Nr 2190 w Rejestrze Prasy SO w Poznaniu. Od maja 2007 r.
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki wizyt w Gazecie Autorskiej „IMPRESJee”, wg danych podawanych przez Blox * Liczba wizyt w Gazecie Autorskiej IMPRESJee: 6 800 314 * Liczba wizyt w gazecie i podstronach: 9 114 418. W Blox na TOP 1000 Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media.

* SALON: OBSERWATORIUM

wtorek, 21 listopada 2017

 

− Proszę, proszę… Oto znak nowych czasów!  Dozorca, zamiast gonić miotłą wymagających sług wielu do każdej czynności, przejął panowanie nad codziennością − miotłą piszącą zmyślne wierszyki − komentowałam w myślach, rozbawiona. W pełni doceniając ten godny naśladownictwa przykład finezyjnej rozgrywki psychologicznej.

Tekst i artfot.: Stefania Pruszyńska

Na artfot: strofy Anonima z kartki na drzwiach jednej z poznańskich kamienic

(Publikowałam w Portalu Autorskim IMPRESJee.pl www.impresjee.pl 30 grudnia 2016 r.)



niedziela, 12 listopada 2017

 





We wczorajszym 2. Poznańskim Biegu Niepodłegłości dziesięć tysięcy biegaczy swoim entuzjazmem powiedziało to, co jest najważniejsze. W imię czego wszyscy oni biegli w bardzo chłodny dzień ulicami Poznania. Dzieci, młodzi, starsi. Nawet ojcowie i matki z dziećmi w wózkach. I co śmielsi niepełnosprawni dotrzymujący im tempa w swoich pojazdach. Wszyscy demonstrowali sobą żywych Polaków i żywą Polskę. Wspólną Polskę. Mimo tylu podziałów.

Patrzcie i myślcie albo biegnijcie z nimi. Na znak solidarności z niepodległością i wolnością Polski. Odzyskanymi w prawdziwym bohaterstwie i zwycięstwie polskiego patriotyzmu Wielkopolan w 1918 roku. I  taką samą mocą ducha odzyskiwanymi później.

Patrzcie albo podążajcie za biegnącymi.  Na znak miłowania wolności i niepodległości, które zostały okupione tak licznymi ofiarami i cierpieniem tak wielu. By złożyć hołd pamięci. I wyrazić wdzięczność za  ten dar od wpisanych w historię Polski bohaterów zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego – wysiłkiem i radością. Radością jak zwiastunem wiosny  pośród jesiennego 11 listopada.

Bieg Niepodległości ze stolicy Wielkopolski ma drogi otwarte do Narodowego Biegu 100-lecia   największego biegu świata w czasie przyszłorocznych obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pobiegnie  wówczas sto tysięcy Polaków.

Stefania Pruszyńska

Fot. z wczorajszego biegu, 11 listopada 2017: Stefania Pruszyńska 



 


niedziela, 29 października 2017

Dzisiejszej nocy z 28 na 29 października 2017 w Polsce przestawiliśmy zegary na czas zimowy. O godzinie 3.00  ustawiliśmy je na  godzinę 2.00. Mieliśmy zatem dzisiaj w nocy dwa razy godzinę drugą. Jednak ta manipulacja czasem obdaruje nas godziną snu i sprawi, że będziemy mieli każdego ranka więcej światła. 

Zmianę czasu stosuje 70 krajów, oprócz Islandii i Japonii. W 2011 roku zrezygnowały z tej formy dostrajania życia do zegara słonecznego: Rosja i Białoruś. W Polsce zmieniamy czas zimowy na letni i letni na zimowy od 1977 roku. 

Refleksje nad czasem straconym i czasem odzyskanym. Dla wielu nie jest to oczywiste, co na przestawianiu zegarów zyskujemy i ile. Oszczędność energii także okazuje się teraz wątpliwa, jako że nie tylko oświetlenie uliczne jej wymaga, lecz i gospodarka, i gospodarstwa domowe. W tych ostatnich używany sprzęt chłonie coraz więcej energii elektrycznej, mimo zwyczaju stosowania urządzeń energooszczędnych. Co zaś szczególne i co wynika z różnych a licznych opinii – podobno więcej wiadomo o niekorzystnych dla człowieka skutkach tej manipulacji zegarami aniżeli o konkretnych i wyliczalnych korzyściach np. dla gospodarki i kieszeni podatników. 

Tymczasem zmiana czasu sprawia, że światło dzienne rankami teraz jesienią i później zimą dociera do nas wcześniej. Z kolei z datą przejścia z czasu zimowego na letni zyskujemy dłuższe popołudnia, bowiem słońce według zegarów trwa wówczas na niebie godzinę dłużej. 

Jakie są skutki manipulacji zegarami i nami? Zmiana czasu letniego na zimowy jest mało odczuwalna. Natomiast mniej korzystna dla zdrowia jest zmiana czasu zimowego na letni. Mówi się i pisze nawet o zagrożeniu zawałem. To opinia potoczna, podawana w wielu źródłach. Niewątpliwie dostosowanie organizmu do zmiany czasu (a więc tym samym do rytmu dobowego) niekiedy może być trudne i wymaga kilku dni. O dramatycznych skutkach nie ma jednakże szczegółowych danych, dostępnych powszechnie i potwierdzonych przez wiarygodne źródła. Warto też pomyśleć, że to tylko godzina i że podróżujący na przykład z półkuli na półkulę mają o wiele większe problemy z aklimatyzacją w nowych realiach czasowych. 

Może lepiej odłożyć plany podróżne. Pamiętne bywają chwile utrudnień podróży nocą w dniu przestawiania czasu. Wówczas system nerwowy ma prawo odmówić  posłuszeństwa, gdy nie da się opanować rozchwiania poczucia rzeczywistości z powodu licznych przestawień czasu wyjazdu, przyjazdu i błędów w informatorach. Stan człowieka poczciwego, żyjącego w zgodzie z zegarkiem (i zegarem słonecznym), może wymagać wtedy co najmniej opanowanego doradcy u boku. Tymczasem na dworcach, lotniskach i przystankach – miotają się li tylko z podobnie odkształconą świadomością i bardziej niż kiedykolwiek mający ograniczoną odpowiedzialność za intuicyjne diagnozy: co i kiedy.

Niech pociechą dla sfrustrowanych będzie, że wielu organizatorów komunikacji publicznej, świadomych różnych możliwych komplikacji, zamieszcza nie tylko objaśnienia dotyczące zmian czasu odjazdów czy przyjazdów, lecz również przeprasza pasażerów za utrudnienia. 

Stefania Pruszyńska


 

piątek, 20 października 2017

Nie tłumiąc odruchów wstrętu do licznych niedorzeczności, zwanych nonsensami lub absurdami, i różnych też jawnych czy niejawnych form ich ewolucji bądź przejawów gorliwości w alogicznym ich  cywilizowaniu, zawsze sugeruję  konieczny wysiłek w ocenie ich genezy, natężenia, zasięgu i znaczenia. I sama zadaję sobie trud w ustaleniu etapu ich pełzania w rzeczywistości: dopiero wstępny, raczej – kontynuacji, może schyłkowy? A takie na przykład uzdrawianie klimatem w kurortach...

Dobry i zdrowy klimat jest cenny. Ceniony także. Opłaty klimatyczne w miejscowościach uznawanych za wypoczynkowe czy uzdrowiskowe to ta swoistość regionalna czy lokalna, której jednak nie sposób pominąć na długiej liście prowokacji. Prowokacji uderzających w synapsy niczym nieokiełznany ocean. Kurort, uzdrowisko, cud naturalnej natury, błyskotka regionu, perła wręcz, jak wyśpiewują  slogany reklamowe, okazuje się nadal i najczęściej miejscem zurbanizowanym na wzór i podobieństwo tych nie-pereł, nie-uzdrowisk i nie-kurortów, a które się opuszcza z zamiarem zaczerpnięcia łyku świeżości natury. 

W owym i każdym cud uzdrowisku bezwęchowcy wcale nie mają się lepiej. Utrata węchu  nie jest taką właściwością nabytą, która kogokolwiek nią dotniętego mogłaby chronić przed skutkami wdychania fetorku spalin, lecz jedynie i co najwyżej nieco uprzyjemniającą kontakt z nimi. W kurorcie samochodów bez liku. Spaliny, teraz oczyszczane przez filtry eko różnej maści, mają jednak tyle wspólnego ze zdrowym klimatem, ile wspólnego ma z czystym, ożywczym tlenem i wyczywalnymi przez węchowców upajającymi aromatami natury – dym na całą okolicę z fabryki chemicznej czy kopcący z komina domostwa, w którym spala się plastikowe butelki po napojach i inne palne śmieci. A co wspólnego ze spalinami ma uzdrawianie?

Nie ma czystego powietrza w tych miejscowościach (a więc niby-uzdrowiskach), które jest elementem zdrowego klimatu równie ważnym jak czysta woda (tej źródlanej darmo by wyczekiwać w kranach czy poidłach publicznie dostępnych. A jeśli takie w ogóle przyszłyby komu do głowy jako docelowe dobro powszechne, a tymczasowo choćby jako wabik turystyczny, lokalna atrakcja, temu chwały nie odmówię). Zagadką pozostaje wobec tego najpierw szyld uzdrowiska, którym świeci się w oczy na tysiące sposobów. Drugą zagadką są opłaty klimatyczne pobierane od przyjezdnych z nie-kurortów i nie-uzdrowisk. Są one znakiem lokalnej polityki społecznej bądź ekologicznej, również nie gardzącej potrząsaniem grosiwem w kieszeni przyjezdnych. To akurat potrząsanie zresztą jest subtelne. Pewnie wyważone do takiej oceny walorów prozdrowotnych kurortu, że trudno je niekiedy nawet dostrzec, a cóż dopiero wynosić pod niebiosa. A co szczególne, nie wiadomo, czy  owa opłata klimatyczna czyni przybysza inwestorem w jakieś lepsze widoki klimatyczne na przyszłość, czy ma być li tylko wyrazem jego subordynacji i podtrzymywać lokalną demokrację na zarządzanym przez nią podwórku natury.

Strefy ciszy, ruchu alternatywnego. Marzenie, a może podszept utopistki? Gdyby demokracja lokalna w miejscowościach uzdrowiskowych, a raczej zwanych uzdrowiskowymi, przecież cenna, zdobyczna, samorządowa jak wszędzie, i odpowiedzialna za powierzone jej zadania, zapragnęła tego, co sprzyjałoby mikroklimatowi i jego ocenie: doskonały, nie wahałaby się w rozwiązaniu problemów ze spalinami czy hałasem. I rozważałaby wprowadzenie stref ciszy, stref bez ruchu kołowego w wielu miejscach w kurortach. Takich stref w „kurortach nadmorskich”, najlepiej przeze mnie rozpoznanych, wyraźnie  brakuje.  Aż marzy mi się, by pasy nadmorskie, przyplażowe, w okolicy deptaków wreszcie stały się miejscami autentycznego wypoczynku, ukojenia, bliskości z naturą, oddechu czystym powietrzem. Tymczasem przybysze z miast: młodzi, starsi, rodziny z dziećmi, kuracjusze ze wskazaniami medycznymi zamiast odczuwać komfort – wdychają tam spaliny, są nękani warkotem silników i  nierzadko raczeni widokiem nieudacznych bud rozrywkowych, serwujących zresztą na domiar złego każda inną decybelową uciążliwość, a w efekcie – męczącą kakofonię.

Te wątpliwe uroki są powszechnie krytykowane, a najlepszym komentarzem sfrustrowanych jest ich ucieczka po chwili  pobytu w tych miejscach w jakieś lepsze zakątki czy nad brzeg morza. Za to artyści występujący na ulicach, promenadach przyciągają tłumy czy to śpiewem, czy swoimi dziełami, happeningami. Ten rodzaj rozrywki i kontaktów z twórcami w miejscowościach nadmorskich, kurortowych, cieszący się uznaniem i popularnością,  jest już od kilku lat coraz bardziej doceniany także przez lokalne samorządy. A w bibliotekach publicznych są planowane na sezon letni liczne kameralne spotkania czy wystawy, a nawet koncerty i festiwale. 

Jest jakaś szansa na oczekiwane i konieczne zmiany? Taką wiązałabym z  inwestycjami prozdrowotnymi, które tlą się w mojej wyobraźni: na obrzeżach miejscowości uzdrowiskowej strzeżone i zadaszone parkingi publiczne dla pojazdów spalinowych i w pobliżu – publiczne wypożyczalnie pojazdów elektrycznych (cichych i bezfetorkowych przecież). Te obiekty, zarządzane przez inwestorów: gminę, miasto, miasteczko czy wioskę (ekoturystyczną), byłyby dobrą wizytówką-marką miejscowości uzdrowiskowej. Bezpłatność tych usług dokonałaby z pewnością cudu w  środowisku naturalnym każdego uzdrowiska. A przybysze szukający przyjaznych im warunków wypoczynku w miejscowościach ze strefami ciszy czy wypożyczalniami pojazdów elektrycznych mieliby pewność, że  opłata klimatyczna (w kwotach sensownie ustalonych) to cząstkowy koszt finansowania pożądanego przez nich dobrostanu.

Absurdalina jednak może jeszcze wiele... A może samorządowa demokracja lokalna w kurortach obierze jakiś inny, nowy kierunek? Najgorszy z mało możliwych, lecz nie dający się wykluczyć z powodu niewiarygodnej skali objawów działania absurdaliny (hormonu niewykrywalnego, więc dotąd nie zbadanego przez naukowców, a przeze mnie intuicyjnie uznanego za pierwszego winowajcę wszelkich niedorzeczności), zakładałby nakładanie kar na licznych gości, urlopowiczów i turystów za wydychanie przez nich dwutlenku węgla – bezwonnego gazu wzmagającego nie tylko lokalny, lecz globalny efekt cieplarniany. 

Stefania Pruszyńska 



poniedziałek, 09 października 2017

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego postanowiło tym razem podnieść uroczysty ton prawie 100 inauguracji roku akademickiego  obecnością na tych wydarzeniach swoich przedstawicieli i prezentacją wspólnotom akademickim Konstytucji dla Nauki, projektu ustawy o szkolnictwie wyższym.

„W przyszłym roku będziemy obchodzić stulecie odzyskania niepodległości. Jestem dumny, że polska nauka i szkolnictwo wyższe uczci tak wspaniały jubileusz w swoim najlepszym stylu – wprowadzając reformę, która da Polsce i Polakom potężny impuls do dalszego rozwoju. Zatem – do dzieła! Niech nowy rok akademicki będzie czasem wyprowadzania okrętu nauki polskiej na szerokie wody, ku nowym horyzontom” – wicepremier Jarosław Gowin skierował te słowa do studentów i pracowników uczelni. 

Stefania Pruszyńska


niedziela, 09 lipca 2017
środa, 31 maja 2017
poniedziałek, 01 maja 2017

W tym roku astronomiczna wiosna nadeszła 20 marca o 11.29. Kalendarzowa zaś tradycyjnie  rozpoczęła swoje panowanie 21 marca. Ta data pozostaje od wieków niezmienna. Astronomia ma jednak mapy nieba i inne precyzyjne miary. Natura ma zaś kalendarze i zegar – ściśle pogodowe.

W tym stuleciu astronomiczna i kalendarzowa – nie w tym samym dniu. Dzień astronomicznej wiosny  wyznacza równonoc  wiosenna, obserwowana między 20 a 22 marca aż do momentu przesilenia letniego.

W XXI stuleciu astronomiczna wiosna nadchodzi 20 marca, a od 2048 roku pojawiać się będzie jeszcze wcześniej, nawet 19 marca.

W strefie czasowej, w której znajduje się Polska, astronomiczna wiosna tylko w XX wieku przypadała najczęściej w pierwszy dzień wiosny kalendarzowej: 21 marca. Pod koniec stulecia coraz częściej – 20 marca. Później jedynie w 2011 roku obie wiosny miały tę samą datę: 21 marca. Ponownie astronomiczna i kalendarzowa wiosna  nadejdzie 21 marca – dopiero w 2102 roku.

Czas letni i zimowy 2017 w Polsce, czyli o dwukrotnym przestawianiu zegarów. W tym roku w Polsce w nocy z soboty 25 na niedzielę 26 marca o godzinie 2.00  ustawialiśmy (bądź za nas dokonywały tej regulacji programy) wszelkie czasomierze na godzinę 3.00.  Straciliśmy godzinę snu, lecz  za to cieszyć nas  może  dłużej jasność popołudni.

Jesienią w nocy z soboty 28 października 2017 na niedzielę 29 października 2017 przejdziemy na czas zimowy. Wówczas o godzinie 3.00 przestawimy czasomierze  na  godzinę 2.00. Wtedy będzie nam darowana godzina snu i więcej światła każdego ranka.

Niektóre kraje nie zmieniają czasu zimowego na letni i letniego na zimowy.  Zmianę czasu stosuje 70 krajów, oprócz Islandii i Japonii. W 2011 roku zrezygnowały z tej formy dostrajania życia do zegara słonecznego: Rosja i Białoruś. W Polsce zmieniamy czas zimowy na letni i letni na zimowy od 1977 roku. 

Refleksje nad czasem straconym i czasem odzyskanym. Dla wielu nie jest to oczywiste, co na tym tak naprawdę zyskujemy i ile. Oszczędność energii także okazuje się teraz wątpliwa, jako że nie tylko oświetlenie uliczne jej wymaga, lecz i gospodarka, i gospodarstwa domowe. W tych ostatnich używany sprzęt chłonie coraz więcej energii elektrycznej. I to mimo zwyczaju stosowania urządzeń energooszczędnych. Co zaś szczególne i co wynika z wielu opinii więcej wiadomo o niekorzystnych dla człowieka skutkach tej manipulacji zegarami aniżeli o konkretnych i wyliczalnych korzyściach np. dla gospodarki i kieszeni podatników.

Jakie są skutki manipulacji zegarami i nami? Mało odczuwalna jest zmiana czasu letniego na zimowy. Natomiast mniej korzystna dla zdrowia jest zmiana czasu zimowego na letni. Mówi się i pisze nawet o zagrożeniu zawałem. To opinia potoczna, podawana w wielu źródłach. Nie da się zaprzeczyć, że dostosowanie organizmu do zmiany niekiedy może być trudne i wymagać kilku dni, jednak o dramatycznych skutkach nie ma danych dostępnych powszechnie i potwierdzonych przez wiarygodne źródła.

Warto też pomyśleć z uśmiechem, że to tylko godzina, tymczasem podróżujący z półkuli na półkulę mają o wiele większe problemy z aklimatyzacją w nowych realiach czasowych…

Może lepiej odłożyć plany podróżne. Pamiętne bywają chwile utrudnień podróży nocą w dniu przestawiania czasu. Wówczas system nerwowy ma prawo odmówić  posłuszeństwa, gdy nie da się opanować rozchwiania poczucia rzeczywistości z powodu licznych przestawień czasu wyjazdu, przyjazdu i błędów w informatorach. Stan człowieka poczciwego, żyjącego w zgodzie z zegarkiem (i zegarem słonecznym), może wymagać wtedy co najmniej opanowanego doradcy u boku. Tymczasem na dworcach, lotniskach i przystankach – miotają się li tylko z podobnie odkształconą świadomością i bardziej niż kiedykolwiek mający ograniczoną odpowiedzialność za intuicyjne diagnozy: co i kiedy.  

Nie lada łamigłówka dla pracodawców, zresztą dwojących się i trojących, by zapobiec konfliktom z pracownikami na tle zapłaty za pracę zmianową w nocy przestawiania zegarów. Bo oto okazuje się, że przejście z czasu  zimowego na letni  skróci pracę o godzinę   zamiast 8 godzin,  zatrudnieni będą pracować 7 godzin  (przed zmianą czasu praca trwałaby do godziny 3.00, a tymczasem po przesunięciu zegarów o godzinie 2.00 jest godzina 3.00)...

Stefania Pruszyńska



sobota, 29 kwietnia 2017





„Komisja Europejska wzywa Polskę do wstrzymania zaplanowanego na szeroką skalę wyrębu w Puszczy Białowieskiej – ostatnim w Europie kompleksie pierwotnej puszczy i obszarze ochrony przyrody objętym siecią Natura 2000” – podkreślono w unijnym komunikacie.

„Obecny stan Puszczy Białowieskiej stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, w związku z tym niezbędne jest podejmowanie działań” – podkreślił z kolei cytowany w komunikacie minister środowiska Jan Szyszko.

Działania prowadzone w Puszczy Białowieskiej wynikają z prawa europejskiego i krajowego, w tym m.in. z przepisów dyrektyw siedliskowej i ptasiej – poinformował w czwartkowym komunikacie rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska Paweł Mucha.

Komisja Europejska poinformowała w czwartek o przejściu do drugiego etapu prowadzonej od ubiegłego roku procedury przeciwko Polsce w związku z decyzją o zwiększonej wycince w Puszczy Białowieskiej. Komisja skierowała do naszych władz wezwanie do usunięcia uchybienia, domagając się przestrzegania unijnych przepisów z dyrektywy ptasiej i siedliskowej. Warszawa dostała krótszy niż zazwyczaj czas na odpowiedź. Wynosi on miesiąc, a nie jak zwykle dwa.

Rzecznik Komisji Europejskiej Enrico Brivio tłumaczył w czwartek, iż wynika z tego, że sytuacja jest pilna. „Komisja Europejska wzywa Polskę do wstrzymania zaplanowanego na szeroką skalę wyrębu w Puszczy Białowieskiej – ostatnim w Europie kompleksie pierwotnej puszczy i obszarze ochrony przyrody objętym siecią Natura 2000” – podkreślono w unijnym komunikacie.

„Wypełniamy zapisy dyrektywy ptasiej i siedliskowej. Zobowiązują one nasz kraj do dbania o gatunki i siedliska występujące w Puszczy Białowieskiej” – zaznaczył Mucha, cytowany w komunikacie resortu.

„Obecny stan Puszczy Białowieskiej stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa, w związku z tym niezbędne jest podejmowanie działań” – podkreślił z kolei cytowany w komunikacie minister środowiska Jan Szyszko. Jak wyjaśnił, skupiają się one na przestrzeganiu prawa, „a więc wykonaniu dyrektyw unijnych oraz planu zadań ochronnych, zgodnego z planem urządzania lasu, a także zapewnienia bezpieczeństwa i dobrobytu ludzi, którzy żyją na tym terenie od stuleci”.

„Deklarujemy, że bierzemy pełną odpowiedzialność za działania, które wykonujemy. Mam nadzieję, że ci, którzy opowiadają się za brakiem działań w Puszczy Białowieskiej, również są gotowi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje” – podkreślił Szyszko.

Według Ministerstwa Środowiska pozostawienie Puszczy samej sobie doprowadzi do jej wewnętrznego wyniszczenia. „Bez działań naprawczych będą zamierały kolejne połacie lasu, który dotąd był chlubą polskiej szkoły leśnictwa i wyjątkowym obiektem dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego. Nieusuwanie chorych, zaatakowanych przez kornika drzew może skutkować tragicznymi wypadkami, jakie miały miejsce w ostatnim czasie w Puszczy Białowieskiej” – podkreślił resort w komunikacie.

„Jako członkowie Unii Europejskiej, zobowiązaliśmy się do przestrzegania prawa i wprowadzenia obszarów Natura 2000, dlatego musimy dbać o te siedliska, które wyznaczyliśmy. Celem działania, które oparte jest na wiedzy i doświadczeniu leśników, jest zahamowanie procesu destrukcji siedlisk ważnych z punktu widzenia Unii Europejskiej” – napisało w komunikacie ministerstwo.

Według Pawła Muchy, w sprawie działań w Puszczy Białowieskiej Ministerstwo Środowiska jest w stałym dialogu z Komisją Europejską. „Uważamy, że KE, opierając się na prawie i wieloletnich doświadczeniach polskiej szkoły ochrony przyrody, podzieli prezentowane od dawna w tej sprawie poglądy resortu” – zaznaczył.

Resort wskazał, że dzięki odpowiedniemu sposobowi użytkowania Puszczy Białowieskiej, korzystania z jej zasobów, udawało się ją zachować przez lata w dobrym stanie. I podkreślił, że „lokalna społeczność wyraża poparcie dla działań ministra Jana Szyszko”.

Puszcza Białowieska, jak przypomniał resort, została podzielona na dwie części. W 1/3 nie są podejmowane żadne działania, zgodnie z postulatami niektórych organizacji pozarządowych. Pozostałe 2/3 puszczy jest poddawane czynnej ochronie, zgodnej z wymogami programu Natura 2000. „Leśnicy, zgodnie ze sztuką leśną oraz dobrymi praktykami zachodnich ekologów, usuwają z Puszczy Białowieskiej zarażone drzewa. Przeprowadzone tam cięcia sanitarne mają na celu zapobieganie rozszerzania się chorób, a także realizowanie nasadzeń zastępczych” – wyjaśniono.

Działania ochronne dla Puszczy Białowieskiej zostały, jak podkreślił resort, poprzedzone inwentaryzacją siedlisk przyrodniczych. Została ona zorganizowana po raz pierwszy i objęła ok. 1400 powierzchni referencyjnych. Udział w niej wzięło 200 specjalistów. Dzięki inwentaryzacji ma być wiadomo, który ze sposobów ochrony jest skuteczny – czynny, który Ministerstwo Środowiska uważa za słuszny, czy bierny.

Położona w północno-wschodniej Polsce Puszcza Białowieska to ostatni na niżu Europy las naturalny, o charakterze pierwotnym, jaki przed wiekami rozciągał się w strefie lasów liściastych i mieszanych. Najlepiej zachowany fragment lasu chroni Białowieski Park Narodowy, zajmujący centralną część puszczy. Za początki istnienia parku przyjmuje się rok 1921, kiedy na części obecnego obszaru Parku utworzono leśnictwo „Rezerwat”.

Park zajmuje ponad 10,5 tys. ha, czyli 1/6 polskiej części Puszczy Białowieskiej; pod ścisłą ochroną jest ponad 6 tys. ha. W parku występuje m.in. 809 gatunków roślin naczyniowych, ponad 3 tys. gatunków roślin zarodnikowych i grzybów, prawie 200 gatunków mchów i 283 gatunki porostów. W puszczy żyją 52 gatunki ssaków, ponad 8 tys. gatunków bezkręgowców oraz ok. 120 gatunków ptaków lęgowych – m.in. sóweczka, dzięcioł trójpalczasty.

Białowieski Park Narodowy jest jedynym polskim obiektem przyrodniczym wpisanym na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

(PAP)

maja/ je/ pad/

Źródło: Serwis Nauka w Polsce – www.naukawpolsce.pap.pl

 


Fotografie: Stefania Pruszyńska (materiały własne redakcji Gazety Autorskiej „IMPRESJee”)


wtorek, 11 kwietnia 2017

Poznańskie koziołki w kwartecie ulicznym na osiedlu Bolesława Chrobrego w Poznaniu. Jaskrawość ich artystycznych szat bije w oczy. W takiej kondycji zastałam ten cichy a przyciągający uwagę przechodniów egzotyczny kwartet w samo południe 29 marca 2017 r.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 76