Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 6 957 229. A w gazecie i witrynach tematycznych: 9 341 955 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce czytelnictwa w kategorii: Media na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - wydawca i redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych: obrazów, grafik, rysunków...

*SALON: ODKRYWCY, BADACZE, INNOWATORZY W NAUCE POLSKIEJ I NA ŚWIECIE

poniedziałek, 19 marca 2018

Kolekcję 1200 programów filmowych wydanych w latach 1920-1980 do polskich i zagranicznych filmów udostępniono w Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego. Ulotki oprócz podstawowych danych o filmach, ich twórcach i obsadzie, zawierają niekiedy zarys fabuły czy kadry filmowe.

Biblioteka UŁ zakończyła projekt „Digitalizacja i udostępnienie w Bibliotece Cyfrowej Uniwersytetu Łódzkiego kolekcji: Historia kina światowego na XX-wiecznych drukach ulotnych”. Był on dofinansowany ze środków Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznaczonych na działalność upowszechniającą naukę.

Przedsięwzięcie to obejmowało konserwację, opracowanie, digitalizację oraz umieszczenie materiałów w Bibliotece Cyfrowej UŁ – poinformowała Beata Gamrowska z Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego.

Zbiory Sekcji Dokumentów Życia Społecznego Biblioteki UŁ posiadają wiele materiałów związanych z kinematografią i filmami. Obok publikacji książkowych i bogatej kolekcji plakatów filmowych m.in. tzw. Polskiej Szkoły Plakatu, niezwykle interesującą pozycją są druki reklamujące filmy.

Jest to kolekcja 1200 ulotek wydanych głównie w latach 1920-1980. Programy reklamowały zarówno filmy światowej kinematografii m.in. z USA, Niemiec, Francji czy Włochy, jak i polskie produkcje filmowe. Obok podstawowych danych tj. tytuł, reżyser, producent, programy zawierały także obsadę i niekiedy zarys fabuły oraz kadry filmowe. Druki te posiadają cechy dokumentów o charakterze reklamowym i częściowo informacyjnym.

Wśród najcenniejszych egzemplarzy kolekcji jest m.in. program do filmu „Ordynat Michorowski” wydany w 1937 r. przez warszawski Dom Prasy SA, zawierający dane o szerokiej obsadzie aktorskiej (m.in. Kazimierz Junosza-Stępowski, Mieczysława Ćwiklińska) oraz zestaw 38 małych kadrów z planu filmowego.

Inny przykład cennego okazu to program filmu „Pani minister tańczy” – także z 1937 r. wydany nakładem Domu Prasy SA. Oprócz kilkunastu fotografii zawierający teksty piosenek wykorzystanych w filmie, ciekawostką jest wymienienie sponsorów mebli, ubrań, samochodów oraz innych rekwizytów wykorzystanych w tym obrazie.

Wśród zagranicznych programów w kolekcji jest np. klasyczny film Alfreda Hitchcocka z 1954 r. „Okno na podwórze” z Jamesem Stewartem i Grace Kelly w rolach głównych. Program wydany przez Centralę Wynajmu Filmów oprócz podstawowych danych o obrazie, zawiera także notatkę o reżyserze i odtwórcach głównych ról.

Zdaniem Gamrowskiej druki te stanowią znakomite źródło informacji dla prac dotyczących filmoznawstwa, studiów historycznych z zakresu kinematografii polskiej, europejskiej, jak i światowej. Mogą być przydatne do badań biograficznych, jak i prac o tematyce społeczno-politycznej np. dot. międzywojennych polskich aktorów pochodzenia żydowskiego tj. Ina Benita czy Nora Ney.

Dokumentują także dorobek światowych koncernów branży filmowej: Metro-Goldwyn-Meyer, Paramount, UFA oraz polskich tj. Sfinks, Leo Film, Feniks czy Falanga.

Gamrowska podkreśliła, że opracowanie i zdigitalizowanie tych materiałów w Bibliotece UŁ jest przedsięwzięciem pionierskim, nie mającym precedensu w żadnych zbiorach bibliotecznych w Polsce. „Plakaty filmowe razem z drukami reklamowymi filmów tworzą jedyną w Polsce, tak zasobną i komplementarną bazę tego typu materiałów” –  oceniła.

(PAP)

szu/ zan/

 Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 



poniedziałek, 26 lutego 2018

Brakuje naukowych danych uzasadniających wycinkę drzew w Puszczy Białowieskiej piszą w liście opublikowanym w „Science” polscy naukowcy, w tym prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Jerzy Duszyński.

W tygodniku „Science” opublikowano 9 lutego list „Puszcza Białowieska: brak naukowych danych uzasadniających wycinkę drzew”. Autorami są prof. Marek Konarzewski z Uniwersytetu w Białymstoku, prof. Romuald Zabielski z SGGW, dr hab. Rafał Kowalczyk dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN i prezes PAN prof. Jerzy Duszyński.

„Listem dajemy świadectwo, że naukowcy w Polsce są kompetentni i czuli na konflikt w Puszczy Białowieskiej. To kolejny dowód na zaangażowanie się środowiska Polskiej Akademii Nauk w dobrostan Puszczy Białowieskiej” skomentował prof. Jerzy Duszyński na swoim profilu Facebookowym, zamieszczając tłumaczenie listu na język polski.

Naukowcy odnoszą się w liście do grudniowego artykułu w „Science” Erika Stokstada. Opisał on konflikt dotyczący ochrony Puszczy Białowieskiej, w której problemem jest masowe pojawianie się (gradacja) kornika drukarza.

Pytanie, w jaki sposób zareagować na tę sytuację, sprowadza się do decyzji, czy należy podjąć aktywne działania w celu ochrony bioróżnorodności czy może raczej powinno się pozostawić ten obszar nietknięty podsumowują autorzy listu w „Science”.

„Zgadzamy się z Erikiem Stokstadem, że powyższe pytanie zasadniczo dotyczy wartości, i jako takie, wykracza poza zakres nauk przyrodniczych” piszą.

„Uważamy, że stosowanie wycinki sanitarnej tudzież ratunkowej jako środków mających zapewnić ochronę bioróżnorodności z całą pewnością powinno być poparte mocnymi dowodami naukowymi. Tymczasem konferencja naukowa zorganizowana w ostatnim czasie przez Polską Akademię Nauk pokazała, że dowody przemawiające na korzyść tych środków są w najlepszym razie znikome”zauważają naukowcy w „Science”.

Na początku grudnia 2017 r. w Warszawie odbyła się konferencja naukowa „Managing bark beetle outbreak in Białowieża Primeval Forest”, dotycząca masowego pojawiania się kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej. Organizowana była ona przez Polską Akademię Nauk we współpracy z resortami: nauki oraz środowiska. W konferencji brali udział naukowcy z zagranicy i z Polski specjalizujący się w tej tematyce, zaproszeni przez władze PAN.

„Konferencja wydobyła na światło dzienne ogólny brak badań, z prawidłowymi kontrolami i stosownymi powtórzeniami, dotyczących skuteczności zapobiegania rozprzestrzeniania się kornika poprzez wycinkę sanitarną starych nizinnych drzewostanów” napisali autorzy listu.

Jak dodali, administracja Polskich Lasów Państwowych zarządzająca Puszczą Białowieską zainicjowała ostatnio tego rodzaju badanie, ustanawiając obszar referencyjny. Według naukowców jednak rzetelność tego badania „jest wątpliwa, właśnie w związku z brakiem prawidłowych kontroli i powtórzeń”.

Badacze zwrócili w liście uwagę, że prowadzenie badania komplikuje dodatkowo fakt, że Puszcza Białowieska to mozaika zarówno obszarów objętych ochroną, jak i gospodarką leśną.

„Niedociągnięciami metodologicznymi należy się pilnie zająć, najlepiej przeprowadzając badania na duża skalę i poddając je weryfikacji. W Puszczy Białowieskiej można to osiągnąć jedynie poprzez współpracę transgraniczną ze stroną białoruską, która zarządza dwiema trzecimi drzewostanów Puszczy Białowieskiej. Polska Akademia Nauk i Białoruska Akademia Nauk rozpoczęły już współpracę w tej dziedzinie” – poinformowali autorzy listu.

„Z pewnością musimy wyciągnąć właściwe wnioski z obecnej gradacji kornika, zważywszy, że następna nieuchronnie nadejdzie; wraz z gwałtownym wzrostem globalnego ocieplenia gradacje będą występować ze zwiększoną częstotliwością” zakończyli list naukowcy.

PAP Nauka w Polsce

lt/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Fot.: Stefania Pruszyńska

 




 

Polskie Towarzystwo Geograficzne właśnie obchodzi stulecie działalności. Dawniej geografowie z PTG angażowali się w odbudowę państwowości polskiej, dziś opracowują plany rozwoju dla samorządów, dbają o ochronę środowiska, organizują olimpiady geograficzne i wycieczki.

Geografia fizyczna to zbiorcza nazwa dla wielu dyscyplin naukowych badających środowisko przyrodnicze, jako całość oraz jego poszczególne składniki. Drugi główny dział to geografia społeczno-ekonomiczna, zwana też geografią człowieka, bada bowiem konsekwencje społeczne i gospodarcze naszej aktywności w przestrzeni geograficznej.

Polskie Towarzystwo Geograficzne skupia przedstawicieli wszystkich geograficznych subdyscyplin i specjalności. Współcześni geografowie opracowują strategie i plany rozwoju na wszystkich szczeblach administracji samorządowej.

Profesor Antoni Jackowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego przypomina, że PTG należy do najstarszych stowarzyszeń naukowych na ziemiach polskich. Zrzeszeni tu geografowie angażowali się w tworzenie niepodległego Państwa Polskiego oraz odbudowę państwowości polskiej. Jednym z najbardziej znanych przedstawicieli tej nauki był lwowski profesor Eugeniusz Romer – twórca nowoczesnej kartografii polskiej, wiceprezydent Międzynarodowej Unii Geograficznej.

„Wśród założycieli byli nie tylko wybitni polscy uczeni, nauczyciele i społecznicy, ale także wielcy patrioci. Jednym z głównych celów organizacyjnych było zjednoczenie środowiska geografów podzielonego ponad wiekową niewolą związaną z rozbiorami i zaborami. Geografowie, zwłaszcza Eugeniusz Romer, odegrali główną rolę w procesie ustalania ostatecznego kształtu granic niepodległej Polski” – podkreśla prof. Jackowski.

Zaznacza, że w czasie II wojny światowej geografia znalazła się w grupie tych nauk, które Niemcy uznali za szczególnie niebezpieczne dla III Rzeszy. „Nic zatem dziwnego, że geografowie stanowili tę część polskiej inteligencji, przeciw której w pierwszej kolejności skierowała się nienawiść okupantów niemieckich. Podejmowano walkę z wrogiem niemieckim i sowieckim na polu walki, ale również na niwie naukowej, publikując różne opracowania w wydawnictwach konspiracyjnych, np. Armii Krajowej” – wylicza profesor.

W okresie powojennym PTG włączyło się w proces odbudowy zniszczonej Polski i zagospodarowania tzw. Ziem Odzyskanych. Geografowie brali udział we wszystkich koncepcjach zagospodarowania przestrzennego kraju, znaczną część takich prac sami koordynowali. Uczestniczyli w: pracach nad zmianami podziału administracyjnego, prognozowaniu zmian społeczno-gospodarczych, planach ochrony środowiska i krajobrazu. Geografia polska cieszyła się uznaniem za granicą. Pomimo „żelaznej kurtyny”, naukowcy z sukcesem rozwijali współpracę międzynarodową, a Polska stała się miejscem spotkań geografów świata wschodniego i zachodniego.

Jubileuszowe spotkanie Polskiego Towarzystwa Geograficznego w Warszawie odbyło się 27 stycznia 2018 r. W 2006 roku PTG zostało wpisane na listę organizacji pożytku publicznego. Jednym z podstawowych celów jego działania jest „kształtowanie społecznej świadomości geograficznej”. Służą temu organizowane wycieczki i działalność popularyzacyjna. Ważną rolę edukacyjną spełniają organizowane od 1974 roku Olimpiady Geograficzne dla uczniów szkół średnich. Polscy licealiści wielokrotnie zwyciężali indywidualnie i drużynowo w Międzynarodowych Olimpiadach Geograficznych.

W uznaniu dokonań przedstawicieli tej nauki na przestrzeni stu minionych lat Komitet Nauk Geograficznych PAN uznał rok 2018 Rokiem Polskiej Geografii. Z okazji 100-lecia Towarzystwa i 100-lecia geografii na Uniwersytecie Warszawskim w dniach 12-14 kwietnia zwołany zostanie w stolicy Kongres Polskiej Geografii. Z kolei w Krakowie w dniach 21-23 czerwca odbędzie się konferencja „Rola geografii w utrwalaniu niepodległości Polski i w Jej rozwoju”. Grudniowa konferencja „Geografia jako nauka aplikacyjna” zamknie jubileuszowe obchody w Warszawie.

PAP – Nauka w Polsce

kol/ ekr/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl


  

Eugeniusz Romer  (ur. 3 lutego 1871 we Lwowie, zm. 28 stycznia 1954 w Krakowie), polski geograf, kartograf i geopolityk, twórca nowoczesnej polskiej kartografii, profesor Uniwersytetu Franciszkańskiego we Lwowie oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego, Doktor honoris causa Uniwersytetu Poznańskiego (od 1934 roku) i Uniwersytetu Jagiellońskiego (od 1947 roku), wiceprezydent Międzynarodowej Unii Geograficznej, członek Polskiej Akademii Nauk (od 1952 roku) i towarzystw naukowych w Polsce i na świecie, w tym Polskiego Towarzystwa Geologicznego.

Eugeniusz Romer był twórcą i redaktorem czasopism: „Prace Geograficzne” (od 1918 do 1939 roku) oraz  „Polskiego Przeglądu Kartograficznego” (od 1923 do 1934 roku). Autor licznych prac z zakresu kartografii, klimatologii, geomorfologii i dydaktyki geografii: „Geografia dla klasy pierwszej szkół średnich” (1904), „Mały atlas geograficzny” (1908), „Geograficzno-statystyczny atlas Polski” (1916), „Struktura społeczna i kultura materyalna Polaków i Rusinów w Galicji Wschodniej” (1919), „Polski atlas kongresowy” (1921), „Powszechny atlas geograficzny” (1928), „Ziemia i państwo” (1929), cenionych syntetycznych opracowań: „Pogląd na klimat Polski”, 1938), „Regiony klimatyczne Polski” (1949).

Portret Eugeniusza Romera i biografię opracowała:  Stefania Pruszyńska


Dedykacyjna ilustracja własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”: Stefania Pruszyńska

Nota biograficzna na podstawie inf. z Encyklopedii popularnej PWN (1991) oraz Wikipedii


 


środa, 13 grudnia 2017

Głównymi bohaterami organizowanej co rok w Sztokholmie 10 grudnia uroczystej ceremonii są  uhonorowani Nagrodą Nobla za swoje wybitne osiągnięcia przedstawiciele: fizyki, chemii, fizjologii i medycyny, literatury, ekonomii i działalności na rzecz pokoju – dziedzin wyznaczonych przez Alfreda Nobla, fundatora tej nagrody. 

W ubiegłą niedzielę przed licznym audytorium i w odświętnej oprawie w Filharmonii Sztokholmskiej złote medale i dyplomy Nagrody Nobla odebrali z rąk króla Szwecji Karola XVI Gustawa reprezentujący fizykę – Rainer Weiss, Barry C. Barish, Kip S. Thorne,  chemię  – Jacques Dubochet, Joachim Frank i Richard Henderson, fizjologię i medycynę – Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young, ekonomię  – Richard H. Thaler, laureat Literackiej Nagrody Nobla – brytyjski pisarz Kazuo Ishiguro. Natomiast Pokojową Nagrodę  Nobla, przyznaną ICAN – Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej, przyjmowała przedstawicielka tej organizacji  w Oslo. 

W fizyce uwagę i  uznanie Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk zdobyła budowa detektora LIGO i obserwacje fal grawitacyjnych. To zasługa laureatów tegorocznej Nagrody Nobla: Rainera Weissa, Barry`ego C. Barisha oraz Kipa S. Thorne`a. Detektor LIGO dokonał pierwszej bezpośredniej obserwacji fal grawitacyjnych. Kolejnym osiągnięciem badaczy jest zbudowanie przez nich interferometrów – urządzeń wykrywających fale grawitacyjne. Nauka zdobyła nowe narzędzie do obserwowania czasoprzestrzeni,  które astrofizyk prof. dr hab. Michał Bejger z Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (CAMK)  porównuje do „ucha”, podczas gdy popularne już w obserwacji naukowej teleskopy stanowią dla badaczy „oko”. „Dzięki niemu możemy z dużą dokładnością wykrywać rzeczy, których nie widać, jak np. czarne dziury” – tak w rozmowie z PAP objaśnia prof. Bejgier, który wraz z zespołem z Virgo-POLGRAW  (tworzą go m.in. astrofizycy z CAMK) uczestniczy w projekcie LIGO w ramach międzynarodowego konsorcjum LIGO-Virgo. 

Królewska Szwedzka Akademia Nauk za najwybitniejszych w tym roku w dziedzinie chemii uznała: Jacquesa Dubocheta, Joachima Franka i Richarda Hendersona. Zostali oni docenieni za wniesienie do nauki prac nad metodą mikroskopii krioelektronowej, umożliwiającą obrazowanie dużych cząsteczek biologicznych (biomolekuł) w rozdzielczości niemal atomowej. W praktyce te osiągnięcia naukowe tegorocznych noblistów z chemii otwierają nową erę w dziedzinie badań biochemicznych.  

Fizjologia i medycyna odnotowała kolejne przyznawane przez Instytut Karolinska laury Nobla, które za odkrycie molekularnych mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe organizmów otrzymali w Sztokholmie trzej Amerykanie: Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young.

Tegoroczny noblista literacki  brytyjski pisarz Kazuo Ishiguro zasłużył się w opinii Akademii Szwedzkiej  tym, że w swoich powieściach „o wielkiej emocjonalnej sile odkrył pustkę kryjącą się za iluzorycznym  poczuciem łączności ze światem”. Pisarz ten jest autorem powieści: „Malarz świata ułudy” – najbardziej znanej, „Pejzaż w kolorze sepii” i „Okruchy dnia”.  Te wydawnictwa są również  dostępne dla polskich czytelników w Polsce – ukazały się  w polskich przekładach.

Przyznawaną przez Komitet Noblowski Nagrodą Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii tym razem wyróżniono Richarda H. Thalera. Naukowca doceniono za „wkład w ekonomię behawioralną”. To dziedzina, która posługuje się wynikami badań socjologicznych i psychologicznych do weryfikacji założeń ekonomii. Ekonomia behawioralna rozrasta się o wiele dziedzin, przydatnych w badaniach i ekonomii społecznej. W werdykcie Szwedzkiej Akademii Nauk wskazano, że profesor Richard Thaler swoimi badaniami i teoretycznymi rozpoznaniami umożliwił łączenie analiz ekonomicznych z psychologicznymi motywami indywidualnego podejmowania decyzji. Profesor R. Thaler jest związany pracą z  Uniwersytetem i Szkołą Biznesu w Chicago.

Norweski Komitet Noblowski przyznał Pokojową Nagrodę Nobla Międzynarodowej Kampanii na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej – ICAN (International Campaign to Abolish Nuclear Weapons), organizacji założonej w 2007 r. w Australii, mającej obecnie siedzibę w Genewie, która od początku wytrwale wskazuje na katastrofalne humanitarne konsekwencje użycia w jakikolwiek sposób broni jądrowej  oraz podejmuje wysiłki, by osiągnąć zakaz takiej broni w skali całego świata. Temu ma służyć traktat podpisany przez wszystkie kraje. O przyjęcie takiego traktatu ICAN zabiegała już w lipcu br. w ONZ, lobbując na jego rzecz. Nie poparło go jednak 9 mocarstw jądrowych. ICAN to organizacja mająca formę koalicji wielu organizacji ze 100 krajów. Przewodniczy jej Beatrice Fihn, która przedstawicielom mediów przekazywała, że otrzymana nagroda posłuży do dalszych działań na rzecz uwolnienia świata od broni jądrowej.

W przeszłości, po ocenie niezwykle dramatycznych skutków, osiągnięto takie porozumienia i wprowadzono m.in. zakazy broni chemicznej i biologicznej.  

Stefania Pruszyńska

Informacje źródłowe: witryna www.nobelprize.org, PAP - Nauka w Polsce, TVN, Wikipedia 



niedziela, 15 października 2017

Grupa naukowców m.in. z Białegostoku ma przygotować „Słownik polskiej terminologii prawosławnej”, który może zawierać nawet ponad 50 tys. haseł. W ramach Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki na realizację tego 5-letniego projektu otrzymali 1,1 mln zł.

Badania będą prowadzili m.in. naukowcy z Uniwersytetu w Białymstoku, gdzie od 1999 roku działa Katedra Teologii Prawosławnej. To jedyna w kraju taka placówka akademicka. Zajmuje się międzywydziałową działalnością dydaktyczną, pracą naukową i wydawniczą.

Kierownik tej katedry ks. dr hab. Marek Ławreszuk, który również jest wśród osób realizujących projekt, przypomniał w rozmowie z PAP, że polska Cerkiew liturgicznie wykorzystuje język cerkiewnosłowiański, choć coraz częściej pojawiają się teksty czy księgi liturgiczne tłumaczone na język polski.

Dodał, że w trakcie tych tłumaczeń okazało się, że cerkiewnosłowiański ma tyle subtelności, iż jego przekład na język polski sprawia problemy, do tego tłumaczenia – przygotowywane na bieżące potrzeby  –  nie są ujednolicone.

„Więc często ten sam termin cerkiewnosłowiański, w różnych tłumaczeniach, przyjmuje różne znaczenie w języku polskim. Dlatego, przed podjęciem jakichkolwiek nowych tłumaczeń, trzeba byłoby przede wszystkim uporządkować podstawy, czyli zasady” – zaznaczył ks. Ławreszuk. Dodał, że prace nad tymi zasadami terminologii prawosławnej już trwają.

Projekt pod nazwą „Słownik polskiej terminologii prawosławnej” ma realizować dwa cele: pierwszy, to odnalezienie polskich odpowiedników terminów cerkiewnosłowiańskich oraz greckich wykorzystywanych w liturgii polskiej Cerkwi, zaś drugi  wzbogacenie polszczyzny, np. o terminy, które funkcjonowały w języku staropolskim i zostały zapomniane. „A wydaje się, że obecnie mogłyby wrócić dla określeń pewnych terminów związanych z tradycją prawosławną” –  powiedział ks. Ławreszuk.

Zwrócił uwagę, iż klasyczny, pochodzący z początku XIX wieku, rosyjski słownik języka cerkiewnosłowiańskiego, miał ponad 50 tys. haseł. W jego ocenie, polski słownik również będzie wymagał opisania tylu terminów. Grupę badawczą tworzy dziewięć osób, m.in. specjaliści, którzy już tworzyli słowniki religijne lub współczesnej polszczyzny.

Projekt otrzymał grant w ramach konkursu ministerstwa nauki „Dziedzictwo narodowe”, na projekty badawcze o najwyższej wartości dla polskiej humanistyki oraz kultury narodowej.

Wsparcie miały szanse uzyskać projekty o charakterze dokumentacyjnym, źródłowym, translatorskim i słownikowym oraz stanowiące podstawy prac badawczych w humanistyce, obejmujących badania nad dziedzictwem narodowym.

Do konkursu złożono blisko ćwierć tysiąca wniosków; Rada Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki wybrała 28 najlepszych. Otrzymają one w sumie blisko 31 mln zł. Z Uniwersytetu w Białymstoku, oprócz badań nad słownikiem, zakwalifikował się projekt naukowców z wydziału historyczno-socjologicznego, dotyczący akt synodów Jednoty Litewskiej.

 PAP - Nauka w Polsce

 rof/ swi/ bos/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl




poniedziałek, 09 października 2017

Tegoroczną Nagrodą Nobla z chemii podzielili się Jacques Dubochet, Joachim Frank i Richard Henderson, dzięki którym nauka zyskała nowe narzędzie badawcze – mikroskopię krioelektronową. Pozwala ona badać z dużą rozdzielczością strukturę cząsteczek biologicznych w roztworze, uprzednio zamrożonych w temperaturze ciekłego azotu.

Królewska Szwedzka Akademia Nauk doceniła ich  jak uzasadniono w środę podczas konferencji w Sztokholmie – „za prace nad metodą mikroskopii krioelektronowej, pozwalającej na określanie w wysokiej rozdzielczości struktury biocząsteczek w roztworach”.

Mówi się, że jeden obraz wart jest tysiąc słów. Mikroskop, teleskop, promieniowanie rentgenowskie, mikroskop elektronowy, ultrasonografia, rezonans magnetyczny – pozwoliły dostrzec to, co wcześniej było niedostrzegalne i miały przełomowe znaczenie zarówno dla nauki teoretycznej, jak i stosowanej. Ukazały niewidoczne dla ludzkiego obiekty i zjawiska, których istnienia i natury wcześniej można się było tylko domyślać.

Mikroskopia krioelektronowa obrazuje maleńkie cząsteczki biologiczne lepiej i prościej. Umożliwia oglądanie kluczowych dla naszego życia białek z rozdzielczością pozwalającą dostrzec poszczególne atomy. Pozwala zobaczyć białka w ich naturalnym środowisku, a także badać ich interakcje zachodzące bezpośrednio w komórkach. Wcześniej badanie tych białek opierało się na mającej niską rozdzielczość mikroskopii świetlnej – albo na technikach polegających na uprzednim usunięciu białek z ich naturalnego środowiska.

Tradycyjna mikroskopia elektronowa pozwala osiągnąć znacznie wyższą rozdzielczość, niż mikroskop świetlny, ale wymaga kłopotliwych zabiegów: próbkę trzeba poddać działaniu toksycznych związków chemicznych lub pokryć ją cieniutką warstwą metalu, na przykład złota. Takie czynności niszczą jednak naturalne struktury. Także sama wiązka elektronów działa niszcząco na białka czy wirusy. Dlatego na biochemicznych mapach wciąż pozostawały białe plamy – niektórych białek nie udawało się zobrazować.

Mikroskopia krioelektronowa nie wymaga tak kłopotliwych zabiegów przygotowawczych. Badane próbki są zamrażane za pomocą etanu, schłodzonego przy pomocy ciekłego azotu, a następnie oglądane w wysokiej próżni za pomocą mikroskopu elektronowego (obraz tworzony jest przy użycia komputera). Możliwe jest zamrożenie białek „na gorącym uczynku” i dostrzeżenie procesów wcześniej niewidzianych. Ma to ogromne znaczenie nie tylko dla zrozumienia procesów życiowych, ale i opracowania nowych leków.

Joachim Frank – jeden z tegorocznych noblistów – rozwinął technikę mikroskopii elektronowej, rozszerzając jej zastosowanie. Pomiędzy rokiem 1975 a 1986 opracował metodę obróbki obrazu, która dzięki analizie rozmytych, dwuwymiarowych obrazów z mikroskopu elektronowego pozwoliła uzyskać ostry obraz trójwymiarowy, o wyjątkowo dużej głębi ostrości.

Drugi z noblistów: Jacques Dubochet rozwiązał problem wody. Próżnia panująca w mikroskopie elektronowym sprawia, że woda odparowuje, a pozbawione jej wsparcia cząstki biologiczne ulegają zniekształceniu. Na początku lat 80. XX wieku Dubochetowi udało się zeszklić (zwitryfikować wodę) – ochłodzić ją tak szybko, że stała się szklistym ciałem stałym, co pozwoliło cząsteczkom biologicznym zachować naturalny kształt.

W roku 1990 Richard Henderson – trzeci nagrodzony Noblem – po raz pierwszy dzięki mikroskopowi elektronowemu uzyskał trójwymiarowy obraz białka, mający rozdzielczość sięgającą atomów.

Wprowadzane z czasem udoskonalenia sprawiły, że obecnie badacze, analizując komputerowo obrazy wielu identycznych cząsteczek biologicznych, rutynowo tworzą obrazy trójwymiarowej struktury takiej cząsteczki – od białek pozwalających bakteriom uniknąć działania antybiotyku po szczegóły budowy powierzchni wirusa Zika. Rozwój biochemii uległ ogromnemu przyspieszeniu.

(PAP)

Autor: Paweł Wernicki

Edytor: Anna Ślązak

 Nauka  w Polsce

pmw/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl




czwartek, 24 sierpnia 2017

Debaty oksfordzkie, w których mówcy nie mogą się wzajemnie obrażać, stają się w Polsce coraz popularniejsze – mówi jeden z propagatorów tego rodzaju rozmowy Łukasz Słoniowski. Zwraca też uwagę na walory edukacyjne debaty oksfordzkiej.

Debaty oksfordzkie pojawiły się w Polsce na pocz. lat 90. XX w. za sprawą prof. Zbigniewa Pełczyńskiego i Szkoły Liderów. Z czasem zaczęło powstawać coraz więcej organizacji, zajmujących się przygotowaniem debat na wzór tych pochodzących z Uniwersytetu Oksfordzkiego.

W debacie oksfordzkiej mówcy, pod przewodnictwem marszałka, dyskutują nad postawioną tezą. Po prawej stronie marszałka siedzą obrońcy tezy, po lewej jej przeciwnicy. Rozmowa odbywa się bez wzajemnego obrażania się. Na końcu obecni poprzez głosowanie przyznają rację jednej ze stron lub wybierają najlepszego mówcę.

Łukasz Słoniowski, twórca projektu Szkoła Debaty podkreślił, że debaty oksfordzkie są coraz popularniejsze szczególnie w Małopolsce. Jako przykład wskazał dwa ogólnopolskie wydarzenia: Mistrzostwa Polski Debat Oksfordzkich w Poznaniu i Akademickie Mistrzostwa Polski Debat Oksfordzkich w Krakowie.

W tym roku w I Akademickich Mistrzostwach Polski Debat Oksfordzkich (11-14 maja Kraków) wzięły udział 52 drużyny z 22 uczelni wyższych z 13 województw. Łącznie 220 mówców broniło i obalało tezy. „W ciągu tygodnia po ogłoszeniu na uniwersytetach informacji o mistrzostwach, zgłosiło się do nas 30 kół naukowych” powiedział PAP Paweł Nowak, prezes Krakowskiego Stowarzyszenia Mówców, które organizuje akademickie mistrzostwa debat oksfordzkich.

Według jego szacunków w planowanych na przyszły rok II Akademickich Mistrzostwach Polski Debat Oksfordzkich weźmie udział dwa razy więcej mówców, niż w tym roku.

O tym, że w Małopolsce szczególnie chętnie się debatuje, świadczą też wyniki Małopolan w mistrzostwach Polski w Poznaniu. Na pięć zorganizowanych edycji tytuł wędrował do szkół małopolskich: w 2013 r. do II LO w Krakowie, w 2014 do II LO w Tarnowie, w 2015 do V LO w Krakowie, w 2017 do VI LO w Krakowie.

Krakowska Szkoła Debaty to - jak podają jej twórcy najstarszy i nieprzerwanie działający w Polsce projekt skierowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych, dający młodzieży możliwość udziału w debatach oksfordzkich. Projekt, nad którym czuwa III Społeczne Liceum im. J. Słowackiego, działa od 2003 r. Z kolei członkowie Krakowskiego Stowarzyszenia Mówców tworzą koła debat, wewnętrzne turnieje i dyskusje w 60 szkołach uczestniczących w projekcie.

Debaty oksfordzkie uczą nie tylko kulturalnej polemiki, ale i pokazują, że każdy problem ma co najmniej dwie płaszczyzny. Debaty uczą pewności siebie, komunikacji interpersonalnej, umiejętności budowania argumentacji i dają odwagę, by publicznie artykułować swoje myśli.

PAP - Nauka w Polsce

bko/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl




wtorek, 08 sierpnia 2017

 

 

[...] w lasach chronionych i cennych przyrodniczo martwe drewno jest kluczowe dla gatunków rzadkich i umożliwia ich funkcjonowanie, nawet jeśli drzewa zostały połamane lub uschły. Ich uprzątanie jest najczęściej sprzeczne z potrzebami ochrony przyrody. Przykładem jest tu wycinanie suchych świerków w Puszczy Białowieskiej” – mówi dr Michał Żmihorski ze Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali

Usuwanie martwego drewna z lasu po pożarze, wichurze bądź ataku szkodników sprawia, że maleje liczba gatunków, m.in. ptaków, płazów, drobnych ssaków, owadów, mchów i porostów. Potwierdziły to analizy danych z całego świata, prowadzone z udziałem Polaków.

„W ekosystemach leśnych zdarzają się katastrofy – huragany, pożary, gradacje szkodników. Zawsze tak było, bo to naturalne zjawiska i nie są zagrożeniem dla lasu”  mówi w rozmowie z PAP jeden z autorów publikacji w „Journal of Applied Ecology” (10.1111/1365-2664.12945), dr Michał Żmihorski ze Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali.

I zaznacza, że z przyrodniczego punktu widzenia takie katastrofy nie są na ogół problemem. „Silny wiatr może zrzucić ptasie gniazdo lub przerzedzić las, ale ekosystem jako całość jest stabilny i szybko się regeneruje. Problemem są natomiast działania zarządców lasu, w Polsce leśników, którzy są przekonani, że muszą interweniować, by pomóc w regeneracji lasu. Najczęściej zaczynają oni szybko usuwać martwe drewno i wprowadzać sztuczne odnowienie drzewostanu. Co ważne, podejmują oni takie interwencje również w lasach chronionych, wyłączonych z gospodarczego użytkowania, np. w rezerwatach, jak ostatnio w rezerwacie  »Jałówka« niedaleko Białegostoku” powiedział.

Naukowcy chcieli sprawdzić, jak takie ingerencje „uprzątanie” martwego drewna przez ludzi może wpływać na leśne organizmy, m.in. porosty, mszaki, rośliny naczyniowe, owady, pajęczaki, gady, ptaki, nietoperze, gryzonie i inne. Kierowany przez Simona Thorna z Julius-Maximilians-University Wurzburg w Niemczech zespół 29 naukowców z USA, Kanady, Niemiec, Hiszpanii, Szwajcarii, Korei Południowej, Polski, Austrii i Australii przenalizował niemal 240 wcześniejszych publikacji naukowych z całego świata, dotyczących usuwania drzew z lasów po naturalnych katastrofach.

Uwzględnione w tych badaniach lasy były traktowane dwojako: pozostawiane samym sobie   albo też ludzie usuwali zalegające w nich martwe drewno. Analizując wcześniejsze wyniki badań naukowcy skupili się na lasach, w których skala zniszczeń spowodowanych przez żywioł była ogromna dotknęła ponad 75 proc. drzew.

Okazało się, że sprzątanie lasu po zaburzeniu silnie wpływa na wiele grup organizmów leśnych. „Skład gatunkowy tych grup się zmienia: gatunki typowo leśne, np. te związane z martwym drewnem, wycofują się z miejsc objętych zabiegami uprzątania martwego drewna. Na ich miejsce pojawiają się za to gatunki typowe dla terenów otwartych. Zabiegi uprzątania martwego drewna są zatem istotnym przekształceniem ekosystemu leśnego w kierunku środowisk otwartych. Choć zarządzający lasem chcą przyspieszyć regenerację lasu po zaburzeniu  to skutki ich działań są odwrotne: opóźniają regenerację i pogarszają sytuację gatunków typowo leśnych”    mówi Michał Żmihorski.

Wyniki analiz są jednoznaczne: usuwanie martwego drewna z lasu powoduje wśród leśnych gatunków zmiany w skali stanowiącej ekologiczny odpowiednik małej rewolucji. Tam, gdzie człowiek „uprzątnął” las po naturalnej katastrofie, mniej jest gatunków mchów i porostów, ptaków, grzybów i chrząszczy saproksylicznych  czyli związanych z martwym drewnem, a także skoczogonków żyjących w glebie i ściółce maleńkich, ale niezwykle licznych zwierząt blisko spokrewnionych z owadami.

Do gatunków, którym usunięcie martwego drewna i „otwarcie” przestrzeni sprzyja należą niektóre gatunki ślimaków, pająków i chrząszczy. Po wycięciu lub wywiezieniu drzew z reguły ich przybywa.

Naukowcy przewidują, że z powodu zmian klimatycznych katastrofy naturalne w lasach pożary, huragany i gradacje szkodników mogą się stać coraz częstsze. „Dlatego powinniśmy skutecznie nimi zarządzać, aby pozyskiwać surowiec ale też chronić bioróżnorodność” – podkreśla dr Żmihorski.

I zaznacza, że „obecnie rozumiemy funkcjonowanie lasu znacznie lepiej, niż 50 lat temu  dlatego powinniśmy zaktualizować zasady jego użytkowania (...). Takie uprzątanie lasu jest bardzo drogie, więc jeśli dodatkowo nie przynosi zamierzonych efektów, powinniśmy z niego zrezygnować – dlaczego podatnik ma finansować zabiegi, które nie przynoszą efektów?”.

Przedstawione w „Journal of Applied Ecology” wnioski oznaczają co innego w kontekście lasu gospodarczego, a co innego – lasu o cechach naturalnych, gdzie powalone kłody w rzeczywistości tętnią życiem: stanowią miejsce rozwoju tysięcy organizmów i dostarczają im pożywienia oraz schronienia.

„W lesie gospodarczym właściciel chce zmniejszyć straty ekonomiczne po zaburzeniu i odzyskać przynajmniej część surowca. Naturalne jest zatem, że pozyskuje przewrócone drzewa. Natomiast w lasach chronionych i cennych przyrodniczo martwe drewno jest kluczowe dla gatunków rzadkich i umożliwia ich funkcjonowanie, nawet jeśli drzewa zostały połamane lub uschły. Ich uprzątanie jest najczęściej sprzeczne z potrzebami ochrony przyrody. Przykładem jest tu wycinanie suchych świerków w Puszczy Białowieskiej” – mówi ekolog z Uniwersytetu Uppsali.

Według autorów publikacji, obowiązujące dotychczas zasady bezwarunkowego uprzątania powierzchni zaburzonych w lasach wymagają weryfikacji. Takie zabiegi nie są niezbędne, a w lasach szczególnie cennych przyrodniczo są wręcz szkodliwe.

 Anna Ślązak, PAP - Nauka w Polsce

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl


Michał Żmihorski, doktor biologii, naukowo zajmuje się ochroną przyrody w lasach. Jest pracownikiem szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali  i  krakowskiego Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk. 


Fot., notka biograficzna i podkreślenia w tekście: Stefania Pruszyńska, redakcja Gazety Autorskiej „IMPRESJee” www.impresjeee.blox.pl



poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

W różnych miejscach Europy archeolodzy znajdują bardzo podobne, bursztynowe paciorki sprzed ok. 3,5 tys. lat. Długo sądzono, że odkrycia należy wiązać ze szlakiem drogi handlowej wiodącej do Grecji. Poznański archeolog Mateusz Cwaliński uważa, że mogło być nieco inaczej.

„Olbrzymie ilości wyrobów z bursztynu znajdują archeolodzy w Grecji okresu mykeńskiego co oznacza, że mają one ok. 3,5 tys. lat. Oczywiście, produkty te musiały być przywożone; większość badań wskazuje, że bursztyn był sprowadzany znad Bałtyku” opowiada w rozmowie z PAP Mateusz Cwaliński, doktorant w Instytucie Archeologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Badacz dodaje, że na ograniczoną skalę bursztyn pozyskiwano również z terenu Sycylii i Rumunii, ale wyroby wykonywane z nich w pradziejach stanowiły tylko niewielki odsetek całości.

Co ludzie znad Bałtyku zyskiwali w zamian za bursztyn? Najprawdopodobniej wyroby z brązu, które często znajduje się na stanowiskach archeologicznych z tego okresu. Być może chodziło również o towary, które nie zachowały się do dziś – sól czy egzotyczne barwniki (np. purpura).

Zdaniem Mateusza Cwalińskiego, ważnymi odbiorcami bursztynu w tym czasie byli nie tylko Grecy, lecz i społeczności mieszkające nad Morzem Adriatyckim. Właśnie ten rejon jest przedmiotem zainteresowania poznańskiego naukowca, który na swoje badania otrzymał stypendium Start z FNP.

W samych krajach byłej Jugosławii i w Albanii naliczył on już ok. 700 paciorków i innych przedmiotów wykonanych z bursztynu, które mają od ok. 4 tys. do 2800 lat. Choć naukowiec dopiero zaczyna analizować występowanie bursztynu na Półwyspie Apenińskim to już stwierdził, że przedmiotów z bursztynu może tam być o wiele więcej niż po wschodniej stronie Adriatyku.

Dotychczas naukowcy inaczej postrzegali rolę tej części Europy w procesie wymiany bursztynu. Uważali, że społeczności zamieszkujące strefę nadadriatycką jedynie pośredniczyli w wymianie, a głównym odbiorcą tego surowca była mykeńska Grecja. Teraz okazuje się, że strefa centralnego śródziemnomorza mogła stanowić nie mniej ważny cel w ramach szlaków importu bursztynów, i to już w czasach epoki brązu sugeruje poznański archeolog.

Co ciekawe, forma wykonania paciorków znajdowanych w całej Europie była bardzo zbliżona. Rzadko mamy do czynienia z przedmiotami identycznymi, ale ich forma jest bardzo podobna: są to m.in. paciorki dwustożkowate, z szerszą częścią środkową, zwężające się ku obu krawędziom. Z kolei z obszaru nadadriatyckiego znane są przedmioty z bursztynu, które przypominały astragale, czyli kości skokowe, które w starożytności często służyły jako kości do gier.

Epoka brązu to okres, w którym wykształciły się elity społeczne. W tamtych czasach ani brąz, ani też wyroby z bursztynu nie były niezbędne do życia (brąz był dość miękkim metalem, a bursztyn jedynie ozdobą). Jednak ich posiadanie wskazywało na posiadanie wysokiego statusu społecznego stwierdza naukowiec.

Archeolog zauważa ponadto, że miejsca wydobycia cyny i miedzi niekiedy są od siebie znacznie oddalone, podczas gdy największe zasoby bursztynu znajdują się nad Bałtykiem. To oznacza że dynamicznie rozkwitająca nadśródziemnomorska cywilizacja mykeńska nie miała do niego łatwego dostępu. Wymusiło to na różnych społecznościach wzmożenie kontaktów i doprowadziło do stworzenia sieci wymiany produktów.

„Powszechnie uważa się, że towar rzadki uznawany jest za cenny i prestiżowy. Tak samo było najprawdopodobniej w przypadku bursztynu” dodaje Cwaliński.

Bursztyn fascynował ludzi od tysiącleci. Zainteresowanie budził jego specyficzny kolor i faktura, a nawet zapach, jaki wydziela się w czasie spalania. Być może nawet przypisywano mu znaczenie magiczne.

Cwaliński ustalił, że większość przedmiotów z bursztynu znajdowanych w krajach byłej Jugosławii pochodzi z grobów; podobna sytuacja jest w Grecji mykeńskiej.

„Różnica tkwi jednak w jego wykorzystaniu: na Bałkanach bursztyn niemal wyłącznie stanowi wyposażenie pochówków kobiecych i dziecięcych, natomiast w Grecji jest on również odnajdowany w grobach wojowników” dopowiada.

„O tym, jak delikatny był system dalekosiężnej wymiany towarów sprzed kilku tysięcy lat, świadczy to, że wśród znalezisk z okresu mniej więcej od 800 do 700 r. p.n.e. nie ma wyrobów z bursztynu na wschodnim wybrzeżu Adriatyku. Możliwe, że było to spowodowane migracjami i niepokojami społecznymi, które zaburzyły dotychczas funkcjonujące szlaki nie tylko bursztynu, ale także cyny” mówi archeolog.

Jednak później wszystko wróciło do normy. Od VII stulecia p.n.e. bursztyn ponownie był importowany na te tereny w niespotykanym wcześniej natężeniu i w bardziej wysublimowanych formach. W opinii Cwalińskiego, począwszy od tamtej chwili,  import bursztynu przybrał bardziej zorganizowaną postać, którą można określić mianem szlaku bursztynowego, który połączył wybrzeże Bałtyku z Rzymem.

„Po dziś dzień bursztyn cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Dla zagranicznych turystów wizytujących Gdańsk zakupy bursztynu na ul. Mariackiej są obowiązkowym punktem programu. Miasto może się pochwalić corocznie odbywającymi się największymi w Europie targami bursztynu” stwierdza naukowiec.

szz/ zan

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 


W publikacji: Jantarion 1, Stefania Pruszyńska

Ilustracja graficzna własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”

Wszelkie prawa zastrzeżone



wtorek, 06 czerwca 2017

Uroczystość wręczenia Lednickiego Orła Piastowskiego prof. Stanisławowi Suchodolskiemu, polskiemu archeologowi, historykowi, zaliczanemu do grona najwybitniejszych polskich numizmatyków, odbyła się 31 maja br. w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

Nagroda przyznawana jest od 2009 r. za wybitne osiągnięcia w dziedzinie badań naukowych i upowszechniania wiedzy związanej z pierwszą dynastią panującą w Polsce. Dyrektor Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy prof. Andrzej M. Wyrwa podkreślił, że wkład prof. Suchodolskiego jest w tej kwestii niezaprzeczalny.

„Jest on najwybitniejszym specjalistą z zakresu numizmatyki z czasów piastowskich; uznanym na całym świecie, nagradzanym w Polsce i za granicą. To także wychowawca całego grona polskich numizmatyków. Jego wkład w poznanie dziedzictwa Piastów, a także samej monety i jej obiegu, znaczenia w przestrzeni historycznej ziem polskich jest olbrzymi” –  stwierdził  prof. Wyrwa.

Zaznaczył przy tym, że choć nagroda przyznana została za całokształt pracy twórczej, naukowej i dydaktycznej profesora, nie można pominąć jego bardzo owocnej współpracy z Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.

„Istotny jest wkład profesora chociażby w poznanie kwartników śląskich, które zostały znalezione w obiektach architektonicznych na wyspie. Prof. Suchodolski opracowywał też wczesnośredniowieczne monety odnalezione na cmentarzysku w Dziekanowicach” – przypomniał prof. Wyrwa.Znawca monety średniowiecznej w Europie, archeolog, historyk Stanisław Suchodolski urodził się w 1936 r. w Warszawie. W latach 50.  ub. wieku studiował archeologię na Uniwersytecie Warszawskim. W 1956 r. podjął studia historii u prof. Aleksandra Gieysztora, jednocześnie pod kierunkiem prof. Ryszarda Kiersnowskiego napisał rozprawę doktorską pt. „Mennictwo w Polsce mwczesnośredniowiecznej od X do XII wieku”. W 1983 r. uzyskał tytuł profesora.

Odbył specjalistyczne studia we Francji i we Włoszech, uczestniczył w licznych międzynarodowych kongresach i sympozjach numizmatycznych, a także w szeregu badaniach wykopaliskowych w Polsce i poza krajem.

Jego badania istotnie przyczyniły się do rozpoznania mennictwa Piastów, w tym do przyjęcia tezy, że Mieszko I nie bił monet, inicjatorem mennictwa polskiego był jego syn Bolesław, zaś przypisywane pierwszemu historycznemu władcy Polski denary emitował Mieszko II.

Wieloletni pracownik Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz pracownik Instytutu Archeologii UW.

Profesor Suchodolski jest autorem kilkuset prac naukowych a także autorem lub współautorem kilkunastu książek. Jest członkiem wielu towarzystw i stowarzyszeń krajowych jak i zagranicznych. Jest też laureatem licznych nagród i odznaczeń.

Honorową nagrodę Lednickiego Orła Piastowskiego ustanowiono w 2009 r. Nagroda jest przyznawana raz w roku przez marszałka województwa wielkopolskiego za wybitne osiągnięcia w dziedzinie badań naukowych i upowszechniania wiedzy o roli dynastii piastowskiej w historii Polski i Europy, oraz ochrony piastowskiego dziedzictwa kulturowego.

Laureata wyłania, spośród zgłoszonych kandydatów, kapituła w skład której wchodzą m.in. prymas Polski, metropolita poznański, rektor poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza i dyrektor Muzeum Pierwszych Piastów.

W latach ubiegłych wyróżnienie otrzymali m.in. prof. Gerard Labuda, prof. Zofia Kurnatowska, prof. Jerzy Strzelczyk, prof. Klementyna Żurowska i prof. Antoni Gąsiorowski. (PAP)

 rpo/ pat/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl



poniedziałek, 08 maja 2017

 

Polscy naukowcy stworzyli „chit”, czyli pierwszy chemiczny bit – poinformował w czwartek Instytut Chemii Fizycznej PAN. Udowodnili tym samym, że do przechowywania informacji nadaje się nie tylko fizyka, lecz również chemia.

Komputer, smartfon, cyfrowy aparat fotograficzny – żadne z tych urządzeń nie mogłoby działać bez układów pamięci. W typowych pamięciach elektronicznych zera i jedynki są zapisywane, przechowywane i odczytywane za pomocą zjawisk fizycznych, takich jak przepływ prądu czy zmiana właściwości elektrycznych bądź magnetycznych nośnika.

Działająca pamięć innego typu, zbudowana w oparciu o zjawiska chemiczne, została stworzona przez dr. inż. Konrada Giżyńskiego oraz prof. Jerzego Góreckiego z Instytutu Chemii Fizycznej Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Rolę chemicznego nośnika informacji pełni w niej prosty układ trzech stykających się kropel, w których zachodzą reakcje oscylacyjne.

Chemicznym fundamentem pamięci skonstruowanej przez badaczy z IChF PAN są zachodzące w roztworach reakcje Biełousowa-Żabotyńskiego. Ich przebieg ma charakter oscylacji: gdy jeden cykl się kończy, w roztworze odtwarzają się reagenty niezbędne do rozpoczęcia kolejnego cyklu. Zanim reakcja ustanie, oscylacje mogą się powtórzyć od kilkudziesięciu do kilkuset razy. Towarzyszą im regularne zmiany koloru roztworu, za które odpowiada ferroina, katalizator reakcji.

Drugim katalizatorem używanym przez warszawskich naukowców był ruten. Powoduje on, że reakcja staje się światłoczuła, czyli przy intensywnym oświetleniu roztworu światłem niebieskim przestaje on oscylować – pozwala to kontrolować przebieg reakcji.

„Nasz pomysł na chemiczne zapisywanie informacji był prosty” – wyjaśnia prof. Górecki. Naukowcy postanowili poszukać jak najmniejszych układów kropel, w których wzbudzenia mogłyby zachodzić na kilka sposobów, przy czym przynajmniej dwa byłyby trwałe. „Jednej sekwencji wzbudzeń moglibyśmy wtedy przyporządkować wartość logiczną 0, drugiej 1, a do przełączania układu między nimi, a więc do wymuszania określonej zmiany stanu pamięci, używać światła”.

Eksperymenty wykazały, że układ trzech kropel, wielokrotnie obieganych przez fronty chemiczne, był zdolny do trwałego przechowywania jednego z dwóch stanów logicznych.

„Tak naprawdę nasz chemiczny bit ma nieco większe możliwości, niż bit klasyczny”  stwierdza dr Giżyński. „Mody rotacyjne, których używaliśmy do zapisu stanów 0 i 1, miały najkrótsze czasy oscylacji, równe odpowiednio 18,7 s i 19,5 s. Jeśli więc układ oscylował jakkolwiek wolniej, można było mówić o dodatkowym, trzecim stanie logicznym”. Naukowiec zauważa przy tym, że trzeci stan mógłby być stosowany nie do przechowywania informacji, a na przykład do weryfikowania poprawności zapisu.

Przeprowadzone w IChF PAN badania nad pamięcią zbudowaną z oscylujących kropel służyły wyłącznie zademonstrowaniu, że trwałe przechowywanie informacji za pomocą reakcji chemicznych jest możliwe. W nowo powstałej pamięci reakcje odpowiadają jedynie za utrzymanie informacji, podczas gdy jej zapis i odczyt nadal wymagają metod fizycznych.

Naukowcy zastrzegają, że zanim zostanie skonstruowana w pełni chemiczna pamięć, która mogłaby się stać częścią przyszłego chemicznego komputera, najprawdopodobniej upłynie jeszcze wiele lat.

PAP - Nauka w Polsce

kflo/ zan/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

Ilustracja graficzna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”: Oscylatorium, Stefania Pruszyńska



 
1 , 2 , 3 , 4