Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee” (nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu). Podaję tutaj statystyki Państwa wizyt (na podstawie danych otrzymywanych z Blox). Aktualna liczba wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”: 7 053 432. W sumie - w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee” i witrynach tematycznych: 9 467 923 ******* Gazeta Autorska „IMPRESJee” zajmuje pierwsze miejsce popularności w kategorii MEDIA na TOP 1000 w Blox. Zapraszam do lektury - redaktor naczelna Stefania Golenia (Stefania Pruszyńska), autorka esejów, felietonów, recenzji, wywiadów, fotoreportaży, utworów literackich i artystycznych wizualnych

* SALON: OBSERWATORIUM

piątek, 12 października 2018
środa, 10 października 2018
wtorek, 08 maja 2018

 

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że zwiększona wycinka w Puszczy Białowieskiej naruszyła prawo UE. To „wyśmienite wsparcie do dyskusji” nt. Natury 2000 – uznał  były minister środowiska Jan Szyszko (PiS). Dodał, że wyrok skomentuje po szczegółowym zapoznaniu się z nim.

Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu stwierdził 17 kwietnia br., że decyzje polskich władz ws. zwiększonej wycinki w Puszczy Białowieskiej naruszają prawo UE. Dodał, że wycinka nie mogła być uzasadniona bezprecedensową gradacją kornika drukarza. Wyrok nie wiąże się z żadnymi karami finansowymi, bo Polska wycofała ciężki sprzęt z Puszczy. Gdyby jednak doszło do wznowienia wycinki, wówczas Komisja mogłaby wnioskować o sankcje finansowe.

Były minister środowiska Jan Szyszko powiedział PAP, że obecnie przebywa w podróży, odwiedzając różne miejsca w kraju, i nie miał okazji szczegółowo zapoznać się z wyrokiem Trybunału. Dodał, że wkrótce przeczyta obszerną dokumentację i odniesie się do sprawy. Szyszko uznał jednak decyzję Trybunału za „wyśmienite wsparcie do dyskusji”.

„To jest fakt, tak się stało, ja się z tym faktem zgadzam, natomiast uważam, że jest to wielkie forum do dyskusji. (...) to jest dobry moment, bo zaczniemy naprawdę dobrą, merytoryczną dyskusję na temat Natury 2000 i jej funkcjonowania” – powiedział Jan Szyszko.

„Ja bardzo się cieszę, że ukazało się to postanowienie, dlatego, że możemy już rzeczywiście rozpocząć dyskusję merytoryczną na temat przyszłości ochrony i istnienia zasobów przyrodniczych w jednoczącej się Europie” – mówił Szyszko.

Były minister środowiska powiedział, że w niektórych państwach Europy Zachodniej jest już jedynie 40 proc. rodzimych gatunków roślin, zwierząt i grzybów, a „Polska jest krajem, który wszystko posiada, trzeba się raczej od Polski uczyć, a nie Polskę pouczać (...) z tego powodu Puszcza objęta jest inwentaryzacją” – powiedział Szyszko.

Jak mówił, na terenie Puszczy Białowieskiej jest 1400 powierzchni badawczych, na których pracuje 200 pracowników naukowych zbierających materiały do analiz statystycznych, z których część była prezentowana w Luksemburgu.

„Gdyby nie moja również działalność, to Natura 2000 byłaby w Unii zlikwidowana. Jestem ogromnym fanem Natury 2000 (...), która dotyczy konkretnych gatunków i liczebności, w związku z tym nie wszystkim to się podoba” – ocenił Szyszko.

Obecny minister środowiska Henryk Kowalczyk oświadczył po wtorkowym wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE, że Polska uszanuje ogłoszony wyrok ws. Puszczy Białowieskiej oraz dodał, że wkrótce resort przekaże KE propozycje kompromisowych rozwiązań dot. ochrony puszczy.

Wyrok, kończy spór ciągnący się od 2016 r., został wydany przez Wielką Izbę Trybunału składającą się z 15 sędziów. Od orzeczenia nie ma odwołania.

Spór o sposób ochrony puszczy rozgorzał, kiedy pod koniec 2015 roku leśnicy zaproponowali zmianę dotychczasowego planu urządzenia lasu (PUL) dla Nadleśnictwa Białowieża. Ówczesny minister środowiska Jan Szyszko pod koniec marca 2016 roku zaakceptował większy limit cięć dla Nadleśnictwa Białowieża. Aneks zakładał zwiększenie pozyskania drewna do 188 tys. metrów sześciennych w ciągu 10 lat – lata 2012-2021. Stary plan zakładał pozyskanie ponad 63,4 tys. m sześc. drewna w ciągu 10 lat.

Zarówno leśnicy, jak i ministerstwo tłumaczyli zwiększenie limitu gradacją kornika drukarza, który zaatakował setki tysięcy świerków, co z kolei spowodowało zamieranie cennych dla UE siedlisk przyrodniczych.

Trybunał uznał, że Polska nie wypełniła zobowiązań wynikających z dyrektyw siedliskowej i ptasiej. To właśnie zgodnie z dyrektywą siedliskową w 2007 roku Komisja Europejska zatwierdziła wyznaczenie obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska. Stanowi on również „obszar specjalnej ochrony” ptaków wyznaczony zgodnie z dyrektywą ptasią. (PAP)

Małgorzata Półtorak

mpt/son/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl 

Ilustracja: A kiedy już wiosna w konarach,  Stefania Pruszyńska – fotografia własna redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”



piątek, 20 kwietnia 2018

 

Taniersi i drożersi? Znaleziona oferta dla bezrobotnych i studentów sygnalizuje, że byłaby to praca wyłącznie na umowę „śmieciową”. Czyżby dlatego studentom zamierzono zapłacić o 175, 75 zł więcej niż bezrobotnym, tj. nie-studentom? A może jednak ten pracodawca najchętniej zatrudnia tańszych nie-studentów, a tylko chętnie demonstruje, że wysoko ceni edukację wyższą? 

Można by snuć także wiele domysłów o innych kryteriach, np. o jakości pracy jednych i drugich albo o liczbie chętnych. A jeśli to przykład jawnej dyskryminacji... Próbuję ustalić: bezrobotnych, czy studentów? 

Stefania Pruszyńska

Ogłoszenie znalezione w Internecie w lipcu 2017 r.

Oprac. graf. z wyróżnikami: Stefania Pruszyńska


wtorek, 21 listopada 2017

 

− Proszę, proszę… Oto znak nowych czasów!  Dozorca, zamiast gonić miotłą wymagających sług wielu do każdej czynności, przejął panowanie nad codziennością − miotłą piszącą zmyślne wierszyki − komentowałam w myślach, rozbawiona. Z uznaniem dla treści czy formy językowej i w pełni doceniając ten godny naśladownictwa przykład finezyjnej rozgrywki psychologicznej.

Tekst i artfot.: Stefania Pruszyńska

Na artfot: strofy Anonima z kartki na drzwiach jednej z poznańskich kamienic

(Publikowałam w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl www.impresjee.pl 30 grudnia 2016 r.)



niedziela, 12 listopada 2017

 





We wczorajszym 2. Poznańskim Biegu Niepodłegłości dziesięć tysięcy biegaczy swoim entuzjazmem powiedziało to, co jest najważniejsze. W imię czego wszyscy oni biegli w bardzo chłodny dzień ulicami Poznania. Dzieci, młodzi, starsi. Nawet ojcowie i matki z dziećmi w wózkach. I co śmielsi niepełnosprawni dotrzymujący im tempa w swoich pojazdach. Wszyscy demonstrowali sobą żywych Polaków i żywą Polskę. Wspólną Polskę. Mimo tylu podziałów.

Patrzcie i myślcie albo biegnijcie z nimi. Na znak solidarności z niepodległością i wolnością Polski. Odzyskanymi 11 listopada 1918 roku, w dniu zakończenia I wojny światowej. Wielkopolanie wówczas jeszcze mieli przed sobą perspektywę walki o niepodległość. Ponad miesiąc później, 27 grudnia, duch polskiego patriotyzmu Wielkopolan przemówił w wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego.

Patrzcie albo podążajcie za biegnącymi.  Na znak miłowania wolności i niepodległości, które zostały okupione tak licznymi ofiarami i cierpieniem tak wielu. By złożyć im hołd pamięci. I wyrazić im wdzięczność za  ten dar – wysiłkiem i radością. Radością jak zwiastunem wiosny  pośród jesiennego 11 listopada.

Bieg Niepodległości ze stolicy Wielkopolski ma drogi otwarte do Narodowego Biegu 100-lecia   największego biegu świata w czasie przyszłorocznych obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pobiegnie  wówczas sto tysięcy Polaków.

Stefania Pruszyńska

Fot. z wczorajszego biegu, 11 listopada 2017: Stefania Pruszyńska 



 


niedziela, 29 października 2017

Dzisiejszej nocy z 28 na 29 października 2017 w Polsce przestawiliśmy zegary na czas zimowy. O godzinie 3.00  ustawiliśmy je na  godzinę 2.00. Mieliśmy zatem dzisiaj w nocy dwa razy godzinę drugą. Jednak ta manipulacja czasem obdaruje nas godziną snu i sprawi, że będziemy mieli każdego ranka więcej światła. 

Zmianę czasu stosuje 70 krajów, oprócz Islandii i Japonii. W 2011 roku zrezygnowały z tej formy dostrajania życia do zegara słonecznego: Rosja i Białoruś. W Polsce zmieniamy czas zimowy na letni i letni na zimowy od 1977 roku. 

Refleksje nad czasem straconym i czasem odzyskanym. Dla wielu nie jest to oczywiste, co na tym przestawianiu zegarów zyskujemy i ile. Oszczędność energii także okazuje się teraz wątpliwa, jako że nie tylko oświetlenie uliczne jej wymaga, lecz przecież  gospodarka i gospodarstwa domowe. W tych ostatnich używany sprzęt chłonie coraz więcej energii elektrycznej, mimo powszechnego już zwyczaju stosowania urządzeń energooszczędnych. Co zaś szczególne i co wynika z różnych a licznych opinii podobno dużo więcej wiadomo o niekorzystnych dla człowieka skutkach tej manipulacji zegarami aniżeli o konkretnych i wyliczalnych korzyściach np. dla gospodarki i kieszeni podatników. 

Tymczasem zmiana czasu sprawia, że światło dzienne rankami teraz jesienią i później zimą dociera do nas wcześniej. Z kolei z datą przejścia z czasu zimowego na letni zyskujemy dłuższe popołudnia, bowiem słońce według zegarów trwa wówczas na niebie godzinę dłużej. 

Jakie są skutki manipulacji zegarami i nami? Zmiana czasu letniego na zimowy jest mało odczuwalna. Natomiast mniej korzystna dla zdrowia jest zmiana czasu zimowego na letni. Mówi się i pisze nawet o zagrożeniu zawałem. Niewątpliwie dostosowanie organizmu do zmiany czasu (a więc tym samym do rytmu dobowego) niekiedy może być trudne i wymaga kilku dni. O dramatycznych skutkach nie ma jednakże szczegółowych danych, dostępnych powszechnie i potwierdzonych przez wiarygodne źródła. Warto też pomyśleć, że to tylko godzina i że podróżujący na przykład z półkuli na półkulę mają o wiele większe wyzwania związane z aklimatyzacją w nowych realiach czasowych. 

Może lepiej odłożyć plany podróżne. Pamiętne bywają chwile utrudnień podróży nocą w dniu przestawiania czasu. Wówczas system nerwowy ma prawo odmówić  posłuszeństwa, gdy nie da się opanować rozchwiania poczucia rzeczywistości z powodu licznych przestawień czasu wyjazdu, przyjazdu i błędów w informatorach. Stan człowieka poczciwego, żyjącego w zgodzie z zegarkiem (i zegarem słonecznym), może wymagać wtedy co najmniej opanowanego doradcy u boku. Tymczasem na dworcach, lotniskach i przystankach – miotają się li tylko z podobnie odkształconą świadomością i bardziej niż kiedykolwiek mający ograniczoną odpowiedzialność za intuicyjne diagnozy: co i kiedy.

Niech pociechą dla sfrustrowanych będzie, że wielu organizatorów komunikacji publicznej, świadomych różnych możliwych komplikacji, zamieszcza nie tylko objaśnienia dotyczące zmian czasu odjazdów czy przyjazdów, lecz również przeprasza pasażerów za utrudnienia. 

Stefania Pruszyńska


 

piątek, 20 października 2017

Nie tłumiąc odruchów wstrętu do licznych niedorzeczności, zwanych nonsensami lub absurdami, i różnych też jawnych czy niejawnych form ich ewolucji bądź przejawów gorliwości w alogicznym ich  cywilizowaniu, zawsze sugeruję  konieczny wysiłek w ocenie ich genezy, natężenia, zasięgu i znaczenia. I sama zadaję sobie trud w ustaleniu etapu ich pełzania w rzeczywistości: dopiero wstępny, raczej – kontynuacji, może schyłkowy? A takie na przykład uzdrawianie klimatem w kurortach...

Dobry i zdrowy klimat jest cenny. Ceniony także. Opłaty klimatyczne w miejscowościach uznawanych za wypoczynkowe czy uzdrowiskowe to ta swoistość regionalna czy lokalna, której jednak nie sposób pominąć na długiej liście prowokacji. Prowokacji uderzających w synapsy niczym nieokiełznany ocean. Kurort, uzdrowisko, cud naturalnej natury, błyskotka regionu, perła wręcz, jak wyśpiewują  slogany reklamowe, okazuje się nadal i najczęściej miejscem zurbanizowanym na wzór i podobieństwo tych nie-pereł, nie-uzdrowisk i nie-kurortów, a które się opuszcza z zamiarem zaczerpnięcia łyku świeżości natury. 

W owym i każdym cud uzdrowisku bezwęchowcy wcale nie mają się lepiej. Utrata węchu  nie jest taką właściwością nabytą, która kogokolwiek nią dotniętego mogłaby chronić przed skutkami wdychania fetorku spalin, lecz jedynie i co najwyżej nieco uprzyjemniającą kontakt z nimi. W kurorcie samochodów bez liku. Spaliny, teraz oczyszczane przez filtry eko różnej maści, mają jednak tyle wspólnego ze zdrowym klimatem, ile wspólnego ma z czystym, ożywczym tlenem i wyczywalnymi przez węchowców upajającymi aromatami natury – dym na całą okolicę z fabryki chemicznej czy kopcący z komina domostwa, w którym spala się plastikowe butelki po napojach i inne palne śmieci. A co wspólnego ze spalinami ma uzdrawianie?

Nie ma czystego powietrza w tych miejscowościach (a więc niby-uzdrowiskach), które jest elementem zdrowego klimatu równie ważnym jak czysta woda (tej źródlanej darmo by wyczekiwać w kranach czy poidłach publicznie dostępnych. A jeśli takie w ogóle przyszłyby komu do głowy jako docelowe dobro powszechne, a tymczasowo choćby jako wabik turystyczny, lokalna atrakcja, temu chwały nie odmówię). Zagadką pozostaje wobec tego najpierw szyld uzdrowiska, którym świeci się w oczy na tysiące sposobów. Drugą zagadką są opłaty klimatyczne pobierane od przyjezdnych z nie-kurortów i nie-uzdrowisk. Są one znakiem lokalnej polityki społecznej bądź ekologicznej, również nie gardzącej potrząsaniem grosiwem w kieszeni przyjezdnych. To akurat potrząsanie zresztą jest subtelne. Pewnie wyważone do takiej oceny walorów prozdrowotnych kurortu, że trudno je niekiedy nawet dostrzec, a cóż dopiero wynosić pod niebiosa. A co szczególne, nie wiadomo, czy  owa opłata klimatyczna czyni przybysza inwestorem w jakieś lepsze widoki klimatyczne na przyszłość, czy ma być li tylko wyrazem jego subordynacji i podtrzymywać lokalną demokrację na zarządzanym przez nią podwórku natury.

Strefy ciszy, ruchu alternatywnego. Marzenie, a może podszept utopistki? Gdyby demokracja lokalna w miejscowościach uzdrowiskowych, a raczej zwanych uzdrowiskowymi, przecież cenna, zdobyczna, samorządowa jak wszędzie, odpowiedzialna za powierzone jej zadania, zapragnęła tego, co sprzyjałoby mikroklimatowi i jego ocenie: doskonały, nie wahałaby się w rozwiązaniu problemów ze spalinami czy hałasem. I rozważałaby wprowadzenie stref ciszy, stref bez ruchu kołowego w wielu miejscach w kurortach. Takich stref w „kurortach nadmorskich”, najlepiej przeze mnie rozpoznanych, wyraźnie  brakuje.  Aż marzy mi się, by pasy nadmorskie, przyplażowe, w okolicy deptaków wreszcie stały się miejscami autentycznego wypoczynku, ukojenia, bliskości z naturą, oddechu czystym powietrzem. Tymczasem przybysze z miast: młodzi, starsi, rodziny z dziećmi, kuracjusze ze wskazaniami medycznymi zamiast odczuwać komfort – wdychają tam spaliny, są nękani warkotem silników i  nierzadko raczeni widokiem nieudacznych bud rozrywkowych, serwujących zresztą na domiar złego każda inną decybelową uciążliwość, a w efekcie – męczącą kakofonię.

Te wątpliwe uroki są powszechnie krytykowane, a najlepszym komentarzem sfrustrowanych jest ich ucieczka po chwili  pobytu w tych miejscach w jakieś lepsze zakątki czy nad brzeg morza. Za to artyści występujący na ulicach, promenadach przyciągają tłumy czy to śpiewem, czy swoimi dziełami, happeningami. Ten rodzaj rozrywki i kontaktów z twórcami w miejscowościach nadmorskich, kurortowych, cieszący się uznaniem i popularnością,  jest już od kilku lat coraz bardziej doceniany także przez lokalne samorządy. A w bibliotekach publicznych są planowane na sezon letni liczne kameralne spotkania czy wystawy, a nawet koncerty i festiwale. 

Jest jakaś szansa na oczekiwane i konieczne zmiany? Taką wiązałabym z  inwestycjami prozdrowotnymi, które tlą się w mojej wyobraźni: na obrzeżach miejscowości uzdrowiskowej strzeżone i zadaszone parkingi publiczne dla pojazdów spalinowych i w pobliżu – publiczne wypożyczalnie pojazdów elektrycznych (cichych i bezfetorkowych przecież). Te obiekty, zarządzane przez inwestorów: gminę, miasto, miasteczko czy wioskę (ekoturystyczną), byłyby dobrą wizytówką-marką miejscowości uzdrowiskowej. Bezpłatność tych usług dokonałaby z pewnością cudu w  środowisku naturalnym każdego uzdrowiska. A przybysze szukający przyjaznych im warunków wypoczynku w miejscowościach ze strefami ciszy czy wypożyczalniami pojazdów elektrycznych mieliby pewność, że  opłata klimatyczna (w kwotach sensownie ustalonych) to cząstkowy koszt finansowania pożądanego przez nich dobrostanu.

Absurdalina jednak może jeszcze wiele... A może samorządowa demokracja lokalna w kurortach obierze jakiś inny, nowy kierunek? Najgorszy z mało możliwych, lecz nie dający się wykluczyć z powodu niewiarygodnej skali objawów działania absurdaliny (hormonu niewykrywalnego, więc dotąd nie zbadanego przez naukowców, a przeze mnie intuicyjnie uznanego za pierwszego winowajcę wszelkich niedorzeczności), zakładałby nakładanie kar na licznych gości, urlopowiczów i turystów za wydychanie przez nich dwutlenku węgla – bezwonnego gazu wzmagającego nie tylko lokalny, lecz globalny efekt cieplarniany. 

Stefania Pruszyńska 



poniedziałek, 09 października 2017

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego postanowiło tym razem podnieść uroczysty ton prawie 100 inauguracji roku akademickiego  obecnością na tych wydarzeniach swoich przedstawicieli i prezentacją wspólnotom akademickim Konstytucji dla Nauki, projektu ustawy o szkolnictwie wyższym.

„W przyszłym roku będziemy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. Jestem dumny, że polska nauka i szkolnictwo wyższe uczci tak wspaniały jubileusz w swoim najlepszym stylu – wprowadzając reformę, która da Polsce i Polakom potężny impuls do dalszego rozwoju. Zatem – do dzieła! Niech nowy rok akademicki będzie czasem wyprowadzania okrętu nauki polskiej na szerokie wody, ku nowym horyzontom” – wicepremier Jarosław Gowin skierował te słowa do studentów i pracowników uczelni. 

Stefania Pruszyńska


niedziela, 09 lipca 2017








Kwiaty na łąkach i w ogródkach lipca. Fot.: Stefania Pruszyńska


środa, 31 maja 2017
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76