Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 6 985 074. A w gazecie i witrynach tematycznych: 9 378 231 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce popularności w kategorii MEDIA na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - wydawca i redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych: obrazów, grafik, rysunków...

* SALON: KRUŻGANKI KULTURY

niedziela, 29 lipca 2018
niedziela, 13 maja 2018



 

Wyjątkowa postać i osobowość. Wybitny artysta, kreator novum w sztuce. Twórca demistyfikującego zło nowoczesnego, autorskiego teatru totalnego. Wielokrotnie wyrażał  swoje poglądy o sztuce i człowieku. Przypominając o Józefie Szajnie, cytuję kilka jego myśli. Zawartego w nich ponadczasowego przesłania, które pozostawiła do rozważań jego niezwykle wrażliwa i doznająca tak wielu silnych wstrząsów i olśnień świadomość, nie  sposób nie docenić. 

Józef Szajna urodził się   13 marca 1922 r. w Rzeszowie. Artysta malarz,  rzeźbiarz, scenograf, reżyser, teoretyk teatru, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie wpisał się na trwałe – jak Jerzy Grotowski i Tadeusz Kantor – w historię polskiego teatru XX wieku stworzeniem nowoczesnego teatru autorskiego.

„Człowiek jest podmiotem, a nie przedmiotem świata” – Józef Szajna, „Teatr”, nr 4/2007

Działacz antyfaszystowski. Był więziony przez Niemców w Muszynie, Nowym Sączu, Tarnowie, skąd deportowano go do  obozu w Auschwitz (25 lipca 1941 roku). Tu  nadano mu obozowy numer: 18729.  Szajna dwukrotnie przebywał w tzw. Bloku Śmierci  bloku 11, cudem ocalał. Przeniesiono go stamtąd 21 stycznia 1944 r. do obozu w Buchenwaldzie.  Uratował się ucieczką w okolicach Magdeburga 11 kwietnia 1945 roku  podczas ewakuacji tego obozu i tzw. marszu śmierci.

Uporczywie, jak niekiedy mu zarzucano, trwał przy odsłanianiu  dramaturgii barbarzyństwa i okrucieństwa. Obraz zagłady człowieka i człowieczeństwa, dramatu świata skazanego na bestialstwo i ohydy świata skazującego bezbronnych na to bestialstwo przez pozbawionych ludzkich twarzy hitlerowskich  katów, nienawidzonych  przez samego Szajnę − który boleśnie, traumatycznie wrzeźbił się w jego świadomość w obu obozach śmierci: oświęcimskim i buchenwaldzkim, jednak nie opuszczał go i zdominował całą jego twórczość. 

Z niezwykłą też mocą  przemówiły koszmary wojny i Holocaustu w najbardziej znanym spektaklu Szajny pt. „Replika”. Po raz pierwszy wystawionym w 1971 roku z muzyką Bogusława Schäffera. Sztukę tę Szajna rozszerzał co kilka lat, zmieniał jej scenografię, adaptował ją także na małym ekranie. Spektakl mieli możliwość poznać jego polscy i zagraniczni widzowie.

„Replika” wstrząsała, przerażała, zdumiewała, budziła odrazę, alarmowała − wizjami z echem zła doznanego przez liczne ofiary wojny, a osobiście i bardzo dotkliwie przeżywanego i odczutego  przez Szajnę. Zła zawsze i wszędzie możliwego, przed czym sam przestrzegał, pragnąc  mobilizować wyobraźnię wielu do refleksji z trwogą nad jego potencjałem tkwiącym w ludziach. 

„Sztuka  zmniejsza dystans między wiedzą a nieznanym…” – Józef Szajna, „Teatr”, nr 4/2007

Artysta malarz i rzeźbiarz. Często łączył w swoich obrazach techniki malarskie z kolażem i asamblażem. Był również niezwykle płodnym autorem prac i szkiców tworzonych na potrzeby scenografii zarówno reżyserowanych przez niego spektakli, jak i innych.

Pośród wielu obrazów, które stworzył, szczególnie wymowne są choćby: „Epitafium” – asamblaż (w kolekcji Muzeum Narodowego w Krakowie) i „Epitafium 1” (w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie). Niosą one, podobnie jak inne jego utwory i teatr – wizję  dramatu unicestwiania człowieka.

W  swoim teatrze umieszczał liczne stworzone przez siebie kompozycje przestrzenne. Najbardziej z nich jest znana „Drabina do nieba”. Tworzył wiele odmian tej kompozycji, które w wersjach rzeźbiarskich, pomnikowych  stanęły m.in.: w Warszawie już od lat 80. XX wieku − w  Ogrodzie Saskim przed „Zachętą”, przed Muzeum Narodowym, w Otwocku, Orońsku czy rodzinnym Rzeszowie (w 2007 roku). Na szczeblach tych kilkunastometrowych drabin umieszczał stare, zniszczone buty − rzeźby. „To droga do nieba nas wszystkich” − mówił.

„Sztuka jest uzmysłowieniem tego, co w nas samych wymaga wyzwolenia. Jest też samoobroną przed bezbronnym poddaniem się” – Józef Szajna

Aliteracki, autorski teatr totalny wyrastał z buntu i poczucia misji. Awangardowy Teatr Ludowy w Nowej Hucie, współpraca z artystami i wieloma polskimi scenami stanowiły etap startowy w tworzeniu przez Szajnę docelowego nowoczesnego teatru.  Kierując nowohucką sceną, wprowadzał w jej życie swoje liczne nowatorskie działania − łączył galerię, wystawy i akcje artystyczne o charakterze prowokacji w teatr  eksperymentujący i otwarty na  nowe formy.

Zbuntowany artysta, mając własną wizję teatru, najpierw odrzucił tradycję i sztywność, stawiając na aliteracką formułę sztuki scenicznej. Aktorzy w jego teatrze minimalizowali wypowiedź słowną, za to mówili gestem, interakcjami z obiektami scenografii. Teatr stawał się z czasem coraz bardziej wyrazistszym miejscem i przestrzenią misji rozwijania wrażliwości i wyobraźni widzów sztuką żywą, mającą moc budzenia sumień, angażującą moralnie i intelektualnie. Ten silny wyraz  Szajna osiągał syntezą akcji na scenie, scenografii i muzyki – w  zaskakującą całość: teatr totalny.

Tytułem koniecznego komentarza dodam, że aliterackość w teatrze Szajny nie była tożsama z odrzuceniem przez niego sztuk na kanwie dzieł literackich i pozbawieniem scenariuszy partii słownych. Sam szanował i cenił  literaturę, podobnie − słowo mówione, co niejednokrotnie podkreślał, dementując nieprzemyślane i płytkie opinie, nie oparte o wiedzę o jego wizji teatru i  tworzonym przez niego teatrze.

Zdobyczą  wiele znaczącą był powołany i kierowany przez Szajnę w latach siedemdziesiątych Teatr Studio w Warszawie (powstały z Teatru Rozmaitości, będącego wcześniej Teatrem Klasycznym). Pod jego zarządem scena ta stawała się z każdym zrealizowanym spektaklem coraz istotniejszym przyczółkiem ekspansji artystycznej.

Wystawione przez Szajnę w Teatrze Studio spektakle były odbierane  jako  wyjątkowe wydarzenia artystyczne. Obrastały one z czasem różnymi legendami w wielu środowiskach obserwatorów i miłośników nowoczesnego teatru. Duży rezonans wywołały kolejne wersje „Repliki” (w 1972 i 1973 roku), „Witkacy” (w 1972 roku), „Gulgutier” (w 1973 roku), „Dante” (w 1974 roku), „Cervantes” (w 1976 roku), „Majakowski” (w 1978 roku). Także  inscenizacje: „Dobrodziej złodziei” Karola Irzykowskiego (w 1975 roku) i „Śmierć na gruszy” Witolda Wandurskiego (w 1978 roku).

Autorskie realizacje teatralne przedstawiał Szajna podczas licznych  zagranicznych podróży zarówno publiczności wielu krajów Europy, m.in.: Niemiec, Francji, Holandii, Hiszpanii, Norwegii, Finlandii,  jak i na kontynencie  amerykańskim − w Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Dokonania Józefa Szajny budziły tam niezwykle żywe zainteresowanie. Poznany w świecie, do którego wiózł  stworzony przez siebie autorski teatr z jego postaciami z polskiej sceny, przyciągający uwagę treściami i formami ich prezentacji,  czy własną twórczość malarską, zdobył uznanie dla siebie jako artysty i rozsławił dobre imię polskiej sztuki.

Wielkie plany Szajny rozwoju warszawskiej sceny, w tym  zwłaszcza związane z uczynieniem Teatru Studio − poza jego podstawową artystyczną misją – także  placówką badawczą, zniweczyła skomplikowana rzeczywistość.  Nieoczekiwanie  złożył rezygnację z  kierowania teatrem  i uruchomioną przy nim nowoczesną  galerią  – w momencie ogłoszenia stanu wojennego w Polsce w 1981 roku.

Stworzony przez niego Teatr Studio jednak przetrwał, ewoluując w wielu kierunkach. W 1985 roku nadano scenie imię Stanisława Ignacego Witkiewicza. A po rezygnacji Józefa Szajny kolejne jej zarządy obejmowali: Jerzy Grzegorzewski, Zbigniew Brzoza, Bartosz Zaczykiewicz, Grzegorz Bral i Agnieszka Glińska. Obecnie, od 2016 roku, artystyczną pieczę nad Teatrem Studio  sprawuje Natalia Korczakowska.

Pytanie po latach. Ognie twórcze Józefa Szajny rosły w miarę upływu lat. Jego postać i liczne objawienia uprawianych przez niego za życia sztuk przygasły jednak nieco w zbiorowej pamięci po jego śmierci.

Nawet dostępne powszechnie informacje biograficzne, dotyczące jego osoby, są rozproszone, często niespójne, traktowane fragmentarycznie czy z określonego punktu widzenia, np. instytucji zainteresowanej uwypukleniem wątków z nią związanych.

A jak będzie  wspominany w Polsce i na świecie ten wielki polski artysta  w 10. rocznicę dnia końca jego żywota ziemskiego?  Zmarł  24 czerwca 2008 roku.

Stefania Pruszyńska

Na fot.: „Drabina do nieba” Józefa Szajny. Oprac. anim.: Stefania Pruszyńska

Fot. z  domeny publicznej Wikipedii

Uwaga! W Wikipedii podano błędną nazwę tej fotografii: „Schody do nieba”.

Sam J. Szajna nadał swemu dziełu nazwę: „Drabina do nieba”.



środa, 25 kwietnia 2018

Pomnik Zygi Latarnika pojawił się na skwerze Ignacego Łukasiewicza przy ul. Grobla w Poznaniu, nieopodal Starej Gazowni, 29 maja 2003 roku. Postać latarnika ze swojej wyobraźni wysnuł artysta rzeźbiarz Robert Sobociński, znany m.in. jako autor podobnego pomnika – Lampiarza w Łodzi, a w Poznaniu: Starego Marycha, Ofiar Katynia i Sybiru w parku przy ul. Fredry czy Koziołków przy pl. Kolegickim.

Rzeźbę odlano z brązu. A stara latarnia, o której świetność zadbano w akcji pn. „Ocalmy latarnie” (zainicjowanej przez „Gazetę Wyborczą” i Wielkopolską Spółkę Gazownictwa), stała najpierw na ul. Juliusza Słowackiego w poznańskiej dzielnicy Jeżyce. Została tutaj, na Garbary, przeniesiona po starannym odnowieniu, by z latarnikiem Zygą, jak się nazywa w Poznaniu Zygmunta,  przypominać o tym, co było codziennym obrazem dawnych ulic. Na nich w tamtych odległych czasach, gdy jeszcze  nie było prądu elektrycznego, przed zmierzchem  aż roiło się od latarników. A oni żwawo zapalali latarnie gazowe, by zanim zapadnie mrok – rozświetlić ich blaskiem  miasto.  

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 

Fot. z 23 kwietnia 2018 r.   



niedziela, 01 kwietnia 2018
czwartek, 08 marca 2018

 

„Gdyby Bóg kobietę chciał zrobić panią mężczyzny, to byłby mu ją z głowy wywiódł –

gdyby ją zaś chciał niewolnicą uczynić, to byłby mu ją z nóg wywiódł – 

ale ponieważ  przeznaczył ją na towarzyszkę i zupełnie równą mężczyźnie, 

więc wywiódł mu ją z boku jego” – św. Augustyn

„Wpływ kobiet jest wszędzie jednakowy. Ich położenie oddziaływa we wszystkich krajach. Gdzie kobieta jest poniżoną, tam naród upada; gdzie jest czystą moralnie i ukształconą, tam społeczeństwo się podnosi. Gdzie kobiety się uczą, to znaczy, że i mężczyźni się uczą – że podnoszą ich charakter, swój udoskonalają, całego społeczeństwa wolność rozszerzają i utwierdzają. Bo każdy naród powstaje z rodziny, wszystkie ludy rodzą się z matek” – Samuel Smiles

„Chociaż jednak najpiękniejsze niewieście przymioty ujawniają się przez współczucie i miłość, to przecież dla ich własnego szczęścia lepiej by było,  gdyby w nich wzmacniano i rozwijano zaufanie w siebie, wykształcenie i panowanie nad sobą” – Samuel Smiles

„Wszelka samodzielność, powstała z trafnego rozwoju sił duchowych i sercowych oraz sumienia – wszelka taka samodzielność, powtarzam, zrobi kobiety nie tylko szczęśliwszemi  w życiu, ale i pożyteczniejszemi. Będzie ona wówczas siać błogosławieństwa wokoło, sobie dolę wytworzą, ową dolę zależną od obustronnych ustępstw i praw towarzyskich” – Samuel Smiles

„Obok czystej kobiecości winna stać czysta męskość” – Samuel Smiles

„Uprzejmość, a nie gładkość lica

Chcę kochać w kobiecie”  William Szekspir

„Ciebie, pani, kochać, to znaczy na wyższy wznieść się stopień” – powiedział Steele do Lady Elżbiety Hastings. A Samuel Smiles skomentował tę wypowiedź następująco: „Z tego patrząc stanowiska, kobieta jest wychowawczynią w najwyższem tego słowa znaczeniu, bo żaden z nauczycieli nie potrafi tak łagodnie i rozkosznie wychowywać”.  

Cytaty wybrałam z dzieła szkockiego pisarza Samuela Smilesa „O charakterze” w przekładzie W. Przyborowskiego,  wydanego za zezwoleniem rosyjskiej cenzury w 1873 roku w Warszawie nakładem Redakcji „Przeglądu Tygodniowego”. Podałam jednak w niektórych fragmentach współczesną pisownię i zastosowałam aktualne reguły interpunkcji.

Stefania Pruszyńska

 

Ilustracja: I ten szept, Stefania Pruszyńska



poniedziałek, 05 lutego 2018

 





 



Jerzy Grupiński, dyrygent artystyczny Klubu Literackiego „Dąbrówka”, zaprosił tym razem  do prezentacji najświeższych dokonań artystycznych Jolantę Ciecharowską oraz Jacka Juszczyka. 

Wybrane wiersze z tomiku „Moje nowe kłamstwa” czytali na zmianę: autorka tego wydawnictwa Jolanta Ciecharowska i Marek Słomiak. A strofy z pierwszego swojego zbioru poetyckiego prezentował Jacek Juszczyk, który zdecydował się te utwory, gromadzone przez lata, objawić światu pod skromnym nagłówkiem „Wiersze”.

Grafiki Joli Ciecharowskiej, jak przystało na sztukę bezsłowną, lecz wymowną, rozsiadły się tymczasem  jedne − wygodnie w fotelach i na krzesłach, a drugie − w wolnych miejscach na szybach biblioteczki. Aż trudno uwierzyć, że przetrwały do końca całe i pozostawały w milczeniu ponad  dyskusję, która rozgorzała po wystąpieniach poetyckich.

A w chwilach tej ożywionej dysputy poeci, przyparci do muru, starali  się wyspowiadać z treści swoich tez poetyckich i biografii. Jacek Juszczyk, który z medycznego firmamentu w stopniu profesora wstąpił swoją twórczością objawioną publicznie na tym spotkaniu (mając już za sobą prezentacje tego zbioru wierszy na wcześniejszych, ubiegłorocznych spotkaniach  w innych miejscach)  − na poetycki  w „Dąbrówce”, budził  nie lada emocje i sprowokował pytania o żywioły wiążące obie strefy w  intelektualno-artystyczne aktywności.

Z kolei jednego z „kłamstw” Jolanty Ciecharowskiej, skrzętnie zapisanego strofami, a dedykacją kierowanego do mnie, bronił z gracją i  namaszczeniem swoim odczytem Marek Słomiak.

Pośród twórczej klubowej publiczności zasiedli, powitani w naszym gronie bardzo ciepło: związana z klubem, lecz tym razem w misji z ramienia wydawcy zbioru wierszy J. Juszczyka – Dorota Jędraszyk, córka Jacka Juszczyka – Natalia, artysta fotografik, specjalizujący się w fotografii teatralnej,  ubiegłoroczny laureat Nagrody Artystycznej Poznania – Jacek Kulm oraz krytyk sztuki, a jednocześnie eksperymentujący w fotografii artystycznej   Andrzej Haegenbarth.

A że programowe prezentacje nie zaspokoiły wszystkich naszych głodów poznawczych i tym samym wymagały kontynuacji dialogu, zdecydowaliśmy się na klubowy finał artystyczno-towarzyski przy stole kolacyjnym w centrum, nieopodal Urzędu Miasta Poznania.

Stefania Pruszyńska

Fot. 1-12 oraz 14: Stefania Pruszyńska

Fot. 13: Jacek Kulm

Na fotografiach goście i członkowie Klubu Literackiego „Dąbrówka” na spotkaniu 2 stycznia 2018 r. : 

Jolanta Ciecharowska (fot.: 1, 12 i 13), Jerzy Grupiński (z prawej na fot.: 1, 6, 7, 9), prof. Jacek Juszczyk (pośrodku na fot. 1 oraz na fot.:  3, 4, 9 i 13), Natalia Juszczyk (fot.: 2 i 8), Dorota Jędraszyk (z lewej – fot. 8), Jacek Kulm (z tyłu, sygnalizuje victorię, fot. 10), Marek Słomiak (fot.: 2, 3, 9), Stefania Pruszyńska (fot. 13), Barbara Tylman (pierwsza z lewej, fot. 10),  twórcza publiczność – członkowie Klubu Literackiego „Dąbrówka” i goście (fot.: 5, 9, 10).

Fot. 14: Widok ponoworoczny  (2 stycznia 2018 r.) placu Urzędu Miasta Poznania. 

(Patrz też: „Protokół Kulturalny” https://protokolkulturalny.wordpress.com/)



wtorek, 16 stycznia 2018

Inspiracją tematyczną spotkania w styczniu 2018 r., zmyślnie wybraną przez prowadzącą cykl „Ławeczka Literacka Marię Magdalenę Pocgaj, jest hasło: „Korowód poetycki! Styczniowe wierszowanie!”.

Spotkanie, które się odbędzie 21 stycznia 2018 r. o godz. 16.00 w sali wykładowej im. prof. Zygmunta Czubińskiego w Pawilonie Ekspozycyjno-Dydaktycznym Ogrodu Botanicznego w Poznaniu, niewątpliwie zapowiada się ciekawie. Poetyckie prezentacje, przeplatane XVIII-wieczną muzyką dworską na oboju,  flecie i skrzypcach, to oryginalny wybór i tym samym okazja do przypomnienia sobie czy posłuchania na żywo raczej rzadkich w naszej rzeczywistości koncertowej brzmień i utworów, zdecydowanie kojarzących się z wytwornością dworów. Wykonawcami  tych muzycznych atrakcji będą uczniowie Zespołu Szkół Muzycznych w Poznaniu, mającego siedzibę na ul. Głogowskiej.

A że sprzymierzeńcami tego wydarzenia są: Poznański Oddział Związku Literatów Polskich i zapewniający uczestnikom godziwe miejsce Ogród Botaniczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,  warto na nie zarezerwować czas i przygotować wiersze.

Polecam miłośnikom poezji i muzyki dawnej. A wytrwałej w tym dziele trzymania batuty artystycznej, literackiej Marii Magdalenie Pocgaj  dziękuję za nadesłane zaproszenie. 

Wstęp  na spotkanie jest wolny.

Stefania Pruszyńska

Oprac. graf. zaproszenia: Maria Magdalena Pocgaj

Anim. oprac.: redGAI



poniedziałek, 15 stycznia 2018
poniedziałek, 01 stycznia 2018
poniedziałek, 25 grudnia 2017

 

 

 Ilustracja: Z Betlejem, Stefania Pruszyńska

(miniatura oryginału, technika własna)

Wszelkie prawa zastrzeżone



poniedziałek, 18 grudnia 2017






Betlejem Poznańskie 2017, zorganizowane jak w ubiegłym roku zarówno na placu Wolności, jak i na Starym Rynku, będzie czynne jeszcze kilka dni – do 22 grudnia. Tegoroczne równie liczne i wabiące tłumy  mieszkańców atrakcje jarmarku przedświątecznego zdominowały karuzele, zwłaszcza górujący nad otoczeniem diabelski młyn, zwany też czarcim kołem. Co zaś szczególnie warte zauważenia, dzisiaj i jutro dla dzieci jest wyjątkowa okazja bezpłatnej przejażdżki na karuzelach w godzinach od 11.00 do 14.00, bowiem prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak postanowił o takim dla nich prezencie.

Z daleka już widoczny diabelski młyn, bodaj  tylko nieco niższy od tego we Wiedniu, na którym zażywałam  nielichych wrażeń w latach 90., to szansa na przygodę dla miłośników dreszczu i jednocześnie zerkania z wysoka na panoramę pobliskiej okolicy placu Wolności i dalszej − Poznania. Kolejna karuzela to niezwykłych barw sanna z wesołymi reniferkami. Jako żywo przypomina podróż z Mikołajem z Laponii, w którego rolę chętnie się wcielają dorośli asystujący dzieciom. W karuzelowych saniach mogą jednak również samodzielnie zasiadać dzieci od szóstego roku życia. Roller coaster jest z kolei dostępny do jazdy bez dorosłych dopiero dla siedmiolatków. Natomiast dla trzylatków uruchomiono karuzelę wenecką. Dzisiejszy, a także jutrzejszy prezent od prezydenta Poznania jest wyłącznie przeznaczony dla dzieci do 15. roku życia, zatem dorośli, zdecydowani na wspólną przejażdżkę z milusińskimi na karuzeli, nie będą zwolnieni z opłaty.

A co przyciąga uwagę na jarmarku? Dużym powodzeniem cieszą się tradycyjne wigilijne i świąteczne przyprawy i dodatki do wiktuałów.  Spośród innych jarmarkowych specjalności i pokus jest i taka, której rzadko kto się opiera – podkowa szczęścia z wyrytym na niej „Twoim imieniem”, jak głosi hasło minikuźni, lub na życzenie – możliwym każdym innym wybranym imieniem. A podków przybywa. Kowal, z należnymi tej już rzadkiej profesji –  mocą i powagą, czyni swoje dzieło młotem na położonej na kowadle rozżarzonej do czerwoności, formowanej podkowie. Postukiwania i przenikliwe dźwięki metalicznego pobrzękiwania przyciągają gromady zainteresowanych.

A że Boże Narodzenie tuż-tuż i zima za pasem, przezorni czy ciągle jeszcze poszukujący nadzwyczajnie oryginalnych, lecz zarazem praktycznych prezentów dla bliskich i przyjaciół, przystają raz przed stoiskami z jakimiś drobiazgami, raz z galanterią. Bądź skupiają się na ekspozycjach artykułów ozdobnych na choinkę, świątecznego wystroju domu czy tropieniu specjalnych szat i dzwonków   w dzień Wigilii, 24 grudnia, przecież niezbędnych w misji obdarowywania dzieci prezentami...

Tradycja z mową wielu kultur. W wątki religijne nawiązujące do narodzin Dzieciątka Jezus, do których odwołuje się na placu Wolności wieża z artystyczną wizją tamtych wydarzeń, wpisano w tegoroczne Betlejem Poznańskie kojarzące się z atmosferą Gwiazdki symbole bajkowe i legend – bliskie zwyczajom tworzącym wielostylistyczną tradycję.

A któż  z nas nie jest rozmiłowany w bajkach filmowych i ich okrytych sławą i sympatią gwiazdach i gwiazdorach?! Sama doznałam radości, gdy  podczas mojej późnopopołudniowej  wyprawy reporterskiej 7 grudnia br. do Betlejem Poznańskiego nagle pojawiły się nieopodal, tuż przy kramikach, aż dwie wysłanniczki Walta Disneya – uśmiechnięte Myszki Miki.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska

Fotografie z Betlejem Poznańskiego w dniu 7 grudnia 2017 r.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 101