| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Szanowni P.T. Czytelnicy Gazety Autorskiej „IMPRESJee”(nr 2190 w Rejestrze Prasy w SO w Poznaniu), Słonecznie Was witam i zapraszam do odwiedzin Salonów mojej gazety, życząc inspirującej i miłej lektury - Redaktor naczelna. Statystyki Gazety Autorskiej „IMPRESJee”. * Liczba wizyt: 6 653 960 ** Liczba wizyt z podstronami: 8 924 039. W Blox - Gazeta Autorska „IMPRESJee” na pierwszym miejscu popularności w kategorii: Media

* SALON: OBSERWATORIUM

wtorek, 11 kwietnia 2017

Poznańskie koziołki w kwartecie ulicznym na osiedlu Bolesława Chrobrego w Poznaniu. Jaskrawość ich artystycznych szat bije w oczy. W takiej kondycji zastałam ten cichy a przyciągający uwagę przechodniów egzotyczny kwartet w samo południe 29 marca 2017 r.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 



czwartek, 16 marca 2017

 

 

Hymn śpiewany na demonstracji kobiet w Poznaniu 8 marca 2017, fot.: Stefania Pruszyńska

Hymn ten, nieznanego mi autorstwa, odsłania głębsze motywy protestu kobiet, niż te odwołujące się do planowanych decyzji prawnych dotyczących kwestii powoływania do życia człowieka i sfery intymnej, wymagającej odpowiedzialnego i wrażliwego traktowania. Te inne  motywy,  dotąd przemilczane w tych protestach, są stopniowo ujawniane także w wypowiedziach ich uczestniczek, które można również łatwo sczytać z różnych doniesień prasowych z innych regionów (choćby z protestu w Rzeszowie).

Kobiety solidarnie protestują w obronie własnej – przeciwko przemocy. Demonstrantki – w imieniu tych nieobecnych milczących. Nie chcą też być traktowane jak biologiczne mumie. 

Subtelność kobiecej natury nie może być  na wieki całe skazywana na prymitywizm tych przedstawicieli płci męskiej, którzy nie wahają się okazywać kobietom swoich nie do przyjęcia w cywilizowanym świecie postaw. Nie chcą cierpieć od pięści ani być poniżane, gnębione, wykorzystywane, traktowane jak przedmioty, własność mężczyzny.

Stylistyka haseł protestu, ta prymitywna, dotąd zagłuszała to, co piękne a doznające wielu krzywd w kobiecie, jej duszy i naturalnej dla kobiety postawie  wrażliwej na uczucia, odczucia, pragnącej życia na miarę wysoką szanowanego i miłującego człowieczeństwa.

Kobiety nabrały odwagi,  poczuły, że mają prawo. Legalne demonstracje, cokolwiek by miały na celu, są wyrazem demokracji, która jest także dla kobiet. Cieszy, że u boku protestujących kobiet jest wielu mężczyzn. To dobry znak. Trzeba jeszcze wiele, aby w tych protestach miała należny  głos  kultura osobista.  Kobiety pragnące skuteczności w spełnieniu swoich  oczekiwań, chcące wywrzeć wpływ, a nie stosować  agresywną i wulgarną w formie presję na decydujących o prawie i postawach reagowania na przemoc czy o dotąd wprowadzonych sposobach rozwiązywania sytuacji kryzysowych, dotyczących przemocy, nie ocenianych  jako skuteczne i właściwe, mówią same krytycznie o stylu protestowania, odrzucając treści prymitywnych haseł  przyczynie ich nieobecności  na demonstracjach. Hymn, który publikuję, zbliża się swoją formą i treścią do tych oczekiwań. 

Stefania Pruszyńska 


wtorek, 14 marca 2017

Dawka pragmatyzmu i informacji bieżących z ministerstw  to konieczność, której warto poświęcić czas, aby mieć orientację w bieżących trendach ustawodawczych, możliwościach korzystania z praw obywatelskich, wiedzy o statusach organizacji i ich uprawnieniach, kwestiach społecznych etc.

Nawet trzeba na to poświęcać nieco częściej swój czas życia i mimo że to poświęcanie jednak okazuje się próbą panowania nad labiryntem i wieżą babel z uwagi na ogromne rozproszenie informacji  bo np. wystarczy szukać ustaleń czy prawa choćby według kryterium socjalnego czy wiekowego bądź wybranej kwestii, np. młodzi, bezrobotni, bezdomni, emeryci, renciści, niepełnosprawni, seniorzy, samozatrudnieni, rodzina etc., umowy o pracę, twórca w kulturze, kultura, dofinasowania,  ochrona natury i środowiska... aby doznać olśnienia albo szoku... w ich dopływie do niecybermózgu, lecz własnego, udręczonego niedostatkami żywota czy owładniętego ideami i realizacjami na przykład twórczymi, a zwłaszcza zamiarami, dla których nikt za żadną z nas ani żadnego z nas nie podpowie rozwiązania.

Szczegółowiej zaś można się rozeznać w tematyce i jej rozwiązaniach regionalnych,  samorządowych, oddając się lekturze treści podanych w Internecie na stronach urzędów wojewódzkich czy marszałkowskich... Demokracja niejako spływa informacjami od Sejmu aż po powiat, gminę, miasto, dzielnicę, osiedle... Niby wszyscy wiedzą, a jednak wygrywają ci, którzy potrafią z tej wiedzy i  możliwości skorzystać. Praktyka ma jednak wiele obliczy, a najmniej ponętne z nich jest to, które  ma  cechy determinacji  w wyważaniu drzwi.  Najmniej ponętne dla tych przed drzwiami i tych za drzwiami! Sprawiedliwie!

Polecam jednak taką kąpiel umysłu i świadomości w faktografii prawnej jako lepszą i pożyteczniejszą od uporczywego nawyku (manii, telemanii, uzależnienia) śledzenia słów polityków, ich grymasów i różnych w skali wartości zdarzeń  od podjętych ważnych decyzji, które i tak okażą się niepewne, ulegną zmianie, aż po upadłą rzęsę czy wyrwany ząb polityka...

Stefania Pruszyńska 



czwartek, 22 grudnia 2016

 



 

 



Mieszkańców Poznania czeka dzisiaj niespodzianka - choinki, które  stanowiły ozdobę rynku podczas Poznańskiego Betlejem 2016, zostaną rozdane jako prezent. Na fotografiach: wystrój placu Wolności, a na ostatniej -  choinka na ul. Paderewskiego.

 

Tekst, fot.: Stefania Pruszyńska




niedziela, 18 grudnia 2016

Uczymy się demokracji. Boli dzisiaj ta nauka, dzieli wielu. Decyzje są neurotyczne.

Bycie dziennikarzem, niezależnie od przedmiotu zainteresowań tematycznych, znaczyło  prawie zawsze i w różnych formach czy różnym stopniu odczuwanie w tym zawodzie i rolach z nim związanych presji. Niekiedy ta presja niewyobrażalnie naruszała czy narusza prawo i normy albo osiągała i osiąga formy nie do przyjęcia nawet przez mało zorientowanych w meandrach uprawiania tego zawodu.

Histeria nigdy nie była dobrym doradcą w żadnej sprawie, jednak wraz ze sprzeciwem obywatelskim jest nieuchronną konsekwencją rażących błędów w postawach, intencjach czy decyzjach polityków. To oni też za nie odpowiadają. 

Pomruk historii, czy nowa historia? – to obecnie dylemat bynajmniej nie z gatunku teoretycznych... 

Stefania Pruszyńska 


sobota, 17 grudnia 2016













 



 





 

Żłóbek, najważniejszy symbol świąt Bożego Narodzenia, ma dwie artystyczne wersje  w sercu Poznania  jedną na placu Wolności, drugą    nieopodal ratusza i dostojnej choinki. Te żłóbki różni wizja Dzieciątka Jezus. Maleńki  jest metaforyczny, dramatyczny na placu Wolności, zaś na Starym Rynku ma postać bezbronnego niemowlęcia.

Organizatorzy zdecydowali się  poszerzyć w tym roku Poznańskie Betlejem z tradycyjnego dotąd terytorium Starego Rynku o plac Wolności. Będąc w centrum Poznania, nie sposób nie zajrzeć tam, aby poznać, co tym razem przygotowano w licznych kramikach i stoiskach z różnymi wiktuałami na świąteczny stół, a co – dla zziębniętych czy głodnych przechodniów. Wystawiono również wiele artykułów do zdobienia i akcentowania świątecznej atmosfery w domach. Nie zapomniano o atrakcjach wesołomiasteczkowych dla dzieci. 

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska 



niedziela, 23 października 2016

Temat wywołuję nie bez kozery, zadając pytania i prowokując swoimi przemyśleniami.  Proponuję na początek refleksję: Mój dom jest moją twierdzą? Warto nad tym przystanąć i pomyśleć.  I  rozejrzeć się dokoła. 

A samotność, izolacja  to los, przeznaczenie? Wynika z postawy człowieka wobec innych ludzi? Jest rezultatem postawy ludzi? A dlaczego jedni czują się samotni, a inni nie? Czy i kiedy wierzący w Boga lub niewierzący czują się samotni? Takie poczucie zależy od wiary bądź niewiary? Czy bycie samej, samemu to samotność? A samotność wśród ludzi − w pracy, w skupiskach ludzi, małżeństwie, rodzinie, w miłości? Jak i kiedy cierpimy  z powodu poczucia samotności?

Poczucie samotności generuje świadomość istnienia barier między ludźmi, barier − nie do pokonania? Dlaczego i kiedy poczucie samotności pcha ku niewierze w siebie samego, w swoje wartości? Jaki ma wpływ na ten stan niewiara w ludzi, w ich dobre uczucia, intencje, dobrą wolę?  A rozpaczliwe poczucie samotności to stan, z którego nie ma wyjścia? Kiedy, kogo i czy taka samotność może oskarżać o egoizm i okrucieństwo?

Temat ten wywołuję nie bez kozery, zadając pytania i prowokując swoimi przemyśleniami wyróżnionymi w tekście.  Proponuję na początek refleksję. Bo warto nad tym przystanąć i pomyśleć.  I  rozejrzeć się dokoła. Samotni żyją obok. Obok siebie również.

Wola dobroczynienia człowiekowi musi być wolą totalnego altruizmu?

Aby dobroczynienie było dobrem. Co można i trzeba uczynić, jeśli ma się możliwość uczynienia czegoś dobrego dla innych np. jako wolontariusz akcji społecznej pomocy bądź pracownik służb społecznych (w ramach struktur finansowanych ze środków publicznych),  a także w obrębie  rodziny, relacji przyjacielskich czy spontanicznie w reakcji na widzianą, znaną sytuację  potrzeb − aby to czynienie było autentycznym dobrem? By było dobrem również dla osoby czyniącej dobro, a nie skutkowało złem, stratą, niepowetowaną krzywdą dla niej. Nieproste, prawda?

Samo dobro nie jest podstępne. Płynie z najpiękniejszej mocy człowieka.  Zło zaś, niestety, potrafi  udawać dobro. O tym też warto pomyśleć.

„My home is my castle”. Dlaczego niektórzy a liczni nie wychodzą do ludzi, nie zapraszają przyjaciół i bliskich do siebie, niechętnie przyjmują zaproszenia? Są, rozczarowani, nie mają ochoty na goszczenie kogokolwiek, nie mają środków ani sił na goszczenie, wolą zachować swoje domostwo dla siebie? Są zajęci własnymi aktywnościami? Pragną ożywienia, impulsu, zachęty do wyjścia z domu, zainteresowania innych?  Czekają na znak, gest, telefon od innych? Są chorzy, mają stany depresji? Popadają w melancholię,  są załamani? A może chcą już tylko zasnąć?

Labirynt ludzkich doskonałości jest spleciony z labiryntem ludzkiej ułomności. Piękna z brzydotą

Nie ma schematów ani uniwersalnej diagnozy czy rady. Można przecież też myśleć: Ludzie sami decydują o tym, w jakim położeniu się znajdują. Także o takiej swojej samotności i osamotnianiu innych osób − swoją nieobecnością, brakiem inicjatywy. A może tylko − samowystarczalnością, potrzebą wyciszenia się, zajmowania się czymś, co wymaga bycia samemu?

Człowiek na pewno nie żyje na pustyni. Tylko wyjątkowo jako wędrowca  przemierza pustynię dosłownie. A może tak jednak odczuwa swoje położenie? Można zadać sobie pytanie: Dlaczego w takim razie odczytuje się tak niekiedy lub często własną sytuację, jakby wokół  była pustynia?

Starsi ludzie zwłaszcza bywają w potężnej opresji, gdy nie mogą się pogodzić ze stanem starzenia, swoją narastającą niedołężnością, której istnienie bywa  niekiedy rezultatem małej pracy nad sobą z powodu choćby niewiary w jej sens, tej z kolei uwarunkowanej raz niezależnymi okolicznościami, raz zależnymi od postawy wobec siebie, swojego zdrowia.

Niedoświadczanie miłości, sympatii w takim położeniu ma wiele barw niechęci osób, które same nie pragną w jakikolwiek sposób podtrzymywać znajomości czy okazywać komukolwiek swojego zainteresowania. To trudne sytuacje.

Gorzki chleb dajesz, taki sam otrzymasz. Ile w tym autentycznego chleba powszedniego, niestety − tego niejadalnego, gorzkiego, który dzisiaj podawany nie tylko takim samotnym i np. starszym czy starym ludziom, jutro może być podawany tym, którzy go  podawali wczoraj wielu innym.

Proste a dobre jest piękne i natychmiast działa

Nawet zrzędliwa, burkliwa, nieprzyjemna w zachowaniu osoba potrafi nagle się rozpromienić, gdy jej okazać miłym słowem, gestem dobrą wolę, serdeczność czy wspaniałomyślność, grzeczność i poświęcić trochę czasu na rozmowę, pomóc jej w czymś małym.

Nie trzeba się zrażać zbyt szybko. Odpowiedź na dobro przychodzi spontanicznie i  może zmienić niejedną postawę negatywną na bardzo pozytywną, nawet na tyle ciepłą w wyrazie, że jest ona zdolna  ponieść dalej ten ożywiający  impuls w kontaktach.

Bardzo silnie i młodzi, i starsi  reagują na różne przejawy starzenia czy utratę walorów osobistych, zdrowia, pogorszenie sytuacji egzystencjalnej. Kiedy przeżywa się obniżenie nastroju (np. z powodów także organicznych, w tym zaburzeń hormonalnych w wieku starszym), spadek kondycji, utratę swojej urody czy sytuacje złe, obiektywnie, a nie tylko subiektywnie dramatyczne − trudno o dobre relacje z innymi. W każdym wieku jest możliwa taka odmiana losu czy pojawienia się zmian niekorzystnych w życiu, zdrowiu, wyglądzie, sprawnościach…

Tymczasem można wiele uczynić dla przywrócenia dobrej sytuacji czy jej polepszenia, utrzymania dobrej kondycji, pogody ducha, podtrzymania uroku osobistego.

Oczywiście, jeśli nie ma przeszkód − łatwiej o to, co sprzyja stałemu komfortowi psychicznemu i znakomitemu samopoczuciu.

A co nam mówi przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego, jeśli je uznajemy za ważne? Jak samą, samego siebie kocham? Jak jestem kochana, kochany? Czy umiem kochać w cierpieniu? Jak jestem kochana, kochany w cierpieniu? I gdzie te ręce i to serce chowam, zamiast je wyciągnąć do czekających na ich i moje ciepło? Jak okazujemy ludziom nasze serca, naszą serdeczność? Czy jesteśmy zrozumiani, chciani, szanowani, doceniani, gdy je im okazujemy? Jak przyjmujemy okazywanie serca, serdeczności? Jak rozmawiamy ze sobą? Jak pojmujemy wartości innych, ich talenty, prawa? Ich dokonania, starania i dążenia, pracę, zdobycze intelektualne, artystyczne… Potencjał i przeszkody.

Pytamy tych,  których spotykamy rzadziej, jak się mają, czym się zajmują, czym się interesują, czego pragną, o czym marzą, jakie mają plany?

A gdy traktujemy ludzi nazbyt służbowo, chłodno, nieprzyjaźnie, nie jesteśmy przypadkiem pancernikami – osobami uzbrojonymi w ochronne szaty?  Taka może być mowa również kompleksów, przyszarzająca jakość życia i dialogu, której źródła tkwią w doświadczaniu wielu niewłaściwych reakcji na siebie, doznawaniu krzywd, wrogich postaw,  niegodziwości – w odpowiedzi na to, co szlachetne, dobre.

W każdej relacji tryb komunikacji czy sposób okazywania grzeczności, uprzejmości jest przejawem kultury osobistej, lecz i rozumienia  roli  jej ram. Także mówią wtedy silnie osobowość każdego, emocje, uczucia, nastawienia…

A do czego prowadzą np.: skrótowość drylu urzędowego, niedostatki empatii lub jej brak, znikomość też woli ludzi do pokonywania sztampy, sztuczności…

Na gruncie zaburzeń w kontaktach międzyludzkich i doświadczeń, w których doznaje się niezrozumienia, niechęci czy wręcz nieprzyjazności,  jak przysłowiowe grzyby na deszczu wyrastają zahamowania, lęki i poczucie wyobcowania. Przekonania, że świat jest pełen złych ludzi i nie warto się zbliżać, dążyć do zawierania bliskich znajomości, niekonwencjonalnego dialogu. Zanika poczucie sensu okazywania własnej woli, poglądów, uczuć… To skrajne stany świadomości.  Jednym słowem, w końcu reakcje przypominają schorzenie, chorobę, bo tyle z tym wiąże się urazów psychicznych, duchowych. Tyle traum nawet może wyzwalać znajomość z kimś, kto sprawia nie tylko wrażenie, że ma wolę np. niszczenia ludzi, ich upokarzania, wykorzystywania czy manipulowania nimi. W niszczycielskich postawach tli się wiele zła − taką ocenę podpowiada instynkt samozachowawczy, który chroni przed destrukcją i zgodą na taką relację.

Motywy, postawy bywają różne. Nie zawsze intencje  są trafnie odczytywane. Zresztą też temu dobrze nie służy pseudodialog, skąpa wymiana zdań, opinii. To dialog pozorny, którego najtrudniejszą formą jest ten oparty li tylko na domysłach bądź jednostronnych komunikatach. Bo nie potrafimy czy nie chcemy rozmawiać, dyskutować, porozumiewać się i rozwijać się w dialogu?

Przekonanie: „Pochwal się” swoim dramatem albo sukcesem, a już jesteś skazany na ludzką niegodziwość − tylko dokłada kamieni

A trzeba wiedzieć wielu, że tylko  nieliczni niegodziwi szafują złem w reakcji na czyjąś dramatyczną sytuację. Na to błaganie nieme i to wyrażone słowami  złem odpowiadają ludzie okrutnicy, psychopaci, sadyści, skorzy do wykorzystywania nawet osób w opałach. Takich kwalifikuje się do uznania za niepożądanych w społecznościach.  Zło zawsze prędzej czy później się odsłania i jest zwalczane. By jego miejsce zajęło dobro. Taki porządek ludzkich spraw zawsze podtrzymywał i podtrzymuje rozwój społeczeństw, cywilizacji.

Dystans jest zdrowszy. Sprzyja wzajemnemu szacunkowi i rozwojowi dialogu i cennych wartości. Umiar nikogo nie razi, nie rani, nie krzywdzi. Ma jednak w sobie coś z maski ochronnej.

Japończycy mają ciekawy zwyczaj. Pytają: jak się ma pani, pana matka, 0jciec, a jak mąż, żona, siostra, brat, szwagier, zięć, dzieci, kuzynka, kuzyn, wuj, ciotka itd. Zapytani przez grzeczność o to samo (bo tego uczą swoją metodą), mają na wszystko odpowiedź afirmującą stan optymizmu dotyczący  rodziny: wspaniale, cudownie, znakomicie, bardzo dobrze, bez zmian − dobrze, zadowalająco… I podczas takiej rozmowy na ogół nie schodzi im z ust  słoneczny uśmiech i nie znikają wesołe iskierki w oczach.

Rozpacz. A kiedy płakaliśmy, rozpaczaliśmy z powodu poczucia osamotnienia, co stanowiło powód tej rozpaczy i tego stanu − rozłąka, rozczarowanie, nieodwzajemniona miłość niespełniona, doznane upokorzenia, tęsknota, nostalgia, poczucie odrzucenia, brak  z kimkolwiek wspólnoty idei, bycie samej, samemu w swoim domu?

Dzieci w piaskownicy. Są na ogół pod opieką dorosłych. A widać już w gromadce bawiących się pociech, że jedne  z nich uzgadniają ze sobą wspólną zabawę, wymianę łopatek, wiaderek, inne zaś pragną zastrzec tylko dla siebie jakąś część piaskownicy,  jeszcze inne zabierają zabawki mniej zdolnym do samoobrony. Te dzieci niezdolne do samoobrony, które w reakcji na zabraną im zabawkę jedynie płaczą i szukają pomocy opiekuna, przypominają obraz bezradnego dorosłego człowieka. Takim bywa samotny, chory, dobroduszny, ufny, naiwny, dobrze wychowany, wrażliwy. Jemu trudniej przychodzi zdobywać w życiu cokolwiek. Jest narażony na tych, którzy mu zabiorą, oszukają go, omamią, obśmieją, wyszydzą, zdradzą, wykorzystają.  Może wtedy post factum powoływać się na zasady, prawo itp.? Dlatego też nie można pozostawiać takich osób  samym sobie, gdy potrzebują wsparcia choćby zrozumieniem, obecnością, demonstracją, że nie są sami. To mówi nam etyka i zdolność do miłości, te głęboko w nas tkwiące moce dobroczynienia i niedozwalania na krzywdy. To właśnie te zdolności i moce wytworzyły prawo: humanitarne, pochylone nad człowiekiem i jego dobrami.

Samotność ma wiele imion i tyleż samo barw. Wiadomo, że doskwiera nie tylko brak obecności człowieka blisko, lecz  również brak rozmów, brak kontaktu, brak możliwości dzielenia się myślami, brak jakiegokolwiek sygnału od osoby, osób. Okazjonalne okazywanie pamięci bywa także tak odbierane, choć często mylnie, gdy kiedyś te kontakty były ożywione. A okazywana niechęć do kontaktów − to doprawdy bardzo  szczególny przejaw złych nastawień, relacji, wyobrażeń, nierzadko rezultat  wyjątkowo niedobrych doświadczeń, zranień, krzywd, niesprawiedliwości. Owocuje tak też  poczucie konieczności samoobrony.

 Tęsknota za człowiekiem ujawnia moc pragnienia wyjścia z samotności

Bez przejawów miłości, jej okazywania i bez tej nam okazywanej, doznawanej od innych, a zwłaszcza od osoby, którą wyróżniamy swoją miłością, przeżywamy dramat. Nie zawsze to okazujemy.

Towarzysz na co dzień. Wielu ludzi otwiera telewizor − i tam znajduje czyjeś życie, wieści o świecie. To jednak tylko napełnianie świadomości różnymi treściami, nie zaś prawdziwe własne życie.  Telemania bywa jedną z form niepokojących uzależnień w sytuacjach osób żyjących samotnie. Taka jedyna forma zainteresowania w ciągu dnia, polegająca na bierności…

Marzyć, kochać, być aktywnym, twórczym, kreatywnym, znaczy żyć pełniej. To jedna z podpowiedzi − antidotum na samotność. Pytania o samotność i jej uprzykrzenia gasną  jak niepyszne w odpowiedzi już na sam uśmiech…

Kwiaty a kwiaty.  Nieporównywalne jest podziwianie kwitnących bzów w reportażu telewizyjnym, na obrazie, fotografii − z dotykiem ich żywych, choćby w wazonie, a cóż dopiero w ogrodzie na bujnych krzewach, gdy rozsiewają ponętne aromaty i cieszą nie tylko  oczy, oczarowując swoimi barwami…

Stefania Pruszyńska



środa, 19 października 2016

 

 

Tegoroczna październikowa aura nie sprzyja rozwojowi grzybni w lasach Wielkopolski. W zielonej otulinie Obrzycka, miasta w województwie wielkopolskim (w latach 1975 – 1998 w województwie poznańskim), powiecie szamotulskim, położonego przy ujściu rzeki Samy do Warty, grzybów jadalnych nie było. Nawet niejadalne okazały się rzadkością. Na pociechę pozostał Adam Mickiewicz  z poetyckim opisem w „Panu Tadeuszu” pysznej bujnością obfitości dawnych borów.

Niedawna moja wyprawa do lasu koło Obrzycka, w którym pośród dominujących sosen wzrastają młodnikowe brzozowe i sosnowe zagajniki, dowiodła, że grzybów jadalnych tam darmo by szukać. Po drodze pojawiło się kilka blaszkowców kwalifikowanych jako niejadalne.

− Ani podgrzybków w sośninie, ani koźlaków w brzezinie. I sowy niedosiężne, tajemne… Osowiały? − myślałam, zawiedziona. Gołąbki i surojadki pewnie również poukrywane w owocnikach pod igliwiem czy mchami, których tutaj jest jeszcze sporo. Zielonki  we śnie w piaskach, a opieńki na pniach niewidzialne gołym okiem. Gdzież by tu marzyć o dorodnym borowiku, chociaż siedlisk przyjaznych temu szlachetnemu gatunkowi w tym miejscu nie brakuje. Na pociechę pozostał Adam Mickiewicz  z poetyckim opisem w „Panu Tadeuszu” pysznej bujnością obfitości dawnych borów.

Na fotografiach utrwaliłam za to urodę lasu i czerwonych muchomorów, znalezionych niemal cudem − taka posucha grzybowa, mimo nawilżonej niedawnymi deszczami ściółki… Wprawdzie internetowe atlasy grzybowych eldorado informowały o tym, że pokaźny wysyp  zaobserwowano gdzie indziej i dalej  − w okolicach Piły (miasto w województwie wielkopolskim, odleglejsze jednak od Poznania) czy w Krakowskiem,  lecz nie w pełni im dowierzałam. Widać było jednak, że o tej sytuacji miejscowi miłośnicy grzybnych łowów  mają pełne rozeznanie − w lesie ani żywej duszy, poza  dwiema paniami zażywającymi spaceru z pieskiem.

W tej podobrzyckiej leśnej krainie, w której do woli  można się rozkoszować czystym powietrzem nasyconym aromatami, specyficznymi dla każdej pory roku, swoiście powabnymi jesienią,  nie mniej niż całkowity brak grzybów jadalnych zaskoczył mnie tutejszy zwyczaj zawiadamiania − na kartce przyklejonej na brzozie rosnącej tuż przy szosie.  Elektrownia użyła − i pewnie nie od dziś  używa − tego sposobu do zakomunikowania mieszkańcom przyleśnych siedzib, kiedy  nastąpią przerwy w dostawie prądu.

Tekst i fot.: Stefania Pruszyńska



środa, 05 października 2016

W Czarnym Proteście w sobotę i w poniedziałek w Polsce z kobietami wielu pokoleń protestowali mężczyźni w różnym wieku. Nie zrzeszeni i z różnych oddolnych inicjatyw obywatelskich, a także istniejących partii, stowarzyszeń, formacji wolnościowych, anarchistycznych i walczących o prawa mniejszości. Hasła tego protestu pozostały silnym jego obrazem: „Moje ciało, mój wybór”, „Kobieta to nie inkubator”, „Dziecko z miłości, nie z przymusu, nie ze złości…”, „Nie ma zgody na takie metody”, „Chroniąc życie matki, chronię każde życie”, „Ewoluujmy”, „Przyszłam, bo mam rozum”, „Stop dla zakazu aborcji”, „Tak dla wyboru kobiet”, „Żyję, kocham, wybieram”, „Wiedza to nie grzech”, „Chcemy lekarzy, a nie misjonarzy” (skandowane podczas manifestacji w Poznaniu), „Martwa rodzić nie będę”... O swoim uczestnictwie w tym proteście lub o samym proteście przypadkowi, nieznani przekazywali swoje  krótkie opinie bądź wybierali zdawkowe odpowiedzi  czy milczenie...  

Student wyjaśnił: „Nie chcę żyć w takiej Polsce,  w której ludzie nie mający nic wspólnego ze związkiem z kobietą uzurpują sobie prawo do decydowania o jej życiu i życiu dzieci. Jestem przeciwny aborcji, lecz jestem za ludzkim, świeckim i na odpowiednim poziomie wiedzy medycznej prawem, gdy  dotyczy zdrowia i życia ludzkiego. To wspólna sprawa kobiet i mężczyzn”.

Starsza kobieta: „Właściwie to gdzieś  w sobie cały czas się boję, że znów będą nas pałować jak za czasów komuny. Teraz za to, że się bronimy i walczymy przeciwko nieprzemyślanej ustawie, nie skonsultowanej z lekarzami o odpowiedniej wiedzy, przez to groźnej, bo ze skutkami nawet nie do przewidzenia. Ale ta manifestacja  nie do końca była taka, jak chciałabym, żeby była.  Nie podobały mi się  prymitywne okrzyki”.

Inna kobieta: „Wolę zatrzymać dla siebie, co dokładnie myślę. Wiadomo, że to nie żarty i że to wszystko w jedną czy drugą stronę nie jest odpowiednie. Jednak mam  prawo walczyć o dobre prawo. Takie, które mnie wreszcie zauważy”.

Jeszcze inna: „Porządni ludzie nie mają takich problemów. Nie wiadomo jednak, co może się kobiecie zdarzyć. Czytałam ten projekt. Żenujące, że w Sejmie nie ma ekspertów, wychwyciliby od razu, że to knot prawny. Z tej strony już tak to wygląda. A co do reszty... brak słów. Więzienia za nasze pieniądze trzeba by rozbudować, bo na przykład wzrosłaby od razu statystyka samosądów na niechcianych ojcach. Kobieta osierocona w dramacie –  to nie do przełknięcia dla środowiska prawniczego i społeczeństwa myślącego w kategoriach  humanizmu”.  

„Byłem z koleżankami na manifestacji, bo trzeba okazać kobietom solidarność w walce o prawo do życia, czyli przeciwko narażaniu życia  kobiet drogą stanowionego prawa. Zresztą te projekty ustaw: zaostrzającej przepisy o aborcji i ustawy o in vitro nie dotyczą tylko kobiet, lecz nas wszystkich”  wyznał trzydziestolatek dzień po strajku kobiet.

Kobieta w średnim wieku: „Dlaczego nie broni się tak samo kobiety jak dziecka? Dlaczego mamy  patriarchat nadal w domach i w pracy? Nie zgadzam się jednak na leki wywołujące poronienie. Jestem praktykującą chrześcijanką”. 

Nastolatka: „Byłam tam za moją najstarszą siostrę. Siostra bała się stracić pracę. Nie chcieli jej zwolnić na strajk. Mówiła, że wszyscy jesteśmy zastraszani w Polsce. A ja chciałam jej udowodnić, że mnie nikt nie zastraszy, bo demonstracja jest legalna”.  A gdy zapytałam:  Jak ta manifestacja podobała się tobie? – odpowiedziała: „Średnio”. – A dlaczego średnio? „Bo nie było tam ze mną mojej siostry” – wyjaśniła.

Jedna z kobiet przypadkowo zapytanych w innym odległym miejscu, od razu odpowiedziała: „O, nie, nie! Czarny Protest… W żadnym razie nie popieram!”. – A wie Pani coś o tym? „Tak, wiele wiem. Domyślam się, raczej się obawiam, że tak naprawdę chodzi znów o manewry polityczne! W ogóle to jestem katoliczką  i nie wyobrażam sobie... Przepraszam, chcę to jeszcze bardzo przemyśleć,  zastanowić się, bo to za trudne”.  

„Wolę swoje zdanie, wiem, co myślę i co odczuwam” – w tym duchu mówiło sporo zapytanych. Podobnie wielu pytanych o opinię o samym strajku stwierdzało: „Kochamy życie, ludzi, dzieci, wolność! A nienawidzimy polityki i prawa naszym kosztem!”. 

„Byliśmy na manifestacji, bo nie zgadzamy się na wiele niedobrego w tym kraju, co jest demagogią. Nie zgadzamy się na uśmiercanie kobiet i wolności takimi ustawami. Także nie chcemy uśmiercania dzieci. Tak do końca nie wiemy, co może być rozwiązaniem, które by nikogo nie krzywdziło” – stwierdzali inni. 

Starszy mężczyzna I: „To oczywiste, że poparliśmy ten protest! Poszliśmy całą rodziną”. A zapytany: Dzieci się orientowały w tym wszystkim?  odpowiedział: „Były z nami i wiedziały, że będzie dużo ludzi, którzy się nie zgadzają na wiele rzeczy”.

Studentka: „Wreszcie my, kobiety, pragniemy razem walczyć o swoje dobro. Nie jest nim przecież prawo do aborcji na życzenie, lecz prawo do osłony prawnej i pomocy instytucjonalnej czy medycznej w sytuacjach dramatycznych, niezawinionych, a zagrażających naszemu życiu. Nie byłam jednak na proteście z powodu bardzo złego samopoczucia.

Starszy mężczyzna II: „Kobiet trzeba bronić. Bez nich bezpiecznych, szczęśliwych i wolnych nie ma sensu nasze życie”.

Opinie przypadkowych  rozmówców zebrała: Stefania Pruszyńska  



niedziela, 18 września 2016
środa, 22 czerwca 2016

 

Cyklista porzucił, marketing uliczny zaadoptował, fot. Stefania Pruszyńska

Niekonwencjonalny uliczny marketing jest zarówno owocem niemal artystycznej pomysłowości ludzi prowadzących skromną działalność, jak i sygnałem ich skromnych możliwości konkurowania z rekinami. Tropię od dawna takie przejawy ludzkiej próby zaradności czy prowokacji bądź poruszające inne struny myślenia. Ten obiekt pochwycony przez mój obiektyw wykwitł na al. Marcinkowskiego w Poznaniu.

Stefania Pruszyńska

 



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 77