Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki Gazety Autorskiej „IMPRESJee”. * Liczba wizyt: 6 726 381 ** Liczba wizyt (w gazecie i podstronach): 9 020 659. W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.

* SALON: KRUŻGANKI KULTURY

czwartek, 24 sierpnia 2017
czwartek, 17 sierpnia 2017

 

„Czasami czuję się bardzo samotny. Bywają takie dni, gdy czuję się samotny nawet w tłumie. Wyobrażam sobie, że z nią [miłością], kiedy już ją znajdę, ta samotność nie przytrafi mi się więcej” – Elvis Presley, Wikicytaty

„Ja nie jestem Królem. Jezus Chrystus jest Królem. Ja jestem tylko wokalistą (I am not the King. Jesus Christ is the King. I’m just an entertainer)” – Elvis Presley, Wikicytaty

„Przez całe życie matka była dla mnie wszystkim. Czuję się tak, jakbym stracił nie tylko matkę, ale i najbliższego przyjaciela, kolegę, kogoś, z kim mogłem rozmawiać o wszystkim. Gdy miałem kłopoty, mogłem przyjść do niej w środku nocy, a ona wstawała i starała się mi pomóc” – Elvis Presley po śmierci matki, Wikicytaty na podst. materiałów z konferencji prasowej, 22 września 1958, częściowo zapisanej na płycie „Elvis Sails”

„Boję się intelektualistów – powodują niezgodę i zazdrość. Trzymam się z daleka od tych, którzy mogą wpędzić mnie w kłopoty. Przebywam z ludźmi swojego pokroju” – Elvis Presley, Wikicytaty za: Leszek C. Strzeszewski, „Elvis”, PWM, Kraków 1986, s. 63

Rewolucja w muzyce, której dokonywał, gdy stał się wkrótce po pierwszych wejściach na ówczesną scenę − objawieniem, niesie wiele impulsów po dziś dzień i znajduje swój wyraz w nowych śmiałych formach i kierunkach muzycznych. Jako prekursor zmian odegrał rolę pochodni rozpalającej cały świat muzyczny. Elvis Presley nadal rozpala wyobraźnię i ożywia wrażliwość kolejnych pokoleń artystów sceny muzycznej i twórców nie tylko muzyki. Miałby teraz 82 lata życia ziemskiego. 

Wielu muzyków przypomina już  od 40 lat jego repertuar, starając się wcielić w Króla Rocka i  naśladować tak różnorodne stylistycznie jego kreacje sceniczne – te buchające energią i żywiołami w rock and rollu albo dla odmiany pełne wzruszeń, skupione, liryczne w repertuarze pozarockowym.

Jego płyty zostały wydane w nakładzie sięgającym już miliarda egzemplarzy. Zagrał w 31 filmach. A któż właściwie nie nuci jego piosenek, nie wsłuchuje się w jego repertuar gospel lub balladowy czy nie zna jego wizerunku? Młode pokolenia odkrywają Elvisa. To dobry znak, świadectwo rozległości zainteresowań, które bynajmniej nie koncentrują się tylko na rapie bądź disco polo.

A co myśleli i jak mówili o Elvisie Presleyu jego córka, żona albo muzycy czy jego najzagorzalsi miłośnicy? Przytaczam wypowiedzi znane i mniej znane. Także niektóre już publikowane wcześniej przeze mnie opinie postaci z muzycznego Poznania i muzycznej Polski. 

Lisa Marie Presley, córka Elvisa Presleya: „Miałam dziewięć lat i właśnie byłam w Graceland, kiedy to się stało. Na początku czułam się bardzo zagubiona. Cierpiałam, ale oglądałam też, jak świat cierpi. Ludzi zabierali do szpitala, tak byli wstrząśnięci śmiercią Elvisa. Dla mnie to było surrealistyczne doświadczenie. Mama martwiła się o mnie i zabrała mnie na miesiąc do Europy, jak najdalej od prasy i wiadomości”,Wikicytaty, za: Danny Scott, Nasze życie z Królem. Wyznania żony i córki Elvisa Presleya, Onet.pl, 2 października 2012 za: „The Times”.

Priscilla Presley, żona Elvisa Presleya: „Elvis był kochającym ojcem, ale niezbyt praktycznym i pomocnym. Nie interesowało go zmienianie pieluch i te sprawy. Chciał się bawić. Chlapał wodą, kiedy Lisa Marie była w wannie albo biegał z nią po ogrodzie. Uwielbiał córkę”, Wikicytaty za Danny Scott, „Nasze życie z Królem. Wyznania żony i córki Elvisa Presleya”, Onet.pl, 2 października 2012 za: „The Times”.

Jimmy Carter, 39. Prezydent USA w latach 1977 do 1981: „Elvis Presley jest wybitną osobowością jako człowiek, jako piosenkarz, jako Południowiec i jako gentleman”, Wikicytaty za: Leszek C. Strzeszewski, „Elvis”, op. cit., s. 138, 139;

„Jego muzyka, jego osobowość zmieniły oblicze amerykańskiej kultury. Elvis Presley był symbolem buntowniczego ducha naszego narodu” (His music and his personality, fusing the styles of white country and black rhythm and blues, permanently changed the face of American popular culture. His following was immense. And he was a symbol to people the world over of the vitality, rebelliousness and good humor of this country), Wikicytaty.

John Lennon: „Przed Elvisem nie było niczego (Before Elvis, there was nothing)”, Wikicytaty.

Ursula Andress: „Kiedy miałam wystąpić z Elvisem Presleyem w Fun in Acapulco, myślałam, że zetknę się z kimś, kto jest tylko produktem reklamy. Tymczasem Elvis okazał się wręcz czarującym partnerem. Zawsze był usłużny i chętny do pomocy – sława idola wyraźnie go krępowała. Mam jego nagrania pieśni typu gospel i uważam je za bardzo piękne”, Wikicytaty, za: Leszek C. Strzeszewski, „Elvis” op. cit., s. 109.

Bill Black, amerykański muzyk, kontrabasista, uważany za prekursora rock and rolla, o pierwszym spotkaniu z Presleyem: „Zobaczyłem smarkacza z rażąco wypomadowanymi włosami, wystrojonego w jasnoróżową koszulę, skórzane spodnie i białe pantofle”, Wikicytaty, za: Leszek C. Strzeszewski, „Elvis”, op. cit., s. 16.

Z nutą żartobliwości, lecz z uznaniem o wykonaniu przez Presleya piosenki „Blue Moon of Kentucky”:  „Brzmi tak, jakby to zaśpiewał jakiś przeklęty czarnuch”, Wikicytaty, za: Leszek C. Strzeszewski, Elvis, op. cit., s. 16.

George Harrison o koncertach Elvisa Presleya: „Wielkie, artystyczne przeżycie”, Wikicytaty, za: Leszek C. Strzeszewski, Elvis, op. cit., s. 129.

Piotr Bugzel, kompozytor, wokalista: „Drugiego takiego nie będzie. Presley był wielkim artystą,  dokonał rewolucji w muzyce i połączył wiele stylów. Muzyka Presleya jest ponadczasowa i wywiera wpływ na różnych ludzi – zarówno siedmiolatków, jak i młodych, i starszych. Budzi u wielu silne emocje. Jeśli chodzi o mnie, towarzyszy mi ona zawsze. Już od początków, gdy występowałem w  »Nurcie« sięgałem zawsze po nią i głos Elvisa jako energetyzujący. Ta muzyka jest silna i bliska mojemu sercu, wyzwala u mnie dobre emocje. Dlatego też ją śpiewam”.

Tomasz Dziubiński w wywiadzie „Moja fascynacja Elvisem Presleyem”: „Elvis już latem w roku 1954, czyli po Święcie Niepodległości nagrał w studio SUN Sama Philipsa w Memphis 2 pocztówki dźwiękowe jako prezent na urodziny swojej matki. Były to utwory »My Happiness« i »That`s When Your Heartaches Begin«. Zapłacił za usługę 3.95 $, co nie było wtedy małą kwotą. Dnia 5 lipca 1954 r., czyli zaraz po Święcie Niepodległości w Stanach, Elvis nagrywa dla wytwórni SUN swoją pierwszą płytę. Jako pierwszy utwór wybrał kompozycję czarnego bluesmana Arthura Crudupa »That`s All Right«, a na drugiej stronie płyty pojawił się utwór wykonawcy country-bluegrass Billa Monroe »Blue Moon Of Kentucky«. W tamtych czasach muzykę grano bez udziału perkusji. Zestawienie tych dwóch utworów na jednej płycie wprowadziło tyle zamieszania, że nie potrafiono zaszufladkować tych utworów i w ten sposób powstał nowy styl muzyczny, zwany Rockabilly, a słuchając płyty, nikt nie dawał wówczas wiary, że to śpiewa biały wykonawca. Uściślając więc, nie uznajemy Elvisa za twórcę Rockabilly oraz pierwszego białego wykonawcę, który przybliżył białym słuchaczom bluesa”.

Krzysztof Wodniczak, organizator cyklu koncertów „Poznaniacy pamiętają Presleya”: „Ten najbardziej muzykalny piosenkarz zintegrował białą muzykę country z czarnym bluesem, a ze współpracującymi z nim muzykami wprowadził wiele innowacji do techniki nagraniowej. Brzmienia sekcji rytmicznej później wykorzystywały wszelkie grupy rockandrollowe, rockowe i pop music. Moją ideą i moim zamiarem jest odsłonięcie Presleya jako śpiewaka zarówno gospel, stonowanego balladzisty, rozentuzjazmowanego wykonawcy muzyki country, jak i dynamicznego rockandrollowa”.

Wojciech Korda, wokalista: „Elvis... to temat rzeka... Po II wojnie światowej był on inspiratorem – tchnął nowego ducha w muzykę rozrywkową. W Ameryce szczególnie zwrócił uwagę swoim sposobem bycia. Był taki okres w latach 50., że jego styl widziano jako zbyt awangardowy, zbyt obcesowy. Miał też wielu wrogów w Wielkiej Brytanii, a naśladował go Cliff Richard. W Polsce słuchaliśmy Presleya w Radiu Luxemburg. A to było, jak to się mówi w Poznaniu: zabruniune. Dla władzy był »wrzodem«”.

Dariusz Stocki, kierownik artystyczny zespołu „Konsonans”: „Pierwszym spotkaniem z muzyką Elvisa Presleya, tak jak sobie przypominam, był utwór »Love me tender«. Miałem wtedy chyba 7 lat i stawiałem pierwsze kroki muzyczne. Bardzo chciałem ten utwór grać i nieporadnie, i ze słuchu, z tego co zapamiętałem w radiu, próbowałem setki razy, aż się udało. Byłem z siebie bardzo dumny. Dumny jestem i teraz, że w repertuarze naszego zespołu mamy także utwory Presleya. Przed taką silną muzyczną osobowością, jaką jest Elvis Presley, nie da się uciec i ja wcale nie chcę tej muzyki unikać. Czy Elvis Presley żyje? Muzycznie – jeszcze jak!”.

Aleksandra Wojtaszek, dyrygent chóru Inspiro Ensemble: „Elvis Presley jest fenomenem w muzyce rozrywkowej, nie na darmo zyskał miano króla rock and rolla, a jego legenda przetrwała. Co ciekawsze – miliony fanów w ogóle nie przyjęły faktu śmierci Presleya do wiadomości, wierząc, że uciekł on w prywatność i wiedzie gdzieś spokojne życie na marginesie wielkiego świata. Żywy czy martwy, jego muzyka ciągle cieszy się popularnością. Co więcej, ciągle ktoś naśladuje jego muzykę i sceniczną osobowość.

A jeśli chodzi o moje osobiste spotkanie z Elvisem... z jego muzyką – nastąpiło ono, kiedy przygotowywałam ze swym chórem jego piosenkę: »King of the Road«. W samym przygotowaniu utworu nie ma nic szczególnego, ale gdy pozna się pewną ciekawostkę, sprawa nabiera rumieńców: zanim Elvis rozpoczął karierę muzyczną, pracował jako kierowca ciężarówki. I do dziś, słysząc tekst songu, mam wrażenie, że jest to piosenka o nim samym i że Presley jest nie tylko autorem, ale i głównym bohaterem piosenki. To on jest »King of the Road«, czyli Królem Szosy:

(He knows) Every engineer on every train

All of their children and all of their names

And every hang-out in every Town

Every lock that ain't locked

When no one's around”.

Wojciech Gąssowski, wokalista: „Moja fascynacja Presleyem zaczęła się już w dzieciństwie. Już jako młody chłopak wziąłem gitarę do ręki i próbowałem śpiewać jego repertuar. Zdobycie wówczas jego płyty graniczyło niemal z cudem... Jednak mój przyjaciel miał siostrę w Anglii i pomógł mi ją uzyskać. Słuchaliśmy jej całymi dniami. To były utwory z pierwszego okresu Elvisa, zresztą najlepszego – był wtedy fantastyczny na estradzie i w swoim repertuarze. Później ulegał namowom swojego menedżera pułkownika Parkera, co doprowadziło do tego, że jego występy stały się widowiskiem bazarowym. Przestał mi się wtedy podobać. W ogóle był człowiekiem słabym i ulegał namowom wielu ludzi. Szkoda, że nie wytrzymał i nie pozostał przy swoim pierwotnym stylu – utrzymałby do dzisiaj swoją wielkość”.

Zespół „The Way Voices”:  „To jest superczłowiek, superartysta. Jego muzyka ma tę siłę, która motywuje wielu, nas wszystkich. To taki rodzaj muzyki uskrzydlającej, dodającej otuchy, mocy. Chcielibyśmy śpiewać piosenki Elvisa Presleya tak, aby uzyskać tę samą dynamikę i taki przekaz jak on. Będąc na scenie, potrafił skupić ludzi, ich przyciągnąć i ich rozgrzać.  Śpiewaliśmy już jego gospelowy repertuar tam, u siebie – w Nigerii... To sporo ciekawych utworów...”.

Gwiazdor w wielkim stylu, kreator indywidualista, nazywany Królem rock and rolla, o tak wybitnych zasługach dla rozwoju kultury muzycznej, a jest postrzegany nader często czy przede wszystkim jako obiekt do zbadania i  sprawca mających bulwersować opinię publiczną doniesień biograficznych, opartych li tylko o domniemania. Roztrząsane są różne wątki z jego życia. Dobrze, gdy ze smakiem i  zgodą  z faktami – na przykład w książkach pisanych w poczuciu odpowiedzialności za prawdę. Źle, gdy w stylu ciekawskich podglądaczy – w tzw. prasie bulwarowej czy  nie stroniących od tzw. ciekawostek bądź wręcz plotkarskich mediach celowo podsyca się głód żądnych wiedzy o czymś, co rzekomo jest możliwe, lecz niejasne, a wymaga szczegółowej informacji dla wszystkich. Raz po raz powraca wątek sensacyjny: sfingowanej śmierci Elvisa, dochodzą inne, np. o raporcie z sekcji zwłok Elvisa, obecnie zapieczętowanym, a mającym być ujawnionym w 2027 roku. Takie wzbudzanie niezdrowych emocji ma posmak: nieuprawnionej dociekliwości, odzierania artysty z jego człowieczeństwa, odmawiania mu prawa do zachowania prywatności w  tajemnicy według jego woli i odsuwania na drugi plan tego, co wypływało z jego ducha i talentu.  

W 40. rocznicę śmierci Elvisa Presleya pragnący wyrazić swoje uznanie dla niego wybrali pochylenie czoła przed wiecznie żywym i nam pozostawionym muzycznym królestwem, które on stworzył. W Poznaniu taką okazją był kolejny koncert „Poznaniacy pamiętają Presleya”. 

Dla mnie Elvis Presley pozostanie niedoścignionym mistrzem dynamicznej kreacji, ekstatycznej wolności na scenie, artystą pokonującym wszelkie ograniczenia i konwencje – z mocy wielbienia prawdy emocji, których subtelnościom i rytmom był oddany bez reszty.

Stefania Pruszyńska

Fot.: Łukasz Chmielewski

Na fot.: Piotr Bugzel, Polski Elvis,  w roli Elvisa Presleya na jednym z koncertów



środa, 02 sierpnia 2017

„Bóg jest, a mimo to ludzie sądzą, że trzeba Go nadal szukać, bo trudno im się pogodzić z tym, że życie jest aktem wiary” – Paulo Coelho

„Im bardziej badam świat, tym bardziej wierzę w Boga” – Albert Einstein

„Ludzkość to szalony gatunek:

modli się do niewidzialnego Boga

i wyzyskuje widzialną naturę,

nie zdając sobie sprawy,

że widzialna natura

jest niewidzialnym Bogiem,

do którego się modli” – Hubbert Reeves

„Przewidywania poetów są zapomnianymi przygodami Boga” – Elias Canetti

„Jednym z dowodów istnienia Boga jest panująca we wszechświecie harmonia” –  André Marie Ampère 

Cytaty wybrała: Stefania Pruszyńska


czwartek, 20 lipca 2017
poniedziałek, 10 lipca 2017



Odkryłam tę przesyłkę pośród stosu korespondencji sprawdzanej, czytanej i odkładanej list po liście do archiwum. Zerknęłam uważnie na kopertę. Firmę kurierską, a może pocztę, opanował futuryzm!?

Doceniając ten sygnał z przyszłości, bowiem już z 29 listopada 2017 r., jednak nie nagrodzę tej firmy podaniem jej nazwy. Faworyzuję Pocztę Polską? Niepokoję się brakiem kontroli (i samokontroli) nad przesyłkami i ich datowaniem! W tym urzędzie czy innych instytucjach, powołanych nie tylko do terminowości w dostarczaniu przesyłek czy właściwego ich oznakowywania,   wszelkie zakusy na łamanie tej zasady (także innych zasad z nią związanych) i brak w porę sygnału wyjaśniającego mogą wiele kosztować przede wszystkim adresatów.

A moja teza o futuryzmie  na poczcie czy w tej firmie kurierskiej? Warto przypomnieć, że „Manifest futuryzmu”, zawierający 11 założeń,  autorstwa poety  Filippo Tommaso  Marinettiego i artysty malarza Umberto Boccioniego, ogłoszony w 1909 roku w paryskim „Le Figaro”, był znakiem nowego kierunku zmierzającego do rewolucji kulturalnej. W ósmym punkcie tego manifestu czytamy: „Jesteśmy na samym krańcu przylądka wieków! Wczoraj umarły Czas i Przestrzeń. Żyjemy już w absolucie, stworzyliśmy już bowiem wieczną i wszechobecną prędkość”.

Stefania Pruszyńska 


wtorek, 27 czerwca 2017

 

„Flamenco namiętnie” w Poznaniu, spektakl  w ramach „Teatru na Wolnym” Krystyny Jandy, przyciągnął  na dziedziniec Urzędu Miasta Poznania wielu sympatyków tego gatunku tańca i muzyki rodem z Hiszpanii, którzy zgotowali Annie Iberszer i Magdzie Navarrete bardzo gorące przyjęcie.

Anna Iberszer  jest tancerką flamenco, Magda Navarrete − śpiewaczką. Wraz z Andrzejem Lewockim − gitarzystą i  Markiem Fedorem − perkusistą  tworzą zespół „Corazón Flamenco”.

Artyści zaprezentowali kunszt flamenco w różnych tonacjach. Ich taniec, śpiew i muzyka płynąca z letniej sceny na dziedzińcu Urzędu Miasta Poznania raz magnetyzowały żywiołową dynamiką, raz skupiały na tajemnych głębiach.

Po zakończeniu trwającego godzinę występu usatysfakcjonowani widzowie z wyzwolonym entuzjazmem długo oklaskiwali wykonawców tego niezwykłego spektaklu. A co szczególne  nawet  ociągali się z wyjściem, wyraźnie spragnieni przedłużenia wrażeń bądź ochłonięcia po przyjęciu  ich hojnej dawki w  przekazanym z  niebywałym artyzmem flamenco.

Hiszpańskie klimaty zapanowały  w Grodzie Przemysława 10 sierpnia ub. roku. 

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska


Do tematu nawiązują dwie obszerniejsze publikacje mojego autorstwa z sierpnia ub. roku w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl www.impresjee.pl:

1. „Flamenco namiętnie” w Poznaniu

http://impresjee.pl/flamenco-namietnie-w-poznaniu/

2. Krystyna Janda wystawi w Poznaniu pięć spektakli w „Teatrze na Wolnym”

http://impresjee.pl/krystyna-janda-wystawi-w-poznaniu-piec-spektakli-w-teatrze-na-wolnym/

Zapraszam Państwa do lektury

Stefania Pruszyńska 



poniedziałek, 26 czerwca 2017

W elektronicznym systemie dialogu w portalu społecznościowym spłynęła do mnie wieść o sygnale od znajomego, dotąd wielkiego orędownika dobrego smaku i elegancji. „Zaczepił cię” − podano. Zdumiona, zadumałam się nad tym. I nad swoją,  jego i  innych znajomych pochopną decyzją o akcesie...

Bo gdybyśmy nie  hołdowali tej grzeczności, w którą wpisuje się tak wiele, a nie wyklucza ani okazywania sobie nawzajem sympatii, szczerości, ani krytyki, ani merytorycznego dialogu, takie doniesienie: „Zaczepił cię” nie miałoby pewnie tej siły rażenia…

Gdyby był na przykład nieznajomym, mijanym na  jakiejś koślawej uliczce, który nagle zawraca  i chwyta mnie gwałtownie za rękę − tak, to byłaby zaczepka. I gdybym np. przechodziła w pobliżu jakiejś restauracji czy pijalni piwa, z której wychodzący nieznajomy zastawiłby mi drogę i wychrzęściłby złamanym basem (takim po kilku sporych alkoholołykach): Laluuuniu! czy: Hej, żabunciu! − to byłaby także zaczepka!  Zresztą taka i w takich okolicznościach wymagająca może nie tylko uwolnienia się  szybkim odejściem. Tyle że pijanemu obywatelowi nie tylko w przestrzeni publicznej zwyczajowo nie przysługuje status  człowieka wiedzącego, co czyni. Wątpię jednak, by ten mój znajomy nawet po suto zakrapianej biesiadzie przemawiał w takim stylu i z taką natarczywą agresywnością zaczepiał jakąkolwiek kobietę, uporczywie uniemożliwiając jej na dodatek swobodne przejście ulicą. (Tylko w teatralnym wydaniu mogłaby być ta druga zaczepka aktorsko interpretowana w zwiewnej, fantazyjnej stylistyce dramaturgii kryzysowej).

Tymczasem takie hasło-informacja z portalu: „zaczepił cię”… Kto ciekaw tonacji tej mojej uwagi w tym momencie, a ona ma przecież zawsze niebłahe znaczenie, niechże wie: prycham po prostu, starając się  bronić pierwszej silnej reakcji, a nie była ona inna niż pomieszanie ze smutkiem, zdumieniem, żalem. Oczywiście, można by takie hasło skwitować uśmiechem w kontekście dialogu z osobą dobrego czy bliskiego znajomego. Jednak taki dobry czy bliski znajomy może zatelefonować, napisać list.  I tak byłoby właściwie. A portal edukuje inaczej −  hasłem: Zaczep. Odkształcając nie tylko w kontekście portalowego dialogu negatywne barwy znaczenia tego słowa.

Pożytek jednak z tworu twórców  tego cudotwórczego biznesu towarzysko-społecznościowego: „Zaczepił cię” jest niewątpliwie nadspodziewany, gdy mobilizuje do samoobrony występującą w roli inteligentnego czytelnika: domyślność, intuicję intelektualną i inne przymioty intelektualne i osobiste.

A dlaczego w takim razie nie sięgnięto także po inne hasła i wrażliwym na finezję okiem  nie wyłowiono w tak wielu przecież do dyspozycji  słownikach podpowiedzi typu: zahakował (za bardzo rzeźnickie?), zarzepił (trudny do oderwania), upomniał się (nadroszczeniowe?), zastukał do ciebie (natręctwo ułańskie?)? Nie ma tam niektórych tych określeń?  A może trzeba by stworzyć słownik rozchwianej polszczyzny? Rozchwianej, nieempatycznej, sugerowanej, neologicznej (logicznej  inaczej), narzuconej czy tworzonej bądź stosowanej po omacku. Kto wie, czy nie lepiej od razu nawet − domyślnej polszczyzny…

Mimo tylu słowników i pewnie wielu doradców do spraw tworzenia „oprzyrządowania hasłowego” nie odkryto tonów ciepła, serdeczności czy bukietu sympatii  w skromnym:  Przypomina się. Pewnie za subtelne i za bardzo grzeczne czy nieodpowiednie w epoce modnej czy lansowanej szorstkości. Szorstkości ucharakteryzowanej na młodzieżowy lakonizm z odcieniem niepowagi.

Taka skala tej wieży Babel, że prorokuję  jej  nieustanny rozwój. Z systemu skrótowego dialogu mogą powoli być eliminowane wszelkie obciążenia kulturą osobistą, dobrymi zwyczajami i w ogóle jakimkolwiek wysiłkiem intelektualnym czy normami, w tym pisownianymi. A te właśnie wskazują, kto hołubi najlepsze wzorce (sięga do  słowników ortograficznych i innych w chwili rozchwiania swojej wiedzy potencjałem twórczym wolnej, tj. pozanormatywnej babelskiej pisowni), a kto je wyrzucił już po maturze.

Nie zdziwi mnie nawet, gdy emotikony zostaną zaprogramowane na krasomówców, krasośpiewców, krasośmiewców w wielu tonacjach czy odmianach języka polskiego i w ogóle   poliglotów.  Oby tylko zastąpić obie strony dialogu w wysiłku jego prowadzenia. I to miałyby być symptomy jakiegokolwiek uwiądu pomysłowości? To chyba rewolucja!? Na mumifikowanie żywej społeczności dotąd jeszcze nikt się nie ważył!   

Stefania Pruszyńska

 



sobota, 17 czerwca 2017







Może oprócz prawa o  ochronie natury czy kampanii lub akcji w jej obronie trzeba by na przykład każde stuletnie drzewo nauczyć ludzkiej mowy. Niechby wiekowy dąb donośnym głosem przemówił do decydującego o jego losie i drwala: – Już nie cieszę ciebie tlenem, którego z każdym rokiem daję tobie więcej? Nie cieszę ciebie zielenią liści, żołędziami? Nie sprawia ci ulgi cień, w którym możesz się schronić przed skwarem? Nawet nie sadziłeś mnie sto lat temu ani nie posadziłeś wówczas obok mnie takiego samego dębu, a mierzysz swoje piły i siekiery, by mnie zabić? Dotąd oparłem się wszystkim wichurom, mrozom i upałom, dlaczego więc ty chcesz mojej śmierci i nie myślisz o skutkach swojego wyroku? A wiesz, że będąc moim katem, możesz się stać katem nie tylko swoich potomnych, których sam powołałeś przecież do życia i za ich życie odpowiadasz, lecz wszystkich następnych pokoleń! – Stefania Pruszyńska 

„Ziemia więcej mówi nam o nas niż wszystkie książki” – Antoine Marie Roger de Saint-Exupéry 

„Natura nie łamie swych praw” – Leonardo da Vinci

„Z dziełami sztuki łączy się wiele tradycji. Dzieła natury są zawsze jak wypowiedziane słowa Boga” – Johann Wolfgang von Goethe

„Koniecznie należy podjąć skoordynowane i odpowiedzialne (!) przeciwdziałanie, zanim szkody poniesione przez naszą planetę staną się nieodwracalne” – Jan Paweł II w 1989 roku do młodzieży w Santiago de Compostella 

„Wycięty las / Szumi już tylko w nas”   Jan Sztaudynger

Zwycięstwo życia zawsze ma początek w akcie woli jego obrony – Stefania Pruszyńska (marzec 2007 r.)

„Jeżeli chcemy, żeby ten kraj sprawnie funkcjonował, muszą istnieć obszary, gdzie przyroda jest ważniejsza niż człowiek” – Andrzej Kassenberg



Fot. 1: Dominik Golenia. 
Na fot.:  Panorama czeskiej Pragi z tarasu widokowego 

Fot. od 2 do 6: Stefania Pruszyńska

Na fot. 2, 4, 5, 6: Pejzaże polskie

Na fot. 3: Bujny zielony skwer w Adelianos Kampos (Kreta) 


poniedziałek, 12 czerwca 2017

 

Jantarion 2 (miniatura oryginału), z cyklu Bursztynowe impresje: Stefania Pruszyńska. Technika własna.

Wszelkie prawa zastrzeżone



czwartek, 01 czerwca 2017

 

 

Stefania Pruszyńska

Na Dzień Dziecka

 

Ucichł wiatr, od świtu już nie łka.

Muszki, żuczki i  motyle beztrosko

żonglują słońcem na skrzydełkach.

Maki polne czule tańczą z Wiosną.

 

Ptaki tirlilikają: Dzisiaj 1 czerwca.

Dzień Pisklęcia!  A wieść tę głoszą

raz z  drzew, raz  z łąki kobierca.

I co rusz do gniazd frykasy znoszą.

 

Dziś Święto Żabki!  A nie Pisklęcia!

przeczą żaby, dumą się unosząc:

Rech i kum, to wirtuozów zaklęcia!

Mistrzowie na koncert żabki proszą!

 

I tak po kolei  i rośliny, i zwierzęta,

to pląsając, to odrobinę się drocząc, 

każde  swoich dzieci uznaje święto, 

na łące Wiosny w chórze je głosząc.

 


 Artfot. Makowe szepty: Stefania Pruszyńska






 

Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej po raz 21. przyznał „Dziennikarskie Koziołki”. Uroczyste wręczenie nagród odbyło się na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Statuetki autorstwa Kazimierza Rafalika wraz z dyplomami – certyfikatami nagrody otrzymali: główna laureatka Ewa Siwicka z TVP Poznań i wyróżnieni redaktorzy: Katarzyna Sklepik z „Głosu Wielkopolskiego”, Franciszek Szklennik z „Głosu Wągrowieckiego, zasłużony wieloletnią pracą dziennikarską Nestor zawodu: Zenon Bosacki i  dostrzeżony pośród młodej kadry dziennikarskiej talent – Adept zawodu: Kacper Witt, a  w kategorii: Redakcja – wyróżnione  nagrodą: Redakcja „Kuriera Lokalnego” reprezentowana przez redaktor naczelną  Ewę Nogę-Mazurek i Redakcja IMPRESJee.pl, reprezentowana przeze mnie –  redaktor naczelną i wydawcę.

W gościnnych progach Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wiele razy już wydział ten otwierał swoje podwoje dla organizatorów wydarzeń w środowisku dziennikarskim. Dziekan wydziału prof. Andrzej Stelmach nie ukrywał zadowolenia z wyboru tego miejsca na tę uroczystość, a w swoim wystąpieniu  nie skąpił również słów życzliwości dla środowiska dziennikarskiego,  które jest mu bliskie i do którego trafiają posłani w świat mediów nowi absolwenci wydziału czy uczelni. W gali  uczestniczyli także inni przedstawiciele UAM, m.in.: wykładowca prof. Halina Zgółkowa, wykładowca i do niedawna mająca również rolę rzecznik prasowej dr Dominika Narożna, wykładowca i zarazem redaktor Andrzej Niczyperowicz.

Nowocześnie urządzona i przestronna sala umożliwiła wiele form prezentacji laureatów: emisję filmów, nagłośnienie mówców (mikrofony) czy wystąpienia grupowe. Taką też ad hoc prezentację z przybyłym na uroczystość zespołem redakcyjnym zorganizowała Ewa Noga-Mazurek, redaktor naczelna wyróżnionej laurem redakcji „Kuriera Lokalnego”.

O nagrodzie i jej atrybutach. „Dziennikarskie Koziołki” są przyznawane przez Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy  Rzeczypospolitej Polskiej od 21 lat. Nagrodą tą,  jak podkreśla Stowarzyszenie,  honorowani są dziennikarze bez względu na ich przynależność organizacyjną. Drugim atrybutem tej nagrody jest przyznawanie jej dziennikarzom przez środowisko dziennikarskie, co ma szczególną wartość i wymowę.

Etyka zawodowa, godność i prestiż zawodu dziennikarskiego stanowią cenione wartości i są premiowane uznaniem środowiska. Sprzyjają też należytemu postrzeganiu rangi zawodu dziennikarskiego i  utrzymaniu jego statusu zawodu zaufania publicznego.

„Dziennikarskie Koziołki” to nagrody dla dziennikarzy wyróżniających się dorobkiem zawodowym, indywidualnymi osiągnięciami, inicjatywami, osobowością, talentami i postawami. O tym zaś, że wyłonienie zwycięzców jest jednak nie lada wyzwaniem dla Kapituły nagrody, która co rok ma dylemat: „Jak  i kogo wyróżnić spośród tak wielu redaktorów i dziennikarzy czy redakcji  zwracających uwagę środowiska swoją nieprzeciętną pracą,  profesjonalizmem, osobowością, postawą, realizacjami i dorobkiem?” – mówił  podczas swojego wystąpienia otwierającego tegoroczną galę Ryszard Bączkowski, przewodniczący Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Dwudzieste pierwsze rozdanie. Wielkopolski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej dowiódł swoimi decyzjami o laurach, że nagradza dziennikarzy i redaktorów spod różnych szyldów organizacyjnych czy jeszcze nie zrzeszonych, a także  redakcje − niezależnie od form prezentowania przez nie treści: drukiem na papierze czy drukiem elektronicznym w Sieci.

Ugrupowanie to  nie ma monolitycznej struktury zawodowej, podobnie jak inne formacje. Skupia  dziennikarzy, pośród których nie brakuje zarazem artystów wielu dziedzin: poetów, rzeźbiarzy, fotografików.

Barwy artystyczne gali. Tym razem misję ubarwienia wieczoru powierzono Marcie Grabowskiej, utalentowanej wokalistce, znanej już w środowisku wykonawczyni utworów z repertuaru Anny German. Piosenkarka niezwykłymi walorami swojego głosu, jako żywo przypominającymi śpiew nieżyjącej już, a okrytej sławą artystki, poprowadziła słuchaczy w melodyki i treści krain z piosenek: „Człowieczy los”, „Eurydyki tańczące”, „Greckie wino”. A  na puentę swojego występu obrała Andrei Bocellego „Time to say goobye”.

„Dziennikarskie Koziołki” dla  redakcji IMPRESJee.pl. Wiadomość o wyróżnieniu laurem przyjęłam jako wielką niespodziankę i z satysfakcją. W refleksji z tej perspektywy i wyróżnienia „Dziennikarskimi  Koziołkami” snuję liczne wątki – nad meandrami dziennikarstwa z jednoczesnymi realizacjami twórczymi, artystycznymi, pojmowaniem dziennikarstwa, redaktorstwa, niezależności i ich kontekstami. Te ledwie w tym komentarzu hasła  wiąże treść  wielu moich ciekawych, a niekiedy bardzo trudnych doświadczeń. To one sprawiają, że przystaję  teraz  myślą nad  dotychczasowymi realizacjami i możliwościami  wyboru i rozwoju.  I z nową motywacją, wzmocnieniem kontynuuję liczne podjęte wyzwania –  zarówno dziennikarskie, redaktorskie, wydawcy  redagowanych przeze mnie:  Gazety Autorskiej „IMPRESJee” i Portalu Autorskiego IMPRESJee.pl,   jak i artystyczne, twórcze. 

Stefania  Golenia Pruszyńska

Fot.: Stefania Golenia Pruszyńska i Dominik Golenia

Na fot.: uczestnicy  oficjalnej i artystycznej części  gali 21. „Dziennikarskich Koziołków”, zorganizowanej 9 maja 2017 r.  w budynku Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza  w Poznaniu

1: Prezentacja nagrania filmowego wypowiedzi Ewy Siwickiej z TVP Poznań, głównej laureatki „Dziennikarskich Koziołków 2017”. Obok Ewy Siwickiej –   prowadzący galę Roman Krzywiński;

2 (od lewej): Przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej Ryszard Bączkowski, Ewa Siwicka, dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM prof. Andrzej Stelmach i Roman Krzywiński;

3: Ewa Siwicka i Roman Krzywiński;

 4: Katarzyna Sklepik z „Głosu Wielkopolskiego” i red. Roman Krzywiński;

5: Nieobecny na gali Franciszek Szklennik z „Głosu Wągrowieckiego” wypowiadał się na ekranie;

6: W imieniu Franciszka Szklennika odbierał laur Zbigniew Ostrowski (w centrum fot.). Obok niego  stoją reprezentujący Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej:  Ryszard Bączkowski (z lewej) oraz  Andrzej Górczyński (z prawej), a na drugim planie (z prawej):  Roman Krzywiński;

7:  Ze swoim zespołem redakcyjnym Ewa Noga-Mazurek, redaktor naczelna wyróżnionej  redakcji „Kuriera Lokalnego”;

8: Zasłużony wieloletnią pracą dziennikarską Nestor zawodu Zenon Bosacki odbiera laur – statuetkę z rąk przewodniczącego Ryszarda Bączkowskiego, a od Andrzeja Niczyperowicza –  wykładowcy UAM przyjmuje certyfikat nagrody;

9: Dr Dominika Narożna z laureatem: Adeptem zawodu Kacprem Wittem oraz Romanem Krzywińskim;

10: Artystyczną misję ubarwienia wieczoru powierzono Marcie Grabowskiej;

11:  Na fot. (od lewej): Ryszard Bączkowski, Stefania Golenia Pruszyńska, Zbigniew Standar. Z uśmiechem wyrażającym tak wiele, poruszona do głębi,  odebrałam statuetkę i certyfikat nagrody dla redakcji IMPRESJee.pl.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 102