają treści odpowiedzi.

Tuż po przejściu przez KE do drugiego etapu procedury resort środowiska zapewniał, że działania prowadzone w Puszczy Białowieskiej wynikają z prawa europejskiego i krajowego, w tym m.in. z przepisów dyrektyw siedliskowej i ptasiej.

KE zarzuca Polsce naruszenie niektórych przepisów dyrektywy siedliskowej (w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych i dzikiej flory i fauny) oraz dyrektywy ptasiej (w sprawie ochrony dzikiego ptactwa); obie dyrektywy są podstawą europejskiego programu Natura 2000.

„Ponieważ wyrąb w puszczy jest już obecnie prowadzony i obejmuje usuwanie stuletnich i starszych drzew oraz działania w siedliskach, które powinny być ściśle chronione zgodnie z planem zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000, Komisja przekazuje obecnie ostateczne ostrzeżenie” – podkreślono w wydanym przed miesiącem komunikacie KE.

Spór wokół puszczy przybrał na sile, kiedy pod koniec marca 2016 roku minister środowiska zatwierdził aneks do Planu Urządzenia Lasu (PUL) dla Nadleśnictwa Białowieża. Przewiduje on większe cięcia, tłumaczone przez leśników koniecznością walki z masowym występowaniem kornika atakującego świerki. Aneks zakłada zwiększenie pozyskania drewna do 188 tys. metrów sześciennych w ciągu 10 lat – lata 2012-2021. Stary plan zakładał pozyskanie ponad 63,4 tys. metrów sześciennych drewna w ciągu 10 lat.

Decyzja ta wywołała sprzeciw części organizacji naukowych i ekologicznych, które przekonują, że zwiększenie wycinki jest niepotrzebne, a tzw. gradacja kornika jest procesem naturalnym. Ekolodzy postulują też, by cała puszcza została objęta statusem parku narodowego.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka (PAP)

 stk/ ap/ jbp/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Fotografie: Stefania Pruszyńska (materiały własne redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”)



 

 


Biurowca Bałtyk w Poznaniu nie sposób nie zauważyć – dominuje nad okolicznymi budynkami w centrum miasta. Imponuje rozmachem i  nowoczesną asymetryczną fasadą,  wzbudzając  różne emocje stylistyką, która go wyróżnia. Jednych wieżowiec zachwyca, innych nie przekonuje czy skłania wręcz do krytyki. Zaangażowani w tę inwestycję akcentują, że już jest ikoną Poznania.

Otwarty tydzień temu, nowy Bałtyk zajął miejsce dawnego kina „Bałtyk”. Znajduje się w pobliżu hotelu Sheraton, tuż przy gmachu Concordii Design i w bezpośrednim sąsiedztwie ronda Kaponiera. Ma 67 metrów wysokości, 17 kondygnacji nadziemnych oraz 3 kondygnacje podziemne. W budynku o powierzchni 25 000 mkw. część przeznaczona na biura zajmuje 12 000 mkw., a na cele handlowe – jedynie 1350 mkw. Koszt tej inwestycji wyniósł 150 mln zł.

Prace budowlane rozpoczęto w 2014 roku. Niedostępny dla oczu plac budowy, osłonięty ogrodzeniem, wzbudzał spore zaciekawienie od samego początku. Budowa biurowca trwała 30 miesięcy. 

Bałtyk dołączył do powszechnie znanych, a istniejących od dawna symboli Poznania: iglicy Międzynarodowych Targów Poznańskich, Okrąglaka i innych budynków czy istniejących w przestrzeni miejskiej obiektów, które także subiektywnie są uznawane przez mieszkańców Poznania za najważniejsze czy najbardziej charakterystyczne. 



Szkło wplecione w obramowania to cechy wizualne fasady Bałtyku, które mogą się kojarzyć ze stylem Okrąglaka. Na ten też jedyny detal podobieństwa starego i nowego symbolu Poznania wskazywała podczas konferencji prasowej, zorganizowanej 2 czerwca, w dniu otwarcia biurowca, Nathalie de Vries, reprezentująca pracownię MVRDV, renomowaną holenderską pracownię, w której go zaprojektowano. Holenderska architekt wyraziła nadzieję,  że poznaniacy polubią  ten budynek.


A  Piotr  Voelkel, jeden z inwestorów, wręcz nie ukrywał, że jest dumny z Bałtyku i  spodziewa się, że wkrótce wszyscy poznaniacy będą podzielać tę dumę. Akcentował znaczenie tego biurowca, stwierdzając, że jest nową ikoną Poznania, która swoim zaistnieniem już zmieniła miasto. Przypomniał, że podobnie symbolizuje Bilbao − Muzeum Gugenheima, a Sydney − tamtejszy gmach opery.

W przestrzeni między Bałtykiem a gmachem Concordii Design stworzono plenerową strefę o nazwie Przystań.

 

To strefa przeznaczona na relaks i imprezy kulturalne czy środowiskowe dla mieszkańców Poznania, w tym zwłaszcza z dzielnicy Jeżyce − szczególnie zainteresowanych możliwościami spotykania się na wspólnie organizowanych wydarzeniach integracyjnych. Tutaj też można obejrzeć zaaranżowaną okazjonalną wystawę, prezentującą plony konkursu architektonicznego: nagrodzone projekty architektów, które jednak nie doczekały się realizacji.

Biurowiec jest oblegany przez zainteresowanych możliwością przyjrzenia się ciekawej panoramie Poznania  z tarasu widokowego znajdującego się  na jego najwyższej kondygnacji.

O budowaniu Bałtyku zmontowano film z obrazów placu budowy – dzień po dniu. Ten niesamowity pokaz uprzytomnił, jak wielkiej skali prac wymagało już samo wzniesienie go na wysokość 67 metrów. 

Nie dziwi mnie, że zaangażowani w wizję biurowca, w której lokowali swoje ambicje i marzenia, o czym także mówił Piotr Voelkel, później myśl projektową, a na koniec – kierowanie wykonawstwem  tak wielu prac, oznajmiali z satysfakcją, że jest to wyjątkowe spełnienie i dzieło oczekujące na dobre przyjęcie przez opinię publiczną.

Budynek tworzono z myślą o różnych funkcjach, które można nadać jego przestrzeniom. Poszczególne kondygnacje zaprojektowano tak, by każda miała odrębną stylistykę. Co ciekawe, nawet swoistej scenografii kawiarni mają służyć elementy konstrukcyjne, które będą wkomponowane w jej wystrój. Z innych ciekawostek szczególnie może cieszyć zapowiedź, że na budynku pojawi się neon, który widniał na elewacji kina „Bałtyk”. Pomyślano więc także o sentymentach poznaniaków do tego ulubionego wizualnego symbolu, który w siermiężnych czasach był znakiem nowoczesnego świata. 

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska


wtorek, 06 czerwca 2017

Uroczystość wręczenia Lednickiego Orła Piastowskiego prof. Stanisławowi Suchodolskiemu, polskiemu archeologowi, historykowi, zaliczanemu do grona najwybitniejszych polskich numizmatyków, odbyła się 31 maja br. w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Nagroda przyznawana jest od 2009 r. za wybitne osiągnięcia w dziedzinie badań naukowych i upowszechniania wiedzy związanej z pierwszą dynastią panującą w Polsce. Dyrektor Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy prof. Andrzej M. Wyrwa podkreślił, że wkład prof. Suchodolskiego jest w tej kwestii niezaprzeczalny.

„Jest on najwybitniejszym specjalistą z zakresu numizmatyki z czasów piastowskich; uznanym na całym świecie, nagradzanym w Polsce i za granicą. To także wychowawca całego grona polskich numizmatyków. Jego wkład w poznanie dziedzictwa Piastów, a także samej monety i jej obiegu, znaczenia w przestrzeni historycznej ziem polskich jest olbrzymi” –  stwierdził  prof. Wyrwa.

Zaznaczył przy tym, że choć nagroda przyznana została za całokształt pracy twórczej, naukowej i dydaktycznej profesora, nie można pominąć jego bardzo owocnej współpracy z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

„Istotny jest wkład profesora chociażby w poznanie kwartników śląskich, które zostały znalezione w obiektach architektonicznych na wyspie. Prof. Suchodolski opracowywał też wczesnośredniowieczne monety odnalezione na cmentarzysku w Dziekanowicach” – przypomniał prof. Wyrwa.Znawca monety średniowiecznej w Europie, archeolog, historyk Stanisław Suchodolski urodził się w 1936 r. w Warszawie. W latach 50.  ub. wieku studiował archeologię na Uniwersytecie Warszawskim. W 1956 r. podjął studia historii u prof. Aleksandra Gieysztora, jednocześnie pod kierunkiem prof. Ryszarda Kiersnowskiego napisał rozprawę doktorską pt. „Mennictwo w Polsce mwczesnośredniowiecznej od X do XII wieku”. W 1983 r. uzyskał tytuł profesora.

Odbył specjalistyczne studia we Francji i we Włoszech, uczestniczył w licznych międzynarodowych kongresach i sympozjach numizmatycznych, a także w szeregu badaniach wykopaliskowych w Polsce i poza krajem.

Jego badania istotnie przyczyniły się do rozpoznania mennictwa Piastów, w tym do przyjęcia tezy, że Mieszko I nie bił monet, inicjatorem mennictwa polskiego był jego syn Bolesław, zaś przypisywane pierwszemu historycznemu władcy Polski denary emitował Mieszko II.

Wieloletni pracownik Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz pracownik Instytutu Archeologii UW.

Profesor Suchodolski jest autorem kilkuset prac naukowych a także autorem lub współautorem kilkunastu książek. Jest członkiem wielu towarzystw i stowarzyszeń krajowych jak i zagranicznych. Jest też laureatem licznych nagród i odznaczeń.

Honorową nagrodę Lednickiego Orła Piastowskiego ustanowiono w 2009 r. Nagroda jest przyznawana raz w roku przez marszałka województwa wielkopolskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie badań naukowych i upowszechniania wiedzy o roli dynastii piastowskiej w historii Polski i Europy, oraz ochrony piastowskiego dziedzictwa kulturowego.

Laureata wyłania, spośród zgłoszonych kandydatów, kapituła w skład której wchodzą m.in. prymas Polski, metropolita poznański, rektor poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i dyrektor Muzeum Pierwszych Piastów.

W latach ubiegłych wyróżnienie otrzymali m.in. prof. Gerard Labuda, prof. Zofia Kurnatowska, prof. Jerzy Strzelczyk, prof. Klementyna Żurowska i prof. Antoni Gąsiorowski. (PAP)

 rpo/ pat/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl



czwartek, 01 czerwca 2017

 

 

Stefania Pruszyńska

Na Dzień Dziecka

 

Ucichł wiatr, od świtu już nie łka.

Muszki, żuczki i  motyle beztrosko

żonglują słońcem na skrzydełkach.

Maki polne czule tańczą z Wiosną.

 

Ptaki tirlilikają: Dzisiaj 1 czerwca.

Dzień Pisklęcia!  A wieść tę głoszą

raz z  drzew, raz  z łąki kobierca.

I co rusz do gniazd frykasy znoszą.

 

Dziś Święto Żabki!  A nie Pisklęcia!

przeczą żaby, dumą się unosząc:

Rech i kum, to wirtuozów zaklęcia!

Mistrzowie na koncert żabki proszą!

 

I tak po kolei  i rośliny, i zwierzęta,

to pląsając, to odrobinę się drocząc, 

każde  swoich dzieci uznaje święto, 

na łące Wiosny w chórze je głosząc.

 


 Artfot. Makowe szepty: Stefania Pruszyńska






 

Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej po raz 21. przyznał „Dziennikarskie Koziołki”. Uroczyste wręczenie nagród odbyło się na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Statuetki autorstwa Kazimierza Rafalika wraz z dyplomami – certyfikatami nagrody otrzymali: główna laureatka Ewa Siwicka z TVP Poznań i wyróżnieni redaktorzy: Katarzyna Sklepik z „Głosu Wielkopolskiego”, Franciszek Szklennik z „Głosu Wągrowieckiego, zasłużony wieloletnią pracą dziennikarską Nestor zawodu: Zenon Bosacki i  dostrzeżony pośród młodej kadry dziennikarskiej talent – Adept zawodu: Kacper Witt, a  w kategorii: Redakcja – wyróżnione  nagrodą: Redakcja „Kuriera Lokalnego” reprezentowana przez redaktor naczelną  Ewę Nogę-Mazurek i Redakcja IMPRESJee.pl, reprezentowana przeze mnie –  redaktor naczelną i wydawcę.

W gościnnych progach Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiele razy już wydział ten otwierał swoje podwoje dla organizatorów wydarzeń w środowisku dziennikarskim. Dziekan wydziału prof. Andrzej Stelmach nie ukrywał zadowolenia z wyboru tego miejsca na tę uroczystość, a w swoim wystąpieniu  nie skąpił również słów życzliwości dla środowiska dziennikarskiego,  które jest mu bliskie i do którego trafiają posłani w świat mediów nowi absolwenci wydziału czy uczelni. W gali  uczestniczyli także inni przedstawiciele UAM, m.in.: wykładowca prof. Halina Zgółkowa, wykładowca i do niedawna mająca również rolę rzecznik prasowej dr Dominika Narożna, wykładowca i zarazem redaktor Andrzej Niczyperowicz.

Nowocześnie urządzona i przestronna sala umożliwiła wiele form prezentacji laureatów: emisję filmów, nagłośnienie mówców (mikrofony) czy wystąpienia grupowe. Taką też ad hoc prezentację z przybyłym na uroczystość zespołem redakcyjnym zorganizowała Ewa Noga-Mazurek, redaktor naczelna wyróżnionej laurem redakcji „Kuriera Lokalnego”.

O nagrodzie i jej atrybutach. „Dziennikarskie Koziołki” są przyznawane przez Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy  Rzeczypospolitej Polskiej od 21 lat. Nagrodą tą,  jak podkreśla Stowarzyszenie,  honorowani są dziennikarze bez względu na ich przynależność organizacyjną. Drugim atrybutem tej nagrody jest przyznawanie jej dziennikarzom przez środowisko dziennikarskie, co ma szczególną wartość i wymowę.

Etyka zawodowa, godność i prestiż zawodu dziennikarskiego stanowią cenione wartości i są premiowane uznaniem środowiska. Sprzyjają też należytemu postrzeganiu rangi zawodu dziennikarskiego i  utrzymaniu jego statusu zawodu zaufania publicznego.

„Dziennikarskie Koziołki” to nagrody dla dziennikarzy wyróżniających się dorobkiem zawodowym, indywidualnymi osiągnięciami, inicjatywami, osobowością, talentami i postawami. O tym zaś, że wyłonienie zwycięzców jest jednak nie lada wyzwaniem dla Kapituły nagrody, która co rok ma dylemat: „Jak  i kogo wyróżnić spośród tak wielu redaktorów i dziennikarzy czy redakcji  zwracających uwagę środowiska swoją nieprzeciętną pracą,  profesjonalizmem, osobowością, postawą, realizacjami i dorobkiem?” – mówił  podczas swojego wystąpienia otwierającego tegoroczną galę Ryszard Bączkowski, przewodniczący Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Dwudzieste pierwsze rozdanie. Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej dowiódł swoimi decyzjami o laurach, że nagradza dziennikarzy i redaktorów spod różnych szyldów organizacyjnych czy jeszcze nie zrzeszonych, a także  redakcje − niezależnie od form prezentowania przez nie treści: drukiem na papierze czy drukiem elektronicznym w Sieci.

Ugrupowanie to  nie ma monolitycznej struktury zawodowej, podobnie jak inne formacje. Skupia  dziennikarzy, pośród których nie brakuje zarazem artystów wielu dziedzin: poetów, rzeźbiarzy, fotografików.

Barwy artystyczne gali. Tym razem misję ubarwienia wieczoru powierzono Marcie Grabowskiej, utalentowanej wokalistce, znanej już w środowisku wykonawczyni utworów z repertuaru Anny German. Piosenkarka niezwykłymi walorami swojego głosu, jako żywo przypominającymi śpiew nieżyjącej już, a okrytej sławą artystki, poprowadziła słuchaczy w melodyki i treści krain z piosenek: „Człowieczy los”, „Eurydyki tańczące”, „Greckie wino”. A  na puentę swojego występu obrała Andrei Bocellego „Time to say goobye”.

„Dziennikarskie Koziołki” dla  redakcji IMPRESJee.pl. Wiadomość o wyróżnieniu laurem przyjęłam jako wielką niespodziankę i z satysfakcją. W refleksji z tej perspektywy i wyróżnienia „Dziennikarskimi  Koziołkami” snuję liczne wątki – nad meandrami dziennikarstwa z jednoczesnymi realizacjami twórczymi, artystycznymi, pojmowaniem dziennikarstwa, redaktorstwa, niezależności i ich kontekstami. Te ledwie w tym komentarzu hasła  wiąże treść  wielu moich ciekawych, a niekiedy bardzo trudnych doświadczeń. To one sprawiają, że przystaję  teraz  myślą nad  dotychczasowymi realizacjami i możliwościami  wyboru i rozwoju.  I z nową motywacją, wzmocnieniem kontynuuję liczne podjęte wyzwania –  zarówno dziennikarskie, redaktorskie, wydawcy  redagowanych przeze mnie:  Gazety Autorskiej „IMPRESJee” i Portalu Autorskiego IMPRESJee.pl,   jak i artystyczne, twórcze. 

Stefania  Golenia Pruszyńska

Fot.: Stefania Golenia Pruszyńska i Dominik Golenia

Na fot.: uczestnicy  oficjalnej i artystycznej części  gali 21. „Dziennikarskich Koziołków”, zorganizowanej 9 maja 2017 r.  w budynku Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza  w Poznaniu

1: Prezentacja nagrania filmowego wypowiedzi Ewy Siwickiej z TVP Poznań, głównej laureatki „Dziennikarskich Koziołków 2017”. Obok Ewy Siwickiej –   prowadzący galę Roman Krzywiński;

2 (od lewej): Przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej Ryszard Bączkowski, Ewa Siwicka, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM prof. Andrzej Stelmach i Roman Krzywiński;

3: Ewa Siwicka i Roman Krzywiński;

 4: Katarzyna Sklepik z „Głosu Wielkopolskiego” i red. Roman Krzywiński;

5: Nieobecny na gali Franciszek Szklennik z „Głosu Wągrowieckiego” wypowiadał się na ekranie;

6: W imieniu Franciszka Szklennika odbierał laur Zbigniew Ostrowski (w centrum fot.). Obok niego  stoją reprezentujący Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej:  Ryszard Bączkowski (z lewej) oraz  Andrzej Górczyński (z prawej), a na drugim planie (z prawej):  Roman Krzywiński;

7:  Ze swoim zespołem redakcyjnym Ewa Noga-Mazurek, redaktor naczelna wyróżnionej  redakcji „Kuriera Lokalnego”;

8: Zasłużony wieloletnią pracą dziennikarską Nestor zawodu Zenon Bosacki odbiera laur – statuetkę z rąk przewodniczącego Ryszarda Bączkowskiego, a od Andrzeja Niczyperowicza –  wykładowcy UAM przyjmuje certyfikat nagrody;

9: Dr Dominika Narożna z laureatem: Adeptem zawodu Kacprem Wittem oraz Romanem Krzywińskim;

10: Artystyczną misję ubarwienia wieczoru powierzono Marcie Grabowskiej;

11:  Na fot. (od lewej): Ryszard Bączkowski, Stefania Golenia Pruszyńska, Zbigniew Standar. Z uśmiechem wyrażającym tak wiele, poruszona do głębi,  odebrałam statuetkę i certyfikat nagrody dla redakcji IMPRESJee.pl.